Worek pieniędzy czy przemyślana odbudowa? Skąd wziął się dublet Chemika Police
Weszło Extra

Worek pieniędzy czy przemyślana odbudowa? Skąd wziął się dublet Chemika Police

Czwarta liga, w której – mimo, że byli beniaminkiem – nie mieli sobie równych. Regionalny Puchar Polski, który – mimo, że mieli na drodze trzech trzecioligowców, w tym jednego krezusa finansowego tamtych rozgrywek – wzięli z marszu, siłą rozpędu, rozbijając rywali w mak. W ciągu całego sezonu nie pozostawili przeciwnikom złudzeń, grając całkiem efektowną, opierającą się na krótkich podaniach i wysokim pressingu piłkę. Tym samym po nieco ponad trzech latach, dzięki wsparciu sponsorów, na czele z Grupą Azoty, Chemik Police – bo o tej drużynie z 40-tysięcznego miasta pod Szczecinem rzecz jasna mowa – wrócił tam, gdzie cztery sezonu temu rozpoczął się jego koszmar.

Do trzeciej ligi.

Nim rozstrzygniemy czy drużyna, która – zdaniem trenera, Łukasza Borgera – organizacyjnie przerastała i okręgówkę, i czwartą ligę, czyli rozgrywki, w których grała w ciągu ostatnich trzech sezonów zawdzięcza wszystko pieniądzom czy może stworzeniu zdrowej, logicznej struktury sprawdźmy najpierw, co stało się na przełomie lutego i marca 2016 roku.

#POWIATBET STWORZYLIŚMY WSPÓLNIE Z ETOTO, BUKMACHEREM, KTÓRY MA SZEROKĄ OFERTĘ ZAKŁADÓW NA TĘ KLASĘ ROZGRYWEK

Czyli w momencie, gdy Chemik Police ogłosił upadłość. Kiedy zakomunikował, że – po latach gry w trzeciej lidze, ale też w drugiej i pierwszej, bo trzeba wiedzieć, że mówimy o jednym z najbardziej zasłużonych klubów w regionie szczecińskim – nie da rady. Że, po prostu, trzeba powiedzieć dość. By – przede wszystkim – nie utonąć w długach, które wynosiły już około 200 tysięcy złotych i które skutkowały tym, że zablokowano konto bankowe klubu z powodu zaległości wobec ZUS.

O wycofaniu szeptało się w regionie całą zimę, choć nadzieja nie gasła. Zawodnicy przyznawali, że – jeżeli zostanie zapewnione minimum, czyli pieniądze na wyjazdy i drobne stypendia – to zostaną i postarają się dograć sezon. W międzyczasie nowo powołany zarząd robił wszystko, by ratować trzecią ligę – toczyły się rozmowy z gminą, ze sponsorami – ale nie udało się osiągnąć celu. Nie było pieniędzy na płace i wyjazdy. Klub rozważał opcję, żeby dograć sezon w jakikolwiek sposób – może zebrać młodych chłopaków, którzy chcieliby się poświęcić i pokazać – ale wszystko kalkulując, podjęto decyzję, że nie da rady. Że trzeba najpierw wyprostować finanse, zbudować zdrowe fundamenty i budować, ale poczynając od okręgówki.

Koniec końców wiosną tamtego roku fala walkowerów zalała płomień nadziei, który tlił się w głowach wszystkich związanych z polickim klubem.

Z klubem, który – poczynając od sezonu 1982/83 – tylko przez dwa lata występował poniżej trzeciej ligi. Mowa o sezonach 2003/04 i 2004/05, poprzedzonych przez spadek, którego pokłosiem okazały się – a jakże! – problemy finansowe.

Niemniej jednak mówimy o mało znaczącym, króciutkim epizodzie. Poza nim, w ostatnim czasie, głównie była trzecia liga, nawet w sezonie 2008/09 druga.

I teraz, nagle, trzeba było zlecieć dwa poziomy niżej. Do okręgówki.

Przemysław Korotkiewicz, prezes: – Wycofanie spowodowały głównie trudności finansowe, trochę bałagan organizacyjny. Zadłużenia u przewoźników, zawodników firm, przedsiębiorstw. Nie byliśmy w stanie wypłacać stypendiów, premii meczowych. Nazbierało się tego tyle, że nasza licencja została zawieszona przez PZPN. Wówczas dawny zarząd podał się do dymisji, w klubie powołano nowy – zaczęliśmy działać, przy okazji podejmując jedną z najtrudniejszych decyzji w historii klubu. Wycofanie bolało, dla mnie – wychowanka, który spędził tutaj 40 lat – była to decyzja i trudna, i potrzebna. Z perspektywy czasu okazało się najwłaściwszą, jaką mogliśmy podjąć. Gdybyśmy zostali, to długi – a te wynosiły około 200 tysięcy złotych – stałyby się jeszcze bardziej pokaźne. Cóż, dziś żyjemy w innej rzeczywistości. Lepszej, mam wrażenie. Borykamy się z trudnościami, jasne, ale tylko takimi jak każdy klub. Normalna sprawa, nic niezdrowego.

