Stokowiec ma w Lechii komfort i nie chodzi o wiaterek znad morza
Weszło

Stokowiec ma w Lechii komfort i nie chodzi o wiaterek znad morza

Dla trenerów nigdy nie jest komfortową sytuacją, gdy klub przeprowadza transfery na ostatnią chwilę. W piątek masz grać mecz inauguracyjny, a w środę przyjeżdża piłkarz, „cześć, Jacek jestem”. I bądź tu człowieku mądry, wpasuj go do koncepcji, wkomponuj w zespół. Niestety w polskich warunkach jest to zjawiskiem bardzo częstym, bo zawsze fajniej wziąć kogoś taniej, a im dłużej piłkarz nie wie zbyt wiele na temat swojej przyszłości, tym chętniej schodzi z pensji. I cóż, patrząc na Lechię w tym okienku transferowym, trzeba przyznać, że to nie jest kłopot Piotra Stokowca. On względny komfort dostał bardzo szybko.

Jeszcze sezon się nie skończył, a już wiadomo było, że do Lechii trafi Żarko Udovicić. 22 maja ogłoszono z kolei, że w biało-zielonych barwach będą grali Mario Maloca (ponownie), Maciej Gajos i Paweł Żuk. Biorąc pod uwagę, że piłkarze skończyli urlopy plus minus trzy tygodnie później, a na pierwszy obóz – do Cetniewa – pojechali z miesiąc później, Stokowiec mógł sobie wszystko dobrze przygotować.

I tak samo sprawy miały się z transferami wychodzącymi. Nie było tak, że ktoś zapukał do pokoju Stokowca na zgrupowaniu i stwierdził „trenerze, spadam”, tylko odejścia zostały starannie zaplanowane. Piłkarze odchodzili szybko i też trudno powiedzieć, by w gdańskiej układance byli kluczowi. Vitoria, Nunes, Mak nie stanowili o sile Lechii. Michalak też nie, a skoro udało się go sprzedać za dobre pieniądze, rozmawiamy wręcz o transferowym majstersztyku.

Zdecydowanie więc mówimy w Lechii o stabilizacji. Pewnie, jakieś braki jeszcze byśmy znaleźli, o czym później, natomiast klub nie działał na łapu-capu. Ściągał piłkarzy szybko i też ściągał takich, o których większość kibiców może coś powiedzieć bez wchodzenia do internetu.

OCENA ROZDANIA (skala 1-5): 4

Marzeniem każdego trenera PKO Bank Polski Ekstraklasy jest posiadanie dwóch piłkarzy na jedną pozycję, niestety, często bywa tak, że taki trener prędzej może znaleźć kwiat paproci w gabinecie (jeśli ma gabinet) niż podobny komfort. Jak się mają sprawy w tej kwestii u Piotra Stokowca?

Nie ma wątpliwości, że szkoleniowiec nie zarywa nocy, myśląc o obsadzie bramki. Ma Dusana Kuciaka, ma Zlatana Alomerovicia. Obaj bramkarze to goście solidni, ba, Kuciak miał takie mecze w zeszłym sezonie, że człowiek nie wierzył w to, co widzi. Słowak spokojnie uratował swojej drużynie kilka, jeśli nie kilkanaście punktów. Zresztą Alomerović też sroce spod ogona nie wypadł, kto oglądał mecze pucharowe w Częstochowie czy Zabrzu ten wie, że gość potrafi bronić i dużo dał od siebie, by złoty medal dyndał mu na szyi po meczu z Jagiellonią na Narodowym.

Środek obrony. Michał Nalepa z Błażejem Augustynem udowodnili, że może prochu na swojej pozycji nie wymyślą, ale są w stanie grać długie tygodnie na przyzwoitym poziomie. Vitorię zmienił Maloca, co musi być pozytywną zmianą, bo Kanadyjczyk fajnie klaskał, ale niewiele poza tym, a Chorwat udowodnił swoją jakość w Lechii dwa lata temu. Do tego jest Adam Chrzanowski, który długo kręcił się wokół kadry U20, gdzie bywał nawet kapitanem w sparingach. Czwórka do brydża więc jest.

