Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Tuż po awansie Łódzkiego Klubu Sportowego do Ekstraklasy dostałem ze sto wiadomości dotyczących wątpliwości licencyjnych. „A dostaniecie na jedną trybunę”, „a z której strony będą kamery”; „może grajcie gdzieś indziej, jak to będzie w telewizji wyglądało”. Właściwie wszystkie zapytania krążyły wokół dwóch kwestii – czy klub z jedną trybuną może otrzymać licencję oraz w jaki sposób zmniejszy to komfort śledzenia transmisji telewizyjnej.

Być może to nadinterpretacja, ale moim zdaniem to bardzo źle świadczy o rodzimym środowisku piłkarskim, co zresztą bardzo szybko potwierdziła przetaczająca się gdzieś przez media społecznościowe oraz portale dyskusja dotycząca kształtu Ekstraklasy.

Nikt nie zapytał, gdzie zimą trenuje ŁKS. Nikt nie zapytał o warunki w akademii. Nikt nie zapytał o liczbę trenerów w grupach młodzieżowych, nikt nawet nie zająknął się na temat młodzieżowców, aktualnych wyników w Pro Junior Systemie, już nie wspominając o stylu gry.

Ktoś powie – to zupełnie normalne, laika nie interesują eksperckie rzeczy, typowego telewidza interesuje… Cóż, jakość obrazu w telewizji.

Sęk w tym, że później na takich założeniach opiera się cała dyskusja dotycząca wymagań i ewentualnych zmian w Ekstraklasie. Przysłuchiwałem się dość dokładnie argumentom, padającym przy porównywaniu ESA 37 z 16 zespołami w elicie i ESA 34 z 18 zespołami. Najpopularniejsza wątpliwość: ile mamy stadionów gotowych na Ekstraklasę. Przecież w Częstochowie na loży VIP nie da się normalnie usiąść! Ci są z wioski, do tych nie prowadzi żadna autostrada, ci nie mają zadaszonych wszystkich miejsc, a tamci mają przerdzewiałe pręty w płocie, co wydatnie wpływa na jakość estetycznych doznań podczas transmisji.

Już to pytanie o „stadiony gotowe na Ekstraklasę” jest moim zdaniem absurdalne. Być może nie dotarłem do eksperckiej części polskiego Internetu, ale w miejscach, które śledzę, nie usłyszałem nigdy pytania o to, ile baz treningowych jest gotowych na Ekstraklasę. Ile akademii jest prowadzonych na ekstraklasowym poziomie i w ilu klubach rozwój trenerów przebiega w sposób charakterystyczny dla klubów elity. Jakości zarządzania na szczęście dla prezesów nie da się zmierzyć, bo sądzę, że wyniki byłyby nieco gorsze niż w wypadku wyliczaniu stadionów godnych zaprezentowania w najwyższej krajowej lidze.

Gdyby zebrać sto najpopularniejszych zarzutów wobec klubów rzekomo „niegotowych” na Ekstraklasę, jakieś 70 dotyczyłoby stadionu, na którym występuje dana ekipa, a kolejne 15 – różnych pierdół warunkujących komfort relacji telewizyjnej.

Serio, kierując się tą logiką do Ekstraklasy bardziej pasowałoby Podbeskidzie Bielsko-Biała (bo ma śliczny nowy obiekt), niż Pogoń Szczecin (bo na razie wysłużona Paprikana przypomina stertę gruzu).

O ile jeszcze zarzuty o brak płynności finansowej u drużyn I ligi jestem w stanie zrozumieć, o tyle to zapatrzenie w infrastrukturę stadionową jest po prostu przerażające. Skoro już wymieniliśmy to Podbeskidzie i Pogoń Szczecin – czy ktokolwiek porównujący stadiony w Bielsko-Białej i Szczecinie wie, na czym i gdzie trenują piłkarze klubów z tych miast? Ile boisk do swojej dyspozycji ma pierwszy zespół? Na ilu boiskach trenuje akademia, kto ją tworzy, ilu jest w niej trenerów? Pogoń Szczecin może i gra na gruchocie, ale dysponuje jedną z najlepszych baz treningowych w Polsce, którą zresztą coraz mocniej zapełnia utalentowaną młodzieżą wyszperaną przez dział skautingu juniorskiego. W pojedynku stadionów Bielsko-Biała wygrywa w cuglach, ale zestawiając to, co dzieje się wokół nich – Pogoń to polskie podium, podczas gdy Podbeskidzie nadal nie oderwało się od I ligi.

