Meczycho w Madrycie. Hurkacz o włos przegrał z gwiazdorem
Inne sporty

Meczycho w Madrycie. Hurkacz o włos przegrał z gwiazdorem

Wiemy, że po ostatnich meczach Ligi Mistrzów pewne pojęcia się nieco zdezaktualizowały, ale trzeba powiedzieć wprost: to było meczycho. Hubert Hurkacz dzielnie walczył o ćwierćfinał turnieju ATP w Madrycie, choć po drugiej stronie siatki stał czwarty w rankingu Alexander Zverev. Niemiec po ponad dwóch godzinach batalii wyszarpał wygraną, ale trudno nie uznać, że Polak w pewnym sensie także jest zwycięzcą.

W tenisie, jak doskonale wiadomo, remisów nie ma i być nie może. Zawsze na koniec ktoś musi przegrać, bez względu na to, jak heroicznie by nie walczył. I to był właśnie taki mecz. Z jednej strony siatki wbijający się właśnie do pięćdziesiątki rankingu Hubert Hurkacz, dla którego każdy mecz z rywalem z pierwszej dziesiątki to prawdziwe święto. Z drugiej Sasza Zverev, czwarty tenisista świata, w dodatku broniący w Madrycie tytułu.

Fakt, Niemiec ostatnio nie jest w jakiejś fenomenalnej formie, na ziemi gra zdecydowanie poniżej oczekiwań. W Marakeszu wygrał jeden mecz, zanim przegrał z Jaume Munarem (#60 ATP). W Monte Carlo także wywrócił się na drugim płotku, choć trzeba podkreślić, że był to Fabio Fognini, który wygrał cały turniej. Następny tydzień także nie przyniósł Zverevowi przełamania. Ba, w Barcelonie już w pierwszym meczu uległ Nicolasowi Jarrze, 80. w rankingu lucky looserowi z Chile. W Monachium było niewiele lepiej – faworyta gospodarzy wyeliminował w ćwierćfinale Christian Garin (#48).

Do Madrytu Zverev przyleciał więc niby jako obrońca tytułu, ale zdecydowanie nie jako faworyt bukmacherów. Wczoraj, nie bez kłopotów pokonał kończącego karierę Davida Ferrera. Porażka z Hubertem Hurkaczem w jego ostatnie wyniki wpisywałby się idealnie. I długo się na nią zanosiło.

HH grał bez absolutnie żadnych kompleksów, odważnie, dokładnie i – co najważniejsze – skutecznie. Zaczął od przełamania, po czym wygrał pierwszego seta 6:3. W drugim prowadził z przełamaniem, ale ostatecznie Niemiec wygrał 6:4. Wciąż statystyki dawały sporą nadzieję Hurkaczowi, bo Zverev w tym roku ani razu nie wygrał meczu, w którym przegrał pierwszą partię. Jakby tego było mało, Polak zaczął od przełamania i prowadził już 2:0. Faworyt dość szybko odrobił straty, do stanu 4:4 była klasyczna wymiana ciosów, aż przy 5:4 przełamał Polaka po raz drugi i wyszarpał wygraną.

Wielka szkoda, bo zwycięstwo było naprawdę blisko. Zwycięstwo, które dałoby Polakowi najwyższą premię w karierze (160 tysięcy euro) oraz 180 punktów do rankingu. Mimo porażki, Hubert po części jest także wygranym, bo w Madrycie udowodnił, że już należy do światowej czołówki. Jego wygrane w eliminacjach i pierwszych dwóch rundach były szybkie i przekonujące. Jeszcze niedawno, by pokonać Lucasa Pouille, musiałby wspiąć się na absolutne wyżyny. Wczoraj? To był po prostu kolejny dzień w biurze. Dziś ze Zverevem grał jak równy. Ba, chociaż przegrał, to w całym meczu zdobył więcej punktów od Niemca.

Wielka szkoda… Hubert przegrał po bardzo dobrym meczu z obu stron. Kluczowy moment to końcówka drugiego i początek trzeciego seta. Hurkacz prowadził 4:3 z przełamaniem, a potem 2:0. Spora nauka dla Polaka, a Niemiec może się na tym meczu odbić. Hubert może z tego spotkania wynieść masę pozytywów. Jedyne, czego zabrakło, to zwycięstwa – uważa Adam Romer, redaktor naczelny miesięcznika TenisKlub.

Wielkimi krokami zbliża się wielkoszlemowy Roland Garros. Hubert Hurkacz jeszcze niedawno musiał się przebijać przez eliminacje. Dziś nie tylko jest pewny miejsca w głównej drabince turnieju, ale także znajduje się w gronie tych graczy, których faworyci zdecydowanie będą chcieli uniknąć w pierwszych rundach. A mówili, że po Radwańskiej polski tenis będzie znaczył na świecie mniej więcej tyle, co polska piłka nożna…

Foto: newspix.pl

KOMENTARZE (2)