„Każda szkoła w Polsce powinna się zgłosić do Drużyny Energii!”
Weszło Extra

„Każda szkoła w Polsce powinna się zgłosić do Drużyny Energii!”

– Wuefu uczę od piętnastu lat. Jak się zmieniła młodzież? Na przestrzeni tego czasu zmieniło się naprawdę bardzo wiele. Począwszy od infrastruktury naszej szkoły, co lepiej motywuje dzieci do pracy. Natomiast, niestety, poziom umiejętności i ogólnej sprawności maleje z roku na rok. Dzieci mają za dużo innych pokus – mówi Magdalena Latos-Kleina, nauczycielka wychowania fizycznego w gdyńskiej Szkole Podstawowej nr 6. Naprzeciw sygnalizowanym przez panią Magdalenę, niepokojącym zjawiskom wychodzi zatem program „Drużyna Energii”, w który jej uczniowie w zeszłym roku zaangażowali się z kapitalnym skutkiem.

– Generalnie, dzieciaki nie zawsze chcą się angażować w sport – mówi pani Magdalena. – Tak naprawdę bodźcem, który może je do tego skłonić jest przede wszystkim nauczyciel. Motywator, który będzie właściwie spełniał swoją rolę i zaganiał – co mówię oczywiście w cudzysłowie – dzieci do tego, by chciały wykorzystać możliwości, jakie oferuje im nowoczesna infrastruktura sportowa. Nie tylko w czasie wolnym od zajęć, ale przede wszystkim wtedy, gdy mają ku temu odpowiednie warunki. To się często nie łączy. Są możliwości do uprawiania sportu, ale nie ma chęci. My, jak nauczyciele, musimy tak działać, żeby dzieci cały czas pozostawały zmotywowane.

Plaga zwolnień z wuefu, o której od czasu do czasu się alarmuje? Nie na zajęciach u pani Magdy. – Może to nie zabrzmi zbyt skromnie, lecz na przestrzeni piętnastu lat mojej pracy tylko jedna osoba miała zwolnienie całoroczne. U mnie pracują wszyscy. Wiele po prostu zależy od nauczyciela.

No dobra. A jak to się zatem stało, że akurat w gdyńskiej „szóstce” program „Drużyny Energii” przyjął się tak znakomicie? Ostatecznie sam entuzjazm nauczycieli to jeszcze, mimo wszystko, troszkę za mało – potrzebni są także zdolni i pracowici uczniowie.

***

Zacznijmy opowieść od początku. SP nr 6 imienia Antoniego Abrahama, mieszcząca się przy ulicy Cechowej w Gdyni, ma już – co tu dużo mówić – swoje lata, a co za tym idzie – duże tradycje i określoną renomę w mieście. Według materiałów zamieszczonych na oficjalnej stronie, plany budowy placówki powstały na długo przed II Wojną Światową. Pomyślano wówczas szkołę jako skromny gmach o ośmiu salach lekcyjnych i kilku pomieszczeniach – nazwijmy to – biurowych. Wielkie otwarcie nastąpiło w 1935 roku. W latach przedwojennych dzieciaki przychodziły na lekcje w systemie dwuzmianowym – rano starsi uczniowie starsi, popołudniami młodsi.

20190524_105917

Wejście do szkoły.

Dziś, przynajmniej na pierwszy rzut oka, aż trudno uwierzyć, że „szóstka” ma aż tak długie dzieje, bogate w rozmaite zakręty. Szkoła przeszła szereg modernizacji, została bardzo rozbudowana. Ząb czasu nadgryzł ją tu i tam, lecz generalnie – całość robi świetne pierwsze wrażenie. Zwłaszcza jeżeli chodzi o obiekty sportowe. Kapitalne boisko, zadbana sala gimnastyczna. Jest gdzie grać, jest gdzie trenować, jest gdzie łapać sportowego bakcyla. Trzeba tylko chcieć.

No a „Drużyna Energii” ma właśnie sprawić, żeby dzieciakom się chciało.