Prawą stronę obrony będzie obsadzać Karol Fila, dobry na mistrzostwach Europy, a także Paweł Żuk. Mamy ambiwalentne uczucia co do gości ściąganych z którychś drużyn renomowanych zespołów, ale Joao Nunes wysoko poprzeczki nie powiesił. Z lewej strony jest świetny Filip Mladenović, zmieniać może go w zasadzie tylko Żarko Udovicić, więc jakaś luka jednak jest.

Środek pomocy? Kubicki, odzyskany dla futbolu Łukasik, odzyskiwany dla futbolu Gajos i Makowski, który w zeszłym sezonie pokazał się bardzo pozytywnie. Wyżej może grać i Lipski, i Wolski, ewentualnie Sopoćko i Egy. Słyszeliśmy o większej biedzie na kierownicy.

Skrzydła to świetny Haraslin, cały czas umiejący coś ugrać w tej lidze Peszko, Udovicić, ewentualnie Flavio, do tego młody Żukowski i wracający Balde, któremu Stokowiec chce się przyjrzeć. Na szpicy są Sobiech, Flavio, będzie Arak. Cóż, mogło być lepiej, jeśli chodzi o dziewiątkę, ale ogólnie w ofensywie Lechia ma czym straszyć.

I podsumowując: Lechia nie ma cholernie mocnej kadry, gdzie każdy drży o swoją pozycję, bo na plecach czai się mu drugi kozacki piłkarz. Zasada dwóch zawodników na pozycję jest bliska realizacji, ale jeszcze trochę do niej brakuje. Mimo wszystko wydaje się, że gdańszczanie są jej bliżej niż w rozgrywkach 18/19.

Gdansk, 21.06.2019 EKSTRAKLASA PILKA NOZNA TRENING POLISH LEAGUE FOOTBALL PRACTISE NZ zarko udoviczic , filip dymerski FOT. WOJCIECH FIGURSKI / 400mm.pl

NOWY AS W TALII: Żarko Udovicić

Dziesięć bramek, dziewięć asyst, dwa kluczowe podania. To były statystyki Serba w zeszłym sezonie i naprawdę nie można było przejść obok nich obojętnie. Żarko został otoczony w Sosnowcu w większości przez siódmy sort kubańskich pomarańczy, często on sam ciągnął ten wózek. Gdyby go nie było na wiosnę w takiej formie, Zagłębie spadłoby dużo wcześniej. Do dziś nie rozumiemy Ivanauskasa, który w kluczowym meczu ze Śląskiem Wrocław stwierdził, że zostawi Serba na trybunach. Gdzieś mamy wszelkie wytłumaczenia – to był strzał w stopę i tyle, Udovicić był dla Zagłębia kluczowy. Musiał grać. Nie grał? Sabotaż.

Cóż, wyszło na Udovicicia, skoro przeszedł ze spadkowicza do pucharowicza. Z pewnością się przyda Lechii, bo gdy Haraslin nie miał siły albo miał gorszy dzień, Lechia cierpiała na lewej stronie. Teraz Żarko będzie mógł Słowaka odciążyć, ewentualnie przejść na prawą stronę, a i zastąpić Mladenovicia na lewej obronie, gdyby rodakowi coś się – odpukać – stało.

No, ale Udovicić najlepszy będzie na skrzydle i tam też sam chce grać. Jak zapowiadał, poprawi swoje statystyki z Sosnowca. Wygląda to na bardzo trudne zadanie, ale facet udowodnił wszystkim, że nie ma co go skreślać.

BLOTKA: napastnik

Chyba jednak właśnie szpica, a nie lewa obrona. Mladenović cieszy się dobrym zdrowiem, zawsze może go mimo wszystko zmienić Udovicić. Coś się wymyśli. A ze szpicą? No, może być różnie. Po pierwsze Arak wraca po kontuzji i do powrotu ma jeszcze trochę, a i przed kontuzją nie kojarzymy go jako super snajpera. Po drugie Flavio młodszy nie będzie i przy częstym graniu nie zawsze będzie można z niego korzystać, co było widać wiosną, kiedy najzwyczajniej w świecie zabrakło mu pary. Sobiech jest z kolei nierówny. Przydałby się ktoś do konkurencji, tym bardziej że Stokowiec wspominał o graniu na dwóch napastników. Mówiło się o Gutkovskisie, ale na razie temat ucichł. Inna sprawa, że można było wątpić, czy to na pewno ten kaliber piłkarza na Lechię, która ma przecież spore aspiracje.

