Nigdy nie wątp w Ronaldo
Weszło

Nigdy nie wątp w Ronaldo

Niby Cristiano Ronaldo swoje lata już ma i jest bliżej końca kariery niż początku. Niby ostatniego gola w reprezentacji strzelił prawie rok temu. Niby dopiero niedawno wyczyścił głowę, gdy Kathryn Mayorga wycofała swoje oskarżenia dotyczące gwałtu.

Niby, niby, niby… Do rzeczy: po raz kolejny okazało się, że wiek wiekiem, problemy prywatne problemami prywatnymi, ale determinacja CR7 sprawia, że gdy tylko ma ochotę, to na boisku wygląda jak za najlepszych lat.

Przecież nie jest tajemnicą, że nie ma dla niego meczów ważnych i ważniejszych. Że nawet w grze ze swoim synem dąży do podwójnego hat-tricka i kilku podań raboną, a gdyby miał się zmierzyć z dziećmi z Bullerbyn, to też dawałby z siebie ile fabryka dała

Jego determinacji po prostu nie da się podważyć, tym bardziej że udowadnia ją na każdym kroku.

Dziś, po sezonie wycieńczającym psychicznie i fizycznie, w meczu Ligi Narodów, czyli rozgrywkach przez niektórych zwanych okazją do zagrania kilku prestiżowych sparingów i tyle, zapakował hat-tricka.

Lepszego dowodu na to, że nie klasyfikuje spotkań na te, w których trzeba zapieprzać i na te, w których można odpuścić, nie znajdziecie.

Jak trafiał? Najpierw perfekcyjnie uderzył z rzutu wolnego. Bramkarz Szwajcarów, Yann Sommer, może i był skoncentrowany, może i był skupiony, ale co z tego, skoro strzał okazał się idealny? Skoro CR7 uderzył nie do obrony. Prostym podbiciem, nad murem, nadając piłce taką trajektorię lotu, że tak w mgnieniu oka zatrzepotała w siatce.

Dał Portugalii prowadzenie, mimo że spotkanie lepiej rozpoczęli Szwajcarzy, którzy awansowali do fazy finałowej Ligi Narodów w stylu, który wbijał w fotel. Już wydawało się, że zostali znokautowana – szybkie 2:0 Belgów w decydującym meczu, które sprawiało, że Helweci do wywalczenia awansu potrzebowali czterech trafień – a potem przyszedł czas na kolejny odcinek serialu „Nieprawdopodobne? A jednak…”. Z piekła do nieba, z desek na szczyt rankingu WBC, z 0:2 do 5:2. Awansowali w wielkim stylu, więc z wypiekami na twarzy czekaliśmy, co pokażą w decydującej fazie i trzeba przyznać, że choć w finale nie zagrają, to wstydu nie przynieśli.

Już na samym początku, jeszcze przed trafieniem Ronaldo, stuprocentową sytuację miał Xherdan Shaqiri, który – swoją drogą – wyróżniał się, wygrywał pojedynki, dośrodkowywał całkiem celnie, nierzadko w punkt, ale jego kolegom brakowało skuteczności. Szwajcarzy dłużej utrzymywali się przy piłce, lepiej prezentowali się w ataku pozycyjnym, ale właśnie – brakowało konkretów. Je zapewniał gracz Juventusu, który nie tylko strzelał, ale gdy było trzeba, to dostrzegał lepiej ustawionych partnerów. Jak w sytuacji, gdy dograł do Joao Felix, a ten znalazł się tuż przed bramkarzem, lecz swojej sytuacji nie wykorzystał.

Niemniej jednak Szwajcaria jednego gola zdobyła, a zamieszania było przy tym tyle, że ho ho!

Może uporządkujmy.

– Pole karne Portugalii. Semedo przewraca Seferovicia, Szwajcarzy unoszą ręce, gwizdek sędziego milczy, akcja trwa.

– Pole karne Szwajcarii. Silva bawi się z obrońcami, dogrywa do Ronaldo, a ten jest ewidentnie faulowany. Widzi to sędzia, widzą to generalnie wszyscy.

Ale arbiter podbiega do monitora, by sprawdzić pierwszą sytuację.

Efekt? Rzut karny dla Szwajcarów i chyba (podkreślamy: chyba) pierwsza taka sytuacja w historii wideoweryfikacji. Sędzia dyktuje karnego w jednym polu karnym, a potem wraca, by przyznać jedenastkę po przeciwnej stronie. No, niezły rollercoaster.

Szwajcarzy przez chwilę, po wyrównaniu, złapali wiar w żagle, ale właśnie – na posterunek szybko wrócił Ronaldo, który w końcówce rozstrzygnął losy półfinału.

Bach bomba po dograniu Silvy, bach bomba po szybkiej kontrze.

3:1.

Nie powiemy, że Portugalczycy wygrali bezdyskusyjnie, bo – szczególnie na początku spotkania i w drugiej połowie – wyglądali na zespół bez szczególnej koncepcji gry, ale ogarnęli się w odpowiednim momencie. Koniec końców wygrali i awansowali do finału, więc czepiać się nie zamierzamy.

Portugalia – Szwajcaria 3:1

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (11)