Triumf „Żelaznego Tulipana”. Jak młode wilki z Ajaksu zwojowały Europę?
Weszło Extra

Triumf „Żelaznego Tulipana”. Jak młode wilki z Ajaksu zwojowały Europę?

Potęgę Ajaksu lat dziewięćdziesiątych, zwieńczoną Pucharem Mistrzów zdobytym w 1995 roku, budowano całymi latami. Opierając ją na wielu filarach. Jednym z nich były numery na koszulkach.

„Każda pozycja w zespole miała na stałe przypisany konkretny numer na koszulce, dla zachowania większej klarowności. Z kolei każdy numer był połączony z kilkoma zadaniami taktycznymi, jakie miał do wykonania zawodnik zakładający daną koszulkę podczas meczu. Zadania dzieliły się na takie, które należało spełnić w sytuacji, gdy to Ajax znajdował się przy piłce, jak i te, gdy trzeba było piłkę odebrać przeciwnikowi. Młodzieżowe zespoły Ajaksu grały według tego samego systemu numeracji, z tymi samymi wytycznymi i założeniami. To zapewniało klubowi upragnioną kontynuację”.

Ten smaczek z książki „Brilliant Orange” autorstwa Davida Winnera doskonale oddaje fenomen ekipy z Amsterdamu. „Kontynuacja” – słowo wytrych, odmieniane w stolicy Holandii przez wszystkie przypadki. Ciągłość filozofii, myśli szkoleniowej. Jako jej twórców wymienia się oczywiście w pierwszej kolejności Rinusa Michelsa i Johana Cruyffa. Totaalvoetbal – wielkie dzieło, latami udoskonalane właśnie przez tych dwóch piłkarskich myślicieli. Strategia, która – doprowadzona do perfekcji – była równie trudna do zatrzymania co backhand Jimmy’ego Connorsa, fadeaway Dirka Nowitzkiego i Adam Małysz na średniej skoczni.

Jednak nie byłoby dziś Joden w półfinale Champions League, gdyby nie pamiętna drużyna Louisa van Gaala, która 24 maja 1995 roku w Wiedniu zdetronizowała naszpikowany gwiazdami AC Milan i w atmosferze gigantycznej sensacji zasiadła na europejskim tronie.

***

Louis van Gaal oczywiście na futbol totalny się nie obrażał, ale od początku swojej managerskiej przygody w Ajaksie dawał jasno do zrozumienia, że ma – zamierza je wprowadzić w życie – kilka pomysłów sprzecznych z koncepcjami Cruyffa, nie wspominając już o coraz bardziej zakurzonych ideach Michelsa. „Żelazny Tulipan” czuł, iż system gry Ajaksu trzeba unowocześnić, udoskonalić. Nie wywracać go do góry nogami, ale wprowadzić kilka niezbędnych usprawnień. Ostatecznie super-ofensywny styl gry amsterdamczyków był trudny do zniesienia jeszcze w latach siedemdziesiątych. Jonathan Wilson w książce „Inverting the Pyramid: A History of Football Tactics” dowodził wręcz, że ówczesny lekarz klubowy Ajaksu serwował piłkarzom pobudzające koktajle z amfetaminy, środków przeciwbólowych i specyfików zwiotczających mięśnie.

AJAX POKONA TOTTENHAM I ZAGRA W FINALE CHAMPIONS LEAGUE?

ETOTO ZA SUKCES HOLENDRÓW PŁACI 2.40

Zakładanie nieustannego pressingu i gotowość, by w trakcie meczu zająć dowolną pozycję na boisku, to wyzwanie pożerające gigantyczne pokłady energii. A przecież futbol w czasach van Gaala był sportem o stokroć bardziej intensywnym niż ten z epoki Michelsa.

Louis-van-Gaal-Patrick-Kluivert-Ajax

„Van Gaal musiał dopracować system. Zlikwidować dziury w obronie, które pojawiały się w ofensywnie grającej drużynie. W rezultacie zespół zaczął konstruować akcje bardzo ostrożnie, posługując się szybką wymianą piłki. Jeśli atak napotykał na zbyt duży opór na prawej flance, należało natychmiast przerzucić ciężar gry na lewą stronę. Skrzydłowi musieli być ciągle przygotowani na niespodziewane podanie przy linii kocowej. Następnie ich zadaniem był bieg z futbolówką do przodu i rozciągnięcie gry jeszcze bardziej. Każdy gracz musiał stale kontrolować swoją pozycję i ustawienie kolegów z drużyny. Wymagało to ciągłego skupienia, a cały zespół musiał poruszać się po boisku jako jedność” – opowiadał biograf van Gaala, Maartej Meijer.