Koncepcja projektu łączy wykorzystanie mediów społecznościowych i najnowocześniejszych elektronicznych gadżetów z uprawianiem sportu. To sprytny sposób, żeby skłonić najmłodszych do zdrowej, sportowej zabawy i rywalizacji, udowadniając przy okazji, że telefony, tablety i laptopy nie muszą służyć wyłącznie do klepania kolejnych „snapów”, albo do przeglądania Instagrama czy YouTube’a.

Zabawa jest naprawdę prosta. Żeby zapisać szkołę do projektu, wystarczy nagrać trwające od 15 do 300 sekund wideo, na którym uczniowie i nauczyciele demonstrują swój sportowy charakter. Następnie opiekun – nauczyciel wuefu lub dyrektor szkoły – wypełnia odpowiedni formularz. No i gotowe. Setka szkół łapie się do gry. W ubiegłym roku SP nr 6 w Gdyni była właśnie w tej setce szczęśliwców.

– O konkursie dowiedziałam się drogą internetową. Wspólnie podjęliśmy decyzję, że weźmiemy w tym udział – mówi Latos-Kleina. – Nagraliśmy filmik, dopisało nam szczęście. Dostaliśmy się do setki, a potem… to już się potoczyło.

Podobnie to wspomina drugi z nauczycieli wychowania fizycznego, który koordynował projekt, Andrzej Golecki. – Sam udział w tej akcji był dla nas nowym wyzwaniem. Chciałem zobaczyć, czy to, czego uczę, co wpajam dzieciakom na lekcjach przyniesie odpowiedni skutek w nowych realiach. Czy te wszystkie formy, metody treningowe, to co próbuję wydobyć z moich podopiecznych – czy to się po prostu sprawdza. Chciałem to ocenić na tle uczniów z całej Polski. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Żeby się dostać do projektu trzeba nagrać film o sportowym charakterze szkoły. Naszym marzeniem było się dostać po prostu do tej setki wybranych. Potem postawiliśmy sobie za cel, żeby nas zauważono. Choćby w czołowej pięćdziesiątce. I apetyt tak cały czas rósł w miarę jedzenia.

20190524_101246

20190524_101147

20190524_101240
Uczniowie (i nauczyciele) w akcji.

W panu Andrzeju natychmiast można rozpoznać ambicję i chęć zwyciężania na każdym polu, charakterystyczną dla profesjonalnego sportowca. Choć dokuczał koleżance, że to ona jest za bardzo rozgadana, sam mógłby bez końca opowiadać o swoich zajęciach i rozmaitych sukcesach. Nie ma w tym zresztą przypadku – przez całe lata był czynnym zawodnikiem, przede wszystkim klubów z Pomorza. Występował na poziomie Ekstraklasy, a w 1984 roku przywiózł brązowy medal z mistrzostw Europy u-18. Polskę reprezentowała wówczas na turnieju w ZSRR (biało-czerwoni większość meczów rozegrali w Kijowie, zaś starcie o brąz na moskiewskich Łużnikach) całkiem zacna ekipa. Jacek Ziober, Roman Kosecki czy Andrzej Rudy porobili naprawdę niezłe kariery. Golecki natomiast długo grał  w Arce i Bałtyku Gdynia, ale sporo czasu spędził też w barwach bydgoskiego Zawiszy.

Projekt „Drużyna Energii” był dla niego nie tylko okazją do zabawy, dodatkowym bodźcem dla jego uczniów. Stanowił też pole do sprawdzenia się w rywalizacji z konkurentami z całego kraju. Nauczyciele poświęcili mnóstwo czasu poza lekcjami, żeby odpowiednio dobrze wypaść. Na zwycięstwo trzeba było zapracować i włożyć w przygotowywanie kolejnych konkursowych filmików mnóstwo serducha i – nomen omen – pozytywnej energii.

