Najpierw medal, potem pozew – u Tigera Woodsa nigdy nie jest nudno
Inne sporty

Najpierw medal, potem pozew – u Tigera Woodsa nigdy nie jest nudno

Ostatnie tygodnie w życiu Tigera Woodsa przypominają przejażdżkę kolejką górską, i to taką mocno szaloną. Najsłynniejszy golfista świata właśnie, po 11 latach, wygrał turniej wielkoszlemowy, za co zebrał mnóstwo pochwał, a także odznaczenie z rąk prezydenta Donalda Trumpa. Moment później jego prawnicy odebrali jednak pozew, w którym rodzice pracownika restauracji Woodsa oskarżają go o udział w śmierci syna. Sprawa jest mocno skomplikowana.

Woods to największa gwiazda światowego golfa. Gwiazda, dodajmy, w ostatnim czasie nieco przyblakła. Po latach życia na absolutnym szczycie, zgarniania chorych pieniędzy od sponsorów i wygrywania, jak leci, nagle wszystko się zawaliło. Na jaw wyszły różne numery Woodsa, jego niewierność, seksoholizm, kłopoty z alkoholem i tak dalej. To spowodowało, że kolejni sponsorzy, którzy wcześniej zabijali się o jego względy, teraz nie chcieli mieć z nim nic wspólnego. Jakby mało było problemów w życiu osobistym, słynnego golfistę zaczęły prześladować kontuzje. Woods zdołał się jednak pozbierać, we wrześniu wygrał turniej The Tour Championship, a w kwietniu triumfował w pierwszym od ponad dekady turnieju wielkoszlemowym.

Jego powrót na szczyt przez część obserwatorów została uznana za jeden z największych w historii sportu. Woods znów trafił na czołówki mediów, do największych programów telewizyjnych, a nawet do Białego Domu. Tam Donald Trump uhonorował go Prezydenckim Medalem Wolności. Słowem: wspaniałe dni dla Tigera Woodsa. Kłopot w tym, że nie wszystko układa się aż tak dobrze, bo w tym samym czasie golfista został pozwany.

A było tak: Woods wspólnie z narzeczoną Ericą Herman prowadzą restaurację Woods Jupiter. Do sądu w Palm Beach wpłynął pozew, złożony przez rodzinę Immersbergerów, która próbuje udowodnić, że golfista i jego ukochana ponoszą współodpowiedzialność za śmierć Nicholasa Immersbergera. Doszło do niej 10 grudnia ubiegłego roku. Nicholas, który pracował jako barman we wspomnianej restauracji, pracę zakończył o godzinie 15. Nie pojechał jednak do domu, tylko siedział przy barze, gdzie serwowano mu kolejne drinki. Po 2,5-3 godzinach opuścił lokal, wsiadł do auta i pojechał do domu. Do celu jednak nie dojechał. W pewnym momencie stracił panowanie nad kierownicą. Auto zjechało na inny pas, potem na pas zieleni, następnie uderzyło w znak drogowy i dachowało. 24-letni kierowca doznał licznych obrażeń, które doprowadziły do śmierci. We krwi miał poziom alkoholu trzykrotnie przekraczający dozwolony na Florydzie.

Spytacie pewnie: co ma piernik do wiatraka i w jaki sposób Woods i Herman mogą być odpowiedzialni za to, że ktoś zabił się, prowadząc po pijanemu. Cóż, amerykańskie przepisy prawne są mocno skomplikowane. Na przykład w kodeksie karnym Florydy, w punkcie 768.125, można wyczytać, że nielegalne jest podawanie alkoholu osobie, o której wiemy, że jest od niego uzależniona. Rodzice zmarłego chłopaka próbują udowodnić, że wszyscy w restauracji Woods Jupiter mieli świadomość, że Nicholas ma problem alkoholowy i chodzi na spotkania Anonimowych Alkoholików. W pozwie tymczasem można wyczytać, że Woods i Herman znali chłopaka osobiście i często sami siadali z nim na drinka, nawet kilka dni przed fatalnym wypadkiem. Rodzice zmarłego barmana oskarżają golfistę także o stworzenie warunków pracy sprzyjających nadmiernemu spożyciu alkoholu. „Pracownicy i zwierzchnicy nie tylko promowali picie alkoholu przez zatrudnionych, w tym Immesbergera, ale także pozwalali na picie w trakcie i po pracy” – czytamy w pozwie. Dalej rodzina pisze, że w restauracji Nicholasowi polewano tak dużo alkoholu, że nie był w stanie normalnie funkcjonować i często ktoś musiał go odwozić do domu. Tymczasem feralnego wieczoru nikt się nie zainteresował, w związku z czym chłopak usiadł za kółko, co doprowadziło do tragedii.

Cała sprawa jest o tyle ciekawa, że – jak twierdzi prawnik skarżącej rodziny – nagrania z monitoringu restauracji z 10 grudnia 2018 roku zostały zniszczone.

Woods na razie do sprawy odniósł się jedynie na konferencji prasowej. – To była straszna noc, straszne zakończenie. Czujemy się bardzo źle z jego powodu i współczujemy całej jego rodzinie. To bardzo smutne – oświadczył. Póki co – nie wiadomo, jaki będzie ciąg dalszy całej sprawy.

Fot. newspix.pl