Życie jak w Madrycie – Hurkacz nie zwalnia tempa
Inne sporty

Życie jak w Madrycie – Hurkacz nie zwalnia tempa

Czym się różni Hubert Hurkacz od Leo Messiego? Ten pierwszy wciąż ma szanse na finał w Madrycie, choć oczywiście – niezbyt duże. Najlepszy polski tenisista w hiszpańskiej stolicy gra, jak z nut. Dziś ograł czwartego rywala z rzędu, znów bez straty seta. Tym razem odesłał z kwitkiem Lucasa Pouille.

Francuz to 32. zawodnik światowego rankingu. Co ważne, choć sezon na kortach ziemnych dopiero się rozkręca, on już ma w nim pierwsze sukcesy. W ubiegłym tygodniu wygrał challengera w Bordeaux, w którym był rozstawiony z jedynką. Zapewnił sobie w ten sposób 110 punktów do rankingu ATP oraz przyjemną premię w wysokości 15,270 euro. W Madrycie finansowo jest jeszcze przyjemniej, bo wczorajsza wygrana z Borną Coriciem (#15 ATP) zagwarantowała mu prawie trzy razy większą wypłatę i oczywiście – szansę na jeszcze więcej. Ale już wiemy, że na 42 tysiącach euro w przypadku Francuza się skończy. I bardzo dobrze!

A wszystko przez Huberta Hurkacza. Dla niego sezon na mączce do tej pory był drogą przez mękę. Dobijający do pierwszej pięćdziesiątki w światowym rankingu Polak zaczął od Monte Carlo, gdzie na dzień dobry wpadł na wspomnianego przed chwilą Coricia i po trzech zaciętych setach musiał uznać jego wyższość. To może było rozczarowanie, ale tylko dlatego, że HH sam sobie stawia bardzo wysokie wymagania. Sam Corić dotarł zresztą aż do ćwierćfinału, gdzie przegrał po trzech setach z późniejszym zwycięzcą Fabio Fogninim. Prawdziwy dramat dla Hurkacza przyszedł tydzień później. W Budapeszcie miał zapewnić sobie realizację pierwszego z celów na sezon (miejsce w TOP 50), a tymczasem przegrał w dwóch setach z grającym z dziką kartą Węgrem Atillą Balazsem (#262 ATP). To był kubeł zimnej wody, choć trzeba przyznać, że duży wpływ na wynik meczu miały koszmarnie przygotowane korty.

Tak czy inaczej – do Madrytu polski gracz leciał z oczekiwaniami, ale też ze świadomością, że w tym roku na mączce jeszcze nie wygrał. Na szczęście – tylko do teraz. W kwalifikacjach najpierw zdemolował Marcela Granollersa (4 tytuły w singlu i 16 w deblu, oczywiście spec od gry na ziemi), potem nie dał większych szans innemu Hiszpanowi – Roberto Carbakkesowi Baenie. Wczoraj w pierwszej rundzie ograł 6:3, 6:4 Alexa De Minaura (#27 ATP), a dziś 7:5, 6:1 notowanego o pięć miejsc niżej Lucasa Pouille. To zwycięstwo jest o tyle cenne, że pozwoli Polakowi osiągnąć nie jeden, a co najmniej trzy kamienie milowe w karierze. Po pierwsze – po raz pierwszy przekroczy tysiąc punktów w rankingu ATP, co wiąże się automatycznie z punktem drugim – już na pewno w najnowszym notowaniu wskoczy do pierwszej pięćdziesiątki (okolice 41. miejsca). Trzeci kamień milowy jest równie przyjemny – z Madrytu wyjedzie bogatszy o co najmniej 80 tysięcy euro za trzecią rundę. Gdy dodać to to wszystkich pieniędzy wygranych w karierze, wyjdzie nam, że Hubertowi właśnie pękł pierwszy milion dolarów. A wszystko to niedługo po 22. urodzinach. Nieźle, panie HH, nieźle.

Jutro szansa na więcej – i punktów (180), i pieniędzy (160 tysięcy euro). W meczu o ćwierćfinał Polak zagra z lepszym z pary Alexander Zverev (mistrz sprzed roku) – David Ferrer.

KOMENTARZE (1)