3849-3850-WWW_informacje_07_Lechia_Gdansk_Visa_637x402px

ROZDAJĄCY: Piotr Stokowiec

Jakkolwiek spojrzeć Stokowiec wszedł do historii Lechii Gdańsk i chyba można powiedzieć, że wykręcił z nią najlepszy wynik. Kiedy gdańszczanie zajmowali trzecie miejsce, nie mieli Pucharu Polski, kiedy zdobywali Puchar Polski, nie mieli trzeciego miejsca (bo nawet nie grali na najwyższym poziomie). Natomiast jeśli chodzi o liczbę samych trofeów, Stokowiec może zaraz dogonić Jerzego Jastrzębowskiego, który puchar poprawił superpucharem. No i jeśli dodać do tego wszystkiego szaloną misję pod tytułem „utrzymanie w sezonie 17/18”, wychodzi na to, że Stokowiec robi w Gdańsku fantastyczną robotę.

Czy to przypadek? Nie, skądże. Tak naprawdę nie wyszło mu tylko w Jagiellonii, a dobry warsztat pokazywał w Polonii, potem w Zagłębiu, teraz w Lechii. 75% skuteczności? Naprawdę niezły wynik.

No, ale nie ma co spoczywać na laurach, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ten sezon pod względem oczekiwań będzie trudniejszy. Gdy Lechia biła się o utrzymanie, w kolejnym roku nikt nie oczekiwał cudów. Jednak gdy te cuda się zdarzyły, trudno będzie wytłumaczyć zjazd formy. Czyli co? Typowy problem polskiego trenera.

DŻOKER: Rafał Wolski

Jak nie teraz, to kiedy? Wolskiemu daleko do młodzieniaszka, facet ma 26 lat, a wydaje się, że niektórzy cały czas traktują go w kategoriach talentu, którego zaraz wyciągnie Fiorentina i w Serie A pomocnik rozniesie wszystko i wszystkich. Nie, tak nie będzie. Powiedzmy sobie jasno: Wolski już nie zrobi wielkiej kariery. Natomiast wciąż może zrobić solidną, zostać naprawdę uznanym ligowcem, który będzie błyszczał, być może zgromadzi parę trofeów, a potem wyjedzie za granicę. Już nie do najlepszych lig, ale do lepszych niż polska.

Oczywiście – nie wszystko od niego zależy. Wolski sobie przecież nie wybiera, kiedy złapać jedną paskudną kontuzję, a kiedy drugą. Ale kiedyś usłyszeliśmy ładne zdanie z Kazika: los się musi odmienić. Być może dla Wolskiego właśnie w tym sezonie. Stokowiec w niego wierzy. Zresztą wydaje się, że kontuzja Rafała była jednym z kluczowych momentów, który zdecydowały o braku mistrzostwa dla Lechii. Zabrakło w Gdańsku kreatywności w ataku, Lipski dawał konkrety i pomysły zbyt rzadko.

To co, Rafał, może teraz?

ŚWIEŻAK: Tomasz Makowski

Przepis o młodzieżowcu nie nawiedza Stokowca w snach, ponieważ szkoleniowiec Lechii ma w tym względzie pewien komfort. Przede wszystkim jest Makowski, który już w debiutanckim sezonie PKO Ekstraklasy udowodnił, że nie pęka. Grał z Legią, Lechem, w derbach, z Piastem i w zasadzie było mu wszystko jedno, kto staje naprzeciw. Gdy Lechia wygrywała, może nie należał do najlepszych piłkarzy w zespole, ten wózek ciągnął kto inny, natomiast gdy Lechia dostawała w czapę, to nie przez Makowskiego. On cały czas utrzymywał przyzwoity poziom – na przykład ani razu nie zapracował u nas na haniebną notę, czyli taką poniżej trójki. W wieku 19 lat utrzymanie równej formy to naprawdę spory wyczyn.

