Bydgoszczanie nie oszaleli na punkcie mundialu
Weszło

Bydgoszczanie nie oszaleli na punkcie mundialu

Chciałoby się powiedzieć, że Stadion im. Zdzisława Krzyszkowiaka w Bydgoszczy znowu odżył, ale nie do końca tak było. Co prawda po kilku latach posuchy odbył się na nim w miarę poważny mecz, ale występy takich graczy jak: Gonzalo Plata, Stiven Plaza, czy Kota Yamada nie do końca skusiły bydgoszczan do przybycia na stadion. Nie przekabaciła ich także ranga turnieju, bo tak naprawę mało kto wiedział, że właśnie wystartował mundial. Jasne, mieszkańcy byli zdziwieni, że ulice są zablokowane, radiowozów jeździ więcej niż zwykle, ale często nie mieli pojęcia, że ma to związek z turniejem piłkarskim. Ba, nawet grupki śpiewających Ekwadorczyków niespecjalnie rozwiązywały rebus. 

Trochę dziwna sprawa, ponieważ przygotowania do Mundialu U-20 w Bydgoszczy trwały już od dłuższego czasu. Na temat mistrzostw w lokalnych mediach mówiło się całkiem sporo. A jak nawet ktoś nie sięgnął po gazetę albo nie włączył regionalnej telewizji, mógł dowiedzieć się o imprezie z plakatów promocyjnych. Być może zainteresowanie turniejem wzrośnie, gdy na bydgoski plac wybiegną lepsze zespoły, ale jak na razie jest z tym kiepsko. A szkoda, ponieważ organizatorzy sporo się napracowali, a co najważniejsze sprostali wymaganiom FIFA, która oczekiwała – działającego systemu dostępu, czyli tzw. kołowrotków, sprawnego oświetlenia, trybuny prasowej z prawdziwego zdarzenia i przede wszystkim murawy w dobrym stanie. Najbardziej zaskoczył nas efekt końcowy związany z ostatnim wymogiem. Nie przesadzimy, jeśli powiemy, że młodzi piłkarze z Ekwadoru i Japonii zagrali na dywanie. Na takim dywanie, który na obiekcie przy ulicy Gdańskiej 163 dawno nie był widziany.

1

 

2

Wszelkie inwestycje i modernizacje zostały wykonane zgodnie z wytycznymi i standardami FIFA. Na stadionie Zawiszy wymieniony został system kontroli dostępu, czyli tzw. kołowroty, dokonaliśmy przeglądu i napraw oświetlenia awaryjnego oraz tego na koronie, a także przenieśliśmy trybunę medialną, wzorem rozegranego u nas Euro U-21 w 2017 roku. Najważniejsze jest jednak to, że 18 maja greenkeeper FIFA odebrał płyty wszystkich naszych boisk, tj. głównego, jak i treningowych. Spełniły tym samym oczekiwania FIFA i otrzymały ocenę bardzo dobrą – powiedział pełnomocnik prezydenta Bydgoszczy ds. organizacji mistrzostw Tomasz Dobrowolski w rozmowie z Onetem.

A to nie wszystko, ponieważ korzyści jest znacznie więcej – zmodernizowano obiekty Chemika, w Łochowie i Solcu Kujawskim, które służą jako boiska treningowe. Poza tym przy stadionie Zawiszy wreszcie powstał budynek sanitarny, którego próżno było szukać w czasach, gdy Zawisza grał w Ekstraklasie.

Organizatorzy w Bydgoszczy – przynajmniej na razie – zdali egzamin, a łatwo wcale nie było. FIFA podchodziła restrykcyjnie nawet do takich szczegółów, jak czas wymiany uszkodzonej bramki. Nic więc dziwnego, że całkiem poważna była również kontrola przed wejściem na obiekt. Zanim dostaliśmy się na trybunę, torbę z laptopem otwieraliśmy trzy razy. Podobne środki ostrożności zostały zastosowane do 3018 kibiców, którzy zdecydowali się na kupno biletu. Co tutaj wiele mówić… Frekwencja nie tylko była słaba, a wręcz tragiczna. Tym bardziej że organizatorzy liczyli, iż na stadionie zjawi się około 7000 fanów. No dobra, ale żeby już tak nie narzekać – całkiem spore grupy ekwadorskich kibiców nadrabiały niską frekwencję.

a

b

c

Jak mówili – „Bez względu na wynik ruszamy na miasto”. Ze stadionu na rynek jest jednak całkiem spory kawał drogi, dlatego większość kibiców korzystała z darmowych przejazdów MZK. A to jeszcze nie wszystko z udogodnień, ponieważ prezydent Bydgoszczy, Rafał Bruski, postanowił, że. połączy sztukę z futbolem. Tym samym kibice posiadający wejściówkę na spotkania turniejowe będą mogli nabyć o 50% tańszy bilet na Międzynarodowy Festiwal Sztuki Perkusyjnej „DRUMS FUSION”.