Żeby osiągnąć taką perfekcję w grze zespołowej, holenderski szkoleniowiec potrzebował oczywiście grupy zawodników bezgranicznie wiernych jego założeniom. Zanim objął pierwszą drużynę Ajaksu w 1991 roku, van Gaal pracował z zespołami młodzieżowymi. Choć już na początku lat dziewięćdziesiątych Joden mieli całkiem mocny skład i kilku gwiazdorów w wyjściowej jedenastce, to szkoleniowiec, pomny swoich wcześniejszych doświadczeń, miał przekonanie, że nadchodzi nowe pokolenie. Jeszcze leprze od poprzedniego. Chłonne jak gąbka, którą można było nasączyć unowocześnioną wizją gry totalnej.

– Pozbyłem się z Ajaksu wszystkich piłkarzy starej daty – mówił po latach van Gaal. – Nawet w defensywie postawiłem na takich, którzy w dowolnym momencie meczu potrafią wziąć piłkę i przejąć inicjatywę. I rzeczywiście. Czystki nie były może gwałtowne – jeszcze w 1992 roku Ajax sięgnął po Puchar UEFA, a w składzie brylowali zawodnicy z poprzedniego rozdania. Ale kroczek po kroczku, nazwisko po nazwisku, z kadry znikali piłkarze zbyt frywolni. Dla których było już za późno na naukę podstaw vangaalowskiej dyscypliny taktycznej.

Screenshot_2019-05-08 1992 UEFA Cup Final - Wikipedia

Skład Ajaksu na pierwszy mecz finałowy Pucharu UEFA z 1992 roku. Trzy lata później, już w finale Ligi Mistrzów, pojawili się na murawie jedynie Danny Blind, Frank de Boer i Edwin van der Sar. (Wikipedia)

Kolejne gwiazdy zaczęły znikać. Bryan Roy, pupilek Johana Cruyffa z dawnych lat, wylądował w Serie A. Razem z nim do Italii trafili Dennis Bergkamp, Wim Jonk, John van ‚t Ship, Aron Winter. Na pierwszy rzut oka – katastrofa, totalna wyprzedaż. Tymczasem van Gaal potraktował to jako szansę.

Kibice Joden przyznali mu rację. Osiemdziesiąt tysięcy ludzi przystąpiło w krótkim odstępie czasu do oficjalnego fan-klubu Ajaksu, gdy młode wilczki van Gaala w sezonie 1992/93 zaliczyły kilka potknięć, co sprowokowało spekulacje na temat przyszłości Holendra na stanowisku managera klubu. Pojawiały się głosy krytyki. Trzeba je zresztą zrozumieć – na przestrzeni paru lat wypuszczono z klubu zawodników, bez których niektórzy nie wyobrażali sobie Ajaksu. Jednak „Żelazny Tulipan” nie dorobił się takiego przydomka przez przypadek. Pozostawał nieugięty: – Nie potrzebuję jedenastu najlepszych zawodników. Potrzebuję najlepszej jedenastki.

*

Czy ktoś mógł się w 1993 roku spodziewać, że ledwie trzecia siła holenderskiej piłki lada moment znajdzie się na europejskim szczycie? Analityczny i bezczelnie pewny siebie van Gaal bez wątpienia właśnie taki scenariusz sobie zakładał, ale dla innych brzmiałoby to pewnie wówczas jak opowieść z gatunku science-fiction. Ale już rok później Ajax szturmem wziął Eredivisie i zapracował tym samym na kwalifikację do Champions League. Nowym liderem zespołu został Jari Litmanen, którego po latach Frank Rijkaard wskazał jako zawodnika, który czerwono-białym trykocie grał nawet lepiej niż sam Bergkamp. Gigantyczną robotę na skrzydle zaczął też wykonywać nieuchwytny Marc Overmars.

Jednak prawdziwą nowinką w ekipie van Gaala była cała gromada silnych, szalenie uniwersalnych i w ogóle piekielnie utalentowanych zawodników pochodzących z Surinamu.

