Barcelona B+ przegrała z Celtą, Dembele wypadł do końca sezonu?
Hiszpania

Barcelona B+ przegrała z Celtą, Dembele wypadł do końca sezonu?

Barcelona w lidze gra już tylko o to, by na koniec sezonu mieć komplet rozegranych meczów. Mistrzostwo przyklepane, klasa potwierdzona na przestrzeni pełni rozgrywek – teraz można wystawiać rezerwy. I właśnie taką „Barcelonę B extra” Ernesto Valverde wystawił na Celtę Vigo. Efekt? Gładkie 2:0 dla Celty. Natomiast Katalończycy prawdopodobnie już do końca sezonu stracili Ousmane Dembele.

Dla Francuza to już trzecia kontuzja od stycznia. Na przełomie stycznia i lutego stracił pięć spotkań, później w marcu rozsypał się na kolejne cztery kolejki, a teraz wygląda na to, że straci i finisz ligi, i finał Pucharu Króla, i półfinał, a może i finał Ligi Mistrzów. Dembele padł na boisko już po kilku minutach starciu z Celtą, chwycił się gdzieś za okolice uda i wezwał pomoc. Od razu wiadomo było co się święci – przecież znamy właściwości jego organizmu nie od dzisiaj. Wstępna diagnoza – uraz mięśnia dwugłowego. Przewidywana pauza – miesiąc, może nawet dłużej. Trzeba poczekać na dokładniejsze badania.

Valverde mógł się irytować – nie tylko ze względu na uraz Francuza, ale też z uwagi na to, jak wyglądała gra jego drużyny. Właściwie oglądaliśmy powtórkę z meczu z Huescą, gdy Barca też wówczas wystawiła eksperymentalny skład – z Murillo, Puigem, Aleną, Wague czy Boatengiem. Dzisiaj paradoksalnie ci bardziej ograni byli hamulcowymi – fatalne spotkanie rozegrał Boateng, niewidoczny był Malcom, Umtiti otarł się o drugą żółtą kartkę. Na tle młodzieży in plus wyróżnił się Puig, do czasu przyzwoicie prezentował się Todibo ale… to na tyle jeśli chodzi o pozytywy.

Celta w pierwszej połowie była zbyt nieśmiała. Jakby grała ze świadomością, że naprzeciw niej stoi wielka Barcelona, a nie szyld Barcelony z piłkarzami na wskroś rezerwowymi. To był przecież rywal jak najbardziej do pokąsania – bez ter Stegena, Pique, Alby, Roberto, Lengleta, Busquetsa, Rakitica, Suareza czy Messiego. Gospodarze przez trzy kwadranse badali teren. Jakby sami siebie pytali „czy naprawdę możemy ruszyć z otwartą przyłbicą, a nie chować się za podwójną gardą i liczyć na kontry?”.

Przełom nastąpił dopiero po przerwie. Celta po prostu zauważyła, że taki przeciwnik jest do ogrania. Swoje robiła też presja wynikająca z ich położenia w tabeli – przed tą kolejką mieli tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, do końca dwie kolejki, tu – jak śpiewała Anita Lipnicka – wszystko mogło się zdarzyć. I wydawało się, że tuż po przerwie Celta ułoży sobie ten mecz, bo Arajuo po rzucie rożnym wpakował piłkę do siatki, ale…

1i5LLhW

… wideoweryfikacja dowiodła, że strzelec był na minimalny spalonym. Jak minimalnym? No, tak na nasze oko, to chodzi tu o jakieś pięć centymetrów. Gołym okiem i bez linii pomocniczych to spalony niemożliwy do dostrzeżenia i nic dziwnego, że weryfikacja tego gola zajęła około dwie minuty.

Ale napór Celty wzrastał, a Barcelona nie była w stanie mu się przeciwstawić. O ile jeszcze w pierwszej połowie goście mieli swoje szanse, o tyle po przerwie cały wigor w grze ofensywnej osłabł. Nie było komu wziąć na siebie odpowiedzialności za rozgrywanie, brakowało zawodnika tworzącego przewagę, Boateng wyglądał jak chłopczyk zostawiony przez mamę na środku supermarketu.

I chwała Celcie za to, że ten swój napór potrafiła przekuć w bramki. Najpierw do siatki trafił Maxi Gomez, który wykorzystał ospałość stoperów Barcy i wykończył miękką wrzutkę z prawej flanki, a w końcówce zwycięstwo (i być może utrzymanie) przyklepał z rzutu karnego Iago Aspas. Trzy punkty zostają w Vigo – to dziś najważniejsza informacja dla Celty. Dembele wypada na kluczowe mecze sezonu – to dziś najważniejsza informacja dla Barcelony.

Celta Vigo – FC Barcelona 2:0 (0:0)

Maxi Gomez (67.), Iago Aspas (88.)

fot. NewsPix

KOMENTARZE (1)