O uniknięcie kompromitacji, o przyszłość klubu. Mecz o wszystko!
Weszło

O uniknięcie kompromitacji, o przyszłość klubu. Mecz o wszystko!

GKS Katowice – Bytovia Bytów. Mecz o utrzymanie. Mecz o wszystko. Dla jednym o uniknięcie kompromitacji, dla drugich – o przyszłość klubu.

*

Dariusz Dudek, trener GieKSy: – W Katowicach chyba nikt nie wyobraża sobie drugiej ligi i poczucia, że przyłożyło się rękę do spadku.

Piotr Koszecki, kibic GieKSy: – Ludzie z Archiwum X mieliby problem, żeby dociec, co konkretnie nałożyło się na problemy katowiczan.

Janusz Wiczkowski, prezes Bytovii: – Stawką tego meczu nie będzie tylko utrzymanie. To spotkanie o być albo nie być naszego klubu. Jesteśmy zabezpieczeni finansowo na nowy sezon w pierwszej lidze. W drugiej nie wiadomo. Spadek byłby katastrofą, decyzja o naszej przyszłości zapadłaby w przyszłym tygodniu.

Krzysztof Bąk, zawodnik Bytovii: – Będziemy walczyć jak o życie.

*

Mariusz Pawełek, Radek Dejmek, Jakub Wawrzyniak, Grzegorz Piesio, Adrian Błąd, Arkadiusz Woźniak, Bartosz Śpiączka i wielu, wielu innych. Powiedzieć, że GKS Katowice – biorąc pod uwagę i potencjał klubu, i siłę kadry – nie powinien, idąc za klasykiem, walczyć o spadek, to jak leczyć wybitego palca amputacją całej ręki. Spore, bardzo drastyczne uproszczenie.

To tutaj, w Katowicach, oczekiwania wyjątkowo regularnie rozmijają się z rzeczywistością. To tutaj, w Katowicach, od kilku lat co roku mówi się, że to będzie właśnie ten sezon. Sezon, w którym uda się wywalczyć awans do Ekstraklasy. Wreszcie – to tutaj, w Katowicach, trzeba obecnie walczyć nie o najwyższą ligę, a o pierwszoligowy byt.

4

90minut.pl

Sytuacja wygląda dość klarownie – GieKSa potrzebuje remisu z Bytovią, Bytovia potrzebuje trzech punktów z GieKSą, Wigry z kolei potrzebują cudu, gdyż mierzą się z Rakowem w Częstochowie.

Innymi słowy: najważniejszy pojedynek rozegra się w Katowicach. Mecz o być, albo nie być.

– Wydaje mi się, że wszystkie argumenty są po naszej stronie. Nie musimy wygrać, wystarczy nam remis. Bytovia, jeżeli chodzi o zdobyte punkty, wiosną jest ponad dwa razy słabsza niż my. Co prawda nie wygraliśmy u siebie od sierpnia zeszłego roku, ale i Bytovia nie wygrała na wyjeździe od września. Tak naprawdę argumenty boiskowo-statystyczne są po naszej stronie. Pomijam liczbę kibiców, budżet, jakość piłkarzy i tak dalej. Jednak trzeba mieć w głowie, że wyłącznie na nasze życzenie ostatni mecz będzie decydujący. Już kilka kolejek temu powinniśmy zapewnić sobie utrzymanie – zaczyna Piotr Koszecki, kibic GieKSy, także prezes stowarzyszenia kibiców GKS „SK 1964”.

– Czysto sportowo „straciliśmy” ten sezon, gdy przegraliśmy na Bukowej z Wartą Poznań i Garbarnią Kraków. Dwa mecze z rzędu! To były drużyny, którym wówczas dodaliśmy tlenu. Dziś, mając sześć punktów więcej, bylibyśmy spokojni o utrzymane. Do tego bardzo źle weszliśmy w rundę wiosenną. Przegraliśmy w Suwałkach, Wigry odskoczyły nam na siedem punktów. Jeśli doszłoby do spadku, to te dwie kwestie byłyby decydujące sportowo. Oczywiście staram się wizualizować sobie pozytywne rzeczy. Że się utrzymujemy, że po zakończeniu spotkania wyjdziemy spokojnie ze stadionu i postaramy się zapomnieć o tym całym okropnym sezonie. Ale gdyby to się źle potoczyło, to i tak wydaje mi się, że nie dojdzie do żadnych dantejskich scen. Mam wrażenie, że ludzie już tyle w tym sezonie przeżyli, że podświadomie biorą spadek pod uwagę, obawiają się go – kontynuuje.

