Sa Pinto z wozu, Legii lżej
Weszło

Sa Pinto z wozu, Legii lżej

Nie sądziliśmy, że jeszcze kiedykolwiek napiszemy coś pozytywnego na temat Ricardo Sa Pinto, który dorobił się – przez zaledwie kilka miesięcy pracy w Polsce – reputacji skończonego buraka i postaci na wskroś toksycznej. A jednak nie musiał długo czekać na kolejnego pracodawcę. Na byłego szkoleniowca Legii Warszawa skusił się tym razem Sporting Braga. To oznacza, że Sa Pinto nie będzie dłużej obciążał budżetu warszawskiej drużyny.

Jakkolwiek nie spojrzeć – miły gest ze strony Portugalczyka. Mógł wszak bimbać sobie beztrosko na bezrobociu i kasować od Legii forsę za frajer, a jednak chwycił się sportowego wyzwania, gdy nadarzyła się okazja. Inna sprawa, że propozycja z czwartej drużyny ligi portugalskiej to naprawdę nie jest byle co. Biorąc pod uwagę popisy Sa Pinto w Polsce – posada pierwszego szkoleniowca w Sportingu Braga (w skrócie: SC Braga) wygląda z pozoru na dalece wykraczającą poza kompetencje Portugalczyka.

W minionym sezonie Bragę prowadził Abel Ferreira, dawniej prawy obrońca tego klubu. 40-letni szkoleniowiec objął drużynę w 2017 roku, wcześniej pracując jakiś czas w jej rezerwach. I trzeba powiedzieć, że ustabilizował pozycję klubu w czołówce portugalskiej ekstraklasy. Oczywiście Braga w piątce najlepszych drużyn w lidze jest już od dawna, bo od sezonu 2014/15. Jednak wystarczy zobaczyć rezultaty punktowe, żeby zrozumieć, jak pozytywny wpływ na zespół miał Ferreira. Braga w sezonie 2018/19 zdobyła 67 oczek w lidze (4. miejsce), sezon wcześniej zanotowała aż 75 (4. miejsce). Poprzednikom Abela aż tak świetnie nie szło. Sezon 2016/17 to 54 oczka (5. miejsce), 2015/16 – 58 punktów (4. miejsce), 2014/15 – 58 punktów (4. miejsce).

Krótko mówiąc – pozycja w lidze niby taka sama, tuż za podium, lecz progres ewidentny. Nic zatem dziwnego, że mistrzowie Grecji, PAOK, chętnie zapłacili Bradze dwa miliony w twardej walucie za trenera Ferreirę. W sezonie 2017/18 Braga wygrała aż 24 z 34 ligowych meczów. Teraz było tylko troszkę gorzej, 21 wygranych spotkań.

Przed Sa Pinto wysoko zawieszona poprzeczka. W Legii portugalski szkoleniowiec nie sprostał wyzwaniu.

Dlaczego padło akurat na niego, choć działacze Bragi nie mogą przecież nie wiedzieć, jak kończyły się właściwie wszystkie poprzednie przygody z trenerką w wykonaniu byłego reprezentanta Portugalii? Cóż – odpowiedź wydaje się dość oczywista. Sa Pinta był opcją mega-zapasową. Inne kandydatury się wysypały, a Sporting w sumie całkiem niedługo rozpocznie bój o udział w fazie grupowej Ligi Europy. Nie było zatem czasu do stracenia. Stąd dwuletnia umowa podpisana z Sa Pinto.

Co ta decyzja oznacza konkretnie dla Legii? Naprawdę istotne oszczędności. Nie będzie trzeba przez dziesięć miesięcy płacić eks-trenerowi po 35 tysięcy ojro, a swoje kosiła też świta Portugalczyka, która razem z nim wyląduje w Bradze. Za te pieniądze można już pomyśleć nad jakimś sensownym wzmocnieniem składu. A nawet jeśli na klasowego zawodnika nie wystarczy, to i tak lepsza sytuacja niż dalsze przelewanie forsy na konto Sa Pinto, co byłoby w gruncie rzeczy równoznaczne ze spaleniem kasy w kominku.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (12)