Ctrl+C, Ctrl+V: Dublet Mercedesa, Kubica ostatni
Inne sporty

Ctrl+C, Ctrl+V: Dublet Mercedesa, Kubica ostatni

Właśnie zakończył się spektakularny sezon Premier League, do dogrania zostały ostatnie mecze w Serie A. Czemu o tym piszemy w dziale Inne Sporty? Z prostego powodu: oglądając tegoroczne zmagania w Formule 1 nareszcie wiemy, jak się czują kibice Huddersfield Town i Chievo Werona. Niestety, dobrze się domyślacie: Robert Kubica znów był dublowany i znów dojechał na szarym końcu stawki, tuż przed kolegą z zespołu.

Huddersfield w tym roku rozegrało w Premier League 18 spotkań. Zdobyli w nich w sumie sześć punktów. Dodajmy jeszcze, że wcale nie było to sześć remisów, które jeszcze by jakoś wyglądały. Teriery wyszarpały remisy z innym spadkowiczem Cardiff, z Southampton oraz z Manchesterem United, a pod koniec lutego wygrali 1:0 z Wolverhampton. Generalnie zaliczyły koszmarny sezon, drugi najgorszy w historii najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii i prawdę mówiąc – nikt nie będzie po nich płakał. W Serie A do końca rozgrywek jeszcze chwila, ale spadek ekipy z miasta Romeo i Julii został przesądzony już dawno. Trudno, żeby było inaczej, skoro w 35 dotychczasowych meczach wywalczyła ledwie 15 oczek.

O tym, jak fatalne to wyniki, niech świadczy fakt, że najgorsze drużyny Primera Division, czy Ligue 1 mają dorobek mniej więcej dwa razy większy. Żeby odrobinę pocieszyć kibiców w Huddersfield i w Weronie napiszemy jednak tak: nie jesteście najgorsi. Jest w poważnym sporcie pewna niepoważna ekipa, która radzi sobie jeszcze gorzej. W piątym kolejnym wyścigu Formuły 1 kierowcy Williamsa zajęli po raz piąty dwa ostatnie miejsca, nie dając jakiejkolwiek nadziei, że mogłoby być inaczej. Pozytywów w tym wszystkim nie widać żadnych. Przez łzy można powiedzieć tylko, że przynajmniej forma jest równa. Jedyna dobra wiadomość dla ekipy z Grove jest taka, że z Formuły 1 nie można spaść… Aha, skoro mowa o Grove, to dla porządku dodajmy, że do Huddersfield jest stamtąd jakaś godzinka drogi. Przypadek? A może po prostu z powietrzem jest tam coś nie tak?

Z polskiej perspektywy sytuacja wygląda mocno dramatycznie. Robert Kubica, który wrócił do ścigania po ośmiu latach, dostał do dyspozycji furmankę takiej jakości, że można by mocno wątpić, czy zdołałaby podjechać stromą drogą do Morskiego Oka… Co gorsza, Polak znów zaliczył weekend na 0-2 z George’em Russelem (przegrał i w kwalifikacjach, i w wyścigu), choć trzeba też podkreślić, że panowie nie dysponują jednakowym sprzętem. Jedyny pozytyw jest taki, że znów dojechał do mety.

Generalnie, podobny opis pasowałby dość dokładnie także do poprzednich czterech wyścigów. Prawdę mówiąc, podobieństw było znacznie więcej. Tytuł z Australii, Bahrajnu, Chin i Azerbejdżanu „Dublet Mercedesa, Kubica ostatni” ani trochę się nie zdezaktualizował. Tym razem najlepszy okazał się Lewis Hamilton. Anglik na starcie wyprzedził kolegę z zespołu Valtteriego Bottasa (nie bez małej pomocy Sebastiana Vettela, który próbując pogodzić kierowców Srebrnych Strzał utrudnił robotę Finowi). Podium uzupełnił Max Verstappen z Red Bulla. Kolejność na podium w Hiszpanii to także kolejność w klasyfikacji generalnej. Broniący tytułu Hamilton dziś do 25 punktów za wygraną dołożył jeszcze jeden za najlepszy czas okrążenia.

Kolejne zawody za dwa tygodnie w Monte Carlo. Jakbyście akurat wtedy byli gdzieś bez dostępu do internetu, to na zapas podrzucamy wam tytuł relacji: „Grand Prix Monako: dublet Mercedesa, Kubica ostatni”.

foto: newspix.pl