– Dla mnie zawsze największą generacją będzie ten Ajaks, który stworzył Louis van Gaal w latach dziewięćdziesiątych. To wielki wizjoner – uwielbiam jego otwartość i świetne wykorzystanie przemian społecznych w Holandii na polu futbolowym. To za jego kadencji czarnoskórzy zawodnicy zaczęli odgrywać istotną rolę w drużynie, idealnie wykorzystał okres przemian społecznych w kraju. Uczynił z tego siłę drużyny, opierając ją na kilku fenomenalnych czarnoskórych piłkarzach – mówił kiedyś w rozmowie z Weszło były piłkarz roczników młodzieżowych Ajaksu, a potem trener w tamtejszej akademii, Joey Jap Tjong.

„Liczby nie są w stanie oddać całej historii. Każdy zawodnik drużyny był wyszkolony w stylu Ajaksu. Pod względem podań, ruchy na boisku, techniki i wszystkiego, co się z tym wiąże. Zespół Louisa grał niesamowity futbol, korzystając z walorów takich ustawień jak 4-4-2 i 4-3-3, lecz tak naprawdę funkcjonując bardziej na zasadzie połączonych ze sobą piłkarskich diamentów. Mających wsparcie dwóch najinteligentniejszych ludzi w historii futbolu” – pisał Maarten Meijer.

*

Droga do finału Champions League w sezonie 1994/95 nie była właściwie dla Ajaksu specjalnie wyboista. Przez fazę grupową amsterdamska drużyna przeszła gładko, wygrywając cztery mecze, a remisując zaledwie dwukrotnie. Porażek – zero. Co ciekawe, Ajax już w grupie zdołał dwukrotnie rąbnąć broniący tytułu Milan. Do tego Holendrzy dorzucili dwa triumfy nad greckim AEK i… dwa remisy z Casino Salzburg.

Otto Barić, szkoleniowiec mistrzów Austrii, oznajmił po bezbramkowym remisie w Salzburgu: – Styl gry Ajaksu nie ma przed sobą przyszłości. Cały czas grają tam samo, tam się nic nie zmienia. Overmars trzyma się prawej strony, George przykleił się do lewej. Tylko jeden Litmanen porusza się w środkowej strefie. Gdyby inni zawodnicy choć trochę mu pomogli, może Ajax pokazałby dziś coś więcej. Jednej rzeczy zazdroszczę mojemu koledze, van Gaalowi. Jego Ajax gra tak od lat, a on nic z tym nie robi. Ja muszę cały czas interweniować, gdy mój system się nie sprawdza. Kiedy moi piłkarze zawodzą, muszę szukać innych opcji. Van Gaal ma chyba bardziej komfortową sytuację ode mnie.

Casino przegrało ostatni mecz fazy grupowej z Milanem i pożegnało się z rozgrywkami. Ajax wygrał grupę.

Trzeba jednak oddać Chorwatowi, że dość celnie wypunktował słabości w systemie van Gaala, który nie pozwalał swoim podopiecznym na tak wiele swobody, jak pewnie niektórzy z nich by sobie w głębi duszy marzyli. – Media czasem piszą, że jestem dyktatorem. Nie, nie jestem – usprawiedliwiał się van Gaal. – Moje zasady nie ograniczają. Można korzystać z nich, zachowując własną indywidualność. Nikomu niczego nie narzucam. Obserwuję i proponuję rozwiązania. Nikt nie może przecież robić tego, co mu się żywnie podoba.

Cóż, urocze i bardzo w stylu „Tulipana”. Niczego nie narzucam, ale spróbuj tylko coś na boisku zakombinować, to na treningu gorzko tego pożałujesz. „Jakość pozbawiona jest przypadku” – tak brzmi credo holenderskiego szkoleniowca.

Rewanż Ajaksu z Salzburgiem (1:1). Wynik dla Holendrów kiepski, ale aż przyjemnie popatrzeć na sposób, w jaki Joden dominują nad rywalem, próbując przełamać jego zmasowaną defensywę.

„Ajax zwykle starał się budować swoje akcje od tyłu. Bramkarz rzadko wybijał piłkę na połowę przeciwnika, starając się zagrać ją do któregoś z najbardziej kreatywnych defensorów [doskonale to widać na powyższym nagraniu, gdy van der Sar ryzykownym podaniem uruchamia Rijkaarda]. Warto nadmienić, że cała drużyna porusza się w takim momentach wedle z góry ustalonego wzorca. Jeżeli jeden zawodnik się cofa, by odebrać piłkę od bramkarza, następny natychmiast wybiega w stronę bramki przeciwnika. Szeroko ustawieni pomocnicy wykonują dziesiątki takich sprintów, tworząc miejsce do zagrania piłki za linię obrony przeciwnika. Rolą środka pola w tej sytuacji jest udzielanie wsparcia napastnikom. Jeżeli atak nie może być przeprowadzony jedną stroną, misją środka pola jest przenesienie ciężaru gry na drugie skrzydło [też to świetnie widać powyżej]. Ajax prawie zawsze gra na małej przestrzeni, przed szesnastką przeciwnika. W tym pilnie strzeżonym polu, gdzie potrzeba naprawdę świetnej organizacji w grze pozycyjnej, bo tylko ona pozwala wykreować sobie wolną przestrzeń do wymiany podań” – opisał temat nieoceniony David Winner.

