Krócej poczarował, dłużej pomarudził i poszedł – Legia nie wykupi Medeirosa
Weszło

Krócej poczarował, dłużej pomarudził i poszedł – Legia nie wykupi Medeirosa

Według portugalskiego „Recordu” Legia jednak nie wykupi Iuriego Medeirosa. Wicemistrzowie Polski – co szokujące – nie wyłożą sporej części swojego budżetu na gościa, który w Warszawie równie często strzelał fochami, co trafiał do siatki rywali. Nie będą się też starać o kolejne wypożyczenie, gdyż uznali, że gra nie jest warta świeczki.

W kontekście wykupu Portugalczyka ze Sportingu mówiło się o kwocie w wysokości 6 milionów euro. Czyli mniej więcej dwukrotności tego, ile Legia przytuliła od Ekstraklasy w ramach praw telewizyjnych i kasy uzyskanej za miejsce w tabeli. Jakieś 30 milionów złotych okazało się ceną zaporową, ale…

No właśnie. Gdyby Medeiros był przekozakiem, to w stolicy mogliby jeszcze pokalkulować. Trochę wytargować od Sportingu i zaraz go sprzedać z przebitką albo pomyśleć o kolejnym wypożyczeniu. Nic jednak z tego.

To wspomniane „gdyby”. Jureczek miał momenty, w których pokazywał jakość ponadekstraklasową. Zagrania, po których mówiliśmy „oho, czyżby Legia znalazła drugiego Vadisa?”. Miewał fragmenty meczów, na które nie stać było żadnego piłkarza w tej lidze. Natomiast to nie była ciągłość wysokiej formy, a jedynie przebłyski dużej klasy. Doceniliśmy go w naszych notach, bo wiosną uzbierał średnią 5,09 (lepszą w Legii miał tylko Martins i Majecki), przez te czternaście występów strzelił trzy gole i zaliczył asystę.

Przypuszczalnie o pożegnaniu nie decydowały nawet już same umiejętności piłkarskie, ale po prostu charakter Medeirosa. Pamiętacie mecz z Pogonią w rundzie finałowej – gościowi nawet nie chciało się wracać do obrony. Szczecinianie cisnęli, atakowali raz za razem, a Portugalczyk patrzył tylko, czy ma równo podciągnięte getry. Nic dziwnego, że Vuković zdjął go jeszcze przed przerwą. Medeiros strzelił fochem i poszedł do szatni. W następnych dwóch meczach już nie zagrał. Może serbski trener nie miał do niego ręki i nie potrafił do niego trafić. A może po prostu nie dało się pracować z gościem z muchami w nosie.

Sami jesteśmy ciekawi tego, czy fiasko z Portugalczykiem wyleczy nieco Legię z ruchów transferowych typu „ściągnijmy potencjalnego kozaka na półroczne lub roczne wypożyczenie z wysoką kwotą wykupu – nawet jeśli nie będzie nas stać na transfer definitywny, to w trakcie wypożyczenia gość zrobi w Ekstraklasie gigantyczną różnicę”. Nie wyszło z Tomasem Necidem, jeszcze bardziej nie wyszło z Mauricio, nie udała się też reanimacja Eduardo na krótkim kontrakcie. Nieco innym przypadkiem jest Cafu, który miał akceptowalną kwotę wykupu przy wypożyczeniu go z Metz i który okazał się celnym strzałem.

Medeirosa wrzucamy na półkę z ekstraklasowymi meteorytami, które przefrunęły przez tę ligę i może za pięć lat przypomnimy go sobie przeglądając losowe wyniki na flashscorze. Może i on wspomni sobie Polskę, gdy kiedyś przy przeprowadzce z pudła wypadnie mu srebrny medal. Ale coś czujemy, że łezki nie uroni.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (24)