Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Jest taki obrazek Jana Kozy – dwóch ludzi w garniturach kopie leżącego, jeden z nich pyta: „nie boli go?”. Drugi odpowiada: „to nasz najtwardszy elektorat”. Istnieje wielu ludzi i faktycznie, wydają się w tym przodować politycy, którzy sądzą, że zwykły śmiertelnik właściwie wszystko zniesie. Doskonalsza i większa wersja karalucha, jak mu zamkniesz drzwi, to wejdzie oknem, jak zabierzesz paszę, to zacznie zżerać kwiatki. Kopniesz – wstanie. Strzelisz – wyliże się. Poniżysz – będzie dalej pomykał w klęku.

Ale przetrwa, bo w sumie co ma za wyjście.

Ja należę do drugiej grupy osób, która głęboko wierzy, że istnieją pewne sztywne ramy. Nieprzekraczalne granice, za które nie da się przejechać. Limit cierpliwości, wyrozumiałości i wybaczania, powyżej którego istnieje już tylko bunt. Jak żona alkoholika, która faktycznie, bardzo długo sprawia wrażenie najtwardszego elektoratu, ale jednak: w końcu decyduje się wystawić walizki za drzwi. Jak przedsiębiorca, który bardzo długo opłaca wszystkie najbardziej wymyślne podatki, ale w końcu rzuca teczką i idzie do budżetówki. Jak kibic, który śledzi wszystkie najnowsze doniesienia, ale w końcu przecież pęknie. Bo pęknie, prawda?

Zastanawiam się – gdzie leży granica dla sympatyka piłki nożnej, który chciałby zachować czyste sumienie podczas oglądania widowisk futbolowych? Punktem wyjścia do rozważań jest oczywiście zatrzymanie Michela Platiniego. Nie uwierzycie, niespotykana sprawa – wydaje się, że Katar otrzymał organizację Mistrzostw Świata w 2022 roku nie dlatego, że to fantastyczna destynacja dla turystów z całego świata, fenomenalne bazy treningowe oraz olśniewające prezentacje PowerPointa, po których kibice wręcz omdlewają z zachwytu. Otrzymał dlatego, że korumpował działaczy, nawet tych na najwyższym szczeblu.

No kto by mógł się tego spodziewać!

Do tej pory przecież cały świat piłki nożnej żył w przekonaniu, że Katar miał najbardziej błyszczące foldery reklamowe oraz najbardziej przyjazne dla środowiska projekty klimatyzowanych stadionów na samym środku pustyni. A tu proszę, okazuje się, że jednak w tle łapówki. Wstrząsająca historia, jeśli nie możemy ufać biznesmenom z międzynarodowych federacji piłkarskich oraz władcom paliwowych mocarstw – to komu w ogóle ufać w tym bezdusznym świecie?

Ten brak zdziwienia jest zresztą najgorszy. Pewne rzeczy są bowiem w naszym świecie oczywiste: mecze układane pod telewidzów z innych kontynentów, gra Kataru w Copa America, gra Australii w Pucharze Azji i tak dalej to absolutna normalność. Nikt nie dziwi się, że miecz sprawiedliwości Financial Fair Play dziwnym trafem omija kluby z tymi najbogatszymi właścicielami, nikt nie drze szat, gdy w imię dobrych kontaktów z Azerbejdżanem, Henrich Mychitarian traci jeden z ważniejszych meczów w sezonie.

Kompletnie przyzwyczailiśmy się do narastającej patologii. Czasem nieco mniejszej – gdy na świętym miejscu na koszulkach Barcelony znajdują się reklamy Qatar Airways, czasem nieco większej – gdy kolejne turnieje trafiają do państw o co najmniej wątpliwej reputacji w co najmniej wątpliwy sposób. Zobojętnieliśmy, niemal zaakceptowaliśmy, że tak po prostu jest, czasem FIFA i UEFA biorą nas pod but i wymierzają kilka orzeźwiających kopniaków. W końcu jesteśmy twardy elektorat, nie?

Nie wiem, co musi się stać, by ten twardy elektorat się w jakikolwiek sposób przebudził. Jeśli demaskatorskie teksty dziennikarzy śledczych dotyczące współczesnego niewolnictwa przy budowie stadionów w Katarze nas nie obudziły (szerzej na przykład TUTAJ)?