Właśnie, kibicom GieKSy przeżyli sporo, w pewnym momencie wydawało się, że katowiczanie wiszą na włosku, a spadek jest o krok. Ważne okazało się zwycięstwo w Jastrzębiu, po którym przyszła całkiem korzystna passa.

4

Transfermarkt.de

– Kiedy przychodziłem, to mówiono, że jak się utrzymamy, to będzie to cud – wypalił w międzyczasie Dariusz Dudek, lekko się najwyraźniej przejęzyczając, gdyż – mówiąc wprost – utrzymanie GieKSy nie powinno być ani celem, ani tym bardziej cudem. Bardziej po prostu obowiązkiem.

Przypomnijmy. Gdy Dudek obejmował stery w klubie, GKS Katowice był wówczas na 16. miejscu w tabeli z taką samą liczbą punktów jak piętnasty Bruk-Bet Nieciecza. Dla ekspertów zajmujących się tą ligą, miejsce katowiczan było prawdziwą sensacją, bo i pod względem budżetu, i pod względem potencjału poszczególnych zawodników GKS plasował się bliżej drużyn walczących o awans, niż ligowego dna. Dudek przejął GieKSę po trzynastu seriach spotkań – miał zimowy okres przygotowawczy, miał 21 spotkań na uratowanie zespołu. A jednak wklejał ludziom kity, że mając przed sobą tak dużo spotkań ktoś twierdził, że utrzymanie będzie cudem.

– Mam nadzieję, że nasza praca się obroni i zakończy sukcesem, a takowym niewątpliwie będzie utrzymanie pierwszej ligi po tak trudnym sezonie – powiedział ostatnio, najwyraźniej wciąż utrzymując swoje zdanie o cudzie i sukcesie.

Piotr Koszecki: – Wypowiedzi trenera Dudka, który prowadził zespół ponad połowę sezonu i miał cały zimowy okres przygotowawczy, są strasznie głupie. Pewnie opierają się na banałach. Wydaje mi się, że podświadomie trener zdaje sobie jednak sprawę, że utrzymanie nie będzie sukcesem, lecz obowiązkiem. Nie żadnym celem, sukcesem czy sukcesikiem, a właśnie obowiązkiem.

– Jeśli, nie daj Boże, spadniemy z ligi, na pewno dojdzie do wielu zmian. Tak zawsze jest – jakoś trzeba zareagować. A w razie utrzymania? Nie wiem, czy w klubie będą w stanie wytrzymać ciśnienie, ale myślę, że robienie kolejnej wielkiej rewolucji nie byłoby niczym dobrym. Ale kilku zmian i tak należy się spodziewać. Pewnie odejdzie dwóch dobrych młodzieżowców, czyli Puchacz i Łyszczarz, więc trzeba będzie łatać dziury. Mamy również kilku wiekowych zawodników, którzy nie do końca się sprawdzili. A co będzie z trenerem? Nie jestem wielkim zwolennikiem Dariusza Dudka, choć zdaję sobie sprawę, że nawet średni szkoleniowiec – jeśli dostanie i czas, i zaufanie – jest w stanie wykręcić dobry wynik z każdym klubem – kończy prezes stowarzyszenia.

No dobra, GKS GKS-em, a jak wygląda sytuacja w Bytovii?

Przede wszystkim ważny jest kontekst. Latem lokalny patriotyzm przegrał z frustracją – Drutex przestał sponsorować Bytovię. Trwała wielotygodniowa batalia o przyszłość klubu, który stanął na skraju przepaści z jedną nogą w górze, a drugą na skórce od banana. – Gdybym miał to wszystko przeliczyć na nieprzespane noce, to mogę powiedzieć, że chyba dopiero teraz zaczynam sypiać choć trochę spokojniej – przyznawał na początku września Janusz Wiczkowski, idealnie oddając to, co się wówczas wokół klubu działo.

Wywiad z prezesem Bytovii

Reportaż o realiach klubu po wycofaniu sponsora

Totalne zamieszenie, wielki zamęt, ogromna niepewność. Ale i wyjątkowy zryw – pod wieloma względami porównywalny do tego Wisły Kraków i Stomilu Olsztyn.

