Uniknąć Maracanazo. Czy Brazylia odkurzy gablotę?
Weszło

Uniknąć Maracanazo. Czy Brazylia odkurzy gablotę?

Wiemy jak lubicie historię futbolu i wyliczenia. Dlatego strzelimy z grubej rury: jeśli Brazylia nie wygra dzisiejszego finału Copa America, domknie najgorszą dekadę w swoich powojennych dziejach.

Skoro dla Brazylii liczy się tylko triumf, sprawdźmy trofea:

Pierwsza dekada XXI wieku: wygrany mundial (2002), dwa razy wygrana Copa America (2004, 2007)
Lata dziewięćdziesiąte: mundial (1994), Copa America (1997).
Lata osiemdziesiąte: Copa America (1989)
Lata siedemdziesiąte: mundial (1970).
Lata sześćdziesiąte: mundial (1962).
Lata pięćdziesiąte: mundial (1958).
Lata czterdzieste: Copa America (1949).

Dekada bieżąca? Nic. No, chyba, że brać pod uwagę Puchar Konfederacji, ale i tutaj blado. Rozgrywany od lat dziewięćdziesiątych, wygrany został w 1997, 2005, 2009 i 2013, czyli i tak dawne pokolenia lepsze, bo w 2013 Canarinhos grali u siebie. Złoto olimpijskie? Na pewno było odtrutką po mundialu, ale to jednak, było nie było, granie juniorskie.

Chcemy brać pod uwagę niegodne Brazylii miejsca medalowe? Także tylko pogrążą aktualną Brazylię. Zeszłej dekadzie nie dojdzie co prawda nic, ale i tak miała ona aż trzy triumfy. Lata dziewięćdziesiąte to wicemistrzostwo świata (1998) i dwa finały Copa America (1991, 1995), lata osiemdziesiąte to finał Copa America (1983), lata siedemdziesiąte to brąz mundialu (1978) i dwa brązy Copa America (1975, 1979), w latach szesćdziesiątych nic więcej, honoru broni Pele, ale lata pięćdziesiąte to wicemistrzostwo świata (1950), trzy finały Copa America (1953, 1957, 1959), a latom czterdziestym doliczamy dwa finały południowoamerykańskich mistrzostw (1945, 1946).

A przecież okazji w kończącej się powoli dekadzie było multum: mundial w RPA (ćwierćfinał), mundial na własnej ziemi (czwarte miejsce, hańba 1:7), mundial w Rosji (ćwierćfinał). Copa America, 2011, w Argentynie: ćwierćfinał z Paragwajem. 2015 w Chile znowu ćwierćfinał z Paragwajem. Copa Centenario 2016 w USA: zaledwie faza grupowa, za plecami Peru i Ekwadoru.

Dzisiejszy finał, mecz u siebie, na Maracanie, jeśli nie zostanie wygrany, byłby nie porażką, a traumą puentującą fatalne lata.

Mało: Canarinhos ZAWSZE wygrywali domowe Copa America.

Peru ostatnio w finale było w 1975, acz wtedy sięgnęło po tytuł.

Historia jest jeszcze bardziej przeciw Peru:

Z ostatnich 46 meczów bezpośrednich, Peruwiańczycy wygrali zaledwie trzy, a przegrali trzydzieści dwa. Ostatnie zwycięstwo Peru przyszło jednak stosunkowo niedawno, bo podczas Copa Centenario. Dotarli wtedy do półfinału. Pamiętamy też niezły, choć słodko-gorzki występ na mundialu w Rosji.

Marquinhos: – Wszyscy wiemy jak wielkiego będzie wymagać wysiłku pokonanie Peru. Finał to jeden mecz, dziewięćdziesiąt minut o wszystko. O wyniku zdecyduje taktyka, technika, ale też emocje. Musimy to wszystko połączyć, a detale zdecydują o rezultacie. Ta drużyna, która popełni mniej błędów zostanie mistrzem.

Peru nie tyle ograli, co zdemolowali w grupie. 5:0. Nie było co zbierać. To ogółem był bodaj najlepszy mecz Brazylii w ostatnich miesiącach.

Tite: – Co do Peru, obie drużyny zasłużyły na udział w finale. Wynik naszego pierwszego meczu nie oddawał sprawiedliwości rywalowi. Zarówno my, jak i Peru, zrobiliśmy od tamtego spotkania postęp.

Kurtuazja kurtuazją, ale wszystkie najlepsze karty znajdują się w talii Brazylii.

Inna sprawa, że Peru – a jakże – wyciągnęło wnioski. Później przemodelowali swoją strategię i to w sposób więcej niż owocny, czego dowodem nie tylko awans do dzisiejszego meczu o wszystko, ale jeszcze brak choćby jednej straconej bramki po drodze. Ricardo Gareca, selekcjoner Peru, podkreśla też jak mentalnie urośli Peruwiańczycy od ostatniego spotkania z Canarinhos:

– Mieliśmy trudne momenty w Copa, ale zasłużyliśmy na finał. Daliśmy sobie radę choćby z wielką krytyką po porażce z Brazylią. Kiedy docierasz do finału, wierzysz, że możesz go wygrać. Mamy zawodników, którzy są w stanie to zrobić. Ich forma znacząco zwyżkuje. Gdybym miał wybrać dokładny moment, w którym chciałbym zagrać mecz o wszystko, byłby to dzisiejszy wieczór. Nie wiem jak pokonać Brazylię, nie mam odpowiedzi w tym momencie, ale wiem, że mam piłkarzy, którzy potrafią znaleźć odpowiedź.

Pamiętajmy jednak, że pod tym względem i Brazylia do najgorszych nie należy, bo również zdyscyplinowana ekipa Tite nie pozwoliła nikomu przedrzeć się przez swoje szyki. Są zespołem najskuteczniejszym, który wciąż nie stracił gola, i choć zdarzyło się po drodze rozczarowujące 0:0 z Wenezuelą, tak jest to demonstracja potencjału drzemiącego w Canarinhos, szczególnie, że przecież występują bez Neymara (w finale zabraknie też kontuzjowanego Williana).

A mimo pojawiają się pogłoski, że Tite, nawet w przypadku zwycięstwa, może odejść. Sam fakt, że piłkarze odnoszą się do tych plotek, swoje mówi. Casemiro: – Tite jest zwycięzcą. Prowadzi nas od trzech lat i wygrał ponad osiemdziesiąt procent meczów. Tite sprawił, że jesteśmy silni mentalnie. To Tite sprawił, że jesteśmy skoncentrowani i nie wpadamy w pułapki zastawiane przez rywali.

Brazylijska federacja cały czas go wspiera, ale Tite ponoć ma mieć na stole kontrakt życia w Chinach.

Na razie, co zrozumiałe, Tite dystansuje się do zakulisowych debat, choć pytano go o to na sobotniej konferencji trzykrotnie. Skupia na finale, który rozegrany będzie na Maracanie, a gdyby szukać między słowami, trudno się dopatrzeć chęci odejścia.

 – Zawodnicy zawsze mówią, że prawdziwym piłkarzem zostajesz dopiero wtedy, kiedy zagrasz na Maracanie. Tak samo jest z trenerami. Dopiero teraz naprawdę stanę się trenerem kadry narodowej.

To będzie pierwszy mecz Brazylii na Maracanie od 3:0 z Hiszpanią w finale Pucharu Konfederacji. Klęski tym bardziej nie wybaczyłby mu jednak nikt, począwszy od jego samego.

KOMENTARZE (0)