W przyszłości chcę zostać prezesem PZPN
Weszło Extra

W przyszłości chcę zostać prezesem PZPN

Piłkarz patrzący na futbol tak szeroko jak Jarosław Fojut to w Polsce unikat. Zamiast marnowania czasu podczas kolejnych kontuzji, wybrał edukację. W przyszłości chce reformować piłkę, jeśli się uda to z pozycji prezesa PZPN. Żeby odpowiednio się do tej roli przygotować, kończy studia na instytucie Johana Cruyffa. Podobnie jak Cruyff uważa, że futbol nie kończy się na kopnięciu piłki. Apeluje do młodych piłkarzy, by ci poszerzali swoje horyzonty. Po nienajlepszym sezonie szuka formy w barwach Wisły Płock, ale znalazł już znacznie więcej – życiowe szczęście i pomysł na siebie. Zapraszamy. 

Jarku, gdzie jest twój dom? 

W Mierzynie koło Szczecina. Przez całą karierę wiele osób pytało mnie: skąd jesteś, gdzie jest twój dom? Ciężko mi było odpowiedzieć. Urodziłem się w Legionowie i choć bardzo dobrze wspominam to miejsce, był to tylko okres przejściowy. Nie mam tam nawet żadnej rodziny, mój tata pracował w jednostce wojskowej i po prostu tam mieszkaliśmy. Później wyprowadziliśmy się do Parsęcka pod Szczecinkiem, gdzie byłem tylko 3,5 roku, po którym wyjechałem do Szamotuł. Też ciężko było mi to nazwać domem. Oczywiście długo tak to nazywałem, bo tam mieszkali moi rodzice i rodzeństwo. Później była Anglia, Wrocław, Norwegia, Szkocja…

Gdy wracaliśmy z Gali Ekstraklasy po mistrzostwie Polski Śląska – jeszcze wtedy miałem po sezonie wyjechać do Celtiku – płakałem w autokarze jak bóbr. Przez dwie godziny nie potrafiłem powstrzymać łez. Pewnie podszedłem do tego tak wrażliwie przez duże ilości alkoholu, które zostały wylane, ale zdałem sobie wtedy sprawę, jak będę tęsknił za tą ekipą. Za miastem, za klubem. Za ludźmi. Mojej żonie bardzo podobał się Wrocław, mi również, ale wtedy nie czułem tego wow. Nie mógłbym powiedzieć: – Tak, to jest mój dom. 

Gdy rodziły się dzieci, mieszkałem w Norwegii czy Szkocji. Nie miałem w Polsce miejsca, o którym mógłbym powiedzieć, że tam jest mój dom. Głęboko analizowaliśmy, gdzie mógłbym grać. Oczywiście nie było tak, że miałem na stole Legię, Lecha, najlepsze kluby, w których mógłbym przebierać. Pogoń Szczecin była najbardziej konkretna, zainteresowana mną już dużo wcześniej. Wiedziałem to. Czułem, że to jest ten moment.

Dlaczego to o Szczecinie możesz powiedzieć, że to jest twój dom? 

Moja rodzina pochodzi z okolic, mama urodziła się w Świnoujściu, tata w Kamieniu Pomorskim. Babcia mieszka w Szczecinie. Bardzo blisko jest do Poznania, skąd jest moja żona. Wiedziałem, że to jest to miejsce. Szczerze? Podczas tych czterech lat w Pogoni nawiązałem naprawdę bardzo głębokie przyjaźnie z ludźmi, którzy są spoza piłki. Oczywiście mamy też piłkarskich przyjaciół, ale na tym nam zależało, by stworzyć sobie środowisko dookoła. Każdy odpowiadając na pytanie, gdzie ma dom, tak naprawdę wspomina wielu przyjaciół z czasów szkolnych, ze studiów, sąsiadów. To ich małe społeczeństwo, którego nie miałem. Gdy podczas wyjazdu jedna z naszych przyjaciółek zorganizowała imprezę pożegnalną, zobaczyłem, ile mocnych relacji udało się nawiązać.

Czyli znowu, jak we Wrocławiu, decydują ludzie. Na czym polega różnica? 

Wydaje mi się, że po prostu ja jestem inny. Dojrzalszy. Gdy podpisywałem kontrakt ze Śląskiem Wrocław, byłem gówniarzem. Wyjeżdżając ze Szkocji, moim celem było znalezienie szczęścia. Mam na myśli bardzo ogólne szczęście, rodzinne i piłkarskie. Znalazłem je.