Łukasz Borger, trener: – Przyzwyczailiśmy się do trzeciej ligi, zapuściliśmy korzenie. Optymalny poziom, wydawało się. Niżej nie schodziliśmy, więc spadek był olbrzymim ciosem. Tym bardziej dla mnie, dla wychowanka. Urodziłem się w Policach, grałem w Chemiku na wszystkich szczeblach – od najmłodszych roczników do seniorów – później poszedłem w trenerkę. W momencie wycofania się z ligi nie byłem pierwszym trenerem, ale znajdowałem się blisko drużyny seniorów. Byłem asystentem, drugim szkoleniowcem. Zrobiła się fajna ekipa, sezon wcześniej – mimo różnych problemów, gdzie nie było sielanki, a chłopaki grali za drobne stypendia – zajęliśmy bardzo solidne, piąte miejsce. Tworzyło się coś fajnego, a później przyszedł taki cios. Cóż, pieniądze…

DWADZIEŚCIA ZŁOTYCH FREEBETU ZA SAMĄ REJESTRACJĘ – NAJNOWSZA OFERTA ETOTO DLA NOWYCH GRACZY

Ariel Szydłowski, redaktor oficjalnego serwisu: – Dla kibica – szok. Przez pierwsze pół roku po wycofaniu jeździłem z rezerwami, które dogrywały sezon i… Wiesz, jesteś przyzwyczajony do czegoś zupełnie innego, do było czy nie było trochę większej piłki, a tu trzeba jeździć na okręgówkę i patrzeć, jak piłkarze przebierają się w barakach. Wcześniej byliśmy w pierwszej lidze, w drugiej, poniżej trzeciej nie schodziliśmy. Inny świat, inny poziom. Przerosły nas kwestie finansowe. Wyłącznie! Nie szastaliśmy kasą, sytuacja była taka, że rosły koszty, a my mieliśmy cały czas takie same pieniądze. Trzeba było powiedzieć w pewnym momencie dość. Byłem w klubie i widziałem, jak wyglądała sytuacja. U nas zawsze było może biednie, ale solidnie. Przychodzili piłkarze, którzy chcieli się wypromować i iść wyżej. Typowe okno wystawowe na świat, na wyższe ligi. Ale w pewnym momencie coś się skończyło.

4

Pierwszy sezon Chemika w nowej rzeczywistości

Mało kto wierzył, że powrót – mimo słów prezesa, który zapewniał, iż Chemik za chwile wróci tam, skąd spadł – okaże się prawie że bezbolesny. Prawie że, bo trudniejszych chwil nie brakowało, ale nim o nich, nakreślmy najpierw tło. Trochę więcej osób uwierzyło w szybki powrót, gdy podpisano umowę z Grupą Azoty. Potężnym przedsiębiorstwem, największym koncernem chemiczny w Polsce, który wcześniej wspierał klub, jasne, ale po pierwsze z małymi przerwami, po drugie – w mniejszym zakresie.

Teraz, w trudnym momencie, Grupa Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A., czyli największa w regionie zachodniopomorskim spółka giełdowa, która zatrudnia łącznie około 3,5 tys. pracowników, postanowiła wejść w klub, znacznie mocniej akcentując swoją obecność. Mówiąc wprost – zdecydowała się dać więcej, zapewniając zespołowi stabilizację, spokój i, nie ma co ukrywać, finansową przewagę nad rywalami.

Dość powiedzieć, że w regionie mówiło się, iż klub z okręgówki miał milion złotych budżetu. Pogłoski były na pewno trochę przesadzone, ale nie czarujmy się – Chemik był hegemonem finansowym zarówno w okręgówce, w której spędził dwa lata, jak i w czwartej lidze, którą wziął z marszu.

Mało tego. Znamienne są słowa ludzi pracujących w klubie, którzy – na czele z prezesem – mówią wprost: – Ten sukces to – obok ciężkiej pracy wielu ludzi i wsparcia gminy – przede wszystkim sukces Grupy Azoty, nie ma co ukrywać.

Innymi słowy: Chemik miał spokój. Przecież nie jest tajemnicą skrywaną w sejfie kilka metrów pod ziemią, że w czwartej lidze – ale i w trzeciej, również w drugiej – o sponsorów nie tak wcale łatwo. A bez stałego, stabilnego i mocnego sponsoringu kluby albo nie funkcjonują, albo ledwo wiążą koniec z końcem. Wystarczy zapytać w Słupsku, w Gryfie, który ostatnio odwiedziliśmy (KLIK), gdzie Paweł Kryszałowicz – w teorii znane nazwisko, które powinno przyciągać sponsorów – przyznawał wprost: – Walczymy o pierwsze miejsce, ale nie wiemy, czy starczy nam pieniędzy na trzecią ligę. Raczej by nie starczyło, ale ten problem już poza Gryfem, bo ligę wygrał Grom Nowy Staw.

Ale wracając do Polic.

