Stawka większa niż tytuł. Głowacki walczy o dwa pasy mistrza świata
Inne sporty

Stawka większa niż tytuł. Głowacki walczy o dwa pasy mistrza świata

Krzysztof Głowacki szykuje się do najważniejszej walki w karierze. Od bokserskiej federacji WBO właśnie dostał prezent – tytuł pełnoprawnego mistrza świata. Teraz cała zabawa polega na tym, żeby za nieco ponad tydzień w Rydze nie tylko go nie stracić, ale jeszcze – dołożyć kolejny. Prawda jest taka, że walki o takiej stawce dla polskiego boksera, w dodatku tak blisko kraju, nie było chyba jeszcze nigdy.

W świecie bokserskich federacji można się pogubić. W przeciwieństwie do futbolu – tam nie ma jednego mistrza świata, jednego mistrza Europy i tak dalej. Nie dość, że każda federacja w każdej kategorii wagowej ma swojego czempiona, to jeszcze bokserskie organizacje mnożą pasy w nieskończoność, tworząc wiele absurdalnych sytuacji i pasów, które z pasem mistrza świata mają mniej więcej tyle wspólnego, co papier wartościowy z papierem toaletowym.

W największym skrócie – prestiżowe bokserskie federacje, których czempionów powszechnie uważa się za mistrzów świata, są cztery: WBC, WBA, WBO i IBF. Jest oczywiście mnóstwo drugo-, trzecio- i czwartoligowych organizacji, które też dumnie sankcjonują walki o mistrzowskie pasy i wysyłają w świat swoich czempionów. Bokserskie realia są takie, że gdyby Krzysztof Stanowski zamiast w futbol i KTS Weszło postanowił wejść w boks, bez większych kłopotów w najbliższą sobotę na stadionie Marymontu zamiast fety z okazji awansu do A Klasy, mógłby organizować walkę o mistrzostwo świata którejś z mniejszych federacji. Ba, na pewno wyszłoby znacznie taniej… Federacje, zarówno te małe, jak i potężne, generalnie czerpią zyski z walk o swoje pasy. Kiedy promotorowi zależy na podniesieniu rangi imprezy, wykonuje telefon, albo pisze maila do jednej z nich i zaraz (ceny zaczynają się od kilku tysięcy złotych) na plakacie może wpisać walkę o dumnie brzmiące mistrzostwo świata. Albo Europy. Albo Unii Europejskiej. Albo choćby krajów bałtyckich. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, że o młodzieżowe mistrzostwo globu walczy 36-latek, a o pas mistrza krajów bałtyckich – koleś z Portoryko…

Tworzenie nowych pasów to jedno. Kłopot w tym, że federacje, także te prestiżowe, zaczęły tworzyć jakieś potworki. Co z tego, że jest pełnoprawny mistrz? Zróbmy walkę o pas tymczasowy. Albo dajmy mistrzowi pas superczempiona, żeby „zwykły” pas wrócił na rynek. A może „złoty pas”? Albo „diamentowy”? To nie są żarty – takie tytuły naprawdę istnieją, powodując coraz większe zdziwienie części kibiców.

Ale – na szczęście – są także prawdziwe pasy i prawdziwi mistrzowie. Krzysztof Głowacki na przykład. Dokładnie – od wczoraj. „Główka” w listopadzie w Chicago wygrał walkę z Maksimem Własowem w półfinale turnieju World Boxing Super Series. Stawką był pas tymczasowego mistrza świata federacji WBO. W tym przypadku „tymczasowość” była jednak w pewnym stopniu uzasadniona. Posiadacz pełnoprawnego tytułu – Ołeksandr Usyk (jedyny, z którym Głowacki przegrał) od dłuższego czasu przymierzał się do przejścia do wagi ciężkiej. Ukrainiec wprawdzie jeszcze nie zaboksował w królewskiej kategorii wagowej, jednak już wiadomo, że to kwestia czasu i pasów w wadze junior ciężkiej bronić nie będzie. Wczoraj w związku z tym federacja WBO ogłosiła, że od teraz pełnoprawnym czempionem jest Głowacki.

To nie koniec. W następną sobotę, 15 czerwca, „Główka” będzie boksował w półfinale World Boxing Super Series z Mairisem Briedisem (w listopadzie zdobył diamentowy pas WBC po kontrowersyjnym werdykcie z Noelem Gevorem). Stawką walki w Rydze będzie także wakujący pas mistrza świata federacji WBC (także zwolniony przez Usyka). To oznacza, że Głowacki stanie przed niepowtarzalną szansą zunifikowania tytułu czempiona. Ta sztuka nie udała się ani Tomaszowi Adamkowi, ani Krzysztofowi Włodarczykowi. Zunifikowanym mistrzem świata w wadze półciężkiej był tylko Dariusz Michalczewski (walczący wówczas pod niemiecką flagą), który pokonał Virgila Hilla i do swojego pasa WBO dołożył tytuły WBA i IBF (których potem nigdy nie bronił). To było 22 lata temu, dokładnie w połowie czerwca. Oby Głowacki potraktował to jako dobrą wróżbę. Faktem jest, że stawka jego pojedynku z Briedisem z bardzo wysokiej nagle zrobiła się jeszcze wyższa.

Fot. newspix.pl