Zdecydowaliście, że po karierze wracacie do Szczecina?

Tak sądzę. Syn jest w międzynarodowej szkole. Chodził do przedszkola już w Szkocji i chcieliśmy kontynuować naukę języka. Córka też uwielbia swoje przedszkole, moja żona czuje się tam bardzo dobrze. Ciężko mi było znowu powiedzieć: – Pakujemy się i jedziemy w nowe miejsce. Nie miałem serca, choć wiem, że bycie razem jest ważne. Sądzę, że roczny kontrakt z Wisłą jest optymalny. Wiele rzeczy może się zdarzyć, kto wie, może za rok sytuacja będzie zupełnie inna.

Z drugiej strony powiedzenie rodzinie “zostańcie na miejscu, ja wyjadę pograć na rok” też nie jest łatwe.

Absolutnie, ta decyzja była bardzo trudna.

Dalej planujesz zająć się po karierze trenerką? Jesteś gotowy na życie na walizkach? 

Powiem szczerze, zweryfikowałem swoje plany. Gdy popatrzyłem na to, co się dzieje w polskiej piłce i jaka jest organizacja, doszedłem do wniosku, że profity bycia trenerem są bardzo niewymierne do tego, ile człowiek musi poświęcić, by wejść na ten poziom. To bardzo ciężki kawałek chleba. Gdy leczyłem kontuzję, miałem okazję współpracować z trenerem CLJ. Wielu trenerów mówiło mi, że po drugiej stronie jest zupełnie inna bajka i zgadzam się z tym. Granie w piłkę a bycie trenerem to jak jeżdżenie formułą a jeżdżenie na motorze. Nie wychodzisz na boisko i nie kopniesz. Musisz zarządzać. To ogromna różnica, potrzebne są zupełnie inne umiejętości. Dlatego uważam, że piłkarze powinni zostawać w sporcie, ale tylko po odpowiedniej edukacji.

Żeby móc cokolwiek zmienić – nie mówię o uzdrawianiu polskiej piłki, ale małych krokach, które można podjąć – pójdę w drugą stronę i zajmę się organizacją. Jestem realistą, ale ciągle mam moje idealistyczne, młodzieńcze podejście – choć coraz mniej, jak to w życiu – więc jeśli cokolwiek byłbym w stanie zmienić, pokazać, zrobię to. Kształcę się w zarządzaniu sportem. Jestem w trakcie studiów online w Instytucie Johana Cruyffa. Patrząc na jego ideę i filozofię, zależało mu, by w klubach pracowali piłkarze. U nas często jest tak, że ci piłkarze nie mają odpowiedniej edukacji. Nie wszyscy, bo w Pogoni Szczecin funkcjonuje ten model i ludzie pracujący tam są bardzo rzeczowi, znają się, tak samo jak nasz dyrektor w Wiśle Płock, który ma za sobą pracę w dużych klubach. Chcę pracować przy piłce, bo głupio byłoby, gdybym nagle zaczął zarządzać firmą. Próbowałem już dwóch firm i średnio to wychodziło. Gdy widziałem po sobie, ilu rzeczy trzeba było się nauczyć, chciałbym zaapelować: młodzi piłkarze, myślcie, co będziecie robić po końcu kariery. Jestem pewien, że wielu nie wiedziałoby, co zrobić z głupią wiertarką, gdyby przyszło im coś zrobić. Ja też tego nie potrafiłem. Myślałem tylko o piłce.

BELEK 23.01.2019 MECZ TOWARZYSKI --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: POGON SZCZECIN - ODENSE BOLDKLUB 0:1 JAROSLAW FOJUT FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Uważasz, że potrzebna jest praca u podstaw, uświadamianie już od najmłodszych lat? 

