Oddajmy Piastowi co należne, zamiast spiskować
Weszło

Oddajmy Piastowi co należne, zamiast spiskować

Piast w Szczecinie mógł sobie zapewnić mistrzostwo Polski w obliczu porażki Legii, ale tego nie zrobił. Sytuacja więc się nie zmienia. W ostatniej kolejce tylko zwycięstwo nad Lechem daje gliwiczanom tytuł bez względu na postawę rywala z Warszawy. A skoro tak, od środowego wieczoru zalewa nas fala teorii spiskowych, że drużyna z Poznania celowo przegra przy Okrzei, byle tylko Legia nie zdobyła kolejnego tytułu.

Wielu ludzi lubi szukać drugiego dna w różnych dziedzinach życia (do pewnego stopnia jest to nawet zdrowy odruch), mam jednak wrażenie, że kibice piłkarscy w tym względzie zdecydowanie przebijają ogólną średnią i przekraczają granicę zdrowego rozsądku. Co rusz widzę, jak ktoś chce na siłę czytać między wierszami w jednym czy drugim tekście, próbując dopatrzyć się nieszczerych inspiracji, podczas gdy od początku błądzi. Przykład najświeższy. Kiedy w reportażu po spadku Ruchu Chorzów do III ligi napisałem, iż godnym podkreślenia jest, że klub próbuje spłacać stare długi i nie odcina się od nich, na forum „Niebieskich” powstała teoria, że Weszło buduje taką narrację, bo znajomi agenci ciągle liczą na odzyskanie zaległej kasy i nie chcą powstania nowego tworu.

Czasem można się pośmiać, czasem trzeba załamać ręce.

Bliższy jestem drugiej podstawy czytając teraz na „socialach”, że Lech ordynarnie się Piastowi podłoży, a ze strony warszawskiej co rusz pojawiają się apele o sportową postawę do samego końca. Rozumiem, że dotyczą one także Zagłębia Lubin? „Miedziowi” przecież porażką z Cracovią przekreślili swoje szanse na europejskie puchary i teoretycznie mogą mieć już wywalone, przyjeżdżając teraz na Łazienkowską. Łazienkowską, na której w czterech ostatnich podejściach wygrali trzykrotnie. Tak tylko przypomnę.

Jasne, to oczywiste, że w niedzielę bardziej zdeterminowany do odniesienia zwycięstwa będzie Piast. To będzie motywacja ekstra, chęć dokonania czegoś historycznego. Byłoby dziwne, gdyby wyglądało to inaczej. Nie mylmy jednak mniejszej determinacji z chęcią przegranej, bo w takim razie Wisła Kraków celowo odpuściła w poniedziałek Arce Gdynia, a Górnik Zabrze Wiśle Płock dzień później. Z drugiej strony naiwnie stara się jeszcze Pogoń Szczecin, która urwała punkty i Legii, i Piastowi. Po wczorajszym 0:0 wielu pisało „brawo Pogoń, walka do końca”. Ale tak po prawdzie, z przebiegu meczu goście byli bliżsi wygranej. Czy gdyby w doliczonym czasie Tom Hateley nie zachował się jak junior i tempo wcześniej podał na sam na sam do Joela Valencii, zamiast pozwolić się dogonić Santeriemu Hosticce, też wszyscy pisaliby „brawo Pogoń, ambitna postawa, ale nie udało się”? Czy ktoś doceniłby, w jakim tempie wracał Hostikka, mimo że padł gol? No jakoś mam wątpliwości. Jak widać, granica między grą fair a podłożeniem się jest w oczach niektórych kibiców bardzo cienka.

Zresztą, sam taki apel jest z gruntu absurdalny, ponieważ już na wstępie zakłada, że odbiorca apelu ma niecne zamiary. A skoro tak, apel od razu można wyrzucić do śmietnika, bo nic nie zmieni. Co najwyżej będzie on przyszykowanym wcześniej usprawiedliwieniem dla końcowego niepowodzenia strony apelującej. W Warszawie zamiast bawić się w nawoływanie do walki do końca, powinni się skupić na tym, dlaczego Legia z trzech ostatnich meczów wyciągnęła tylko jeden marny punkcik, a w 2019 roku przegrała już sześć razy.

Uważam, że to będzie nie fair, jeśli Piast pokona Lecha, sięgnie po historyczne mistrzostwo, a ktoś to będzie sprowadzał do tego, że pewnie piłkarze gości chcieli przegrać. W sumie, dlaczego nie przegrali w środę z Lechią, tylko ją pokonali? Przecież wychodzi, że Lechia w razie triumfu w Poznaniu zrównałaby się punktami z Legią i przy odrobinie szczęścia w ostatniej kolejce mogłaby ją zrzucić na trzecie miejsce, jeszcze bardziej upokarzając.

Jestem przekonany, że Piast w niedzielę ogra Lecha, ale dlatego, że jest po prostu lepszy. Mówimy o drużynie, która w ostatnich piętnastu kolejkach odniosła 12 zwycięstw, u siebie wygrała osiem meczów z rzędu, a w grupie mistrzowskiej pokonała na wyjeździe i Lechię, i Legię. No tak, ale jeśli Lech teraz przegra, to dlatego, że się zeszmacił. W tym roku dostał już w Gliwicach 0:4, tak gwoli ścisłości. A, zapomniałem, wtedy piłkarze grali przeciwko Adamowi Nawałce i też im nie zależało…

Tym tokiem myślenia naprawdę możemy się zapętlić i podważyć wszystko. Dekadę temu jeszcze takie podejrzenia uznałbym za mniej nieuzasadnione, czasy korupcyjne nie były zbyt odległe. Dziś jednak to już szukanie na siłę dziury w całym. Gdybym miał za ostatnie lata wskazać spotkania, który pachną mi zbyt dużą uprzejmością jednej strony dla drugiej, to wskazałbym po pierwsze – ostatnią kolejkę z sezonu 2016/17, gdy Arka Gdynia w meczu przyjaźni wygrała w Lubinie 3:1, dzięki czemu zapewniła sobie utrzymanie. Tam faktycznie smród się unosił, bo Zagłębie po czterech z rzędu zwycięstwach nagle poległo z rywalem, który w trzech wcześniejszych kolejkach zdobył punkt i to dzięki golowi strzelonemu ręką przez Rafała Siemaszkę. „Przysługa” ta nic „Miedziowych” nie kosztowała, byli spokojni o najwyższe miejsce w grupie mistrzowskiej. Po drugie – przyjazd Lecha do Zabrza po 6:1, gdy kibice Górnika bardzo mocno apelowali o to, żeby ich pupile nie wypruwali sobie żył, by w końcówce sezonu pokrzyżować szyki Kolejorza i tym samym pomóc sięgnąć po tytuł Legii.

Nie twierdzę więc, że jakieś zakulisowe gierki już na sto procent nigdy się nie zdarzają, ale byłoby po prostu niesprawiedliwe zakładanie, że Piastowi się teraz uda, bo ktoś mu na to pozwolił. Nie, Piast w przekroju całego sezonu prezentuje najlepszą piłkę w Ekstraklasie, w decydujących momentach zaprezentował najwięcej klasy. Nie ma tu żadnego przypadku, dlatego ekipa Fornalika w razie powodzenia będzie zasługiwała, żeby oddać jej co należne bez doklejania podtekstów.

PM