Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Co robi normalny kierowca w przypadku, gdy przepali mu się żarówka w lampie? Staje na stacji benzynowej, kupuje nową żarówkę, wymienia ją, jedzie dalej. Co robi ekstraklasowy kierowca w przypadku, gdy przepali mu się żarówka w lampie? Postuluje przebudowę fabryki produkującej elementy oświetlenia samochodowego, lobbuje na rzecz zmiany przepisów dotyczących minimalnej liczby działających żarówek oraz zwraca uwagę na konieczność ogólnopolskiej dyskusji na temat jakości produkowanych lamp. A potem kupuje inny samochód, porzucając stary na poboczu. 

Zbliża się koniec sezonu, więc po raz kolejny jesteśmy świadkami ogólnopolskiej debaty na temat formatu rozgrywek. Zastanawiamy się, czy lepsze są mecze o nic, podczas których można ogrywać młodzież, czy lepsze są jednak mecze o stawkę, które są o wiele atrakcyjniejsze dla kibiców. Zastanawiamy się – po raz kolejny, albo raczej: jak co roku – czy mamy już osiemnaście zespołów godnych Ekstraklasy, czy jednak wciąż tylko szesnaście. A może jednak dwanaście? Albo dziesięć?

W dość ważnym dla ligi spotkaniu miała miejsce kontrowersja sędziowska, więc już teraz rozmyślamy nad głębokimi zmianami zarówno w przepisach piłki nożnej, jak i regułach wyznaczania arbitrów na poszczególne mecze czy systemie ich oceniania. Wcześniej, gdy mrozy skuły murawy w lutym, rozważaliśmy przesunięcia w terminarzu, ale okazało się, że dwa lata wcześniej mrozy skuły murawy w listopadzie, więc w sumie trudno znaleźć dogodne okienko pogodowe do uprawiania piłki nożnej w Polsce.

Ktoś powie, że to zupełnie nieszkodliwy trend, ale moim zdaniem jest zupełnie inaczej. Grono osób decydujących o tym, jak wygląda piłka nożna w Polsce zmieściłoby się pewnie w dwóch niewielkich autokarach. Kolejne cztery autokary to ludzie, którzy w mniejszym czy większym stopniu realizują wizję, pomysły i zadania wyznaczane przez tych na samej górze. Ostatnie targi o sposób podziału pieniędzy z praw telewizyjnych dobitnie to pokazały – jeśli przychodzi do ważnych decyzji, wszyscy najważniejsi ludzie muszą odbyć szereg spotkań i przedstawić na nich osobiście swoje przekonania i argumenty. Trudno w to pewnie uwierzyć, ale ich doba naprawdę ma tylko 24 godziny. Bez ich refleksji, przemyśleń i rozmów w naprawdę istotnych kwestiach, nigdy nie pójdziemy do przodu.

A niestety, ich głowy są zaprzątane cały czas tymi samymi pierdołami, które tak naprawdę nie mają żadnego istotnego wpływu na futbol. Niezależnie od tego czy Martin Toth zagra 34 spotkania z siedemnastoma rywalami, czy 37 meczów z piętnastką przeciwników – poziom jego gry raczej się nie zmieni. Można oczywiście się spierać, że przy 37 seriach spotkań potrzebna jest większa liczba piłkarzy, a przez to rosną koszty, złotówki płyną do 20. zawodnika w kadrze, zamiast lądować na kontach akademii. Ale globalnie – to grosze. Detale.

Tak samo jak ten cyrk z sędziami. Mamy VAR, mamy naprawdę porządną renomę na świecie, ale oczywiście tworzymy wielopoziomowe teorie o spiskach, układach i spółdzielniach – bo jakiś człowiek popełnił błąd w sytuacji, co do której zgody nie ma nawet wśród autorytetów.

Zacytuję tekst – ha, niemal równo! – sprzed roku.

Jak idę ulicą i poślizgnę się na skórce od banana, to przeklinam pod nosem zły los i tyle. Nie piszę petycji o delegalizację bananów, utworzenie specjalnego zespołu ds. kontroli jakości skórek od banana oraz miejską spółkę zajmującą się czyszczeniem chodników ze skórek od bananów. Czasem po prostu nie wszystko zależy od nas – i poślizgniemy się na skórce, zgubimy dziesięć złotych, albo wyznaczymy mecz na dzień, który okaże się wyjątkowo mroźny.

Wtedy reagujemy na tę nieprzyjemną sytuację i idziemy dalej. Takie proste.

Czasem po prostu ktoś popełni błąd. Czasem nastąpi sytuacja, której nie da się zamknąć w stu procentach przepisami, która ucieka interpretacjom. Możemy twierdzić, że to dowód na spisek masonów (i trzeba jakoś z tym spiskiem systemowo walczyć), albo możemy stwierdzić, że to pech i ruszyć dalej.