Piłka nie składa się tylko z boiska, meczu, kupowania piłkarzy, sprzedawania. To jedna wielka rodzina, całe środowisko. Ogromny biznes. Takie instytucje jak PZPN, Ekstraklasa czy Polski Związek Piłkarzy mają środki na to, by myśleć o tych chłopakach, by do 17-latka przyszedł ktoś i porozmawiał, coś opowiedział. Gdy byłem w akademii Boltonu, przyjechał do nas piłkarz z fundacji Tony’ego Adamsa, były alkoholik, który wyszedł na prostą. Łatwo jest mówić, ale mówienie nie dotrze. Trzeba pokazać. Kariera piłkarska jest krótka. Życzę każdemu, by odłożył tyle pieniędzy, by mógł żyć jak pączek w maśle. Ale życie nie jest takie proste, kończymy grać w piłkę jako bardzo młodzi ludzie. Namawiam rodziców, by cały czas uświadamiać chłopaków, że w piłce jest bardzo trudno wejść na profesjonalny poziom, nawet jeśli rozmawiamy o polskiej piłce, w której – wiesz ty, wiem ja – poziom nie jest najwyższy. A i tak jest bardzo trudno.

Jakie twoim zdaniem największe błędy popełniają piłkarze? Zbyt kosztowny styl życia? Życie z niewielką poduszką finansową, która topnieje po pół roku od skończenia kariery? 

Albo nawet szybciej. Może być tak, że skończą i nie będą mieli nic. To często ich wina, ale nie zawsze. Brakuje osób, które mogłyby ich pokierować, pokazać drogę. To tak, jakbyś był bogatym biznesmenem i miał dziecko, które w wieku 18 lat idzie do więzienia, bo złapali je na handlowaniu dragami. Zastanawiasz się: gdzie ja popełniłem błąd? Gdzieś popełniłeś, to nie jest wina dziecka, przecież nie urodziło się dilerem.

Jak się to ma do młodych piłkarzy? 

Osoby, które ich wychowują, powinny rozszerzyć swoje horyzonty. Nie patrzeć tylko na produkt, który można w przyszłości sprzedać. Poza największymi firmami typu Barcelona czy Real, na świecie generalnie jest niewiele klubów, które myślą o tym, że będą miały zawodnika przez piętnaście lat. Schemat jest prosty: wyszkolić, sprzedać, zarobić. A przecież ci ludzie mają życia. Czytałem wiele wywiadów – nawet u was – o chłopakach, którzy mieli karierę, ale nagle coś się stało i trzeba było się obudzić. Powinny o to zadbać takie instytucje jak Ekstraklasa, PZPN, a szczególnie Polski Związek Piłkarzy. To ciało, które stoi na straży naszych praw. Wysyłają maile z informacjami, ale chłopaki tego nie czytają. Widzę, że jest kosz, kosz. Trzeba stworzyć system, by ich wspierać, uświadamiać.

Co myślisz o pomyśle piłkarskiej emerytury, który funkcjonuje w Holandii? Związek zabiera jakiś procent zarobków i oddaje je regularnie co miesiąc po karierze.

W Anglii także to funkcjonuje.

To dobra droga? Jaka byłaby reakcja? A co mi tu pieniądze zabierają?! 

Chłopaki zarabiają takie pieniądze – zwłaszcza teraz, gdy mamy przepis o młodzieżowcu – że spokojnie mogliby odłożyć te 300 złotych miesięcznie. To z góry narzucony przepis i to nie tak, że masz wybór. Czemu tego nie zrobić? Uważam, że w taki sposób możemy gonić zachód. Wiemy, jak oni trenują, ile biegają, jakie mają obciążenia. Ale powinniśmy stworzyć też fundament.

Co myślisz o Polskim Związku Piłkarzy? To martwe ciało, prawda? 

Martwe nie, ale mało efektywne. Patrząc z perspektywy całej polskiej piłki, to podmiot, który ma najwięcej członków, a ma bardzo znikomy wpływ na to, co się dzieje. To kamyczek do naszego ogródka. Cieszę się, że Ebi Smolarek został prezesem PZP. Widział jak to funkcjonuje w Holandii, gdzie związek jest bardzo dobrze zorganizowany i w Anglii, gdzie jest najbogatszy. Liczę, że to pójdzie w dobrym kierunku. W jakimkolwiek.

WARSZAWA 13.04.2019 MECZ 30. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH IN WARSAW: LEGIA WARSZAWA - POGON SZCZECIN KASPER HAMALAINEN JAROSLAW FOJUT SEBASTIAN SZYMANSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Czyli ustalmy: chcesz działać w piłce przy organizacji, ale jeszcze nie masz sprecyzowanego planu. Jeszcze grając w piłkę chcesz osiągnąć kompetencje, które pozwolą ci być w tej dziedzinie fachowcem.