No, ale jakby Stokowiec chciał w środku pola widzieć jednak Kubickiego czy Łukasika, to zawsze może wystawić na prawej stronie Filę i też powinno być w porządku, ponieważ prawy obrońca dawał radę i w lidze, i na młodzieżowych mistrzostwach Europy.

POTENCJALNY SKŁAD

Trzeba wziąć pod uwagę, że Lechia zacznie sezon jako pucharowicz i co najmniej przez dwa tygodnie będzie musiała rotować składem. Tak więc raz może wyjść Sobiech, raz Paixao. Raz Haraslin, raz Udovicić. Poza tym zmieniać będzie się też taktyka, gdyż Stokowiec – jak wspomnieliśmy – zapowiadał grę na dwóch snajperów.

111

OKIEM SZATNI: Żarko Udovicić

Obecne przygotowania – bardziej siatkonoga z trenerem Urbanem czy maraton z niedźwiedziem na plecach z trenerem Czerczesowem?

Muszę powiedzieć, że bardzo ciężko trenowaliśmy. Gdzieś powiedziałem w gazetach, że takie podobne przygotowania, to miałem jedynie w Serbii. Było bardzo ciężko, ale też mam świadomość, że dzięki temu później będzie nam łatwiej. Było dużo biegania, dużo siłowni. Jesteśmy po tych dwóch obozach bardzo dobrze przygotowani.

Który z piłkarzy z twojej drużyny robi największe wrażenie podczas tej przerwy?

Mamy wielu dobrych piłkarzy, ale wskazałbym Lukasa Haraslina. On bardzo pozytywnie wygląda na boisku, przede wszystkim, jeśli chodzi o jego technikę, uderzenie, finalizację akcji. Wiem, że to jest mój rywal do składu, ale ja się nie boję rywalizacji – ona zawsze jest dobra. Mamy sporo meczów przed nami i myślę, że wszyscy dostaniemy szansę. Trener chyba widzi mnie na tym skrzydle, na początku grałem na lewej obronie, bo nie było z nami jeszcze Filipa Mladenovicia.

Czego wam brakuje, by w tym sezonie zostać mistrzem Polski?

Myślę, że trochę więcej pewności siebie w decydujących momentach meczu. Tego brakowało drużynie w końcówce sezonu, ona była słabsza, chłopacy zgubili krok za rywalami. Mamy naprawdę dobrych zawodników, dobry zespół, pracowaliśmy i jeśli dołożymy trochę więcej pewności siebie, to możemy powalczyć. Jeśli zaczniemy dobrze, złapiemy rytm, potem to pójdzie samo z siebie.

Dlaczego nie obawiacie się spadku?

To jest normalne, że po takim sezonie nikt nie myśli w Lechii o spadku. Myślimy tylko o tym, by mieć jeszcze lepszy sezon albo choćby taki, jak był. Nikt nie wyobraża sobie grania w dolnej części tabeli.

Które miejsce na koniec sezonu sprawi, że z zadowoleniem i poczuciem satysfakcji odkapslujesz piwo, by uczcić sukces?

Powiem tak: jestem tutaj nowym piłkarzem i zajęcie jednego z pierwszych trzech miejsc będzie dla mnie sukcesem, bo przyszedłem z ostatniego zespołu w tabeli. A dla wszystkich kolegów poprzeczka jest tak postawiona, że muszą walczyć o pierwsze i drugie miejsce. W najgorszym razie o trzecie. Natomiast w europejskich pucharach chcemy dojść jak najdalej, nikt nie chce zagrać tylko dwóch spotkań, nie po to chłopaki walczyli w sezonie, nie po to pracowaliśmy ciężko w przerwie. Myślimy o fazie grupowej.

OKIEM EKSPERTA: Tomasz Galiński (współpracownik trójmiejskiej Gazety Wyborczej)

Co ci się podczas tej przerwy najbardziej w klubie podobało?