*

Krążymy sobie cały czas w tym świecie wielkich, przełomowych reform, a znikają nam zupełnie z oczu problemy dnia codziennego. Nikt z wielkich nie zauważył przy układaniu terminarza, że najważniejsze mecze ligi odbywają się w takim tempie, że w kategorii cudu należy traktować wolną niedzielę wielkanocną. Zajęci dyskusjami na temat ESA37, ESA 34 i ESA10,5, kompletnie zgubiliśmy z radarów, że marzec jest grany w leniwym tempie, by okres świąteczno-majówkowy przypominał skok na spadochronie. To są rzeczy, które akurat mają wpływ i to są rzeczy, które akurat naprawdę łatwo przewidzieć. Nie trzeba nad nimi dyskutować, nie trzeba tutaj się spierać – wystarczą proste decyzje, szeroko rozumiana logistyka.

Przecież jak już musimy się ładować w grające wtorki i czwartki, to czemu nie w marcu? Podczas meczów o kompletnie innej stawce, podczas momentu sezonu, który jeszcze o niczym nie przesądza? Efekt jest taki, że Lech z Legią grają we środę, a wszyscy załamują ręce nad frekwencją. Już pomijając, że przez cały sezon jak niepodległości strzeże się zasady o tym, by mecze się nie pokrywały – dostajemy też żenujące poniedziałkowe widowiska, gnamy na złamanie karku, by zdążyć na piątkowe wyjazdowe spotkania, a potem finisz ligi odbywa się w czwartek, w serii dwa razy po dwa mecze. Kto to układał? Jackson Pollock?

Ale Ekstraklasa to nie jest wyjątek. Końcowa kolejka II ligi jest rozbita na jedenaście dni – Widzew ostatni domowy mecz gra bowiem już 8 maja. Również w przedostatniej kolejce nie ma możliwości, by wszystkie mecze odbyły się równocześnie – GKS Bełchatów gra jeden dzień później. Jak to w ogóle wygląda? 18 tysięcy kibiców na meczu zamiast świętować awans / opłakiwać jego zaprzepaszczenie, będzie czekało kilkanaście dni, aż swoje ostatnie spotkanie zagrają rywale? Już pomijając, że to dość średnio sprawiedliwe wobec Widzewa, grającego praktycznie co trzy dni, gdy przeciwnicy będą mieli odnowę biologiczną i relaks. Nie dało się tego przewidzieć wcześniej? Nie dało się zareagować?

Najdziwniej wygląda mecz 12 maja w Bełchatowie. Cała 33. kolejka odbywa się w sobotę, ale GKS z Widzewem grają w niedzielę. Co więcej – dla Widzewa będzie to ostatni mecz, bo 34. kolejkę gra 8 maja. Oba zespoły będą znały już niemal komplet rozstrzygnięć u swoich rywali z topu tabeli. Nie potrafię sobie w ogóle wyobrazić, jakim skandalem skończyłaby się próba przeniesienia tych wygibasów do Ekstraklasy i ustalenie, że np. Legia skończy ligę parę dni przed Lechią Gdańsk.

W I lidze zresztą też daty meczów GKS-u Katowice ze Stalą Mielec i GKS-u Jastrzębie z ŁKS-em Łódź dwukrotnie zmieniano, a ostateczne decyzje podjęto na kilka dni przed gwizdkiem. Kibice żartują, że najpewniejszym źródłem informacji o terminarzu jest Telemagazyn, który zdradza plan transmisji I ligi na antenie Polsatu wcześniej, niż pojawiają się oficjalne komunikaty.

 *

Wracając jeszcze do kontrowersji sędziowskich – jakiś czas temu przyjąłem strategię, która moim zdaniem jest najbardziej naturalna. Jeśli Jędrzejczyk obroniłby rękoma mistrzostwo dla ŁKS-u, to bym twierdził, że nieintencjonalnie i takich się nie gwiżdże. A jakby akurat był w drużynie rywala łodzian, to poszedłbym w wersję o paradzie obronnej, która powinna skutkować rzutem karnym. Jestem przekonany, że wielu, bardzo wielu uczestników dyskusji też wychodzi z takiego założenia, tylko nie chce się do tego przed sobą przyznać.

A już najbardziej mnie dziwi rozpamiętywanie tych sytuacji. Jak już przywołałem ŁKS – niektórzy kibice do dzisiaj twierdzą, że w III lidze nas kręcono, by awansowała Polonia. Inni kibice, że teraz kręcą innych, byle ŁKS doczłapał się do Ekstraklasy. Jak się zapewne domyślacie – nie udało się udowodnić spisku antyełkaesiackiego, ani spisku proełkaesiackiego, bo zanim zebrano dość dowodów, sędziowie zaczęli się mylić w drugą stronę.

Nie przypominam sobie debaty dotyczącej decyzji sędziów, która popchnęłaby do przodu… cokolwiek. Która by cokolwiek zmieniła, włącznie ze zdaniem zacietrzewionych uczestników dyskusji. Mam wrażenie, że lechiści za swojej kadencji na trybunach jeszcze sto razy skorzystają na błędach sędziego i tysiąc razy przez nie ucierpią. Legioniści też. Lechici, widzewiacy, wiślacy i cała reszta piłkarskiej Polski.

Jest środa, dyskusja na temat błędu w sobotnim meczu trwa, na ten moment jeszcze nikt nikogo nie przekonał. A mięso na grilla pewnie dalej niezamarynowane.

KOMENTARZE (34)