Chciałbym mieć duże kompetencje, dlatego nie wybrałem polskiej uczelni. Chciałem się uczyć od najlepszych.

Jak wygląda Instytut Johana Cruyffa? 

Mam kontakt wideo z z klasą z całego świata, w której są ludzie z Zimbabwe, USA, Kanady, też byli piłkarze, jeden nawet z Premier League. Wymieniamy swoje poglądy, co tydzień tworzymy projekty. To są bardzo ciekawe, konkretne rozmowy. Przykład? Moim pierwszym modułem było: misja, wizja i wartości klubu. Nie wiem czy którykolwiek polski klub ma w ogóle coś takiego jak misję, wartości, hasło. Barcelona ma “Więcej niż klub”, nawet Nike ma “Just do it”. To ponadczasowe i ogromne hasła.

Zgadzam się z tobą w stu procentach. Wystarczy popatrzeć na Niemcy, gdzie każdy klub stara się być jakiś. Bayern ma swoje “Mia san mia”, Borussia to hasło “Echte Liebe”, St. Pauli jednoznacznie kojarzy się z lewicowymi poglądami, Union to klimat i antykomercja, HSV przez lata budowało markę na haśle “Unabstiegbar”, oznaczającym, że nigdy nie spadli. Można wymieniać i wymieniać. W Polsce każdy klub jest tak naprawdę taki sam.

Szukałem, naprawdę, w polskich klubach podobnych rozwiązań. Chyba tylko Lech ma wypisane na stronie swoje wartości. Jak się zbiera rzeszę kibiców? Tradycją, czyli wynikami, pucharami. To ma Legia. Legia ma też ten plus, że jest ze stolicy. Szukałem w innych kategoriach: znajdź, Jarek, klub, który jest wyrazisty. Taki, że ludzie oglądający go w Rzeszowie, powiedzieliby: kurde, ale mi się to podoba, chcę tam jechać. Kibiców St. Pauli jest w całych Niemczech mnóstwo. Nie dlatego, że dobrze grają w piłkę, a dlatego, że przyciągają ich wartości. W ten sposób buduje się lojalność. To dlatego między innymi nie mamy na trybunach dużych frekwencji. Są tacy, którzy kochają klub, bo chodził na niego dziadek, chodził tata, to oni też przyjdą. Kluby nie pozyskują nowych kibiców. I nie zawsze pozyskuje się ich zdobywaniem mistrzostw, co pokazał przykład Śląska Wrocław. W Polsce nie ma wyrazistości.

Jak twoim zdaniem mogłaby zbudować swoją tożsamość na przykład Pogoń Szczecin?

Sądzę, że są na dobrej drodze, by to osiągnąć. Jakbym się zapytał ciebie o Pogoń Szczecin, co powiesz?

Zdrowy klub, akademia. 

Właśnie. Młodzież, która jest dobrze szkolona. Inwestycje pokazują, w którym kierunku to idzie. To zawsze jakiś proces. Wydaje mi się, że wielkim powodem, może największym, dla którego polskie kluby stały w miejscu, jest okres korupcji. Łatwiej było kupić mecz niż wychować, coś stworzyć.

A wszyscy na zachodzie szli do przodu.  

Zobacz, ile trwało to lat. Niestety, tak jest.

BELEK 23.01.2019 MECZ TOWARZYSKI --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: POGON SZCZECIN - ODENSE BOLDKLUB 0:1 JAROSLAW FOJUT MARCO LUND FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Jak wygląda uzyskanie tytułu magistra w instytucie? 

We wrześniu zaczynam magisterkę. To tylko nazwa, nie mamy pracy magisterskiej, muszę po prostu zaliczyć wszystkie moduły, na końcu każdego jest ostateczny projekt. Wszystko robiłem na podstawie Pogoni Szczecin, na żywym organizmie. Dziękuję przy okazji Pogoni za to, że udostępnili mi wiele informacji.

Skoro brałeś pod uwagę wszystkie czynniki i porównywałeś je z zachodnimi standardami, laurki nie było? 

Musiałem być szczery. Wiele rzeczy było bardzo fajnych, ale też wiele krytycznych. W Pogoni idą w dobrym kierunku, mają plan, ale nie zrobią tego w pół roku.

Twoim zdaniem to klub, który w perspektywie pięciu lat dobije do czołówki i co rok będzie bił się o puchary?

