To co, Piast czy Legia?
Weszło

To co, Piast czy Legia?

Niektórzy się pewnie cieszą, niektórzy wręcz przeciwnie, ale wszyscy muszą przyjąć fakt, że dziś kończy się Ekstraklasa w sezonie 2018/2019. W poniedziałek będzie trzeba szukać innych rozrywek niż mecz w Płocku czy Legnicy, kabaret Słabych Panów (Polczak, Toth, Mygas) odszedł chyba na zawsze. No, ale zostały dwa pytania, na które musimy poznać odpowiedzi – kto zostanie mistrzem Polski, kto zajmie czwarte miejsce i załapie się na europejskie puchary?

Nie ma co gadać, ważniejsza jest zagadka numer jeden. W gruncie rzeczy nie ma znaczenia, czy w przedpokoju do Europy wyłoży się Cracovia, czy też Jagiellonia. A zakładać przecież trzeba, że wyłożą się obie te drużyny, w końcu będą teoretycznie najsłabszą ekipą wystawioną do rywalizacji z 25. ligi świata, którą przy obowiązkowym odjęciu punktów za sezon 14/15, wyprzedzą jeszcze prestiżowe rozgrywki Azerbejdżanu i Izraela. Tak więc dla kronikarskiego obowiązku: i Cracovia, i Jaga mają po 57 oczek, ale przy równej liczbie punktów wyżej ligę skończy ekipa Probierza. Rywala ma teraz trudniejszego niż Jaga, bo ta mierzy się z ledwo dychającą Lechią, a Pogoń miesza szyki czołówce. No, ale z drugiej strony można stwierdzić, że Cracovia jest w bardzo dobrej formie, skoro zanotowała trzy zwycięstwa w trzech ostatnich meczach.

Tak czy tak, Cracovia czy Jagiellonia – przejście dwóch rund w eliminacjach będzie już znośnym wynikiem.

Do mistrzowskiej zagadki podchodzimy więc poważniej, bo choć wiemy, że świętowanie bycia jednookim wśród ślepców nie jest porównywalne ze wspięciem się na K2 zimą (i to w sandałach), natomiast i tak przechodzi się do historii polskiej piłki. Szczególnie dużą, hm, frajdę musi czuć Piast, skoro nic w swojej historii jeszcze nie wygrał. Portal 90minut.pl w sukcesach wymienia raz wicemistrzostwo, dwa razy finał Pucharu Polski, raz ćwierćfinał Pucharu Ekstraklasy, ale to ostatnie jest jak oglądanie filmów Vegi z ostatniego rzędu, siedząc za gościem w afro. Nie ma się czym podniecać. Teraz Piast stoi przed historycznym sukcesem, który nie spadnie mu z nieba. Jest cholernie ciężko wypracowany. Pokonać Legię, nawet prowadzoną przez niezbyt rozgarniętego prezesa, gdy ta ma budżet kilkukrotnie wyższy? Notować 16 punktów w sześciu meczach grupy mistrzowskiej? Nie będzie to żaden przypadek. To byłoby zasłużone, proszę pana, zasłużone.

PIAST WYGRA Z LECHEM DOKŁADNIE 2:0? KURS 7 W ETOTO

– Nie przesadzajmy, nie można myśleć w tej kategorii, że wicemistrzostwo Polski dla Gliwic to porażka. Zdaję sobie sprawę, w jakiej jesteśmy sytuacji, ale nie używajmy takich słów jak porażka. Szansa jest niepowtarzalna i trzeba ją wykorzystać. Obserwuję zawodników, rozmawiam z nimi, indywidualnie, w grupie, są dobrze przygotowani – mówił Waldemar Fornalik w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego. Niby więc przechodzi mu przez myśl delikatna asekuracja, że jeśli coś się wysypie, to mieszkańcy Gliwic nie będą chodzić w czarnych opaskach, natomiast doskonale wie, co może osiągnąć. On też zdaje sobie sprawy z łatki, jaka została do niego przypięta. Trener solidny, ale aż i tylko tyle, dla którego większy sukces jest nieosiągalny. Porażka z kadrą, świetne wyniki z Ruchem, ale jednak ostatecznie ktoś zawsze Niebieskich na końcu wyprzedzał. Mistrzostwo Polski w dużej mierze otworzyłoby czy może zdefiniowało karierę Fornalika na nowo.

