Oceniamy Polaków za młodzieżowe Euro
Weszło

Oceniamy Polaków za młodzieżowe Euro

Na początku chcieliśmy ocenić Polaków według średniej arytmetycznej – po prostu wziąć oceny z tych trzech spotkań, podzielić przez liczbę występ i wsio-rybka. Ale zdaliśmy sobie sprawę, że nie byłoby sprawiedliwe. Przy ocenie tych chłopaków trzeba wziąć też pod uwagę wymagania przed turniejem, oczekiwania czy poziom rywali. Trudno winić indywidualnie takiego Krystiana Bielika, że Hiszpania miała jedenastu kozaków na boisku i wklepała nam piątkę.

Oceny w skali 1-10:

Kamil Grabara – 8.

Zaraz się na nas rzucicie, że gość w trzech meczach puścił łącznie siedem bramek, a i tak ma tak wysoką notę. Natomiast pamiętajmy o tym, że z Belgią wyciągnął trudną piłkę w drugiej połowie, z Włochami był bohaterem i utrzymał Polaków przy życiu, a bez niego z Hiszpanią mogło się skończyć dwucyfrówką. Artura Boruca z Euro 2008 też wspominamy rzewnie, a przecież puszczał tam bramki. Grabara może nie szalał jak Król Artur, ale wybronił nam punkt albo nawet i trzy. No i wreszcie przedstawił się szerszej publiczności, która do tej pory oglądała go głównie na Livescorze i Twitterze.

Karol Fila – 5.

Solidny z Belgią, wkręcony w ziemię z Włochami, no i Hiszpania… Przemilczmy, jak większość kadrowiczów z tego starcia. Wskoczył do wyjściowej jedenastki pod nieobecność Gumnego i siary nie narobił, ale też trudno powiedzieć, że wykorzystał swoją szansę w stu procentach. Był poprawny, na pewno nie stanowił mocnego punktu w tej układance, ale też nie spodziewaliśmy się, że będzie zbawcą reprezentacji. To, że Chiesa będzie mu robił z nóg makaron spaghetti było do przewidzenia.

Mateusz Wieteska – 6.

Jeden z małych wygranych Euro U21. W Ekstraklasie prezentował rzetelny i poprawny poziom, natomiast miał problem z tym, żeby utrzymać miejsce w składzie, gdy zdrowi i do gry byli Jędrzejczyk z Remym. W kadrze miał zaufanie i trzeba przyznać, że poradził sobie z ciężarem odpowiedzialności. W pamięci zapadnie nam na pewno mecz z Włochami, gdy w stylu Perfekcyjnej Pani Domu czyścił wszystko i wszędzie. Testu białej rękawiczki z Hiszpanią nie zdał, ale to było do przewidzenia.

Krystian Bielik – 8.

Nasz najlepszy obrońca, nasz najlepszy rozgrywający i nasz najlepszy strzelec. Jasne, pamiętamy tę niepewność w defensywie w starciu z Belgami, natomiast trudno przejść obojętnie obok kozackiego występu z Włochami, obok gola ze wspomnianą Belgią, obok bycia najlepszym wśród najsłabszych z Hiszpanią. Bielik po prostu był najlepszym zawodnikiem z pola w zespole Michniewicza i nie ma co nawet z tym polemizować. Świetny w powietrzu, znakomicie wychodził spod pressingu balansem ciała, nie panikował, dorzucił dwa gole (w tym jeden na wagę trzech punktów). Największy wygrany tego turnieju – obok Kamila Grabary.

Kamil Pestka – 6. 

Pozytywne zaskoczenie turnieju. Od Grabary czy Bielika mogliśmy spodziewać się wysokiego poziomu, ale od chłopaka, który przegrał w Cracovii rywalizację z Michalem Siplakiem? Nie no, „dopuszczający” dostałby nawet wtedy, gdyby po pojedynkach z Keanem i Lukabekiao wylądował ze splątanymi nogami na OIOM-ie. A tu proszę – z Włochami był pewnym punktem kadry, z Belgią śmiało nadawał się do czołowej trójki biało-czerwonych. I znów – Hiszpanie go zweryfikowali, ale jakoś mieliśmy przeczucie, że zawodnik z Chrobrego Głogów może mieć problem z zatrzymaniem Ceballosa czy Oyarzabala.

Patryk Dziczek – 6.

Trochę zabrakło nam tej jego zadziorności, tego doskoku, biegania jak natchniony od jednego rywala do drugiego. Miewał fragmenty naprawdę niezłej gry, ale właśnie – to były fragmenty i to była tylko niezła gra. Zapamiętamy mu na pewno kilka fajnych dalekich podań, mądre ustawianie się (zwłaszcza z Belgami), ale mamy też wrażenie, że z Hiszpanią był w czołówce najbardziej przemęczonych zawodników. Nie sprzedał się tak dobrze, jak Żurkowski, ale i nie rozczarował, jak Jagiełło.

Szymon Żurowski – 7.