Jeśli dalej będą rozwijać się w taki sposób, to tak. Tempo rozwoju w okresie, gdy ja byłem w klubie, było ogromne.

Co rozwinęło się najbardziej? 

Ludzie. Coraz więcej osób idzie w tym samym kierunku. Dbają o klub. To dla nich nie tylko miejsce pracy, ale coś więcej. Poszła do przodu organizacja. Stary stadion jest pewnym ograniczeniem, ale wyciskają maksa z tego, co mają.

Dlaczego wybrałeś akurat szkołę Cruyffa? Inspirujesz się tą postacią? 

Najpierw czytałem jego biografię, w której jest napisane o instytucie, jego pomyśle, genezie powstania. To wtedy wpadłem na to, że może to byłaby dobra droga. Chciałem być wtedy jeszcze trenerem, ale – kolejna rzecz na temat polskiej piłki – nie mogłem się zapisać na kurs UEFA A. Chciałem go zrobić jak najszybciej, żeby od razu po karierze skończyć UEFA Pro. Niestety nie jest to możliwe czasowo. Trener Pasieka wytłumaczył mi, że nie chcą robić tego w taki sposób, więc muszę poczekać na koniec kariery. Rozumiem to, taki mają sposób szkolenia trenerów. Miałem drugą opcję zrobić to w Belfaście, to jedna z lepszych szkół, było tam wielu angielskich i szkockich trenerów. Colin Murdrock, mój mentor i były menedżer, załatwił mi udział w szkoleniu. Niestety mieliśmy jeszcze sezon, tam kończyli tydzień wcześniej i od razu zaczynali dwa tygodnie intensywnego kursu. Doszedłem do wniosku, że nie chcę czekać. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że piłkarze dzięki temu, że grają, powinni być na uprzywilejowanej pozycji. Przeszli wiele szatni, sytuacji w klubach, mieli kontakt z wieloma prezesami. Nie mówię, że są lepsi, absolutnie. Uważam, że piłkarz pracujący w piłce nożnej musi być bardzo dobrze wyedukowany. Nie znam trenera, który wszedłby z buta i zrobił karierę.

Przemycane są wartości Johana Cruyffa w codziennej nauce? 

Cruyff powiedział, że nie lubi technologi w piłce. Nawiążę do wartości – według niego piłka nożna to nie tylko to, co się dzieje na boisku, ale godziny spędzone w pubach, rozmowy kibiców. Twierdził, że ingerencja technologii negatywnie wpłynie na to, jak piłka będzie postrzegana. Zgadzam się z tym. VAR… może nie zabija piłki, ale jestem przekonany, że gdyby VAR był w momencie, gdy Cristiano Ronaldo dostał czerwoną kartkę za uderzenie w meczu z Valencią, to ty i twoi koledzy nie mieliby okazji napisać setek artykułów. Nie zobaczylibyśmy łez na jego twarzy. On był przekonany, że tak nie było, a sędzia twierdził inaczej. VAR by uspokoił i jego, i sędziego, bo wszystko byłoby jasne. Są oczywiście kontrowersje wokół VAR-u, czasami nam wydaje się, że VAR źle ocenił sytuacje. Ale to jest piękno futbolu. Cruyff podchodził do piłki szerzej, że to nie jest tylko kopnięcie. Piłka to spektakl. Całościowy, jak w Anglii – o siódmej rano zakładają koszulki, idą do pubu, później spędzają czas wspólnie. Mecz trwa od rana do wieczora.

W którym momencie zrozumiałeś, że musisz rozszerzyć horyzonty, by odnaleźć się po karierze?

Przechodziłem cały etap akademii w Boltonie, więc to, o czym mówię, miałem tam 20 lat temu. A my wciąż gonimy. Nie słyszałem o takich pomysłach. Wiem, że trenerzy mówią o tym zawodnikom, ale zawodnik, uwierz, puszcza wszystko koło ucha. Oni muszą zobaczyć, poczuć. Ktoś musi ich obudzić, by powiedzieli: – O kurde, to jednak nie jest takie różowe. Chociaż może być też cudowne.

Co ciebie obudziło?