DARMOWY ZAKŁAD 20 ZŁOTYCH BEZ DEPOZYTU – ETOTO SPECJALNIE DLA CZYTELNIKÓW WESZŁO

Korotkiewicz: – Trudności finansowe okazały się, jak mówiłem, bardzo poważne. Niemniej jednak mieliśmy sponsorów – pomagała gmina Police, wielką rolę odegrała, i odgrywa do dziś, Grupa Azoty – i dzięki nim funkcjonujemy dalej. Gdy wycofaliśmy się z rozgrywek, zawodnicy, po negocjacjach, zostali zwolnieni z klubu. Na zasadzie, że zrzekli się wszystkich zaległości na rzecz bezpłatnego pożegnania się z naszym zespołem. Te rozmowy nie były łatwe, trudne było też przekonanie dawnych graczy, że warto wrócić do klubu, że złapiemy stabilizację finansową, że w Chemiku będzie dobrze. Bo, nie ma co ukrywać – klub budowaliśmy od zera, od nowa.  Ogłosiliśmy plan, który zakładał szybko powrót do trzeciej ligi. Udało się w trzy lata. Nie było łatwo – jeżeli ktoś się nie zna na piłce, może pomyśleć, że wystarczy pstryknąć palcem i potem tylko robić awans za awansem. Nie, jest to znacznie trudniejsze, ale my daliśmy radę. W tej chwili klub funkcjonuje przyzwoicie, nie mamy żadnych zadłużeń, jesteśmy na bieżąco.

Borger: – W długofalowej polityce – przy rozmowach z naszymi partnerami biznesowymi, czyli Grupą Azoty czy gminą – określiliśmy sobie plany minimum, które zakładały powrót do trzeciej ligi. Nie nakładaliśmy sobie ram czasowych, choć wiadomo, że ideałem byłoby robić awanse rok po roku. Z perspektywy czasu – mogliśmy awansować szybciej, konkretnie rok szybciej, ale jestem zdania, że najważniejsze jest to, iż zbudowaliśmy klub na zdrowych fundamentach, oparty za zawodnikach z Polic i chłopakach z regionu. Wyciągnęliśmy lekcję z przeszłości, ściągnęliśmy kilku miejscowych, którzy już wcześniej w naszej drużynie występowali. Jest kilku ludzi z zewnątrz, ale stanowią mniejszość. Trudno ściągać zawodników z dalszych zakątków Polski, bo – wiadomo – dochodzą kwestie wynagrodzeniowe i mieszkaniowe, nierzadko trudne do przeskoczenia. Dlatego mamy dwóch chłopaków z Ukrainy i tyle.

Właśnie. Warto dodać, że pieniądze – teraz trwają kolejne negocjacje z Grupą Azoty, bo umowa obowiązuje do końca lipca, więc mniej więcej do końca czerwca wyjaśni się, jak będzie wyglądała nowa – nie hulają na prawo i lewo, lecz wydają się inwestowane mądrze. Przede wszystkim: na miejscowych, co na poziomie trzeciej czy czwartej ligi, a nierzadko nawet okręgówki jest co najmniej mało popularne, gdyż drużyny w dużej mierze tworzy armia zaciężna. – Weźmy pierwszy lepszy skład meczowy. Z ostatniego spotkania. Dziewięciu wychowanków, chłopak z Salosu Szczecin i gracz z Ukrainy. W kadrze są przyjezdni jak Szymon Kapelusz, Bartek Ława i naszych dwóch graczy z Ukrainy, ale jak widać – stawiamy przede wszystkim na swoich – wylicza Szydłowski.

– W Policach nie było w ostatnich sezonach piłkarzy anonimów, zawodników meteorów wchodzących i wychodzących z klubu przez drzwi obrotowe. Dla kibica orientującego się w zachodniopomorskiej piłce nie ma większego problemu, żeby złapać, kto jest kim i za co w zespole odpowiada. Od Bartosza Ławy, przez Szymona Kapelusza, do Cezarego Szybki, to są piłkarze rozpoznawalni w zachodniopomorskiej piłce. Samych polickich akcentów też jest sporo. Trenera Borgera trudno sobie przypomnieć w innym dresie niż Chemika. Prezes Korotkiewicz też trudno było przeoczyć na stadionie. Kiedy klub tworzą takie osoby, łatwiej jest w nim żyć na co dzień  – dodaje Sebastian Szczytkowski, dziennikarz Głosu Szczecińskiego.

4

Przemysław Korotkiewicz, prezes

Pierwszy sezon nowego Chemika, jak widać na zrzucie ekranu nieco wyżej, okazał się bolesną pigułką do przełknięcia. Brak awansu, mimo takiej samej liczby punktów co Rega Trzebiatów, a do tego był to sezon z walkowerem w tle. Jak się okazało – z kluczowym walkowerem w tle.

Początek kwietnia 2017 roku. Chemik Police – Arkonia Szczecin 1:1. Po weryfikacji – 0:3.

Tego punktu w ostatecznym rozrachunku Chemikowi zabrakło.

