Mecz beznadziejny, wynik wystarczający. Vive zagra w Final Four Ligi Mistrzów!
Inne sporty

Mecz beznadziejny, wynik wystarczający. Vive zagra w Final Four Ligi Mistrzów!

Vive zagrało spotkanie fatalne. Bramkarz nie dawał drużynie nic, defensywa pozorowała grę, a z przodu – mimo że czasem coś wpadło – zmarnowano mnóstwo świetnych sytuacji. Kielczanie nie tyle stali nad krawędzią, co w pewnym momencie zrobili krok w przepaść i zaczęli spadać. Na szczęście w ostatniej chwili przypomnieli sobie, że mają spadochron. Pociągnęli więc za rączkę i… wylądowali w Final Four Ligi Mistrzów. 

Tydzień temu gotowi byliśmy pisać peany, śpiewać pochwalne psalmy i całować stopy zawodników, którzy zagrali jeden z najlepszych meczów, jakie polska drużyna rozegrała w Lidze Mistrzów. Kielczanie zdominowali wtedy PSG, od kilku lat giganta światowego szczypiorniaka, którego skład to wręcz odpowiednik Realu Madryt z czasów „Galacticos”. Vive pokazało im jednak, jak gra prawdziwa drużyna, monolit. We własnej hali podopieczni Tałanta Dujszebajewa wygrali dziesięcioma bramkami. W Paryżu mieli bronić tej przewagi.

Trenerzy przygotowywali ich do tego głównie pod względem mentalnym, na ten aspekt postawili. Zresztą niespecjalnie się temu dziwimy, bo kielczanie na parkiecie prezentowali się w pierwszym starciu wyśmienicie, wystarczyło zaprezentować się tak jeszcze raz. Oczywistym było jednak, że w Paryżu gra się zupełnie inaczej. Mówił o tym choćby Mateusz Jachlewski, skrzydłowy Vive:

– Bardzo się cieszymy z wyniku do przerwy. Na razie wygrywamy dziesięcioma bramkami i na drugą połowę jedziemy do Paryża. Będziemy się starać bronić tej przewagi. Musimy na zimno podejść do tego spotkania. […] Mamy w głowie to, że jak pokazał miniony sezon, bardzo szybko można stracić przewagę już nawet w pierwszej połowie. Na pewno o tym nie zapomnimy w Paryżu. – Kielczanie doskonale wiedzieli więc, że to jeszcze nie koniec. I do Francji lecieli z tą świadomością. A mimo to dali się zaskoczyć.

Bo od samego początku to był zupełnie inny mecz. Mecz emocji, kar, wielkiego tumultu i dopingu ze strony paryskich fanów, ale przede wszystkim – mecz-marzenie PSG. Gospodarze grali wyśmienicie, fantastycznie na skrzydłach prezentowali się Luc Abalo i Uwe Gensheimer, którzy regularnie trafiali do bramki gości. Inna sprawa, że kielczanie specjalnie im w tym nie przeszkadzali. W defensywie prezentowali się tak, że realizator kilkukrotnie nie zdążył dziś zakończyć powtórek akcji Vive, a PSG już zdobywało gola. Zresztą skuteczność tych ostatnich była wprost fantastyczna. Właściwie przez cały mecz utrzymywała się na poziomie ponad 70 procent.

Kielczan za to powstrzymywali fantastyczni Rodrigo Corrales (to w pierwszej połowie) i genialny, jeden z największych bramkarzy w historii, Thierry Omeyer (druga część gry). A nawet gdy oni nie dawali rady, to wielokrotnie ratowało ich aluminium. W pewnym momencie byliśmy przekonani, że po meczu będziemy mogli jedynie smutno nucić, że „gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka”.

O ile PSG grało zespołowo, o tyle Vive w ataku polegało w dużej mierze na indywidualnościach. Alex Dujshebaev, Blaż Janc i Władisław Kulesz regularnie dawali kielczanom odetchnąć. Ale pod respirator podłączył ich dopiero Luka Cindrić, który w pewnym momencie drugiej połowy wręcz w pojedynkę utrzymywał kielczan przy życiu, a mecz zakończył z sześcioma trafieniami. Po drugiej stronie szalał za to Nedim Remili, który do siatki rywali trafił… 12 razy. O ile w pierwszej połowie nie prezentował się najlepiej, o tyle w drugiej zamienił się w boga szczypiorniaka.

Jedenaście bramek przewagi, potrzebnych PSG do zwycięstwa w dwumeczu, ujrzeliśmy mniej więc na 10 minut przed końcem. W pewnym momencie mogło ich być nawet dwanaście, ale gospodarze popełnili błąd zmiany, zapewnili sobie dwuminutową karę (otrzymał ją Mikkel Hansen) i oddali piłkę kielczanom. Jeśli mielibyśmy wskazać moment, który zadecydował o tym, że to Vive awansowało dalej, to chyba skłanialibyśmy się właśnie ku tej chwili. Bo mamy wrażenie, że gdyby PSG przeprowadziło wtedy akcję zakończoną golem (a nie oszukujmy się, patrząc na postawę defensywy Vive, raczej tak by się stało), to goście mogliby się po prostu nie podnieść.

To jednak historia alternatywna, która – na szczęście – się nie wydarzyła. Kielczanie wykorzystali bowiem pomoc PSG i straty zmniejszyli w ostatniej chwili. Skończyło się porażką 26:35, a cały mecz wyglądał mniej więcej tak, jakby w podstawówce 6B wyszła na 3A. To jednak wystarczyło, by awansować dalej i móc na koniec świętować.

I o ile nie bijemy Vive braw za postawę w dzisiejszym meczu, o tyle gratulujemy awansu do Final Four. Bo to zawsze cholernie wielka sprawa. Nie tylko dla nich, ale i dla całego polskiego szczypiorniaka.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (9)