Kontuzja, którą złapałem w Śląsku Wrocław. Pierwszy moment, w którym pomyślałem, że kariera może się skończyć. Miałem 60-70% szans na to, że operacja się powiedzie. Gdy usłyszałem, jakie są rokowania… kurwa, Jaro, co ty teraz będziesz robił? Cały czas edukuję się w piłce nożnej. Czytałem na blogu Radka Matusiaka, że jego zdaniem piłkarze podczas kariery uczą się się na wielu polach. Matematyka, ekonomia, negocjacje i tak dalej. Bardzo mi się to spostrzeżenie podobało, mam je w notatkach, ale my te dziedziny tylko dziubiemy, dotykamy. Nie wiemy, co to jest ekonomia. Wiem po sobie. Myślałem, że potrafię prowadzić biznes, a okazało się, że jest zupełnie inaczej. Nie potrafię, zupełnie.

Co cię przerosło? 

Czas. Myślałem, że go mam. Biznes to jest praca. Nie dałem rady godzić tego z piłką.

Miałeś siłownię online, co jeszcze? 

Wcześniej sprzedawałem odzież kompresyjną z Australii, specjalistyczne ubrania dla sportowców. Fajnie hulało, ale biznes także zabrał brak czasu.

WARSZAWA 16.05.2016 GALA EKSTRAKLASY - OFICJALNE ZAKONCZENIE SEZONU 2015/16 --- GALA POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE - THE OFFICIAL END OF SEASON IN WARSAW JAROSLAW FOJUT FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

W jakiej w ogóle jesteś teraz formie?

Ostatnie trzy moje mecze zagrałem na zero z tyłu, więc chyba OK. Ostatnio napisaliście, że miałem fatalny sezon. Zagrałem 10 meczów, z czego cztery na zero z tyłu z takimi zespołami jak Jagiellonia, Piast, Cracovia i 30 minut z Legią. Wasze słowa mnie uderzyły. Podziałały na mnie. Ale nie mam za złe, mam duży dystans. Chyba taki fatalny ten sezon nie był.

Mnie się wydaje, że bardziej niż fatalny był stracony. 

Byłem zdrowy tylko na 16 meczów. Pozytywem jest to, że w ogóle zagrałem po kontuzji. Były mecze dobre, gdzie byłem bardzo zadowolony z siebie, były słabsze. Udowodniłem, że jestem w stanie jeszcze zagrać na tym poziomie. Patrząc z perspektywy zespołu, osiągnęliśmy swój cel, bo awansowaliśmy do ósemki po fatalnym poprzednim sezonie.

Z czego wynikała tak długa pauza? Na powrót czekałeś 342 dni, zagrałeś dopiero w lutym, a pamiętam cię choćby z październikowego meczu towarzyskiego z Odense, w którym wyszedłeś już w pierwszym składzie. 

W 20. minucie myślałem, że zaraz będę miał zawał. Odense grało bardzo intensywną piłkę i to był jeden z momentów, w którym doszedłem do wniosku, że nie jestem jeszcze w ogóle gotowy. Wróciłem do rehabilitacji wcześniej, nie tak jak zakładałem. Trzeba było to zweryfikować. Gotowy do grania byłem tak naprawdę w styczniu, później był okres przygotowań. Mariusz grał z Sebastianem, czekałem na swoją szansę.

Jaką rolę widział dla ciebie Kosta Runjaić na ostatni rok kontraktu? To dość wymowne, że miałeś umowę, a puszczono cię lekką ręką.

Chcę podkreślić, że bardzo dobrze czułem się w Szczecinie i bardzo dobrze będę czuł się nadal. Trener powiedział mi, że mam walczyć o skład i być dobrym duchem szatni. Nie trzeba mi tego mówić, bo ja wiem, jaka jest rola każdego zawodnika, to jest wpisane w zawód. Powiedział też, że chce ściągnąć kolejnych zawodników do obrony. To nie tak, że ja się uniosłem na zasadzie “jestem lepszy niż trener myśli, więc się pożegnamy”, ale oczywiście tak myślałem i myślę do tej pory. Trener to trener, nie dyskutujesz. Cieszę się, że szczerze porozmawialiśmy i nie przekonywał mnie na siłę “zostań, walcz o swoje”. Powiedział szczerze, prosto, jak faceci. Każda rozmowa pomiędzy trenerem a piłkarzem powinna tak wyglądać.

Mam wrażenie, że czujesz się niedoceniony. 