– Gdy szesnaście lat temu właściwie zakończyła się moja przygoda piłkarska, zacząłem szukać pracy w szkole. Znalazłem sobie miejsce tutaj i można powiedzieć, że trochę się już do tego miejsca przywiązałem. Wydawało mi się, że ciężko będzie mi się przystosować do takiej pracy – wyznał pan Andrzej. – To inne realia, niełatwo odnaleźć się w nowym środowisku. Praca z dziećmi jest dodatkowo bardzo specyficzna. Ale moje obawy okazały się mocno na wyrost. Wydaje mi się, że świetnie się dogaduję z uczniami. Staram się im przekazać całą tę wiedzę, którą mnie przez wszystkie lata wpajano. I wydaje mi się, choć może to zabrzmi nieskromnie, że nieźle mi to wychodzi. Jako szkoła osiągamy duże sukcesy na różnych szczeblach. Jesteśmy rozpoznawalni w województwie.

– W pierwszym miesiącu naszego udziału w programie, rzutem na taśmę wypadliśmy z pierwszej piątki. To nas zdopingowało nas do dalszej pracy. Efekt był taki, że w lutym wygraliśmy, zostaliśmy najlepszą drużyną miesiąca. Dzięki temu mieliśmy okazję, by pokazać nasze umiejętności znakomitym osobistościom sportowym, które – jak to się mówi – z niejednego pieca chleb jadły – dodał Golecki.

Wspomniane osobistości to rzecz jasna ambasadorzy całej akcji: Marek Citko, Krzysztof Ignaciak, Bartek Ignacik i Krzysztof Golonka, do których w tym roku dołączyli także Izabela Bełcik i Rafał „Lipek” Lipiński. Mechanizm całej zabawy jest już chyba zrozumiały: ambasadorzy co miesiąc proponują uczniom VI, VII i VIII klas szkół podstawowych konkretny zestaw ćwiczeń. Młodzi, z pomocą nauczycieli, nagrywają materiały wideo ze swoich treningów i przesyłają je na platformę konkursową. Na koniec miesiąca do najaktywniejszej szkoły przybywają ambasadorzy, organizując niepowtarzalną rywalizację i demonstrując swoje umiejętności na żywo.

W lutym 2018 roku najlepsza była właśnie szkoła w Gdyni, więc to ona doczekała się wizyty wesołej ekipy słynnych postaci ze świata sportu.

Pracując pod okiem ambasadorów, młodzi sportowcy z Gdyni osiągnęli rekordową liczbę punktów „turbokozakowym” konkursie. – Formę zawodników potwierdził właśnie ten konkurs w szkole, podczas którego zdobyli oni rekordową liczbę punktów i jako pierwsi zapewnili sobie awans do finału akcji w czerwcu Jak widać, zaangażowanie i ciężka praca się opłacają. Wierzymy, że ten sukces zmotywuje ich do jeszcze większej aktywności fizycznej – zachwycał się wówczas Grzegorz Bałkowiec, wicedyrektor departamentu marketingu i komunikacji w Grupie Energa.

Z podziwu nie mógł wyjść też Marek Citko: – Młodzi gdynianie radzili sobie znakomicie. Ich umiejętności są naprawdę nas zaskoczyły. Widać, że to grupa piłkarska. Zdolność podbijania piłki czy strzały w poprzeczkę były na bardzo wysokim poziomie. Dla mnie gdyńska podstawówka to faworyt do zwycięstwa w wielkim finale.

Władze miasta także odnotowały sukces. – Jestem bardzo dumny z uczniów, którzy biorą udział w sportowych zmaganiach, tworząc gdyńską Drużynę Energii. Specjalne podziękowania należą się także nauczycielom wychowania fizycznego, którzy z wielkim zaangażowaniem pracowali z uczniami na ten sukces – opowiadał Bartosz Bartoszewicz, wiceprezydent Gdyni ds. edukacji i zdrowia, w rozmowie z reporterem portalu gdynia.pl. – Jestem przekonany, że w piłce nożnej Gdynia ma ogromny potencjał. W mieście powstają nowe klasy piłkarskie, a teraz oglądamy wielki sukces uczniów „szóstki”. Dodatkowym walorem edukacyjno-sportowym projektu jest fakt, że w piękny sposób zachęca dzieci i młodzież do aktywności fizycznej, jednocześnie wykorzystując możliwości nowoczesnej technologii – dodał wiceprezydent.