(…) Jeszcze w marcu zatrzymano niemieckich dziennikarzy filmujących miejsce zakwaterowania robotników z Nepalu i Bangladeszu. Dziś zaś BBC poinformowało, że reporterzy tej stacji spędzili dwie noce w areszcie, za próbę odłączenia się od „oficjalnej” wycieczki i zerknięcia za kulisy całej operacji. Wizyta dziennikarzy miała być elementem „ocieplania wizerunku” Kataru – na specjalne zaproszenie tamtejszych władz przyjechali dziennikarze z wielu redakcji. Cytowany przez agencje prasowe szef biura prasowego katarskiego rządu, Saif al-Thani, zarzucił reporterowi BBC złamanie prawa przez próbę przedostania się na teren prywatny. Wyjaśnił, że ekipa BBC, nie czekając na zorganizowaną przez władze wizytę, próbowała w nocy na własną rękę przedostać się do obozu, w którym zakwaterowani byli robotnicy.

Niestety, pytania o tak zdecydowaną reakcją Kataru jedynie nasilają wątpliwości wobec charakteru wizyty dziennikarzy i różnic między „oficjalną trasą wycieczki” a brudną rzeczywistością.

Dwie noce w areszcie. Za próbę przedostania się do kwater robotników. Mało? Independent podaje historie z marca 2016 roku, gdy jeden z robotników, który rozmawiał z delegacją ONZ został zwolniony z pracy za zbyt szczere odpowiedzi. Uznano, że skoro już nie jest pracownikiem, a nadal przebywa w Katarze, to jego pobyt jest nielegalny. Skończył w areszcie. Podobnie jak poeta z 2013 roku, skazany na 15 lat więzienia za krytyczne wypowiedzi wobec władz tego państwa (to już z raportu HRW).

Jeśli materiały o szajbniętej rodzince sponsorującej Manchester City nie dotknęły w najmniejszym stopniu wizerunku tego piłkarskiego giganta (szerzej m.in. TUTAJ)?

Mam pomysł na otwierającą scenę filmu dokumentalnego o Manchesterze City w sezonie 2017/18. Rozpoczyna się od ponurego ostrzeżenia od reportera US TV z 2009 roku: „Przypominamy, że sceny, które za chwilę państwo zobaczą są wyjątkowo brutalne i krwawe”. Potem pojawia się złowieszcza pauza, po której następuje pełna grozy muzyka towarzysząca scenie, w której Szejk Issa bin Zayed Al Nahyan używa poganiacza do bydła na swoim byłym partnerze biznesowym, sprzedawcy zboża, który jest przytrzymywany przez oficera policji gdzieś na pustyni niedaleko Abu Dhabi. Groźna muzyka ustępuje dźwiękowi z trybun Manchesteru City, gdzie kibice pozdrawiają właściciela klubu, Szejka Mansoura bin Zayeda Al Nahyana – brata szejka Issy – do melodii kumbaya. „Sheikh Mansour m’lord, Sheikh Mansour” – wrzeszczy tłum, a my obserwujemy jak Issa bije człowieka deską z gwoździem, posypuje jego rany solą, razi go prądem i podpala. Na tym etapie producenci muszą oprzeć się pokusie pokazania jakiejś eleganckiej akcji napędzanej przed Kevina de Bruyne i Davida Silvę. Zamiast tego kamera podąża za szejkiem Issą, który przejeżdża kilkakrotnie po swojej ofierze we własnym Mercedesie SUV, podczas gdy kibice City nadal wychwalają królewską rodzinę Abu Zabi, której pieniądze przyczyniły się do ich sukcesów i miejsca wśród drużyn ze szczytu europejskiego futbolu. 

Jeśli o absencji Mychitariana pisało się przez półtora dnia? Jeśli aresztowanie Michela Platiniego za wybór Kataru, nawet nie rozpoczyna dyskusji o zmianie wyboru Kataru? Jeśli wszyscy wiedzą, że to jedna wielka granda, ale w sumie może włączę ten Katar z Argentyną, zobaczymy co tam pokażą? Kurczę, przecież pomijając wszystko – to jest również ogromna hipokryzja. UEFA czy FIFA prześcigają się w programach promujących tolerancję, równość, kobiecą aktywność i ekologię, po czym wpieprzają się w wielomilionowe interesy z firmami, które powyższe wartości gwałcą w każdy możliwy sposób. My tu siedzimy jak na szpilkach i w najgorsze upały rezygnujemy z klimatyzacji w dieslu, żeby matka planeta się nie obraziła, a tam pakują klimatyzowany stadion, przy okazji wyzyskując imigrantów.

Ale co zrobić! W końcu jesteśmy zdecydowanie najtwardszym elektoratem, testowanym rok w rok derbami o 12.30, debatami o Superlidze i sponsorami, których uczciwy człowiek powinien po prostu bojkotować. A potem i tak obejrzymy Euro w Baku, i tak obejrzymy mundial w Katarze, i tak kupimy koszulkę z reklamą bliskowschodniej firmy na całej klacie.

Znalezione obrazy dla zapytania koza najtwardszy elektorat