Podrażniony, przykro mi było, że po tylu latach, po tym ile zdrowia zostawiłem… Nie planowałem, że tak będzie. Coś się kończy, coś zaczyna.

Gdy odnosiłeś kontuzję, byłeś filarem. Zakładałeś pewnie, że wracasz do zdrowia i dalej pełnisz w drużynie tę samą funkcję. 

Grałem wszystkie mecze. Trener nie do końca mnie widział w swoim zespole i tyle. Dlatego jestem teraz w Wiśle Płock, bo szukałem miejsca, gdzie będę miał większe szanse na grę. Nie mówię, że mam tu od razu skład za zasługi, bo wiem, ile zdrowia kosztuje walka o skład. I wiem, że muszę je zostawić. To dla mnie wyzwanie.

Zgodzisz się, że dużą zaletą Runjaicia jest normalność, szczerość w relacjach, godzenie ze sobą luzu i dyscypliny?

Trener Runjaić bardzo przyspieszył rozwój klubu, wyciągnął go na inny, zachodni poziom. Mówię o rzeczach organizacyjnych, intensywności treningów, świadomości. Bardzo dużo rozmawia na temat świadomości, kim my jesteśmy, gdzie gramy. Mówi szczerze. Nie robił z nas bandy chłopaków, która zaraz wyjedzie do Anglii. Do jednego z zawodników powiedział na przykład:

– Słuchaj, nie jesteś demonem szybkości, z techniką też raczej na bakier, więc skup się na tym i na tym. Tego oczekuję.

Szczerość. Przy wszystkich, a nie jeden na jeden. Ten zawodnik potem siedzi i mówi: – Słuchaj, spadł mi z serca wielki ciężar, wreszcie nikt nie oczekuje tego, czego nie potrafię.

Oczywiście to nie oznacza, że Runjaić nie rozwijał w międzyczasie zawodników. Paru z nich świetnie wykorzystało ten czas.

Jednocześnie potrafi twardo stawiać granice. 

Są jakieś ramy swobody, które były w szatni. Wielu innych trenerów bardzo zwracało uwagę na rzeczy, które dla piłkarza są niekoniecznie ważne. Bo co jest ważne dla piłkarza? Bardzo dobry trening, przygotowanie, organizacja sztabu medycznego. Zawodnik przychodzi, wie co ma zrobić, wie czego się oczekuje. Relacje międzyludzkie również. Trener potrafi odrzucić rzeczy, które są niepotrzebne, które my w szatni potrafimy sobie zorganizować. Słynna sytuacja z go-go. Chłopaki oczywiście dostali po kieszeniach, ale trener wiedział, że każdy jest człowiekiem i popełnia błędy. Później normalnie grali, wszystko wróciło do normy.

Chcesz powiedzieć, że wiele osób w piłce chce być świętsze od papieża i przywiązujemy zbyt wielką wagę do tych słynnych detali? 

Tak sądzę. Byłem w Boltonie, gdzie grał Fernando Hierro, Jay-Jay Okocha, Nicolas Anelka, El Hadji Diouf, Jussi Jaaskelainen, ogromne legendy w swoich krajach. Wiem, jak było. Jest praca i tyle. Jeśli przywiązujemy wagę do edukacji, zróbmy ją na dużo niższym poziomie. To wtedy uczy się odpowiedniej mentalności. Fajną rzecz powiedział Lukas Podolski: w Niemczech wychodzili na podwórko jako dzieciaki, a już grali o coś. Ktoś powie “to nieetyczne, że dzieciaki grają o siano”, ale z drugiej strony widać efekty. Nie ma przebacz. Ale nie chodzi o to, żeby kopiować. Musimy stworzyć coś, co jest nasze, w czym my będziemy dobrzy.

PLOCK 15.03.2019 MECZ 26. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - POGON SZCZECIN 0:2 JAROSLAW FOJUT DOMINIK FURMAN FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Mam wrażenie, że twoja kariera to ciągła sinusoida. Albo kontuzja, albo stabilizacja, albo pewna gra, albo głupie błędy. Z czego to wynika? 

Powiem ci, jak ja do tego podchodzę. Dla mnie coś złego nie jest złe. Coś złego to po prostu coś złego. Błąd to błąd, każdy je popełnia, ze wszystkich zawsze coś wyciągam. Uczę się sytuacji, w których jestem. A skąd ta sinusoida? Takim jestem piłkarzem. Nie każdy jest Robertem Lewandowskim. Są tacy, co nie popełniają błędów, a są tacy, jak ja. Robię wiele rzeczy, by ich nie popełniać.