Borger: – Czas leczy rany, ale to była gorzka pigułka do przełknięcia dla wszystkich z nas. Biliśmy się w pierś, bo na takim poziomie robienie takich gaf po prostu nie przystoi. Zrobiliśmy złą zmianę i liczba młodzieżowców na boisku przez chwilę się nie zgadzała. Niby tylko dwie minuty, ale przepis jest przepisem. Cóż, popełniliśmy błąd i tyle. Stwierdziliśmy, że nie robi błędów ten, kto nic nie robi. Dlatego nie szukaliśmy winnych z imienia i nazwiska. Wszyscy daliśmy ciała, ale w klubie – jako trenerzy, sztab i zarząd – zachowaliśmy chłodne głowy. Widocznie tak miało być, życie pisze różne scenariusze.

Sezon ułożył się tak, że o awansie miała zadecydować ostatnia kolejka.

Chemik awansowałby, gdyby GKS Mierzyn wygrał równolegle z Regą Trzebiatów. Cały tydzień mówiono o premiach finansowych dla Mierzyna, ale – jak również można usłyszeć w, nazwijmy to, szczecińskim środowisku – całe zamieszanie inicjował sponsor jednego z klubów, który zresztą teraz siedzi w więzieniu za przekręty.

NAJSZERSZA OFERTA ZAKŁADÓW NA IV LIGĘ – TYLKO W ETOTO. ZAREJESTRUJ SIĘ (KLIK) I ODBIERZ 20 ZŁ FREEBETU BEZ DEPOZYTU

GKS dostał piątkę, Chemik pozostał w lidze okręgowej, którą w następnym sezonie rozniósł w pył.

Dosłownie: w pył. Bo jak inaczej nazwać taki awans?

Na siedem kolejek przed końcem.

Wygrywając 28 z 30 spotkań.

Zdobywając 141 bramek, czyli średnio 4,7 (!) na spotkanie.

Tracąc zaledwie 6 goli i pozwalając bramkarzowi być niepokonany przez 1189 minut i w 23 spotkaniach zachować czyste konto.

Okręgówkowy kosmos, który przełożył się na miniony sezon – na czwartą ligę i na regionalny Puchar Polski.

Nieważne czy Chemik grał w lidze z Gryfem Polanów, czy w Pucharze Polski z trzecioligową Gwardią Koszalin – 5:1, po meczu zwolnienie trenera koszalinian, Tadeusza Żakiety – tu i tu grał równie efektownie, tu i tu najczęściej wygrywał.

4

– Wycofanie klubu z trzeciej ligi, paradoksalnie, wyszło panu na dobre, bo został pan pierwszym trenerem.

Trener Łukasz Borger: – Przy pracy z pierwszą drużyną – z Andrzejem Tychowskim, który obecnie prowadzi Świt Skolwin – zbierałem doświadczenie. Można powiedzieć, że byłem naturalnym następcą – znałem chłopaków, znałem drużynę – nawet mimo tego, że dziewięćdziesiąt procent zawodników się z klubem pożegnało. Przede wszystkim miałem dobry ogląd na akademię, na zawodników stamtąd, co było o tyle ważne, że rundę wiosenną – gdy się wycofaliśmy – kończyliśmy w okręgówce, w ramach drużyny rezerw. Powoli przygotowywaliśmy zespół pod następny sezon, robiliśmy przegląd chłopaków, budowaliśmy kapitał na kolejne rozgrywki.

– Praca w Chemiku jest dla pana, dla wychowanka, spełnieniem marzeń?

– Na pewno. Jako młody chłopiec przychodziłem na mecze, Chemik mocno zakorzenił się w moim sercu. Klub, tak naprawdę, ukształtował mnie mocno jako człowieka. Będąc czynnym zawodnikiem, złapałem poważną kontuzję kolana, więc poszedłem w trenerkę. Zawsze podglądałem szkoleniowców, miałem w głowie, by pójść w tym kierunku, a wiedziałem, że – szczególnie po nawracających kontuzjach – za wiele w piłce jako zawodnik nie osiągnę. Nie ukrywałem, że najbardziej intrygowała mnie praca z seniorami. Do tego dążyłem i zostałem pierwszym trenerem klubu, który bardzo wiele dla mnie znaczy. To nie jest szczyt, jaki chcę osiągnąć. Jak każdy ambitny człowiek mierzę wyżej – mam nadzieję, że najlepsze jeszcze przede mną – ale na razie spełniam się w miejscu, które kocham.

– Trudno być trenerem w niższych ligach?

– Nie należę do ludzi, którzy narzekają.

– Nawet nie chodzi o narzekanie.

