Koniec epoki. Michał Kucharczyk opuszcza Legię
Weszło

Koniec epoki. Michał Kucharczyk opuszcza Legię

Pięć tytułów mistrzowskich, sześć Pucharów Polski. 67 występów w europejskich pucharach, w tym cztery historyczne mecze w fazie grupowej Champions League. Można rzecz jasna Michała Kucharczyka nie lubić. Zagwarantował też na przestrzeni lat mnóstwo powodów, żeby się z niego po prostu pośmiać. Lecz jedno mu trzeba oddać – osiągnął z Legią Warszawa cholernie dużo. I jego odejście może oznaczać symboliczny koniec pewnej epoki w dziejach stołecznego klubu. Epoki pełnej sukcesów, przynajmniej na krajowym podwórku.

W sumie „Kuchy” rozegrał w barwach Legii 349 meczów, z czego aż 240 w ekstraklasie. Zdobył 71 goli, 48 w lidze. Mówi się, że interesują się nim w tej chwili przede wszystkim kluby tureckie, ale i ekstraklasowicze sondują temat.

Niektórym pewnie z kłopotami przejdzie to przez gardło, lecz chyba nie ma się co szczypać: Michał Kucharczyk zapracował sobie przy Łazienkowskiej ma miano legendy klubu. Za, dajmy na to, 50 lat odejdą już w zapomnienie techniczne niedoskonałości tego skrzydłowego, skryją się w pomroce dziejów jego wszelakie wpadki, słynne zawieszenia i odwieszenia. Pozostaną twarde liczby i trofea. A dziewięć sezonów Kucharczyka w Legii to pasmo sukcesów. Co oczywiście nie stawia go na tej samej półce, na której zasiadają Lucjan Brychczy albo Kazimierz Deyna. Ale „Kuchy” i tak zbliżył się do tych gigantów na zaskakująco niewielką odległość.

Jedynie pięciu zawodników rozegrało w Legii więcej meczów niż Kucharczyk. Tylko dziesięciu zdobyło w barwach Wojskowych więcej goli. 11 trofeów z Legią to wyczyn, który przebija natomiast wyłącznie Jakub Rzeźniczak. Nie sposób zatem osiągnięć Kucharczyka bagatelizować. Choć Michał odchodzi w trudnym dla klubu momencie, tuż po sezonie, który okazał się dla Legii całkowitą klapą, porażką na wszystkich frontach. Stając się niejako kozłem ofiarnym tych wszystkich klęsk.

Wiadomo było, że w Legii polecą głowy. Choć mimo wszystko jest delikatnym zaskoczeniem, że to głowa Kucharczyka została strącona tak szybko, tak bezceremonialnie.

– Kucharczyk to zasłużony piłkarz dla Legii. Zrobił i osiągnął tutaj wiele, ale nie będę ukrywał, że w przyszłym sezonie na jego pozycji widzę innych piłkarzy – przyznał Aleksandar Vuković w rozmowie ze sport.pl. Potwierdzając, że 30 czerwca szalona przygoda „Kuchego” z Legią dobiegnie wreszcie końca.

Jeszcze kilka lat temu warszawscy kibice pewnie przyjęliby takie rozwiązanie z ulgą, a nawet z radością. Ostatecznie Kucharczyk wielokrotnie demonstrował na boisku swoje dość oczywiste ograniczenia. Postrzegano go wręcz jako zawodnika wręcz symbolicznego w swojej przeciętności. „Dopóki Kucharczyk będzie grał w pierwszym składzie Legii, ten klub pewnego poziomu nie przeskoczy” – można było wielokrotnie usłyszeć podobne zdanie. A jednak – do Warszawy trafiali kolejni skrzydłowi. Jedni z lepszym CV, inni z trochę gorszym. Wielu z nich lądowało przy Łazienkowskiej właśnie po to, żeby rola Kucharczyka w zespole mogła zostać ostatecznie zmarginalizowana. Tymczasem, koniec końców, to Michał zawsze wypływał na wierzch. I w kluczowych spotkaniach potrafił potwierdzić swoją wartość.

