Jesteście wielcy
Blogi i felietony

Jesteście wielcy

Praktycznie odkąd interesuję się futbolem, cały czas chodzi o mniejsze czy większe porażki reprezentacji. Jedyna impreza z udziałem Polaków, która do tej pory kojarzyła mi się z czymś pozytywnym, to francuskie Mistrzostwa Europy. Reszta turniejów, zarówno tych młodzieżowych, w czapkę, bardziej lub mniej. Dlatego dzisiaj jestem dumny jak nigdy z polskiej reprezentacji. Dla mnie chłopcy Michniewicza już są wielcy i nic im tego nie zabierze.

Do końca trzy minuty.

Wycofanie, wybicie, wyjście, harówka, zastawka.

Do końca dwie minuty.

Wycofanie, wybicie, wyjście, harówka, zastawka.

Minuta.

Wycofanie, wybicie, wyjście, harówka, zastawka.

Koniec.

Wydaje mi się, że to było zdecydowanie najdłuższe 90 minut w tym roku. Na początku drugiej połowy wyrwałem z głowy około pięćset włosów, sądziłem, iż na spokojnie minął kwadrans.

To była dopiero 50. minuta.

Cierpieli zawodnicy na boisku, cierpieli kibice na trybunach, ale cierpieliśmy również my, Polacy. Inny sposób cierpienia, pozytywny dreszczyk emocji. Ale i niepewność, ile ten Mandragora może ładować w truskawki, ile Wieteska z Bochniewiczem mogą wybijać piłkę, ile minut jeszcze będziemy w stanie tak zapieprzać?

Niemniej, uwielbiam cierpieć w taki sposób.

Ta kadra zaimponowała już zdecydowanie wcześniej. Jeszcze przed meczem z Portugalią. Nawet po remisach z Wyspami Owczymi, z ekipą – powiedzmy jasno – pół-amatorską, nie było w nich widać jakiegoś wielkiego załamania. Oczywiście, byli rozczarowani. Jednak wiedzieli, jaki jest ich cel. Wiedzieli, że jeżeli w tamtym momencie pójdą mentalnie na dno, odbije im się tym samym na boisku. Dlatego szli dalej. Po swoje.

A potem kompletna niespodzianka przeciwko Portugalii. A w ich składzie:

– Diogo Jota – napastnik Wolves, w Premier League 18/19 33 mecze, dziewięć goli, pięć asyst

– Gedson Fernandes – kolejna perełka z Seixal, rocznik 1999

– Joao Felix – rewelacja poprzedniego sezonu, wkrótce zawita na Wanda Metropolitano za 120 milionów euro, lat 19

Kapitalna paka, masa wielkich talentów. A wygraliśmy z nimi 3-1. I to na ich własnym terenie.

Nie miałem żadnych oczekiwań wobec tych chłopaków przed turniejem we Włoszech. I tak zrobili wynik ponad stan, od bardzo dawna nie awansowaliśmy na MME. Zagraliśmy na nich dopiero wtedy, gdy sami je sobie zorganizowaliśmy. Ta piękna noc w Chaves była jednocześnie nocą historyczną. A tegoroczne mistrzostwa tylko nagrodą za kapitalną pracę, jaką wykonał Czesław Michniewicz, ale i każdy z zawodników po kolei.

Wylosowaliśmy diabelsko trudną grupę. Najtrudniejszą z możliwych i teraz można wypowiedzieć te słowa z dozą pewności. Belgia, Hiszpania i Włosi – to brzmi jak zły sen, koszmar, horror. Fabian Ruiz, Dani Ceballos, Federico Chiesa, Nicolo Barella, Nicolo Zaniolo, Dodi Lukebakio, Moise Kean na Patryka Dziczka, Mateusza Wieteskę, Kamila Pestkę?

I tak, niedumnie przyznaję, że należałem do grupy, która od razu zakładała zero punktów, ostre lanie i lekcje futbolu od bardziej doświadczonych, szkolonych w lepszych akademiach rówieśników. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że skoro pokonaliśmy Portugalię, to dlaczego nie inne tuzy europejskiego futbolu? Pomimo świadomości ich siły?

A my po dwóch meczach mamy sześć punktów. Najpierw zaskoczyliśmy Belgów, potem miny wydłużyły się Włochom.

Oczywiście, to jeszcze nie koniec drogi. My nadal możemy wrócić do kraju z pustymi rękoma, bez igrzysk, bez miejsca w TOP4 turnieju. Co nie zmieni faktu, że jesteśmy rewelacją i tą rewelacją pozostaniemy. Większość z tych zawodników zmieni lub już zmieniło swoje kluby, innym zespołom otworzą się oczy i nie ma co ukrywać – nie można wykluczyć scenariusza, w którym każdy z graczy dzisiejszej wyjściowej jedenastki pójdzie na nowe.

Po Rosji, po polskim mundialu U-20 i polskich MME 2017 ten turniej jest fenomenalną odtrutką. Bawmy się tą imprezą, póki jeszcze możemy.

A wam, chłopaki, selekcjonerze, po prostu dziękuję.

Jesteście wielcy.

Dominik Klekowski

fot. FotoPyk / 400mm.pl

KOMENTARZE (10)