Francuzi uświadomili, z kim przegraliśmy 0:5. Na ich nieszczęście
Weszło

Francuzi uświadomili, z kim przegraliśmy 0:5. Na ich nieszczęście

Na pewno znalazła się określona część osób, która 0:5 z Hiszpanią młodzieżówki Michniewicza przyjmowała jako kompromitację. Z jednej strony ci ludzie wiedzieli, że Hiszpanie pochodzą z innej piłkarskiej planety, z drugiej utrzymywali, że to za wysoko, w beznadziejnym stylu, nie wypada i tak dalej. Cóż, mamy nadzieję, że te osoby usiadły dzisiaj przed telewizorami i obejrzały starcie naszych pogromców (ojojoj, co za słownictwo) z Francuzami. Dlaczego mamy taką nadzieję? Bo wówczas powinny znaleźć w sobie trochę więcej zrozumienia.

Hiszpania zmiotła Francję 4:1. Wynik nie jest aż tak okazały, natomiast różnica klas i tak istniała. Między jednym wielkim futbolowym narodem a drugim. Gdzie nam do Francji, rany boskie? A ona i tak nie miała dzisiaj za wiele do powiedzenia. Owszem, wyszła na prowadzenie za sprawą rzutu karnego, potem zmarnowała setkę, kiedy Mateta nie podniósł odpowiednio piłki i trafił w bramkarza, natomiast to było w zasadzie na tyle.

Później grali już tylko Hiszpanie.

to jak grali. Ludzie, to było coś niezwykłego, święto futbolu. Mieliśmy ochotę chodzić po sąsiadach i sadzać ich przed telewizorami. Fornals puszcza piłkę fałszem, ta cięta leci wzdłuż bramki i Mayoral pakuje ją do siatki. Ruiz może już strzelać, ale nawija obrońcę i jakimś cudem dostrzega Olmo, który ładuje piłkę na pustaka; przypomniała nam ta sytuacja Gutiego w najlepszym czasie. Poza tym niezliczona liczba sytuacji, kiedy Hiszpanie wchodzili do francuskiego pola karnego jak do siebie, ale albo Hiszpanom brakowało precyzji, albo świetnie bronił Bernardoni (jak wyjął uderzenie Fornalsa z siódmego metra… Klasa!).

Hiszpanie mieli w tym wszystkim luz, łatwość, gra ich bawiła, sprawiała dziecięcą przyjemność. Słuchajcie, jak z Oyarzabala nie będzie pana piłkarza, to już nie wiemy, z kogo miałby być. Chłopak był wszędzie, wychodził po piłkę, napędzał akcję Hiszpanów, dawał się faulować, na przykład na rzut karny, którego sam wykorzystał.

I ktoś może stwierdzić: Francja też miała łopatę w ręce i też sobie kopała grób. No bo Konate „wypracował” idiotycznego karnego, w samym narożniku szesnastki, Francuzi mieli wspomnianą setkę na 2:0, pierwszą bramkę stracili po kornerze. To wszystko racja, natomiast pozostawiamy to tylko na pocieszenie dla Francuzów. Gdyby nie to, gdyby nie tamto. Prawda jest taka, że rozpędzonych Hiszpanów nie jest chyba powstrzymać nikt.

Jeśli od razu wrzucą najwyższy bieg w finale z Niemcami, ci będą mieć problem. A walczyć jest przecież o co. Niemcy ograli Hiszpanię dwa lata temu na polskiej ziemi. Trzeba pomścić tamten rocznik. Zemsta to dobry motyw, by dać show.

Hiszpania – Francja 4:1

Roca 28′ Oyarzabal 45+2′ Olmo 47′ Mayoral 67′

Fot. Newspix

KOMENTARZE (13)