Kto odpowiadał za realizację tych założeń?

Między słupkami – Edwin van der Sar, który już wtedy grał nogami z taką swobodą, że sam Manuel Neuer by się tego nie powstydził. Zresztą, nie bez kozery wielu ekspertów wyraża przekonanie, że nie byłoby dzisiaj Neuera czy Ter Stegena, gdyby nie dawne wyczyny van der Sara.

Za defensywę odpowiadali zazwyczaj Michael Reiziger, Frank Rijkaard, Danny Blind i Frank de Boer. To była ta formacja, gdzie van Gaal pozwolił sobie na zachowanie największej liczby doświadczonych zawodników, choć nie było tajemnicą, że wolał współpracować z młodymi piłkarzami. Sam zresztą po latach powiedział: – Doświadczenie w futbolu bywa przeceniane. Wielu mówi, że najlepsze drużyny to te doświadczone. Ja tak nie uważam. Młodzi mogą wnieść świeżość, trzeba mieć dobrą mieszankę. Wielu trenerów nie ma cojones, by stawiać na młodych. Nigdy jednak nie jest zbyt wcześnie, by zacząć grać. Wygraliśmy w 1995 roku Ligę Mistrzów, grając zawodnikami w wieku 17 czy 18 lat.

33-letni Rijkaard i 34-letni Blind bez wątpienia nie mogli jednak uchodzić za młodzieniaszków. Daley Blind, który teraz walczy z Ajaksem o finał Ligi Mistrzów, nie pamięta sukcesu ojca. – Miałem pięć lat, gdy tata wygrał Champions League. Nie pamiętam, żebym oglądał tamten mecz na żywo albo w telewizji, ale potem oczywiście wielokrotnie widziałem tamto spotkanie. Jestem dumny, że mogę nawiązać do jego osiągnięć. Czasami sobie myślę, że gdy trener van Gaal udziela mi wskazówek, to mogą to być te same słowa, które kiedyś słyszał mój tata. Myślę, że na boisku jesteśmy bardzo podobni, mamy w sobie spokój i rozwagę. Poza boiskiem jestem raczej podobny do mojej mamy.

O sile drugiej linii stanowił rzecz jasna kultowy duet: Clarence Seedorf – Edgar Davids. – Pochodziliśmy z rodziny imigrantów z Surinamu – opowiadał Seedorf. – Każdy imigrant starał się w Holandii złapać szansę na lepsze życie. Piłka była dla nas najlepszym wyjściem. Rodzice zaszczepili we mnie kulturę pracy. Ambicję, która napędzała mnie do kolejnych zwycięstw. Jedno? To zawsze było za mało. Kilka miesięcy radości, ale potem znowu pragnąłem więcej i więcej.

REMIS AJAKSU Z TOTTENHAMEM?

KIBICE SPURS NIE BĘDĄ ZADOWOLENI. KURS W ETOTO: 3.70

Davids trafił do zespołu z ksywką „Pan Ulicy”. Trenerzy młodzieżowych grup Ajaksu często szwendali się po podwórkach biednych dzielnic miasta i obserwowali dzielnicowe turnieje, albo nawet zwyczajnie gierki chłopaków z osiedla. Wyławiali talenty. Opowiadał nam o tym wspomniany Jap Tjong. – Mojej mamy nigdy nie było jednak stać na to, żeby zapewnić mi szkolenie w dużej akademii. Grałem na ulicach Amsterdamu, w meczach między dzielnicami, podwórkami. Byłem bardzo technicznym zawodnikiem, świetnie dryblowałem. Na jednym z takich ulicznych meczów przyuważył mnie Bobby Haarms, który lubił obserwować takie mecze. To wielka postać Ajaksu, zaprosił mnie na trening, dał mi szansę.