TUTAJ Leszek Milewski pisał swego czasu o tym fenomenie:

„Mam wrażenie, że każdy bananowy zawodnik przyjeżdżający do Warszawy z jednego lub drugiego końca świata, darzony jest z miejsca większym szacunkiem niż Kucharczyk. Nowy grał ostatnio poważnie w piłkę dziesięć lat temu, w dodatku w sumie przez rundę? Nieważne, nareszcie będzie ktoś za Kucharczyka. Nowy przed chwilą myślał jeszcze, że Polska to potrawa kuchni tajskiej, a Legię traktuje tylko jako potencjalną trampolinę? Nieważne, ważne, że będzie grał lepiej od Kucharczyka.

A potem kolejny raz wszystko dzieje się według schematu, który zauważył Kuba Olkiewicz: dziesiątki transferów, wydane setki tysięcy euro, a na koniec i tak strzela Kucharczyk biodrem.

Czytam wywiad z Kucharczykiem na Legia.net, raptem sprzed miesiąca. Tytuł jak mantra: „Wiele osób życzy mi odejścia, ale robię swoje”. W komentarzach wiele opinii zgodnie ze słowami Kuchego: „Kuchy to nie jest piłkarz na Legię”. „Wszyscy prawie kibice mają dość oglądania Kuchego, ale on twierdzi, że to nie ma znaczenia. Mówi też, że nie jest ważny styl tylko efekt jego gry. Ręce opadają”.

A potem człowiek przypomina sobie, że przecież Kucharczyk nie gra dlatego, że ma – powiedzmy – szwagra w sztabie szkoleniowym czy haki na właściciela. Mający go zastąpić pojawiają się regularnie. Takich, którzy przez te wszystkie lata przychodzili na pozycję Kuchego i dawali drużynie więcej, można policzyć na palcach jednej ręki, w dodatku ręki pechowego drwala. Wspomnijmy natomiast pozostałą plejadę gwiazd: Chukwu, Hildeberto, Nagy, Langil, Kazaiszwili, Trickovski, Ojamaa, Dwaliszwili, Nacho Novo, a przecież na siłę można by jeszcze wymienić wszystkich Salinasów, Ohayonów i Masłowskich. Wszyscy przychodzili, by dać nową jakość, wszyscy przychodzili, by kibic już nie musiał się męczyć z Kucharczykiem. A potem i tak grał Kucharczyk. Za Magiery doszło do ekstremum – Legia rozbiła bank sprowadzając Necida, faceta z CV, jakie w Polsce widuje się głównie w FM-ie. Gość prosto z Euro. I tak potem Legia szła na mistrza z Kucharczykiem na dziewiątce”.

To naprawdę znamienne. Chłopak ze Świtu Nowy Dwór Mazowiecki przetrzymał napór piłkarzy, którzy z pozoru byli od niego o dziesięć razy lepsi i o sto razy bardziej utalentowani. Bo już Paweł Paczul i Jakub Białek dowodzili w swoim REPORTAŻU, że „Kuchy” to zawodnik, który ze swojej kariery wycisnął absolutne maksimum, albo i jeszcze trochę więcej. W teorii gość o tak wąskich horyzontach technicznych – a mówimy przecież o skrzydłowym/napastniku, nie twardym jak skała stoperze – nie miał prawa ugrać aż tak wiele.

Jednak mu się udało. Jak to kapitalnie ujął Jacek Magiera: „Technikę dzielę na cyrkową i użytkową. Kucharczyk ma tę użytkową”.

– Będąc w Nowym Dworze Mazowieckim pytaliśmy pierwszych trenerów Michała o to, czym wówczas się wyróżniał. Wszyscy wskazywali podobne cechy – ambicja, determinacja, charakter, wydolność, szybkość. Podziela pan to zdanie, że siła Kucharczyka tkwi zwłaszcza w cechach niepiłkarskich? 

