Czerwona kartka za niewinność. Messi wykluczony, Argentyna i tak trzecia na Copa
Weszło

Czerwona kartka za niewinność. Messi wykluczony, Argentyna i tak trzecia na Copa

Śmiano się z tego meczu, że stawką starcia jest milion euro – czwarta drużyna Copa America dostawała sześć baniek euro nagrody, trzecia siedem milionów. Ale po tym spotkaniu śmiać się będą już tylko z sędziego, który pokazał Leo Messiemu jedną z najbardziej absurdalnych czerwonych kartek, jakie widzieliśmy w ostatnich latach.

Argentyna była po prostu lepsza. O klasę, o dwie – po prostu górowała nad Chilijczykami pod każdym względem. Już po 20 minutach było jasne, że Albicelestes nic nie ma tu się prawa stać. Najpierw Messi zaskoczył rywali szybkim rozegraniem rzutu rożnego, podał na 30 metrów do Aguero, ten na luziku wyprzedził bramkarza i wpakował piłkę do pustej bramki. Po chwili w niemal identyczny sposób przeciwników oszukał Dybala i było już 2:0. Gdy Argentyńczycy strzelali gole, to reprezentacji Chile skupili się na tym, by rywalom narobić krzywdy. Messi najpierw dostał sanki tuż przed piszczelem, następnie Medel zdzielił mu z łokcia bez piłki. Kapitan Argentyńczyków sygnalizował sędziemu, by ukrócił te zapędy, bo jednak fajnie jest przeżyć wakacje bez kul i nóg w gipsie. A wtedy stało się to:

Sporo już w piłce widzieliśmy. Karne podyktowane za faul przed polem karnym, rzuty wolne za rękę mimo trafienia piłki w nogę, bramki nieuznawane mimo tego, że piłka przekroczyła już linię całym swoim obwodem. Ale tak absurdalnej czerwonej kartki nie widzieliśmy już dawno. Sędzia bowiem wykluczył za to starcie i Messiego, i Medela.

Chcielibyśmy wiedzieć – co musiałby zrobić Argentyńczyk, by sędzia w tej sytuacji nie pokazał mu czerwonej kartki? Rzucić się na ziemię i turlać już po pierwszym ataku Chilijczyka? Czy może ułożyć się w pozycji bezpiecznej – takiej, jakiej uczyli nas w szkołach na wypadek ataku psa, czyli na ziemię, podkulić nogi, ochronić kark, schować głowę pod brzuchem? No chyba, że to była kartka za pasywność – arbiter chciał bijatyki, a dostał tylko jakiś kiepski klincz.

Takie wykluczenia prowadzą do tego, że chamy jak Medel są bezkarne, a nurkowi wyrastają jak grzyby po deszczu. No bo w następnej takiej sytuacji Messi zachowa się jak pipka – rzuci się na ziemię i będzie udawał, że pękła mu podstawa czaszki. A Argentyńczyk zrobił w tym momencie to, co do niego należało – odsuwał się, wyraźnie zamanifestował, że nie wykonuje wobec rywala żadnych ruchów i że to on tutaj jest ofiarą agresji. Nie oddaje, nie udaje. A Argentyńczycy dostali tylko paliwo do pożaru, który wybuchł po półfinale z Brazylią. Tam też sędziowanie było słabe, a po tamtym starciu federacja złożyła nawet oficjalny siedmiostronnicowy protest pełen zażaleń i pretensji.

Chile w drugiej połowie dostało karnego po VAR-ze, którego wykorzystał Arturo Vidal i to było na tyle, jeśli chodzi o groźne sytuacje strzeleckie półfinalistów Copa. Bez Sancheza (zszedł z kontuzją), z Vargasem bez błysku, z anemicznym Beausejourem nie byli w stanie stawić oporu Argentyńczykom, którzy kontrolowali wynik. Z rzeczy ciekawych – Dybala, grający dziś świetnie, nawrzucał Scaloniemu, gdy ten w końcówce meczu zdjął go z boiska. I raczej nie były to słowa typu „selekcjonerze, spodziewałem się, że będę mógł dokończyć to spotkanie i sprawiłeś mi dużą przykrość tą zmianą”. Bardziej celowalibyśmy w spinkę na linii Robak-Bjelica tylko w wersji deluxe.

Argentyna nie wraca do domu z pustymi rękoma, choć biorąc pod uwagę to, jak zaprezentowali się w ćwierćfinale i w meczu o trzecie miejsce – pewnie mogą z zazdrością patrzeć na Peru, które grało zdecydowanie słabiej, a które jutro zagra w wielkim finale z Brazylią. A tak – pozostaje im liczyć na to, że Messi nie będzie miał dość po takim turnieju. I że wreszcie federacja znajdzie poważnego trenera.

Argentyna – Chile 2:1 (2:0)

Sergio Aguero (12.), Paulo Dybala (21.) – Arturo Vidal (59.)

czerwone kartki: Leo Messi (36.) – Gary Medel (36.)

fot. NewsPix

KOMENTARZE (19)