Transfery, które były przeprowadzone błyskawicznie. Już na pierwszy obóz tak naprawdę trener Stokowiec miał do dyspozycji wszystkich zawodników, których sobie zażyczył. To jest zawsze wygodne, gdy masz na pierwszym obozie wszystkich i możesz się z nimi przygotować. Wcześniej działo się to na zasadzie last minute, ostatniego dnia przyjeżdżało 30 piłkarzy i weź teraz ich zgrywaj. Oczywiście, nie można wykluczyć, że zaraz ktoś nie przyjdzie, jakiś ofensywny piłkarz, ale to raczej nic nie zmienia w tej kwestii. Spodobała mi się też jedna ciekawostka, którą powiedział trener o Egym. Rok temu Egy na drążku potrafił się podciągnąć raz i umierał. Teraz tych podciągnięć potrafi zrobić dwanaście. Widać, jak się rozwinął.

Co ci się podczas tej przerwy najbardziej w klubie nie podobało?

Nie wiem, czy było coś takiego… Tak na szybko przychodzi mi do głowy ten sparing z Hapoelem, przegrany 0:3 przy 40-stopniowym upale. To jest pierdoła i to pokazuje, że w Lechii latem dobrze się działo. Nie było zgrzytów.

Którym transferem jarasz się najbardziej?

Patrząc na nazwiska to Mario Maloca. Bardzo go ceniłem, gdy był w Lechii dwa lata temu i fajnie, że znowu tutaj trafił. Jednak w sparingach, które oglądałem wszystkie, poza Bytovią, to szału nie robił i wyglądał dosyć średnio. No, ale wiadomo: sparingi sparingami, nie można wyciągać wniosków za daleko idących. Jeżeli mimo wszystko patrzymy na dyspozycję, to bardzo dobre wrażenie w tych meczach zrobił Udovicić. Widać, że ma motorykę, ciąg na bramkę. Jeszcze trochę brakuje mu zrozumienia z kolegami, co było widać w tych towarzyskich spotkaniach – on leciał, wrzucał, ale nikogo nie było, bo nie nadążali za nim. On jest fizycznie chyba trzy długości przed resztą, a jeszcze Artur Sobiech był bez świeżości i brakowało go w szesnastce. No, ale to zrozumienie pewnie przyjdzie z czasem.

Dlaczego Lechia nie spadnie?

Ma za dobrą kadrę. Trudno mi sobie wyobrazić, że w jednym sezonie zespół bije się o mistrzostwo, zdobywa Puchar Polski, potem zostaje wzmocniony, a w następnym sezonie ma walczyć o utrzymanie. Lechia nie będzie miała problemów z utrzymaniem, bardziej zastanawiałbym się, czy będzie w trójce.

Dlaczego Lechia nie zostanie mistrzem Polski?

Po pierwsze może wyjść brak doświadczenia na trzech frontach. Poprzednie sezony pokazywały, że polskie zespoły nie do końca radziły sobie z tą grą. Tak być nie musi, ale może. Pamiętamy, jak Lechia wyglądała w końcówce sezonu, gdy brakowało zmienników – mecze po spotkaniach pucharowych wyglądały średnio, by nie powiedzieć bardzo słabo. Teraz dojdzie Liga Europy w środku tygodnia. To może się odbić. Kwestia jest tego, czy Lechia potraci punkty na początku sezonu. Jeżeli nie potraci, to będzie się biła o mistrza, ale jeśli zgubi dystans, to może być ten powód, dla których nie będzie mistrzem.

OKIEM ANKIETOWANYCH

Czy Sławomir Peszko dostanie czerwoną kartkę?

Tak
Jeszcze jak!
Nie
GDYBY ROZDANIE BYŁO GIFEM

W TYM SEZONIE WIESZCZYMY IM…

Strita. Są w hierarchii lepsze konfiguracje, ale ze stritem już można myśleć co dalej i licytować w miarę odważnie. Lechia ma niezły skład, lepszy niż w poprzednim sezonie, ma też trenera z głową na karku. Czy będzie fenomenalny sezon? Trudno powiedzieć, ale obejdzie się bez kompromitacji, jak w rozgrywkach 17/18, gdy chwilę po grze o mistrza do ostatnich chwil, Lechia drżała o utrzymanie.
Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (8)