Efektem wręcz zaskakujący początek. Oto drużyna, która straciła głównego sponsora i wielu doświadczonych zawodników zaczęła tak:

4

Gorzej, że później przyszła seria 21 spotkań bez zwycięstwa. Seria zakończona dopiero niedawno, przeciwko Chojniczance.

Gdyby nie to zwycięstwo, Bytovia mogłaby szykować się na sezon w jakiejś niższej lidze. Jakiej – nie wiadomo, ale raczej nie drugiej. No, ale koniec końców udało się doprowadzić do sytuacji, w której – w razie zwycięstwa i korzystnego rozstrzygnięcia w Częstochowie – bytowianie zapewnią sobie utrzymanie.

Musimy wygrać. Pójść na całość. Stawka jest ogromna, chłopaki żyją meczem, każdy wierzy. Wczoraj na nasze konto facebookowe napisała nawet fanka z Legnicy, że również mocno wierzy w utrzymanie. Warto walczyć – i dla kibiców, i dla sponsorów – opowiada Przemysław Gawin, rzecznik prasowy klubu.

I kontynuuje:

– Wiemy, o co gramy. Zdajemy sobie sprawę, że – tak jak powiedział prezes – to może być mecz o przyszłość naszego klubu. Po zakończeniu sezonu odbędzie się spotkanie sprawozdawcze dla członków stowarzyszenia, więc wszystko wyjaśni się w przyszłym tygodniu. Nie mówię, że nie ma szans na grę w drugiej lidze, ale nie ma co ukrywać – sponsorzy wolą wyższy poziom. Ligę bardziej medialną. Do tego dużą część naszego budżetu stanowią wpływy z Polsatu i Fortuny, czego poziom niżej nie ma. Tym samym spadek byłby wielkim rozczarowaniem, zresztą z kilku powodów. Świetnie weszliśmy w sezon, po trzech kolejkach byliśmy liderem, potem regularnie punktowaliśmy. Dziennikarze pisali, że cuda się zdarzają, że nie można się poddawać, ale zbyt szybko wyhamowaliśmy. I to wyraźnie, nie wygrywając 21 spotkań z rzędu. W klubie mówiło się, że tak naprawdę mogliśmy zapewnić sobie utrzymanie już jesienią i coś w tym jest, ale zabrakło jednego czy drugiego zwycięstwa. Zamiast wykorzystywać słabość rywali, a to remisowaliśmy z Garbarnią, a to byliśmy blisko, by pokonać GKS Katowice. Jednak punktów brakowało, tak samo jak wiosną, gdzie – jak się okazało – wystarczyło wygrać dwa spotkania i już mielibyśmy spokój.

– Mam wrażenie, że w pewnym momencie padliśmy ofiarą własnego sukcesu. Dużo osób, siłą rzeczy, zwracało uwagę na nasz fajny początek, który wypomina się nam do dziś. A my nie mieliśmy kadry tak mocnej, by walczyć o czołowe lokaty. Latem powstała drużyna, która miała za zadanie się utrzymać. Na razie, przed meczem, każdy wierzy. Gramy o wielką stawkę, mam nadzieję, że chłopaki wyjdą zmotywowani i wygrają.

– Brak utrzymania byłby rozczarowaniem o tyle, że wydaje mi się, iż wszystko zaczęło iść w dobrą stronę. Kończymy rozgrywki bez większych problemów finansowych i organizacyjnych, perspektywy na przyszły sezon w pierwszej lidze powodują, że widać światełko w tunelu. Widać szansę, by stać się jeszcze bardziej rozwiniętym klubem. Byłoby szkoda, gdybyśmy spadli – mimo niskiego budżetu, zrobiliśmy dużo. Wizerunek naszego klubu się poprawił, podjęliśmy współpracę z wieloma wolontariuszami. Szkoda byłoby to wszystko tracić. Swego czasu napisaliście tekst, że powstała u nas rodzina zamiast korporacji. I coś w tym jest. Zarząd nie pobiera wynagrodzeń, my – jako dział marketingu – dostajemy, powiedzmy, małe kieszonkowe. Ale mamy multum wolontariuszy – jedna osoba wiesza plakaty, druga nagrywa trzecia robi jeszcze coś innego. I wszystko się kręci – kończy Gawin.

Mecz GKS-u Katowice z Bytovią Bytów już dziś o 17:30.

Norbert Skórzewski

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (0)