Dużo się nad tym zastanawiasz? 

Tak. Jak popełniłem błąd w meczu z Jagiellonią, gdy się zakręciłem wokół siebie i Sheridan zabrał mi piłkę…

Pamiętam ten mecz. Mieliśmy już nawet wystawiać ci notę osiem. 

Ale przyszła 90 minuta i ten występ już nie był tak rewelacyjny. Wracam do domu i zastanawiam się: dlaczego tak się wydarzyło? Dlaczego popełniłem taki błąd? Tak, analizuję. Uważam, że to czasami moja wada, że aż tyle analizuję. Łeb trochę się przez to męczy.

Co było kluczem do waszej świetnej współpracy z Jakubem Czerwińskim? Do tej pory wspominana się was jako przykład dobrze funkcjonującej pary stoperów, zresztą Czerwiński do dziś uważa cię za swojego mentora, ma nawet twoje zdjęcie na szafce, więc zakładam, że byłeś dla niego kimś więcej niż tylko kolejnym kolegą z szatni. 

Zagrało nam od pierwszego treningu. Kuba jest fantastycznym człowiekiem, bardzo ciepłym, dużo serca oddaje najbliższym. Jakbyś go poznał, to byś nie powiedział, że to – powiedzmy – typowy piłkarz, choć ja się zupełnie nie zgadzam z tym wyimaginowanym stereotypem. Uzupełnialiśmy się. Jesteśmy zupełnie innymi stoperami. On jest bardziej szybki, silny, ja trochę wyższy, lepiej radzę sobie w powietrzu. Tak naprawdę przyszedł moment, że na boisku nawet ze sobą nie gadaliśmy. Ja skupiałem się na swojej stronie, on na swojej. Sposób gry trenera Michniewicza nas scalił, bo mieliśmy cały czas mnóstwo roboty.

Michniewicz, znany z taktyki, miał na was szerszy pomysł?

Pierwszy pomysł był taki, że wsadził nas do jednego pokoju na obozie. Siedzimy sobie w pokoju, trzeci dzień, coś gadamy.

Mówię: – Ty, ale by się piwa napił.

A Kuba do mnie: – No co ty, ja też!

A myślałem, że on jest taki bardzo profesjonalny. Oczywiście tego piwa nie było, bo na obozie się nie pije!

No tak. Gdzie byłby dziś Virgil van Dijk, gdyby nie twoja kontuzja? 

W Groningen! Przyszedł chyba rok po tym jak ze mną zerwano wstępny kontrakt, bo tam był jeszcze Thomas Rogne. Miałem przyjść za niego, ale ja nie dołączyłem do zespołu, więc on został, odszedł dopiero po roku i van Dijk przyszedł dopiero na jego miejsce. Transakcja wiązana. Gdzie byłby? Sądzę, że w dobrym klubie. Grałem na niego parę razy i muszę przyznać, że kawał grajka.

Patrząc na to, kto przyszedł na twoje miejsce, łatwiej ci przyjąć to, że nie udało się z Celtikiem?

Już mnie to nie boli. Przez wiele lat patrzyłem na to na zasadzie “co by było gdyby”. A co by było, gdybym się urodził w Hiszpanii obok szkółki Barcelony i przeszedł w niej szkolenie? Stało się. Rozmawiamy dziś na wiele tematów też dzięki tej sytuacji. Wpłynęła na mnie. Na te wszystkie moje przemyślenia, plany, sposób postrzegania świata i świadomość miałem czas podczas tej kontuzji. Nikomu nie życzę, żeby przechodził tak długie leczenia, ja trzy razy miałem zerwane więzadła krzyżowe. Miałem czas na szukanie siebie. Swojego miejsca w świecie.

Planujesz już jak się będziesz dalej szkolił? 

Przez trzynaście lat myślałem, że będę trenerem. Wiedziałem to, ale się zmieniło. Patrząc przez pryzmat tego doświadczenia – nie wiem.

Gdzie widzisz siebie za kilkanaście lat?

Chciałbym przejąć rolę Zbigniewa Bońka. Tak, w przyszłości chcę zostać prezesem PZPN.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. Wisła Płock / FotoPyK

KOMENTARZE (7)