Jacek Magiera: – Nie zgodzę się, że to są cechy niepiłkarskie. Bycie piłkarzem to złożony proces. Można być technicznym, ale nie mieć szybkości czy wytrzymałości i wtedy nie osiągnie się takiego sukcesu, jakby można było. Michał ma jedno i drugie. Zawsze powtarzałem mu jedno zdanie: „czym prościej, tym lepiej”. W prostocie siła. Jeśli gra prosto, nie kombinuje, nie chce robić rzeczy, które do niego nie należą – jest skuteczny i ma liczby. Schody zaczynają się wtedy, gdy się za bardzo rozluźni – w złym tego słowa znaczeniu, bo piłkarz musi mieć luz. Luz to kontrola emocji, pewność siebie, spokojne operowanie piłką. U Michała pojawiał się jednak luz w sensie „co to nie ja” i lekceważenie sytuacji. Potrafił zadziwić, zagrać super, a za minutę zadziwić tym, jak bardzo mu wszystko uciekło spod kontroli. (…)

– Każdy musi znaleźć sobie miejsce w drużynie. Michał nieraz przychodził i narzekał: „czemu ja muszę tyle biegać, a Vadis nie musi?”. Prosta odpowiedź – bo to jest cecha, którą ty musisz mieć wybitną. Jak będziesz grał technicznie jak Vadis, to nie będziesz musiał tyle biegać, bo będziesz szybciej podejmował decyzje. To nie jest żaden zarzut, a uświadamianie, co ja mogę dać swojej drużynie. Ja byłem zawodnikem wytrzymałym, który mógł biegać przez 90 minut i dzięki mnie łatwiej miał taki Vuković czy Svitlica. Biegałem, harowałem, a Stanko Svitlica nie musiał w ogóle wracać do obrony, bo tak graliśmy. No ale gość w dwa sezony strzelił 40 goli. Coś za coś. Michał ma swoje walory – szybkość, wychodzenie do piłki. Proszę spojrzeć bramkę na 3:2 z Realem i to, jak Kucharczyk przyjmuje piłkę. Prosta rzecz, ale perfekcyjnie zrobiona, do przodu, ze zmianą kierunku. Właśnie tego od takiego zawodnika się oczekuje. Gol z Lechem na 2:0 w sezonie mistrzowskim, gdy Jodłowiec podał mu piłkę – wbiega w linię spalonego, bo to ma, przerzuca piłkę nad bramkarzem i strzela głową. To są jego atuty, jak na naszą rzeczywistość wręcz wybitnej”.

Ale – żeby nie było zbyt słodko – nie ma też co Kucharczykowi robić tutaj przesadnej laudacji. Bo, jak już wspominaliśmy, lista jego wad i wpadek ciągnie się prawie tak samo długo, jak spis jego zalet i sukcesów. Sami często wypominaliśmy mu choćby człapanie po boisku, zamiast powrotów do defensywy, albo kuriozalne kiksy przy stałych fragmentach gry. Zresztą – chyba najbardziej urzekające w Kucharczyku jest właśnie to, że na wszystkich płaszczyznach jest mu tak cholernie daleko do ideału.

Niemniej – piłkarza o takim dorobku można było pożegnać godniej, nawet przy założeniu, że nie jest on już dość dobry, by sprawdzić się w kolejnych rozgrywkach. Jeżeli Vuković rozpoczyna rewolucję w składzie – okej, mógł uznać, że trzeba na jej ołtarzu poświęcić Kucharczyka. Lecz jedenaście trofeów to chyba dostatecznie potężny dorobek, żeby rozstać się w trochę fajniejszej otoczce, czyż nie?

– Bardzo dziękujemy Michałowi za wszystko co zrobił dla Legii przez dziewięć lat gry. Należy mu się za to duży szacunek. Miał swój udział w wygraniu pięciu tytułów mistrzowskich i sześciu Pucharów Polski. Grał w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Legia i Michał wzajemnie zawdzięczają sobie bardzo wiele, dlatego takie decyzje zawsze są trudne, zarówno dla klubu, jak i dla zawodnika. Dzisiaj jednak życzymy mu powodzenia w dalszej karierze i wierzymy, że Legia na zawsze pozostanie w jego sercu – powiedział w oficjalnym komunikacie Radosław Kucharski, dyrektor sportowy Legii.

Cóż – co do tego ostatniego, nie mamy wątpliwości.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (55)