Trójka z Sosnowca, która powinna utrzymać się w ekstraklasie
Weszło

Trójka z Sosnowca, która powinna utrzymać się w ekstraklasie

Możemy to napisać oficjalnie – Zagłębie Sosnowiec zleciało z ligi. 

Czy będziemy tęsknić? Nie. Czy czegoś nam będzie brakować? Niespecjalnie. Może występów komediowych Totha czy Polczaka, może któregoś z trójki najlepszych piłkarzy, choć mamy nadzieję, że „brakować” nie jest odpowiednim słowem, bo wysoce prawdopodobne jest, że zgłosi się po nich ktoś z poziomu Ekstraklasy. W tym sezonie prezentowali jakość znacznie wyższą niż ich koledzy. Tak wysoką, że może ich ściągnąć nawet ktoś z górnej części tabeli. Cała trójka to gwarancja jakości na tu i teraz, więc dlaczego nie?

Kogo mamy na myśli?

Szymon Pawłowski – będzie go wyjąć z Zagłębia najtrudniej, a to za sprawą przedłużenia kontraktu do 2022 roku. Szmat czasu, a do tego Pawłowski kurtuazyjnie wypowiedział się, że ewentualny spadek z ligi niczego nie zmienia – chce w Sosnowcu zakotwiczyć na stałe. Jeśli faktycznie taki jest plan, Zagłębie ma w swoich szeregach solidnego grajka, który może poprowadzić ich do ponownego awansu. Ale może to być tylko zasłona dymna nastawiona na jakiś tam zarobek klubu z Sosnowca. Bo ten, który będzie chciał podpisać Pawłowskiego, prawdopodobnie będzie musiał  Zagłębiu zapłacić.

Trochę można się dziwić Pawłowskiemu, że zgodził się na tę umowę. Latem stałby się wolnym zawodnikiem i pewnie odebrałby kilka telefonów od prezesów klubów z Ekstraklasy. Generalnie – przystąpiłby do tego okna z solidną kartą przetargową, bo nikt nie ma wątpliwości, że Szymon wciąż ma umiejętności na poziom Ekstraklasy. W wielu meczach prezentował się wręcz ponadprzeciętnie. Szkoda byłoby, gdyby marnował potencjał w pierwszej lidze.

Żarko Udovicić – wyjęcie go będzie o wiele łatwiejsze. Jego umowa po prostu wygasa po sezonie. Przewidujemy, że zgłosi się po niego kilka klubów Ekstraklasy. Raz, że ma kartę na ręku. Dwa, że to jeden z najlepszych skrzydłowych w lidze (bierzemy pod uwagę wiosnę). Trzy, że to piłkarz uniwersalny – obstawi skrzydło, a i od biedy zagra na lewej obronie.

W meczu ostatniej szansy został odesłany na trybuny, ale – co ciekawe – wcale nie było tak daleko, by został wyrzucony z Zagłębia zimą. Jesień nie wyglądała dla niego tak kolorowo i Valdas Ivanauskas postawił mu przed ostatnimi meczami ultimatum: albo zaczynasz grać na miarę swoich możliwości, albo szukasz sobie nowego pracodawcy.

Udovicić szybko się ogarnął, ale ta sytuacja pokazuje, że potrzebuje mieć ciągle jakiś bat nad głową. Inne minusy? Na pewno wiek. Nie jest to piłkarz, na którym można budować siłę klubu – raczej wzmocnienie na tu i teraz, gdy jeszcze jest w dobrym wieku do grania. No i skoro będzie budził duże zainteresowanie, pewnie wybierze ten klub, który zdecyduje się coś wyłożyć za podpis.

Vamara Sanogo – dochodzi do momentu, w którym musi postawić kolejny krok w karierze. Kontrakt z Legią obowiązuje go jeszcze przez dwa lata i nie wyobrażamy sobie, by poszedł na kolejne wypożyczenie do Zagłębia. Powrót do Legii? Jesteśmy ciekawi, ale na tę chwilę chyba też nie wchodzi w grę. Pokazał się oczywiście z dobrej strony, ale czy na tyle dobrej, by podjąć walkę z Carlitosem, Kulenoviciem i zdrowym Niezgodą?

Jednocześnie jesteśmy pewni, że akurat ten piłkarz pozostanie na szczeblu ligowym. Widzimy, jaka bryndza jest z napastnikami. Arka? W zasadzie nie ma snajpera. Jaga? To samo. Miedź? Również. Swoje problemy ma również Wisła Kraków, Wisła Płock czy Zagłębie Lubin. Dylemat polskich klubów jest o tyle duży, że nie bardzo jest skąd brać napastników. W pierwszej lidze nie objawił się żaden supersnajper, liderem strzelców z 11 bramkami na etapie – o zgrozo – 31. kolejki jest Valerijs Sabala. Bryndza. Ekstraklasa stoi zatem przed wyborem: albo ściągniemy kogoś z zagranicy, kto może okazać się drugim Scepoviciem, albo… powalczymy o Sanogo. Stawiamy, że będzie to dość łakomy kąsek.

Od biedy zatrudnienie na najwyższym szczeblu dostanie pewnie ktoś z dwójki Hrosso/Kudła, do Lubina wróci Olaf Nowak, może kolejną szansę dostanie Możdżeń, może – głównie ze względu na wiek – ktoś sięgnie po Sebastiana Milewskiego. I chyba tyle.

Reszty widzieć nie chcemy. Żegnajcie.

Fot. 400mm.pl