– Są zalety i wady, pewnie więcej wad, bo nie mówimy o profesjonalnym poziomie. Sporo rzeczy trzeba robić samemu, mówię przede wszystkim o kwestiach organizacyjnych, ale i tak uważam, że my – jako Chemik – organizacyjnie przerastaliśmy ligi, w których graliśmy. I okręgówkę, i czwartą ligę. Piłkarze nie mogą narzekać na cokolwiek. Jest pierwszy trener, asystent – gdzie nie w każdym klubie jest to normalne – dalej kierownik, trener przygotowania motorycznego, fizjoterapeuta. A zdarzają się kluby, gdzie jeden jedyny trener jest wszystkim, włącznie z byciem kierownikiem, bo musi pompować piłki, dbać o sprzęt, generalnie przygotowywać wszystko. A tutaj, u nas, chłopaki przychodzą i mogą zająć się wyłącznie graniem. Wszystko mają przygotowane na tip-top. Dlatego nie narzekam, gdyż wiem, z jakimi problemami borykają się inni trenerzy. Jeżdżę na staże, konferencje – gdzie wymieniamy się poglądami – i zdaję sobie sprawę, że życie trenera w niższych ligach nie jest usłane różami. Przecież piłkarze pracują, różne rzeczy mają w głowie – żona, kredyty i tego typu sprawy, a piłka jest dodatkiem. Dlatego mówię: jestem zadowolony, że trafiła się grupa chłopaków, którzy po pierwsze chcą grać w piłkę, po drugie – nie muszą przejmować się kwestiami organizacyjnymi. Stypendia mają wypłacane na czas, do tego dochodzą drobne premie – wszystko sprawia, że jest tak, jak należy. Zawsze można coś poprawić, ale nie ma na co narzekać.

– Przerastaliście czwartą ligę, więc awans jako beniaminek był bardziej obowiązkiem niż zaskoczeniem?

– Czy obowiązkiem… Papier wszystko przyjmie, faworyta łatwo wskazać. Trzeba robić swoje, bez względu na to, jak wygląda sytuacja. Jestem zdanie, że to nie był łatwy awans. Trafiło się sporo trudnych meczów – Vineta Wolin, Kluczevia Stargard, Ina Goleniów, która dwukrotnie pozbawiała nas kompletu punktów – więc nie było tak, że przyjeżdżał wielki Chemik, a rywale rozkładali przed nami czerwony dywan. Nie, bo to jest sport, a w sporcie funkcjonuje prosta zasada – bij mistrza, bij lepszego, bij zamożniejszego finansowo. „Jakoś nigdy nie widziałem, by worek pieniędzy strzelił gola” – mówił Johan Cruyff, co powtarzałem swoim zawodnikom i co poskutkowało tym, że mentalnie byliśmy dobrze przygotowani do tego sezonu. Nie powiem, że to był sezon łatwy – nie, bo postawiliśmy sobie wysokie cele – ale na pewno satysfakcjonujący, choć trudny. Graliśmy na dwóch frontach. Runda wiosenna pokazała, że gra co trzy dni – a przez Puchar Polski zaczęliśmy tak grać w kwietniu – odbijała się na naszych zawodnikach. Trudno, żeby było inaczej, skoro nie jesteśmy klubem profesjonalnym, a zawodnicy po meczach nie regenerują się na odnowach, tylko mają swoje obowiązki. O 6 wstają do pracy, po 15 muszą przyjechać do Polic na trening, potem jeszcze wracają do domu, często do Szczecina. No, było tego trochę, dlatego dobrze, że mieliśmy przewagę w tabeli, bo mecze pucharowe odbijały się na naszej postawie. Nie chcę mówić, że miały bezpośredni wpływ, ale przytrafiały się słabsze spotkania. Do tego kontuzje, kartki – runda wiosenna okazała się trudniejsza.

ZNAKOMITE BONUSY W ETOTO. 20 ZŁ FREEBETU ZA SAMĄ REJESTRACJĘ, BONUS 200% OD PIERWSZEGO ORAZ BONUS 100% OD DRUGIEGO DEPOZYTU + DRUGI FREEBET 20 ZŁ!

4

miniony, czwartoligowy sezon

4

Łukasz Borger, trener

– Puchar Polski, gdzie poradziliście sobie i z Gwardią, i z Bałtykiem, i z Kotwicą pokazał, że trzeciej ligi nie ma się co bać?

– Nasi zawodnicy nie są graczami, którzy nie liznęli piłki na wyższym szczeblu. Spora część z nich była na trzecioligowym poziomie – Szymon Kapelusz, który ocierał się o pierwszy zespół Pogoni, Czarek Szybka, grupa naszych wychowanków, która grała w trzeciej lidze, oczywiście Bartek Ława – więc nie mamy w drużynie przypadkowych chłopaków.

– Dużo daje ktoś taki, jak Ława?

– Jak to się mówi – doświadczenia się nie kupi. Prowadzenie gry, kontrolowanie tempa, sama obecność na boisku, która wzbudza szacunek u rywali. Bezcenny zawodnik, który daje pewność drużynie. Nie straci piłki, nauczy czegoś młodych chłopaków. Ale przede wszystkim widać, że gra w piłkę cały czas sprawia mu radość, a to rzecz najważniejsza.

– Mówił pan o Cruyffie, słyszałem, że jest pan kibicem Barcelony. Inspiracja?

