Twierdza Gliwice. Tylko cztery drużyny nie przegrały przy Okrzei
Weszło

Twierdza Gliwice. Tylko cztery drużyny nie przegrały przy Okrzei

Piast Gliwice nie tylko na kolejkę przed końcem zajmuje pierwsze miejsce w tabeli i w przekroju całego sezonu bez wątpienia gra najbardziej jakościowy futbol w Ekstraklasie, ale jest też zdecydowanie najbardziej niegościnnym gospodarzem w całej lidze. Podopieczni Waldemara Fornalika na własnym boisku zgromadzili aż 45 punktów, podczas gdy druga pod tym względem Lechia Gdańsk „jedynie” 38. W 2019 roku gliwiczanie wygrali przed własną publicznością każde z ośmiu dotychczas rozegranych spotkań.

Już choćby to pokazuje, że bez względu na stopień mobilizacji Lecha Poznań, jego szanse na wywiezienie z Okrzei jakiejś zdobyczy są minimalne. W tym sezonie Piast tylko w czterech meczach nie zdobył u siebie kompletu punktów – trzy razy zremisował i raz przegrał. Zajmiemy się teraz właśnie tymi nielicznymi przypadkami i przypomnimy ich okoliczności.

PORAŻKA

Jedyną drużyną, która wróciła z Gliwic z tarczą jest Legia. W 4. kolejce wygrała na terenie Piasta 3:1. Gospodarze byli wtedy opromienieni świetnym startem, mając komplet punktów po trzech meczach. Apetyty na następny sukces zostały więc rozbudzone, stawianie gliwiczan w roli faworyta nie było odlatywaniem w kosmos. Co ciekawe, z rolą pierwszego trenera „Wojskowych” żegnał się wówczas Aleksandar Vuković, robiąc miejsce dla przychodzącego Ricardo Sa Pinto…

To spotkanie miało typowo ekstraklasowy przebieg, czyli mało logiczny. Piast mocno zaczął, przeważał i nagle stracił gola ze stałego fragmentu. Strzelił go Artur Jędrzejczyk, który raptem kilkadziesiąt godzin wcześniej został przywrócony do łask przez władze klubu. Jędrzejczyk nie omieszkał o tym przypomnieć. Po zdobyciu bramki przebiegł tyłem do trybuny honorowej i wyściskał się ze wszystkimi na ławce rezerwowych. Tuż przed przerwą fatalną stratę zanotował Tomasz Jodłowiec, a wychodzący sam na sam Dominik Nagy został sfaulowany przez Marcina Pietrowskiego, co skończyło się czerwoną kartką. Wydawało się wtedy, że Legia po przerwie spokojnie będzie kontrolować przebieg wydarzeń. Piast jednak ruszył do przodu, dość przypadkowo wyrównał (z kiksu Konczkowskiego wyszła asysta przy bramce Papadopulosa) i w pewnym momencie poczuł się chyba aż za pewnie. Na dodatek drugiego gola znów stracił ze stałego fragmentu, co mogło boleć najbardziej, bo wtedy liczebna przewaga nie ma większego znaczenia. Trafienie Nagya wygrywającego pojedynek ze Szmatułą ostatecznie załatwiło sprawę.

Działo się to 12 sierpnia 2018 roku. Od tego momentu Piast nie znalazł pogromcy na swoim terenie.

Piast wielkim faworytem meczu z Lechem. ETOTO za zwycięstwo gliwiczan płaci po kursie 1,43. Remis – 4,80. Wygrana Lecha – 7,25

REMISY

Jesienią jeszcze trzy drużyny powiększyły swój dorobek w Gliwicach.

12. kolejka (19 października) – Lechia Gdańsk 1:1
16. kolejka (23 listopada) – Zagłębie Sosnowiec 0:0
20. kolejka (21 grudnia) – Jagiellonia Białystok 1:1

Tak, tak, drodzy państwo. Przy Okrzei zdołało zremisować Zagłębie Sosnowiec, które łącznie poza domem wywalczyło siedem punktów (z czego cztery w Legnicy)! Z dzisiejszej perspektywy brzmi to niesamowicie, zwłaszcza że mowa o jedynym meczu nieprzegranym przez beniaminka w listopadzie i grudniu. Piast wypadł wtedy słabo, przez godzinę widzowie cierpieli. Potem wreszcie coś się ruszyło, gospodarzy stworzyli trzy świetne sytuacje, ale raz piłkę z linii bramkowej wybił Udovicić, potem Valencia strzelił w poprzeczkę, a w trzecim przypadku Kudła obronił strzał głową Parzyszka z paru metrów. Goście kilka razy mogli wyprowadzić groźne kontry, lecz zawsze fatalnie je rozgrywali. Jedyny występ w wyjściowym składzie „Piastunek” zanotował wtedy Denis Gojko, ale zawiódł i zimą powędrował na wypożyczenie do Stali Mielec.

Z Lechią Piasta zgubił minimalizm. Po pół godzinie gry udało się wyjść na prowadzenie, gdy Steven Vitoria wrzucił na konia Błażeja Augustyna, który sfaulował Valencię. Karnego na gola zamienił Aleksandar Sedlar i był to jedyny celny strzał jego drużyny. Gospodarze zaczęli się bronić, a kontry wyprowadzali z obiecującym początkiem i nieudolnym zakończeniem. Pewnie jednak dowieźliby zwycięstwo i zostali liderem, gdyby nie błysk w końcówce wprowadzonego z ławki Lukasa Haraslina.

Z Jagiellonią gliwiczanie mierzyli się na zakończenie rundy jesiennej. Ewidentnie znajdowali się wtedy w lekkim dołku i chyba ucieszyli się, że nadchodzi przerwa zimowa. Drugą część tamtej rundy mieli słabszą, w ostatnich dziesięciu meczach odnieśli tylko dwa zwycięstwa. Mimo to z „Jagą” akurat zagrali dobrze i byli bliżsi wygranej. Podobnie jak z Lechią, prowadzili. Hateley świetnie strzelił z rzutu wolnego, Sandomierski nie miał szans. Przeciwnik dość szybko odpowiedział za sprawą Świderskiego. Później Sandomierskiego dwukrotnie ratowała poprzeczka, z minimalnego spalonego bramkę zdobył Konczkowski, a znakomite sytuacje zmarnowali Felix i Badia. Jagiellonia również mogła zadać decydując cios, bo Papadopulos wybijał z linii strzał Romanczuka, zaś Sheridan przegrał pojedynek z Plachem.

***

Piast w każdym z tych meczów miał przynajmniej momenty dobrej gry, z Zagłębiem i Jagiellonią był bliższy odniesienia zwycięstwa. A podkreślmy ponownie, że wszystko dotyczy jeszcze ubiegłego roku. Wiosną piłkarze Fornalika uczynili Gliwice twierdzą absolutnie nie do zdobycia, nikt nawet nie wyjechał stamtąd ranny, każdy kończył martwy. Wiele więc wskazuje na to, iż nie ma znaczenia, z jakim nastawieniem Lech przystąpi w niedzielę do rywalizacji, bo i tak najbardziej prawdopodobny rezultat to jego porażka.

Fot. newspix.pl

***