20190524_101214

20190524_101258

Dalsza część treningu.

Wszystkie te sukcesy pozwoliły ostatecznie uczniom SP nr 6 w Gdyni zakwalifikować się do wielkiego finału I edycji Drużyny Energii, który odbył się – a jakże – na gdańskim Stadionie Energa. Tam przedstawiciele „szóstki” odebrali czek na 10 tysięcy złotych, nagrodę za doskonałe rezultaty osiągane w ramach projektu. Jak przyznali pracownicy szkoły – nowina o tak potężnym zastrzyku gotówki wzbudziła w mieście szersze zainteresowanie programem, pojawiły się nawet głosy zazdrości.

Ale cóż – kto się od początku nie zaangażował, temu pozostało zgrzytać zębami i liczyć na szczęście w następnych edycjach.

– Mobilizacja wśród dzieci była różna. Jedne są bardziej zaangażowane w taką wspólną sprawę, inne mniej – mówi Latos-Kleina. – Jedne chcą zwyciężyć, innych to w ogóle nie interesuje. Bo są uzależnione od wszystkich innych pokus, jakie oferuje współczesny świat. Zwłaszcza dzieci w dużych miastach. One mają mnóstwo tych możliwości. Telefony komórkowe, konsole – to już podstawowe wyposażenie każdego domu. Myślę, że trochę czasu nam zajęło przekonanie dzieciaków, ale działaliśmy skutecznie. I bardzo się to opłacało. Mówimy tu o konkretnych, materialnych korzyściach.

– Poczuliśmy się dowartościowani na tle całej Polski. Kupiliśmy sprzęt pod użytek klas sportowej. Mamy w szkole dwa oddziały: piłki nożnej chłopców i koszykówki dziewcząt. Staraliśmy się zakupić taki sprzęt, żeby te klasy mogły z niego jak najlepiej korzystać. Mamy na każdym etapie edukacyjnym po jednej klasie sportowej, więc zapotrzebowanie jest ogromne – dodaje pani Magda. – Kupiliśmy piłki do piłki nożnej, drabinki koordynacyjne, płotki. Przede wszystkim takie najbardziej praktyczne rzeczy.

20190524_104823

20190524_101210

20190524_101024

„Czek”, trening i ostatnie przymiarki do zdjęcia tytułowego. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik!

A jak do tego wszystkiego podchodzą główni bohaterowie całego projektu, czyli uczniowie SP nr 6? Przed udzieleniem mini-wywiadów stres wśród dzieciaków był olbrzymi, jednak – jak się okazało – zupełnie niepotrzebny. Szczerze mówiąc, gdyby wszyscy ligowcy wypowiadali się tak rezolutnie jak bohaterowie tego tekstu, prawie każda rozmówka Bartka Ignacika w przerwie meczu Ekstraklasy stawałaby się automatycznie hitem Internetu.

– Historia była taka, że pewnego dnia w szkole trener zebrał tych, którzy w naszej szkole są najbardziej zaangażowani w sport – snuje swoją opowieść Oliwier Bartkowiak, aktualnie uczeń VIII klasy. – Powiedział, że weźmiemy udział w takiej akcji. Na początku byłem bardzo zaskoczony, że to wygląda aż tak profesjonalnie. Ale wiedziałem, że jesteśmy w stanie coś osiągnąć. Wiadomo, że z tyłu głowy krążyła myśl o zwycięstwie, ale zdawałem sobie sprawę, że o to będzie ciężko. Plan był taki, żeby się pokazać z dobrej strony. Ten projekt to takie okno na sportowy świat.

