Gościnność ma granice. Portugalia zwycięzcą pierwszej Ligi Narodów!
Weszło

Gościnność ma granice. Portugalia zwycięzcą pierwszej Ligi Narodów!

Do nastawienia ludzi z Porto do przyjezdnych nie można mieć absolutnie żadnych zastrzeżeń. Są naprawdę pomocni, uśmiechnięci i serdeczni. A jednak dziś w portowym mieście znalazło się kilkunastu wybitnie niegościnnych, którzy postanowili pokazać swoją wyższość nad przybyszami z Holandii. Tak też zrobili, zostając pierwszym w historii triumfatorem Ligi Narodów.

Ligi Narodów, która kupiła nas półfinałami. Były ciekawe, były intensywne. Nie brakowało im sytuacji kuriozalnych, jak rozegranie Anglików od obrońców, któremu brakowało tylko podkładu muzycznego z Benny’ego Hilla. Jak podyktowany rzut karny dla Portugalii zamieniony po interwencji VAR na karnego dla Szwajcarów za wcześniejszy faul.

Meczami o medale – niestety nie bardzo. Mecz o trzecie miejsce po 120 minutach z Holandią dla Anglików – wśród nich nie brakowało przecież finalistów LE i LM – miał mniej więcej taki sens, jak gdyby w barażach o Premier League kazać przegranym w półfinale ekipom z Championship grać dodatkowy mecz.

Liczyliśmy po cichu, że finał Portugalia – Holandia będzie już jednak pokazem fajnego, atrakcyjnego futbolu. Obie ekipy mają tabuny piłkarzy, których na taką grę stać. Nie wydawało się też, by za podrzędne względem mistrzostwa świata czy Europy trofeum jedni i drudzy chcieli przez 90, albo i 120 minut głównie umierać w defensywie.

A jednak widok trofeum przy wejściu na boisko zrobił swoje. Dostaliśmy klasyczny finał, w którym jedni i drudzy boją się mocniej zaryzykować, posłać do ataku więcej zawodników.

Konkretniejsi, dużo konkretniejsi byli jednak Portugalczycy. O tym zdecydowanie lepiej świadczy następująca statystyka: Holandia oddała pierwszy strzał, gdy Portugalia miała ich już oddanych czternaście. Oranje dominowali w posiadaniu piłki, ale bardzo długo z tej ich klepanki wynikało tyle, co z tiki-taki Cracovii Stawowego. Nabijanie liczby, dokładności podań i niewiele więcej.

Portugalczycy starali się być w swojej grze dużo bardziej bezpośredni. Gdy pojawiała się okazja do szybkiej kontry – korzystali. Nie wyprowadzali jej trzema czwartymi drużyny, ale dzięki szybkości Goncalo Guedesa, Cristiano Ronaldo czy Bernardo Silvy i tak można je było uznawać za groźne.

Do tego, gdy pojawiało się nieco miejsca na strzał z 25-30 metrów, strzelali. Przodował w tym Bruno Fernandes, który w Portugalii ma opinię zawodnika z naprawdę świetnie ułożoną nogą, ale dziś zaprezentował to tylko raz, kiedy w pierwszej połowie Cillessen musiał zbijać piłkę na rzut rożny.

I to właśnie uderzenie zza pola karnego ostatecznie dało Portugalczykom triumf. Co zaskakujące – ani gol, ani asysta, ani nawet asysta drugiego stopnia nie należała do Cristiano Ronaldo. Kat Szwajcarów, król strzelców turnieju finałowego, autor hat-tricka zaledwie cztery dni temu, tym razem zagrał mocno bezbarwne spotkanie. Dość powiedzieć, że zwykle kolekcjonujący strzały, dziś miał ich dwa razy mniej od wspomnianego Fernandesa.

Zwycięstwo dała Portugalii dwójkowa akcja Goncalo Guedesa i Bernardo Silvy, którzy dołożyli kolejne trofea do swojego dorobku z tego sezonu. Pierwszy ma już Copa del Rey, drugi – pierwszą w historii angielskiej piłki w męskim wydaniu krajową potrójną koronę. Strzał Guedesa, uciekający od rąk Cillessena będzie pewnie odtwarzany jeszcze wielokrotnie, w zachodniej części Półwyspu Iberyjskiego szczególnie. Ale jeśli tak, to koniecznie z asystą Silvy. Zagraniem w ciemno, wykreowaniem partnera, jakiemu z pewnością śledząc ten mecz przyklasnął Pep Guardiola. Tym bardziej, że Silva to przecież jego najbardziej zaufany człowiek, przez „The Guardian” wybrany do TOP3 zawodników Premier League 2018/19.

Dopiero stracony gol nieco pobudził Holendrów, których jedyną sytuacją do tamtej pory był strzał głową Depaya prosto w Rui Patricio. To było za mało, by cokolwiek zmienić. Znamienne, że wspomniane uderzenie Depaya było w ogóle jedynym celnym gości w całym meczu.

Portugalia wygrywa więc w pełni zasłużenie, ciepła noc w Porto stanie się jeszcze gorętsza. Miła to odmiana, że tym razem nie stanie się tak „dzięki” angielskim chuliganom.

Portugalia – Holandia 1:0 (0:0)
Guedes 60’

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (11)