To samo tyczy się części piłkarzy. Konczkowski, Sedlar, Parzyszek, Szmatuła, nawet Dziczek. Solidni goście, prawda? Natomiast wciąż gdzieś z tyłu głowy tli się myśl, że być może ta ekipa jest na taki sukces za krótka. Mistrzostwo zamknęłoby wszystkim gęby ostatecznie, a tę już pewnie niesprawiedliwą myśl wyrzuciło na zawsze do kosza.

Lech zapowiada grę na całego, ale już wcześniej w tym sezonie to zapowiadał i dostał od Piasta 0:4 w cymbał. Jeśli ktoś więc przy porażce Kolejorza będzie chciał mówić o odpuszczaniu, to wyjdzie najzwyczajniej w świecie na głupka, bo naszym zdaniem nie ma w tym nic dziwnego, że lepsza drużyna ogra gorszą.

To też jest śmieszne dla postronnego widza, a straszne dla kibica Legii, że ludzie klubu apelują do Lecha i między wierszami liczą na jego wsparcie.

LEGIA ZREMISUJE Z ZAGŁĘBIEM? 4.6 W ETOTO

Mioduski: – Nie godzę się jeszcze ze stratą mistrzostwa. Czekam na to, co wydarzy się w niedzielę. Zakładając, że Lech Poznań postawi na sportową postawę, to wszystko może się zdarzyć. Pokaże to też charakter poznaniaków, ale wydaje mi się, że trener Żuraw też do tego tak podchodzi. Wielu zawodników wciąż walczy o swoje kontrakty i sądzę, że lechici będą chcieli zagrać na wysokim poziomie.

Vuković: – Kibice mają swoje spojrzenie na różne sprawy i nie mnie to oceniać. Będąc zawodnikiem, a dziś trenerem, nie wyobrażam sobie jednak sytuacji, w której pozwoliłbym komuś celowo przegrać mecz. Czego potem wymagać od ludzi, jeśli w danym momencie oczekuje się od nich porażki? Była kiedyś podobna historia, ale… może nie wracajmy do tego. W życiu jest coś takiego karma, ona wraca.

Trochę wstyd. Poza tym to dziwne, że Legia skupia się na tamtym meczu, a nieco zapomina o swoim, Zagłębie też samo się nie ogra. A przypominamy: Legia przez całą rundę mistrzowską prowadziła z kilkanaście minut! Od 80 minuty z Lechią i przez kilkadziesiąt sekund z Cracovią. To są statystyki niegodne mistrzostwa nawet w tak słabej lidze.

Być może zresztą nawet brak tego tytułu pozwoliłby Legii spojrzeć na swoją sytuację z innej perspektywy i po kroku w tył zrobić dwa do przodu. Natomiast też zdajemy sobie sprawę, że kibice nie muszą tak na to patrzeć i dla tytuł w Warszawie musi być. Tylko że w końcu jest z kim go przegrać.

Cóż, czekamy z niecierpliwością, będziemy się tym wszystkim ekscytować. No, ale ten jeden dzień nie sprawi, że ktokolwiek zapomni o problemach tej ligi. Ostatnich przedstawicieli w pucharach straciliśmy w połowie sierpnia, frekwencja spada, rozgrywek nie wzmocnili beniaminkowie, nie ma już szans, że mistrz dobije do średniej dwóch punktów na mecz albo chociaż do dwóch goli na spotkanie.

Innymi słowy: będą się dziś cieszyć albo Gliwice, albo Warszawa. Natomiast fajnie by było, gdybyśmy po miesiącu nie musieli się smucić wszyscy. Ktokolwiek postawi dziś ten krok, niech nie traktuje go jako kroku ostatniego.

Fot. Newspix