– Sympatyzuję z Barceloną odkąd pamiętam, ale nie jest tak, że staram się – zachowując proporcję – kalkować styl gry Katalończyków. Nie chodzi o kopiowanie, a uczenie się, wyciągnie wniosków i poprawianie swojej gry, swojego stylu. Na rynku trenerskich jest wiele nazwisk, które wydają się godne naśladowania. I nie mówię tylko o zagranicznych szkoleniowcach – Klopp, Nagelsmann, Tuchel, Sarri – ale również, a może przede wszystkim, o polskich. Fornalik, Stokowiec, Mamrot, Probierz, Magiera, Papszun, Dorna, Michniewicz, Podoliński i tak dalej. Mamy wysyp fajnej grupy trenerów, którzy pokazują klasę, a niektórzy z nich udowadniają, że można się wybić nawet z niższego poziomu rozgrywkowego. Więc, jeżeli chodzi o czerpanie wiedzy, nie ograniczam się do Barcelony! Mam swoją wizję budowania zespołu, traktuję piłkę jak rozrywkę. Profesjonalizm jest zawsze, to oczywiste, chodzi mi o rozrywkę dla kibiców. A wiadomo, że rozrywkę można zapewnić golami czy ofensywnym stylem. I do tego zmierzam. Daleko nam do ideału, ale staramy się, żeby fundamentem naszej gry była ofensywa i wysoki pressing.

– Wracając do przeskoku między trzecią ligą a czwartą.

– Abstrahując od przeskoku finansowego i skupiając się na kwestiach piłkarskich. W okresie przygotowawczym – zimą, latem – szukamy mocnych, wymagających sparingpartnerów. Pogoń, Błękitni, Świt. I te sparingu pokazują nam, że nie jest źle. Wiadomo, że drużyna się na mocniejsze przeciwnika zawsze mobilizuje, ale tak czy siak – nierzadko wygrywaliśmy, nie odstępowaliśmy pod względem motorycznym. Paliła się lampka, że podążamy w dobrym kierunku. Że jako czwartoligowiec gramy jak równy z równym z drużynami lepszymi. No, Puchar pokazał, że coś jest na rzeczy. Na pewno jest przeskok organizacyjny, jest przeskok finansowy, a jak będzie sportowo – trudno powiedzieć. Jesteśmy czwartoligowcami, nie wiadomo, jak drużyny do nas podchodziły. Nie znały nas, na pewno nie lekceważyły, ale jest to zawsze pewna niewiadoma, kiedy gra się z zespołami z wyższych lig. Wejdziemy teraz do trzeciej ligi i pojawi się kilka drużyn, które nie będą nas znały. Może to być dobre, a może okazać się złe. Jedno jest pewne – będziemy musieli się tej ligi nauczyć. W tym sezonie z trzecioligowcami graliśmy incydentalnie. Wygraliśmy z Gwardią? Szał radości. Dalej z Bałtykiem, z Kotwicą. Była bardzo duża motywacja, nakręcaliśmy się, właściwie chłopaki sami się nakręcali. Chcieliśmy ich pokonać, chcieliśmy im utrzeć nosa. A teraz wejdziemy do tej ligi i takie mecze staną się dla nas codziennością. Zagramy jeden, drugi, trzeci, czwarty mecz, nauczymy się tej ligi i może przyjść rutyna. Pierwsza runda pokaże, w jakim miejscu jesteśmy i czy czwarta liga tak mocno odstaje od trzeciej. Pod względem finansowym i organizacyjnym na pewno, a sportowym – to zobaczymy, okaże się.

*

Generalnie liga ligą, ale wrażenie robi przede wszystkim marsz w Pucharze Polski. Jak wspominaliśmy – Gwardia, Bałtyk i zwieńczenie sezonu, czyli wielki finał z Kotwicą Kołobrzeg.

Z drużyną, która – po świetnej rundzie wiosennej – otarła się o awans do drugiej ligi. Z drużyną, która ma w swoim składzie króla strzelców czwartego poziomu rozgrywkowego, Dawida Retlewskiego. Wreszcie z drużyną, która jest – może obok Raduni Stężyca – hegemonem finansowym swojej ligi i zapewnia zawodnikom nawet pięciocyfrowe kwoty na kontraktach.

W tym przypadku mowy o finansowej przewadze policzan być nie mogło.

I kogoś takiego Chemik pokonał. 3:2.

Szczytkowski: – W drodze do Polic zrobił się absurdalny korek i kilka osób narzekało później, że spóźniło się na mecz. Nie wypadało. Chemik ruszył do przodu, cała naprzód i w pierwszej połowie miał kilkanaście szans na strzelenie goli. Zdobył ostatecznie trzy. Wyglądało to dziwnie, biorąc pod uwagę, kto grał w obronie Kotwicy, ale kołobrzeżanie byli bezradni. Nie było tak, że Chemik grał w stu procentach po swojemu. Z reguły wymienia podania, długo buduje ataki, tym razem po przejęciu piłki szybko przeprowadzał akcje skrzydłami, ale nie zamierzał i nie dał sobie narzucić stylu przeciwnika. Na papierze większość argumentów przemawiało za Kotwicą, ale właśnie – na papierze się skończyło.