– Początki nie były proste. Trzeba było się zmobilizować, żebyśmy wszyscy razem trenowali. Ale po pewnym czasie przestało to stanowić problem. Każdy czuł się odpowiedzialny za swoje zadania, był częścią zespołu. Zrobiliśmy świetną pracę, trenując razem. Zacieśniły się nasze relacje. Widać nawet na niektórych filmikach, że kiedy komuś się coś udało, wszyscy cieszyli się razem z nim. Lepsi pomagali gorszym, w ogóle pomagaliśmy sobie wzajemnie. I z tego się właśnie biorą wyniki – tłumaczy Oliwier.

Podobnie zapamiętała to Sandra Zowczak z VII klasy. – Dla mnie to był w ogóle wielki zaszczyt, że mogłam uczestniczyć w takim projekcie. Jestem z siebie dumna, że trenerka wybrała akurat mnie do zespołu. Mieliśmy konkurencje z siatkówki i piłki nożnej. Dostawaliśmy co miesiąc nowe ćwiczenia. Niektóre były łatwe, inne trudniejsze. Miałam wielką satysfakcję z tego, gdy udało mi się wykonać coś skomplikowanego. Cieszyłam się, że miałam w sobie taki potencjał, żeby coś trudnego wykonać. Szczególnie trudna była dla mnie żonglerka. Z piłką nożną nie miałam nigdy styczności i bardzo się rozwinęłam w tym kierunku.

– To było naprawdę super, że nasz filmik w lutym zwyciężył. Gdy odwiedzili nas ambasadorzy, siatkówka wyszła nam super. Zdobyliśmy 579 punktów! Potem na stadionie Lechii było rozdanie nagród, mogliśmy pokibicować naszej drużynie. Ja ogólnie trenuję koszykówkę, więc mniej więcej wiem jak to jest brać udział w zawodach, ale to było naprawdę wielkie przedsięwzięcie – dodaje Sandra.

Julia Mrówka z klasy VIII podkreśliła natomiast to, że akcja „Drużyna Energii” zwraca uwagę na problem uzależnienia od smartfonów. – Sądzę, że każda szkoła w Polsce powinna zgłosić się do tego projektu! Jest ogromny problem z uzależnieniem od Internetu i komórek. Ta akcja może stopniowo eliminować takie uzależnienia, pokazać inne formy zabawy. Dostrzegam ten problem u moich koleżanek i kolegów. Sport to dobra droga, żeby to zmienić.

– Ogólnie – trenerzy bardzo nas motywowali do uczestnictwa w projekcie. Byli dla nas ogromnym wsparciem. Dla mnie to były pierwsze zawody ogólnopolskie, choć na własną rękę trenowałam. Nie spodziewałam się jednak, że podczas tej akcji przeżyję aż tak wspaniałe chwile. Lepiej się wykazywałam w piłce nożnej, bo wcześniej częściej ją trenowałam. Finał w Gdańsku to najlepszy dzień w moim życiu. Cieszę się, że mogłam przeżyć takie chwile z najlepszymi trenerami i w ogóle najlepszymi ludźmi – twierdzi z dumą Julia.

20190524_102328

20190524_102630

20190524_103042

Sandra, Julia i Oliwier.

Dyrektor SP nr 6, Ewa Andrzejewska, także dostrzega problem w uzależnieniu najmłodszych od Internetu. Lecz jednocześnie podkreśla, że sport to idealny sposób na przekierowanie uwagi dziecka na inne, zdrowsze zainteresowania. I w ten sposób działa zarządzana przez nią placówka.