To o tyle zastanawiające, że przecież coraz głośniej brzmią i coraz dalej się niosą słynne tyrady Michała Probierza, bezlitośnie punktujące stan infrastruktury w Polsce. Kurczę, sam doświadczam tego jako prezes B-klasowego klubu – trzy ostatnie treningi odwołano mi na kilka godzin przed wyjściem na murawę, powodem był rzęsisty deszcz. Ilu uczestników debaty o stanie piłki nożnej w Polsce pyta, gdzie trenują zawodnicy klubów Ekstraklasy, gdy lód skuwa murawy? Gdy zasypuje je śnieg?

Zastanawiam się, jak komentowano by w Polsce grę Viktorii Pilzno, klubu, który pod wieloma względami powinien stanowić wzorzec dla najbogatszych rodzimych organizacji. Gra na obiekcie, który przypomina starszą i brzydsza siostrę gliwickiej areny, skądinąd również wyszydzanej jako „Tesco Arena”. Stadion w rumuńskiej Konstancy, na której swojej mecze rozgrywa Viitorul to połączenie Górnika Łęczna z Bruk-Betem (unosi się nad tym też duch już wyburzonego stadionu Ruchu Radzionków), ale obok Gheorge Hagi stworzył sobie jeszcze dwa duże i dwa małe boiska, obsadzając stanowiska w akademii najlepszymi fachowcami. Jego pomysł, ale i wykonanie tego pomysłu powoli przynosi efekty – choćby mistrzostwo Rumunii, zdobyte przede wszystkim wychowankami. Poza centrum „Przyszłości” ze stadionikiem i wspomnianymi boiskami treningowymi, akademia korzysta jeszcze z pięciu innych muraw, łącznie mając do dyspozycji dziewięć boisk. No i oczywiście stanowiąc serce i trzon całego projektu, prawdopodobnie ważniejsze niż wyczyny pierwszego zespołu.

Wyobrażam sobie dołączenie do Ekstraklasy tego klubu Hagiego, komentarze o tym, że trzy trybuny są niezadaszone, a stadion stoi w szczerym polu, że na środku jednej z trybun postawiono kontener (fot. Football Romania).

5bcb5ec60040f

U nas fundamenty są gdzieś na końcu listy potrzeb, najważniejsza jest złota fasada, która świetnie będzie się prezentować w kamerach telewizyjnych. Oczywiście nie upadłem na głowę i nie namawiam Śląska Wrocław do powrotu na Oporowską, a następnie inwestycji zaoszczędzonych pieniędzy w boiska pod Wrocławiem (w sumie…). Chcę jedynie zwrócić uwagę na stan świadomości całego naszego środowiska piłkarskiego, na to, jak sami układamy piramidę potrzeb, na co zwracamy uwagę, a co zostaje gdzieś na drugim planie.

Infrastruktura stadionowa w Ekstraklasie jest na bardzo wysokim poziomie i naprawdę nie trzeba oglądać ligi czeskiej, żeby się o tym przekonać – czasem wystarczy rzut oka na Serie A czy ligę hiszpańską. Przełączamy z wypasionego Gdańska na jakąś zapyziałą, zbudowaną przed wojną klitkę w Empoli i… Co wywołuje większy szok? Skok w jakości stadionów, czy w jakości widowiska na tychże stadionach? A skoro prześliczne obiekty we Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu nie gwarantują lepszych perspektyw rozwoju niż 7-tysięczniki Eibaru czy Huesci, to czy naprawdę właśnie stadiony powinny być w centrum dyskusji o polskiej piłce?

*

Okej, rozpisałem się, to teraz odpowiem na te wszystkie pytania: według mojej wiedzy skonfrontowanej z dostępnym podręcznikiem stadionowym UEFA, obiekt ŁKS-u ma 3. kategorię, co oznacza, że zagramy na nim nawet w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Niestety, trochę się boję, gdzie zagramy decydujące spotkanie i fazę grupową, ale niech będzie – pomartwię się dopiero za rok. Zapewne licencja na Ekstraklasę będzie zawierała nadzór infrastrukturalny, z uwagi zarówno na podgrzewanie murawy, jak i nadchodzącą rozbudowę obiektu. Jak ten nasz wał przeciwpowodziowy zamiast trzech trybun będzie wyglądał w telewizji?

Mam nadzieję, że się nie dowiem, bo wszystkie mecze obejrzę z wysokości trybuny.

KOMENTARZE (19)