ETOTO MOCNO STAWIA NA IV LIGĘ! U TEGO BUKA ZDECYDOWANIE NAJWIĘCEJ MOŻLIWOŚCI ZAKŁADÓW NA TEN POZIOM ROZGRYWEK

Borger: – Nie oszukujmy się – niewiele osób dawało nam jakiekolwiek szanse. Ale czasami lepiej przystąpić do spotkania, kiedy stawiają cię na straconej pozycji. Osobiście byłem święcie przekonany, że chłopaki wyjdą i zagryzą przeciwnika. Sami się nakręcali. Było czuć, że im zależy. Że doszli tak daleko i nie odpuszczą, nie przestraszą się. Na odprawie przedmeczowej nawet specjalnie nie analizowaliśmy przeciwnika. Powiedziałem chłopakom, że mają koncentrować się na sobie. Mają sobie pomagać, mają się nakręcać, nie interesuje nas Kotwica. Kto tam gra, co robi, w jakiej są ligę, o jaką ligę walczą, że nie muszą pracować, że skupiają się wyłącznie na piłce. To są tacy sami ludzie, może zarabiają lepsze pieniądze, ale pod względem sportowym jestem przekonany, że wielu moi chłopaków poradziłoby sobie w Kołobrzegu. No i cóż – awans był naszym głównym celem, oczekiwanym przez zarząd trenerów, zawodników i sponsorów, a puchar stanowił fajne dopełnienie tego wszystkiego. Piękną nagrodę.

Nagrodę, którą – w dalszej perspektywie – będzie kolejna runda i starcie z klubem z pierwszej lub drugiej ligi.

Już w nowych, trzecioligowych realiach.

Korotkiewicz: – Gdy wycofywaliśmy się z rozgrywek, trzecia liga liczyła dwa województwa. Teraz są cztery, więc mówimy o innych realiach, głównie pod względem finansowym. Z czwartoligowym budżetem na pewno nie ma szans, żeby wytrzymać w takich rozgrywkach. To, wbrew pozorom, duże pieniądze i najniższy stopień piłki profesjonalnej. Mamy orientację, jak to wygląda, bo posiadamy znajomych w klubach trzecioligowych. Na normalne funkcjonowanie w trzeciej lidze potrzeba około 1,2 miliona złotych. Nie ukrywam, że trochę boli mnie głowa przez to, jakie są koszty – organizacja meczów, wyjazdy, noclegi – ale trzeba się będzie z tym zmierzyć. Stypendia będą, siłą rzeczy, wyższe. Przecież wielu zawodników na trzecioligowym poziomie w ogóle nie pracuje. Jeszcze nie wiem, jak będzie u nas – w tym momencie większość zawodników pracuje, część studiuje.

Więc trochę, nie ukrywajmy, problemów jest. Finanse swoją drogą, ale – o czym warto wspomnieć – Komisja Licencyjna miała sporo zarzutów co do infrastruktury na trzecią ligę.

Nie jest to jakiś wielki szok. Nie chodzi o bazę, bo ta – w porównaniu z kilkoma miastami w województwie – i tak sprawia niezłe wrażenie. W okolicach stadionu, dosłownie w promieniu kilometra, znajdują się dwie hale, boisko treningowe, trochę dalej obiekt ze sztuczną nawierzchnią. Problem stanowi, naturalnie, stadion Chemika, który jest po prostu stary.

46

Korotkiewicz: – Widzimy, jak wygląda stadion. Mieliśmy komisję weryfikacyjną z Wielkopolski i, niestety, kontrola nie była  pozytywna. Było dużo zarzutów, musimy sprostać temu wyzwaniu. Jeżeli chodzi o stadion, są czynione starania, by w Poliach powstał nowy obiekt sportowy, ale nie jesteśmy decyzyjni. Ot, staramy się zachęcać władze. Obiekt ma 50 lat, czyli tyle, ile istnieje klub.

Szczytkowski: – Przed ostatnim finałem regionalnego Pucharu Polski oglądałem materiał z finału z 2010 roku i czas się zatrzymał. Stadion jak wyglądał, tak wygląda. Praktycznie zero zmian. Już na poziomie trzeciej ligi ten obiekt będzie odstawać, więc gruntowny lifting jest koniecznością. Bez niego infrastruktura stanie się hamulcowym Chemika.