Sam Davids stwierdził zaś: – „Panem Ulicy” nie nazywano mnie ze względu na umiejętności freestyle’owe, nigdy nie byłem w tym mistrzem. Doskonale się jednak spełniałem w ulicznej piłce. Gierki trzech na trzech, pięciu na pięciu. Cały czas grałem w nich z moim bratem. On był nawet trochę lepszy ode mnie, ale nie zdecydował się na treningi w klubie i z czasem go przerosłem umiejętnościami. Myślę, że jest coś w DNA piłkarzy z Surinamu, co daje nam talent do piłki. To muszą być geny. (…) Karierę w Ajaksie zacząłem jako lewy pomocnik, potem – cofnięty napastnik, dziesiątka. W systemie klubu pomocnik musiał nie tylko atakować, ale i bronić. Van Gaal odkrył, że w defensywie spełniam się znacznie lepiej niż w ataku. Przesunął Marca Overmarsa na skrzydło, a ja odnalazłem się na nowej pozycji. Na skrzydle czułem się odizolowany, w środku cały czas byłem w ogniu walki. Trener nadał mi potem ksywkę „Pitbull”.

Wspomniany Overmars rzeczywiście prędko stał się nie do zatrzymania na lewym skrzydle, po prawej stronie boiska znakomitą pracę wykonywał Finidi George. Na dziesiątce szalał Jari Litmanen, czasem w duecie z Ronaldem de Boerem, innym razem u boku Nwankwo Kanu. Nigeryjski tandem – Kanu i George – wymagał sporo cierpliwości od trenerów i partnerów z zespołu: – Nie sądzę, żeby Kanu kiedykolwiek widział pełnowymiarowe, trawiaste boisko zanim trafił do Ajaksu. Nie miał pojęcia, gdzie biegać. Gdy pierwszy raz wykonywał aut na treningu, rzucił piłkę sprzed klatki piersiowej, a nie zza głowy. Nie znał zasad piłki nożnej. Albo obaj, Kanu i George, mieli coś, czego nam brakowało. Surowość, której nauczyli się na ulicy, podczas gdy my od małego trenowaliśmy profesjonalnie, w szkółce. Wiele ich trzeba było nauczyć, ale to czyniło tę dwójkę jeszcze bardziej wyjątkowymi zawodnikami.

Często też grywał na szpicy nastoletni super-talent, Patrick Kluivert.

*

Minimalnym faworytem finału Ligi Mistrzów w 1995 był – mimo wszystko – Milan. Ostatecznie Rossoneri bronili tytułu. Ale Ajax miał na koncie dwa triumfy nad mediolańczykami w fazie grupowej, do tego spektakularny triumf 5:2 nad Bayernem Monachium w półfinale LM. Nikt o zdrowych zmysłach nie lekceważył Holendrów. Nawet biorąc pod uwagę, że Milan miał w 1995 roku naprawdę znakomitą pakę – szczególnie w defensywie – i arcy-spryciarza, Fabio Capello na ławce.

Screenshot_2019-05-08 1995 UEFA Champions League Final - Wikipedia

 Składy na finał Ligi Mistrzów 1995. (Wikipedia)

Średnia wieku Ajaksu – 25 lat. Tylko dwóch piłkarzy urodzonych w latach sześćdziesiątych.

Średnia wieku Milanu – 29 lat. Tylko dwóch piłkarzy urodzonych w latach siedemdziesiątych.

W składzie amsterdamskiej drużyny praktyczne nie było już zawodników, którzy mogliby świadomie obejrzeć mistrzostw świata z 1974 roku, albo śledzić dominację Joden na europejskich salonach w latach 1971-73. Co robi wrażenie jeszcze większe, jeżeli się doda, iż o jednobramkowym zwycięstwie Ajaksu przesądził Patrick Kluivert. Rezerwowy napastnik, rocznik 1976. Złote dziecko holenderskiego futbolu. Pierwszy sezon w seniorskiej piłce – 18 goli w Eredivisie i triumf w rozgrywkach bez żadnej porażki. No i do tego bramka na wagę zwycięstwa w Pucharze Mistrzów.

Kluivert zmienił w 70 minucie Litmanena, który kompletnie nie potrafił sobie poradzić z kryjącym go Marcelem Desaillym. Francuz nie odstępował Fina ani na krok i zdusił w zarodku całą jego kreatywność. Van Gaal musiał poszukać innych rozwiązań, bo na stadionie Ernsta Happela w Wiedniu zaczynało już pachnieć dogrywką.

