Triumf prostej piłki. Ukraina wygrywa mundial do lat 20!
Weszło

Triumf prostej piłki. Ukraina wygrywa mundial do lat 20!

Ukraińcy nie urzekli nas wyszkoleniem technicznym, skrupulatnie opracowanymi schematami, imponującą dojrzałością. Zagrali na nosie wszystkim zakochanym w tiki-takach, klepankach, utrzymywankach i grze jak z konsoli. To nie był piękny futbol. To nie był techniczny futbol. To była młodzieńcza fantazja, by robić wielkie rzeczy mimo ograniczeń. Im prostsze środki stosowali, tym lepiej im to wychodziło.

O sukcesie Ukrainy – sukcesie zaskakującym, bo kto na nich stawiał przed rozpoczęciem turnieju? – zadecydowały więc…

a) wielkie serducho do gry i fantazja,
b) wybieganie i siła fizyczna,
c) pomysł, by oprzeć grę o jak najprostsze środki.

I tyle wystarczyło. A zwłaszcza na Koreę Południową, która dziś – totalnie oszołomiona – nie wiedziała jak się rywalowi dobrać do skóry. Zaczęła najlepiej, jak tylko się da, bo już w piątej minucie miała karnego. Jedenastka z gatunku dziwolągów – ukraiński obrońca robiąc wślizg jest o centymetry od zagrania ręką i tak się skupia na tym, by nie doszło do przewinienia, że aż ucieka mu rywal, więc ratuje się powaleniem go na ziemię. Do egzekucji podszedł Lee Kang-in i zanim w ogóle posłał strzał, bramkarz stał już prawie przy słupku, odsłaniając Koreańczykowi całą bramkę. Wtedy wydawało się, że Korea ma już zaklepany spokojny mecz. Są znani z żelaznej defensywy, dyscypliny taktycznej, ryglowania środka. Wydawało się, że pomysł na grę Ukraińców, który nie jest przecież najwyższych lotów, spokojnie okiełznają.

Koreańczycy sami sobie zaczęli robić jednak pod górkę. Nie dość, że rozmyślili się z wyprowadzania dalszych ataków, to jeszcze rozdawali prezenty. Niegroźny rzut wolny Ukraińców jeden z koreańskich piłkarzy wybija z pola karnego, a drugi Se-yun Kim, czyli ten sam, który wywalczył karnego, decyduje się na… prostopadłe podanie we własne pole karne. Supriaha z jednej strony nie może uwierzyć, że do tego doszło, z drugiej zachował pełną przytomność umysłu – elegancko się obrócił i pokonał bramkarza. Było 1:1.

I Koreańczycy coraz bardziej oddawali inicjatywę. Przypominało to osiedlowy mecz, w którym jedna drużyna grać w piłkę umie, ale jest niska i wątła, więc starsi koledzy zabierają jej futbolówkę przy każdej okazji i pokonują strzałami z czuba. Drugi gol? Konoplia idzie na przebój między dwóch Koreańczyków i gdy jeden próbuje wybić piłkę, trafia w nogę rywala i przyczynia się do asysty i to takiej na centymetry (Supriaha druga okazja, drugi gol). Trzecia bramka? Kwintesencja całego meczu, najlepsza możliwa puenta całego turnieju Ukraińców. Tsitaiszwili – w całym meczu bardzo chętny do gry, ale grający pod siebie – pobiegł na sprincie przez pół boiska. Gdy stanął oko w oko z obrońcą, ściął najpierw w jedną, później w drugą nabierając turbodoładowania i walnął po długim słupku. Trzy bramki, trzy strzelone prostymi środkami, bez przesadnej wirtuozerii (choć trzecia bramka była oczywiście efektowna).

Korea nie wiedziała, jak się w tym wszystkim odnaleźć. Brakowało jej ewidentnie pomysłu. W zasadzie jedynym było: podaj do Lee Kang-ina, niech on się martwi. Piłkarz Valencii próbował dośrodkowywać z bocznych sektorów boiska, ale niewiele z tego wynikało. Najgroźniej było po rzucie rożnym, lecz strzał Lee Jae-Ika został efektownie wybroniony. Potrafili efektownie wrócić z Senegalem, potrafili opędzlować faworyzowany Ekwador, ale dziś przystąpili do meczu wypruci, bez błysku, którym imponowali.

Za to ich rywale wyglądali jak młodzi bogowie i zasłużenie wygrali finał. Po turnieju powinniśmy odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Dlaczego Ukraińcy mogli, a my nie? Dlaczego do sukcesu potrzeba tak niewiele, a dla nas zawsze są to Himalaje? Czy naprawdę aż tak odjechał nam nie tylko świat, ale i najbliższe otoczenie?

Ukraina 3-1 Korea Południowa
Supriaha 34′, 53′, Tsitaiszwili 89′ – Lee Kang-in 5′

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (2)