Tyle dobrego, że – w ciągu kilku najbliższych lat – zapowiada się, iż wszystko zmieni się na lepsze. – Burmistrz i Dyrektor na konferencji poinformowali o podjęciu decyzji dotyczącej budowy nowego stadionu miejskiego przy ul Siedleckiej. Inwestycja zostanie zrealizowana po części z środków zewnętrznych m.in. Ministerstwa Sportu oraz Polskiego Związku Piłki Nożnej. Projekt nowego stadionu przy ul. Siedleckiej zakłada budowę dwóch przeciwległych trybun, które pomieściłyby łącznie 2 660 kibiców. Dodatkowo zbudowane zostanie jeszcze jedno pełnowymiarowe trawiaste boisko, które wraz z wybudowanym już boiskiem ze sztuczną nawierzchnią oraz halą sportową będą tworzyć kompleks sportowy. Co ważne przy stadionie powstanie parking mogący pomieścić około 100 samochodów. Sam obiekt będzie spełniał wymogi do rozgrywania na nim spotkań II Ligi. Szacowany koszt inwestycji wyniesie około 25 milionów złotych – można przeczytać na oficjalnej stronie Chemika Police. Wiadomo, że budowa nie ruszy z miejsca, dopóki nie znajdą się środki finansowe, ale widać chęć zmiany, a to już coś.

Czyli wszystko idzie w dobrym kierunku – zarówno sportowo, jak i organizacyjnie. Chemik ma za sobą sezon doskonały, zwieńczony dubletem i spełnieniem oczekiwań, będący jednocześnie piękna nagrodą za kilka lat cierpień, które nastąpiły po degradacji. Wszyscy powtarzają, że teraz najważniejszym zadaniem będzie ustabilizowanie swojej pozycji na trzecioligowych boiskach, a później… Kto wie. Historia Chemika pokazuje, że można w Policach robić trochę większą piłkę niż w ostatnich latach. Nie trzeba był kibicem weteranem, żeby pamiętać mecze ligowe z Pogonią Szczecin, Zagłębiem Sosnowiec, Zawiszą Bydgoszcz czy pucharowe z Lechem Poznań. To pomaga mierzyć wysoko, a jeszcze lepiej, kiedy – poza wspominaniem – wyciąga się wnioski. Już w 2009 roku drużyna rezygnowała z miejsca w drugiej lidze z powodów finansowych. W kolejnej dekadzie ponownie pikowała z przyczyn pozasportowych. Trochę kojarzy się z takim wspinaniem i spadaniem. Było i jest się na czym uczyć, żeby budować klub na solidniejszych niż wtedy podstawach.

BONUS 200% OD PIERWSZEGO DEPOZYTU? TO TYLKO JEDNA Z WIELU PROMOCJI, JAKIE DLA NOWYCH KLIENTÓW MA ETOTO 

– Chemika stawiam szczebelek wyżej niż poprzedniego beniaminka trzeciej ligi z zachodniopomorskiego, Bałtyk Koszalin, który w tym sezonie zajął 13. miejsce. Na dziś widzę policki zespół w środku tabeli, a co dalej? Bartek Ława mówił niedawno, że przeskok z czwartej do trzeciej ligi jest najtrudniejszy, już to przerabiał, więc trzeba dać drużynie czas na okrzepnięcie w lidze. Nie stawiać wygórowanych oczekiwań, poza oczywistym utrzymaniem. Z Chemikiem wiąże się pewne nadzieje. Nie było jeszcze klubu nawet w czwartej lidze, a wiele osób, zapytanych, kto rokuje w perspektywie kilku lat na szczebel centralny z zachodniopomorskiego, wskazywało poza Kotwicą Kołobrzeg – Chemika. Częściej niż Gwardię, która przemknęła przez drugą ligę. Tym bardziej jest tak teraz, ale droga choćby do kolejnego awansu jest długa. Wsparcie dużego partnera, Grupy Azoty pozwala na pewien optymizm, ale na dziś jej piłkarskim oczkiem w głowie pozostaje Pogoń i biorąc pod uwagę jej potencjał kibicowski, trudno się temu dziwić – opowiada Szczytkowski.

– Dalsza przyszłość Chemika? Wszystko zależy od tego, jak to widzi sponsor. Byłoby przepięknie, gdybyśmy mogli po jakimś czasie powalczyć o awans. Ale wiemy, ile kosztuje druga liga. Najpierw trzeba mieć odpowiednie podłoże finansowe, dopiero później można planować – kończy  prezes, snując rozważania o poziomie centralnym.

Więc może, zbliżając się do końca, rozstrzygnijmy kwestię, którą zawarliśmy w tytule. Worek pieniędzy czy przemyślana odbudowa dzięki odpowiednim ludziom na odpowiednim miejscu, którym zależy na klubie?

Najłatwiej byłoby odpowiedzieć – trochę to, trochę to.

I chyba tak będzie najlepiej.

Norbert Skórzewski

fot. własne

***

#PowiatBet to nasz cykl tekstów, w których będziemy prezentować realia klubów z czwartej ligi. Szykujcie się na dużo atrakcyjnych materiałów, bo przecież właśnie na tym szczeblu występują m.in. zespoły z Bytomia, Odra Wodzisław Śląski, drużyna Ślusarskiego, Telichowskiego i Zakrzewskiego, a nawet żywa legenda lat dziewięćdziesiątych, RKS Radomsko. Partnerem cyklu są nasi kumple z ETOTO, którzy czwartą ligę pokochali na tyle mocno, że regularnie przyjmują zakłady na spotkania na tym szczeblu rozgrywkowym.  

KOMENTARZE (0)