– Ta bramka odmieniła moje życie – wspominał Kluivert. – Byłem po prostu młodym chłopakiem, który obgryzał ze strachu paznokcie, siedząc na ławce rezerwowych. Aż tu nagle trener van Gaal każe mi się rozgrzewać. Zdobycie zwycięskiego gola było najwspanialszym uczuciem, jakie można sobie wyobrazić. Marc Overmars znalazł się w niesprzyjającej sytuacji, ale odegrał piłkę do Franka Rijkaarda, który natychmiast wypatrzył dziurę w defensywie Milanu. Strzeliłem i pięć minut później było już po wszystkim. Nie mogę powiedzieć, że to najważniejszy gol w moim życiu, ale na pewno niesamowicie przyspieszyło to mój rozwój. Wiedziałem, że mój czas nadejdzie. Nie sądziłem jednak, że tak szybko.

Na trzynastu zawodników, którzy zagrali dla Ajaksu przeciwko Milanowi, aż ośmiu zostało wychowanych w klubowej akademii. Resztę ukształtowano później. Trudno się dziwić, że celebrowanie wiktorii wiedeńskiej przyciągnęło do centrum miasta kilkudziesięciotysięczny tłum.

– Gdy podpisałem kontrakt z Ajaksem w 1989 roku, ciągle byłem uczniem – opowiadał Edwin van der Sar. – Tak naprawdę to starałem się przede wszystkim zdobyć wykształcenie. Rola rezerwowego bramkarza w Amsterdamie była jak sen, a po latach stałem się numerem jeden. Nie było łatwo się do tego dostosować mentalnie. Wielu chłopaków, którzy grali ze mną w finale z 1995 roku wychowywało się wspólnie. Trafili do klubu jako dwunastolatkowie. Patrick Kluivert i Edgar Davids znali się od dziecka. Nie miałem łatwo, żeby nawiązać z nimi dobre relacje i złapać kontakt z grupą.

– Z samego finału z Milanem tak naprawdę wiele nie pamiętam. Oprócz tego, że na szczęście nie miałem wiele do roboty. Obiektywnie patrząc, to Milan był mocniejszą drużyną, ale to my zdobyliśmy gola w 87 minucie meczu. Ostatnie sekundy spotkania były paraliżujące. Dźwięku końcowego gwizdka arbitra nigdy nie zapomnę – dodawał golkiper.

– Byłem cholernie zdenerwowany – wspominał z kolei Davids. – Dwa razy pokonaliśmy Milan w grupie, więc czuliśmy na sobie presję. Musieliśmy koniecznie znów wznieść się na wyżyno. Oni byli już wtedy bardzo utytułowanymi zawodnikami, cały czas trzeba było na nich uważać. Ja sam strasznie się stresowałem, nie byłem na boisku tak pewny siebie jak zazwyczaj. Odetchnąłem z ulgą, gdy w końcówce udało nam się trafić do siatki, bo nie wiem co by było, gdyby doszło do dogrywki. Kiedy wróciliśmy z pucharem do kraju, miałem wrażenie, że cała Holandia powitała nas w mieście. To część naszej historii. Wspaniałe osiągnięcie.

TOTTENHAM WYGRA NA WYJEŹDZIE Z AJAKSEM?

KTO WIE, MOŻE TO JUŻ KONIEC PIĘKNEGO SNU HOLENDRÓW. KURS NA SPURS W ETOTO: 2.95

Natomiast Marc Overmars stwierdził z zaskakującą dozą pesymizmu: – – Kiedy wygraliśmy Puchar Mistrzów z Ajaksem, w rozgrywkach brali udział tylko mistrzowie krajów. Teraz Liga Mistrzów nie ma już dla mnie takiej wartości. To tylko przedsmak tego, co naprawdę nam szykują. Wielkiej, europejskiej superligi.

Cóż – ostatnio Overmars chyba zmienił zdanie odnośnie Champions League.

nhoxjk9ac2jz_wd640

fot. NewsPix

***
„Był sobie mecz” to nowy cykl na Weszło, w którym będziemy wraz z ETOTO wspominać pamiętne mecze z historii futbolu. Czasami ze szczegółami opiszemy starcia takie jak to wyżej opisane, o którym mówił cały świat. Czasami zajrzymy na polskie podwórko i przypomnimy starcie, o którym wielu kibiców już zdążyło zapomnieć. Niemniej gwarantujemy, że zawsze będzie ciekawie.

KOMENTARZE (0)