Trudno nie kibicować Ekwadorczykom
Weszło

Trudno nie kibicować Ekwadorczykom

Jedną z najważniejszych spraw na wielkich imprezach sportowych jest atmosfera, którą tworzą kibice. Choć sami fani nie wystarczą, żeby cały świat kibicował obcej reprezentacji. Potrzeba do tego również świetnej drużyny, która nie tylko dobrze gra w piłkę, ale również gryzie trawę. Taką ekipą na Euro 2012 w Polsce była Irlandia. Taką ekipą na ostatnim mundialu w Rosji był Meksyk. Taką ekipą w Bydgoszczy jest Ekwador. 

Jasne, wszystko dzieje się na mniejszą skalę, ale trudno żeby było inaczej, jeśli mówimy o mundialu młodzieżowym. Impreza fajna, ale mimo wszystko mało popularna. Tak naprawdę w Polsce mało kto wie, że mistrzostwa odbywają na naszym podwórku. A jak już wie, to niespecjalnie jest tym faktem podekscytowany. Już nie mówiąc o tym, żeby kupić bilet i pójść na stadion. Trochę smutne i dziwne, ponieważ bydgoszczanie dobrej piłki na obiekcie przy Gdańskiej dawno nie widzieli, a pomimo tego frekwencja w dwóch pierwszych spotkaniach była kiepska.

Ekwador – Japonia – frekwencja – 3018

Mali – Panama – frekwencja – 2876

Pogoda zmieniła ludziom plany? Nic z tych rzeczy, bo może słonecznie nie było, ale trudno również powiedzieć, żeby nie dało się oglądać meczu w przyzwoitych warunkach. Dopiero wczoraj na stadion przyszła większa liczba kibiców – 6717. Prawie pękło magiczne siedem tysięcy, o których tak często wspomina się w Bydgoszczy w kontekście frekwencji na mundialu. Skąd taka zmiana? Zapewne stąd, że swój mecz rozgrywali Włosi, którzy są faworytem do zwycięstwa w całym turnieju. Wiele osób pewnie pomyślało, że może uda się zobaczyć kozaka, który za kilka lat trafi do Realu Madryt albo Barcelony. Wpadli więc na stadion, by delektować się włoskim zmysłem taktycznym i techniką takich graczy jak: Andrea Pinamonti, Luca Pellegrini, czy Davide Frattesi. Wychodzili natomiast wkurzeni, bo w trakcie meczu zaczęli wspierać Ekwador, który nie tylko na trybunach po raz kolejny dał popis, ale także na boisku.

20190526_173916

1

2

Europejczycy w tym meczu zrobili jedną akcję, po której ręce same składały się do oklasków. Dośrodkowanie z lewej strony boiska –  Gianluca Scamacca podaje głową do Andreia Pinamontiego, który mocnym strzałem z woleja wpakował piłkę do bramki. Od tego momentu podopieczni Paolo Nicolato zapomnieli o ofensywie. Nie zmieniła tego nawet czerwona kartka – jak najbardziej słuszna – dla Jacksona Porozo.

Ekwadorczycy atakowali, gdy na boisku mieli komplet graczy, a także wtedy, gdy grali w dziesiątkę. Owszem, nie było w tych akacjach wielkiego kunsztu, ale była pasja, pasja i jeszcze raz pasja. Poza tym pech, gdyż drugi raz na tym turnieju spudłowali z jedenastego metra. Tym razem wyższość bramkarza musiał uznać Leonardo Campana.

Spójrzcie na reakcję kibiców z Ekwadoru, którzy czekali aż arbiter podejmie decyzję o rzucie karnym – konsultacja VAR zajęła kilka minut.

Bramka wyrównująca w doliczonym czasie gry – przy wykluczeniu Porozo kilka minut wcześniej – mogłaby dać Ekwadorczykom paliwo na drugą połowę. Natomiast niestrzelony karny zwiastował odwrotną sytuację… Na szczęście ekipa z Ameryki Południowej nie zawiesiła broni i właściwie przez całą drugą napierała na przeciwników. Trudno mówić, że Ekwadorczycy mieli stuprocentowe okazje, ale Alessandro Plizzari musiał się sporo napracować, by skończyć ten mecz z czystym kontem. Zwłaszcza przy uderzeniach Jose Cifuentesa, Gianluci Scamacca i Leonardo Campani.

Włosi wygrali, ale zaprezentowali minimalistyczny futbol. Tak minimalistyczny, że pod koniec meczu niektórzy postronni kibice zaczęli na nich gwizdać. O ich słabości świadczy również fakt, że całą połowę grali w przewadze, a przy piłce byli bardzo rzadko. Tak naprawdę nie potrafili nawet ukraść czasu. Nie byli wyrachowani, a najzwyczajniej w świecie bezradni.

Posiadania piłki w drugiej połowie:

Ekwador – 62%

Włochy – 38%

ekwador

Po meczu był smutek i płacz. Zarówno na trybunach, jak i murawie. Co prawda Ekwadorczycy mają jeszcze szansę na wyjście z grupy, ale doskonale wiedzą, że mogli mieć na koncie przynajmniej cztery punkty, a mają tylko jeden.

Radośni kibice z Ameryki Południowej, którzy w ostatnich dniach wypili w Bydgoszczy hektolitry piwa, udali się dziś do Gdyni. Zapewne tam także będą posługiwać się jedynie trzema słowami po angielsku, które znają: – beer, wine, vodka. Nieznajomość angielskiego nie była dla nich jednak przeszkodą, by śpiewać i bawić z Polakami przed stadionem, a po meczu na rynku. Właśnie tacy ludzie tworzą atmosferę mundialu, a biorąc pod uwagę frekwencje na wszystkich stadionach i zainteresowanie imprezą, Ekwadorczyków trzeba docenić. Oby ich reprezentacja grała długo, bo nie dość, że na boisku pokazują waleczność, to jeszcze poza – jako nieliczni – robią świetną atmosferę. 

Bartosz Burzyński 

KOMENTARZE (3)