– Przekazałam sugestię o udziale w projekcie „Drużyna Energii” trenerom piłki nożnej, wychowawcom klas sportowych. Pozwoliłam im zadecydować samodzielnie. Oni podjęli decyzję, że chcą dalej w to wejść i zaangażować się w całą akcję razem z dziećmi. No i dalej to już poszło – wspomina pani dyrektor. – Jeżeli chodzi o kwestie sportowe, wygląda to u nas bardzo dobrze, szczególnie od 2014 roku. Wtedy dostaliśmy salę gimnastyczną z prawdziwego zdarzenia, zaczęliśmy prowadzić klasy sportowe w dwóch profilach: piłka nożna i koszykówka. Mamy pełne obłożenie, bardzo dużo chętnych. Odnosimy… To znaczy – dzieciaki odnoszą spore sukcesy w rozgrywkach miejskich, a od zeszłego roku pojawiamy się też jako poważny gracz w rozgrywkach szczebla wojewódzkiego.

– Dla nas to jest ważne, żeby dzieciaki nie tyle przymuszać, ale zachęcać do uprawiania sportu. Projekt jest rozwojowy. W tej chwili szkoła liczy około tysiąca uczniów, a około trzystu uczy się w klasach sportowych. Drugie tyle korzysta z pakietu dodatkowych zajęć sportowych. Stawiamy na sport także w formie dodatkowych aktywności – dodaje Andrzejewska. – Nowoczesna infrastruktura jest bodźcem, żeby dzieci zachęcić do sportu. Musi być przestrzeń, która daje trenerom możliwości do prowadzenia ciekawych zajęć. No i dobór kadry trenerskiej też jest niezwykle istotny. To muszą być ludzie z pasją, którzy chcą poświęcać dla dzieciaków prywatny czas. Jeździć z nimi popołudniami na mecze, albo jakieś weekendowe turnieje. Dodatkowo współpracujemy też z klubami sportowymi, korzystamy z życzliwości władz miasta. To wszystko składa się w całość.

– Jeśli chodzi o temat mediów społecznościowych – kwestia jest bardzo szeroka – kontynuuje dyrektor. – To, co promuje „Drużyna Energii”, te filmiki, ambasadorzy i tak dalej – wszystko powoduje, że dzieciaki chętnie włączają się do wspólnej zabawy. Natomiast rzeczywiście niektóre dzieci nie potrafią sobie wygospodarować czasu inaczej, niż z telefonem w dłoni. Jednak nie czuję się władna, by oceniać całość tego zjawiska, mogę mówić tylko o jednostkowych przypadkach. Niemniej – między innymi z tego powodu dajemy dzieciom sport jako alternatywę. To jest coś, co odrywa od telefonów, od komputerów. Co nie znaczy, że należy te nośniki negować. Trzeba korzystać z nich z rozwagą i rozsądkiem, nie mówić tylko o uzależnieniu, lecz odsłaniać ich pozytywne strony.

Cóż – na tym właśnie zasadza się cały zamysł „Drużyny Energii”.

– Cała ta otoczka miała oczywiście znacznie, ale trener i pani Magda zawsze nam wspominali, że najważniejsza jest w tym wszystkim nasza praca. To przyczyniło się do zwycięstwa. Na finałach było cudownie. Zostałem wyznaczony, żeby reprezentować naszą szkołę. Zabawa była przednia, bo mogliśmy porozmawiać z ambasadorami. Wiadomo – to ludzie, którzy sporo w sporcie osiągnęli. Na co dzień gram w Arce Gdynia, najbardziej chciałem się spotkać z panem Krzysztofem Golonką. Był moim zdaniem najbardziej zbliżony do współczesnego futbolu. Przed całym tym projektem byłem już jego wielkim fanem. Oglądałem go, uczyłem się jego tricków. Miałem dużo radochy z tego spotkania – dodaje Oliwier Bartkowiak. – Moim celem jest zostanie zawodowcem. A czy to się powiedzie? Czas pokaże. To plany na daleką przyszłość.

Pozostaje tylko młodym sportowcom życzyć powodzenia, w nadziei, że „Drużyna Energii” to jedynie przedsmak ich kolejnych sukcesów. Z takim podejściem – drogę na szczyt mają otwartą.

Michał Kołkowski

KOMENTARZE (0)