Wirtuozi perkusji do Bydgoszczy wpadną jednak dopiero za cztery dni, a mecz pomiędzy Japonią i Ekwadorem już przeszedł do historii. Może nie najpiękniejszej w dziejach bydgoskiego obiektu, ale również nie najbrzydszej. Owszem, początek przypominał trochę poniedziałkowe starcia w Ekstraklasie, ale wraz z biegiem czasu było coraz lepiej.

pyk

Powyższa fotografia doskonale obrazuje obraz z pierwszej części gry. Japończycy ustawili zasieki obronne, co było równoznaczne z tym, że bronili się całym zespołem. Może nie był to efektowny futbol, ale trzeba oddać młodym Azjatom, że znakomicie przesuwali się pomiędzy liniami. Ekwadorczycy w pewnym momencie byli już tym wszystkim zirytowani, gdyż niemal zawsze mieli ogromny problem, by przedostać się w pole karne przeciwnika. A jak już raz udało im się minąć obronę, to Alexander Alvarado zamiast oddać celny strzał z bliskiej odległości, poślizgnął się na tyle, że nie zdołał opanować piłki. Zresztą nie on jeden, ponieważ w podobnej sytuacji przewrócił się napastnik Japonii, Koki Saito. Swoją drogą siedemnastolatek dostał jedynie 45 minut w tym spotkaniu, a doszedł do dwóch znakomitych okazji. Za drugim razem nawet skierował piłkę w stronę pustej bramki, ale jeden z obrońców Ekwadoru zdołał ją jeszcze wybić.

Drużyna z kraju Kwitnącej Wiśni nawet nie ukrywała, że remis w tym meczu wzięłaby z pocałowaniem z ręki. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że podopieczni Masanage Kageyamy grali na czas już w pierwszej połowie? I prawdopodobnie to był ich największy błąd, gdyż – jak zmusiła ich do tego sytuacja – okazało się, że potrafią atakować. Najpierw znakomitą okazję zmarnował Yukinari Sugawara, który przestrzelił nad poprzeczką z kilku metrów. Innym razem Japończykom brakowało precyzji przy dośrodkowaniach i uderzeniach. Generalnie jednak im bardziej naciskali, tym więcej błędów popełniała defensywa Ekwadoru, która miała być jedną z silniejszych na całym turnieju. Po tym meczu trudno nam w to jednak uwierzyć, no chyba że Preciado pójdzie w odstawkę. Ekwadorski bramkarz nie tylko miał wiele niepewnych interwencji, ale jedna z nich skończyła się utratą bramki. Osiemnastolatek wybił futbolówkę pod nogi Kota Yamady, a ten skorzystał z prezentu i doprowadził do wyrównania.

Ekipa z Ameryki Południowej sama jest sobie winna, bo gdy mogła dobić przeciwnika… Zmarnowała rzut karny. Konkretnie zrobił to Jordan Rezabala, który przegrał pojedynek z Tomoyo Wakaharą. Co prawda Rezabala nie uderzył idealnie, ale trudno też nie pochwalić golkipera z kraju Kwitnącej Wiśni. Choć warto zaznaczyć, że nie był to idealny mecz tego bramkarza, ponieważ to właśnie on zawinił przy straconej bramce. I to tak konkretnie zawinił, ponieważ wypiąstkował piłkę w twarz Kyosuke Tagawy, co ostatecznie skończyło się bramką samobójczą.

k

– Żałuję tego nieszczęsnego wyniku, ponieważ graliśmy naprawdę dobry futbol. Nie wykorzystaliśmy karnego i straciliśmy gola na własne życzenie. Gdyby nie to, byłbym bardzo zadowolony – powiedział po spotkaniu trener Ekwadoru, Jorge Celico na konferencji prasowej.

My natomiast żałujemy, że argentyński szkoleniowiec pochwalił za doping kibiców, którzy przez cały mecz używali jakiś dziwnych, małych bębenków, które wydawały nieznośny dźwięk. Wuwuzele są mniejszym złem niż to dziwactwo – serio!

trener

gowno

Cóż, nie był to najlepszy start mundialu w Bydgoszczy, jeśli chodzi o frekwencję, ale trzeba też uczciwie powiedzieć, że najlepsze mecze na stadionie przy ulicy Gdańskiej dopiero przed nami. Już w niedzielę powrócimy na bydgoski obiekt, ponieważ tym razem Ekwador zagra z Włochami. I to spotkanie – przynajmniej teoretycznie – zapowiada się jako jedno z najlepszych w całej fazie grupowej mistrzostw świata U-20.

Bartosz Burzyński

KOMENTARZE (16)