Przede wszystkim za ten świetny mecz z Belgią. Przypuszczamy, że znalazł się w notatniku wszystkich skautów, którzy byli wówczas na stadionie. Pokazał wtedy pełnie tego, co pokazywał nam już w Ekstraklasie – wybieganie, przyspieszenie, dobre panowanie nad piłką, balans ciałem, prawa i lewa noga, strzał z dystansu, odwaga w pojedynkach. Z Włochami nie był już tak aktywny w ataku, a z Hiszpanią był jednym z najsłabszych na placu. Tak czy siak w ofensywie był jednym z najproduktywniejszych Polaków na tym turnieju.

Filip Jagiełło – 5.

Rozczarowanie. W dwóch meczach zagrał ze dwa otwierające podania, a w destrukcji był chyba najsłabszym z naszych pomocników. Z Belgią jeszcze jako-tako to wyglądało, ale z Włochami ustawiony obok Fili nie dawał wystarczająco dużo wsparcia w blokowaniu Chiesy i Dimarco.

Konrad Michalak – 6.

No, cały Michalak. Gaz, sprint, gaz, sprint – może coś z tego wyjdzie. Z Belgią miał udział przy trzeciej bramce, z Włochami dał przyzwoitą zmianę, a z Hiszpanią był jedynym piłkarzem w biało-czerwonych barwach, który potrafił przejść z piłką przez linię środkową boiska. Jasne, nie było w tym za wiele finezji, ale rolę zadaniowca-szybkobiegacza spełnił.

Sebastian Szymański – 6.

Gol z Belgią może nie był z gatunku tych zjawiskowych, ale odnotowujemy go w rubryce plusów. Zaraz obok tego gola dopisujemy ogromne serducho włożone w mecz z Włochami, gdy harował na lewej flance jak wół i dzięki jego pomocy Pestka nie musiał grać co chwilę przeciwko dwóm rywalom. Zabrakło nam jednak u Szymańskiego jakiejś takiej kreatywności, próby zagrania z Kownackim czy Żurkowskim na jeden-dwa kontakty, utrzymania piłki, dośrodkowania między bramkarza a stoperów.

Dawid Kownacki – 4.

To nie były katastrofalne występy Kownackiego, ale oczekiwania wobec kapitana i lidera tej kadry mieliśmy zdecydowanie większe. Oczywiście mamy na uwadze to, że napastnik grający w takim systemie (obrona, obrona, czasami jakaś kontra) jest postawiony w bardzo niewdzięcznej sytuacji. I dostrzegamy, że z takimi Włochami Kownacki nakradł rywalom sporo czasu, nerwów i sił, a naszym obrońcą kupił trochę oddechu i chwili wytchnienia. Natomiast pod względem czysto piłkarskim trudno nawet szukać jakichś udanych akcji, produktywnym zagrań, bardzo groźnych strzałów.

Robert Gumny – 4.

Kolejny trudny występ do oceny. Bo mamy wstawić mu dwóję za to, że wykurował się akurat na mecz z Hiszpanią, gdy rywale walili nas jak w bęben? Bądźmy wyrozumiali. W tym starciu jako jedyny próbował grać do przodu i nie na pałę. Natomiast musimy być też sprawiedliwi i ocenić go niżej od Fili.

Adam Buksa – 5.

Siła razy łokieć, czyli kolejny zadaniowiec wpuszczany do ataku po to, by naprzykrzać się rywalom. Ocena wyżej od Kownackiego głównie dlatego, że mieliśmy po prostu niższe wymagania wobec napastnika Pogoni. Co innego być rezerwowym, a co innego liderem i kapitanem.

Paweł Bochniewicz – 6. 

Epizodzik z Belgią pomijamy, bo grał wówczas zbyt krótko, ale za starcie z Włochami warto go docenić. Rywale przeprowadzali oblężenie, a Bochniewicz wtórował Wietesce w bardzo pewnej grze. Pomylił się ledwie raz, gdy pozwolił uciec Keanowi i ratował się faulem, ale poza tym – bardzo rzetelny mecz w jego wykonaniu. Zwłaszcza w pojedynkach powietrznych był nie do powstrzymania.

Karol Świderski – 5.

Może gdyby dostał więcej minut i to w meczu, gdy mógłby chociaż ze dwa razy dotknąć piłkę, to pokazałby coś więcej niż tylko bieganie od jednego Hiszpana do drugiego. A tak zostawiamy mu ocenę wyjściową, no bo nie bardzo jest ją za co podwyższyć lub obniżyć.

Jakub Piotrowski – 5. 

Podobny casus co u Świderskiego. Dostał tak mało minut i w tak trudnym meczu, że mimo szczerych chęci podjęcia się jakiegoś zdecydowanego sądu – nie damy rady ani mu oceny obniżyć, ani podwyższyć. Chłop wszedł na boisko już przy rozstrzygniętym wyniku, starał się poprzepychać, złapać rytm w tym bieganiu za piłką, ale to była trochę próba dołączenia do imprezy w środku jej trwania. Inni (Hiszpanie) już się dobrze bawili, on mógł tylko obserwować.

Kamil Jóźwiak i Przemysław Płacheta – bez oceny.

fot. FotoPyk