Dominacja Chemika przerwana. ŁKS mistrzem Polski!
Inne sporty

Dominacja Chemika przerwana. ŁKS mistrzem Polski!

Gdy Chemik Police w sezonie 2013/14 zdobywał pierwsze ze swoich pięciu kolejnych mistrzostw Polski, Łódzki Klub Sportowy walczył na trzecim poziomie rozgrywkowym, występując na szkolnych świetlicach, przy wsparciu kilkudziesięciu najwierniejszych kibiców. Wczoraj, po 5 latach dominacji zespołu z Polic, to właśnie ŁKS Łódź zasiadł na tronie, efektownie domykając finałową serię trzecim derbowym zwycięstwem. 22. drużynowe mistrzostwo Polski, odzyskanie tytułu po 36 latach ale przede wszystkim – piękna puenta dla filmowej historii o pasji, determinacji i powrocie na szczyt. 

Jak bardzo Chemik odjechał lidze? Do pięciu mistrzostw zdobywanych rok po roku dołożył też cztery triumfy w Pucharze Polski, rywali zaś nie tyle pokonywał, co wręcz upokarzał. W ubiegłym sezonie na przykład, w finałowych meczach z ŁKS-em, potrafił wygrywać sety do 4 i do 9. Było jasne, że ktoś kiedyś rzuci im rękawice, ale czy ktoś mógł się spodziewać, że hegemona zdetronizuje akurat ŁKS?

By dobrze zrozumieć, co stało się wczoraj na hali przy al. Unii 2, należy się cofnąć do 2010 roku. Siatkówka w tej części Łodzi była zdewastowana, właściwie nie istniała. Przypomnijmy nasz reportaż.

– Przy drugim spotkaniu w lidze okazało się, że nie będzie pieniędzy na pokrycie podstawowych potrzeb: opłacenie sędziów czy przejazdów na mecze poza Łodzią – wspomina Marta Pająk, wówczas obiecująca siatkarka, dziś masażystka pierwszego zespołu ŁKS-u. – Grałyśmy za stypendia, 200 czy 300 złotych, które zresztą do dzisiaj nie zostały wypłacone. Zawsze słyszałyśmy, że wszystko zmieni się za dwa tygodnie, za trzy tygodnie – i nie chodzi nawet o nasze wypłaty, ale o rzeczy ściśle związane z funkcjonowaniem klubu, z organizacją spotkań, opłacaniem sali za treningi. Ogromny bałagan. 

To wtedy w ŁKS-ie pojawił się Hubert Hoffman, obecny prezes klubu, właściciel firmy Commercecon. Wczoraj na parkiecie złapał za mikrofon i obwieścił: tak, jestem kibolem i jestem z tego dumny! Nie było w tym żadnego fałszu, żadnej próby przypodobania się 3-tysięcznej publiczności, żywiołowo dopingującej ŁKS.

– W czasie, gdy Hubert zaczął działać w ŁKS-ie, koszykówka żeńska w miarę porządnie sobie radziła, koszykarze i piłkarze również. Pomocy potrzebowała sekcja siatkówki i właśnie tutaj postanowił zainwestować swoje pieniądze Hubert. Gdy okazało się, że kibice to doceniają, przychodzą na mecze, śledzą losy naszych siatkarek – postanowił dalej rozwijać tą sekcję, poświęcając mnóstwo własnego czasu i pieniędzy – wspominał w naszym tekście Mariusz Przybyła, łódzki radny i fan ŁKS-u.

Hoffman jako ełkaesiak szukał sekcji, której może pomóc. Trafił na siatkarki i… zrobił z nich mistrzynie Polski.

Ta dynamika musi dziwić, bo przecież wszystko wydarzyło się na przestrzeni ledwie kilku sezonów. Najpierw awans do I ligi, potem walka o dołączenie do elity – najpierw sportowa, a następnie organizacyjna, bo liga krzywo patrzyła na nowego gracza przy stole. Wprost formułowano obawy – czy razem z siatkarkami ŁKS-u do ligi nie dostaną się piłkarscy chuligani, czy firma Commercecon uniesie finansowanie ekstraklasowej gry, czy siatkarki nie będą odstawały sportowo. Łódzcy działacze do dziś opowiadają anegdoty o tym okresie – choćby pytania o udział w meczach ŁKS-u… celebrytów.

Niechciany w lidze ŁKS swoją przydatność zaczął udowadniać właściwie od pierwszego meczu. Eksperci siatkarscy rozpływali się nad atmosferą na meczach, ale osobne słowa pochwały trafiały też do pionu sportowego, który z sezonu na sezonu udoskonalał zespół. W 2016 roku łodzianki po 26 latach wróciły do Ekstraklasy, a już w 2018 roku świętowały wicemistrzostwo Polski i finał Pucharu Polski. Z miejsca dołączyły do trzech najlepszych ekip w kraju – Chemika Police, Developresu Rzeszów oraz Budowlanych Łódź, po chwili rywalizowały również w Lidze Mistrzyń, w której rozpoczęły od zaskakującego zwycięstwa nad mistrzyniami Niemiec.

Pierwsze sygnały, że ŁKS nie zamierza się zadowalać rolą czwartego do brydża, mieliśmy już w ubiegłym sezonie – srebro Pucharu Polski i srebro ligowe oznaczało wepchnięcie się klinem między tych najlepszych z najlepszych. Podobnie było w obecnych rozgrywkach, gdy ŁKS pewnie wykosił zespół z Rzeszowa w półfinałach. Drugą część roboty – wyeliminowanie Chemika – wzięły na siebie zawodniczki Budowlanych i w efekcie w finałach mieliśmy trzy derbowe starcia.

Trzy starcia z taką dramaturgią, że naprawdę obawialiśmy się o stan serc kibiców z Łodzi. Trzy razy hala została wyprzedana do ostatniego miejsca na długo przed rozpoczęciem meczu. Trzy razy odleciała, niesiona głośnym dopingiem. Trzy razy była świadkiem pięciosetowych bojów, trzy razy losy meczu rozstrzygały się w tie-breaku.

Wczoraj ŁKS wygrał po raz trzeci, kończąc serię wynikiem 3:0. Choć każdy mecz był bardzo zacięty, to ŁKS trzykrotnie wygrywał tego ostatniego, piątego seta. Szeroka ławka, rozsądne zmiany, może również lepsze przygotowanie fizyczne. Gdziekolwiek szukać przyczyn, to ŁKS lepiej zniósł nerwówkę w każdym ze spotkań. Mistrzostwo Polski to pierwszy taki sukces łodzian od triumfu sekcji piłkarskiej w 1998 roku. Ełkaesiacy na tytuł czekali ponad 20 lat, sekcja siatkówki – 36. Zresztą, mistrzynie z 1983 roku zasiadły na trybunach, oglądając swoje następczynie.

Za rok łodzianie będą świętować 10-lecie reaktywacji sekcji. Przez te 10 lat przeszli trasę od przeciekającej starej hali na IV poziomie rozgrywkowym do mistrzostwa Polski i występów w Lidze Mistrzyń przy meczach z kompletem publiczności. Gdzie jest ich sufit?

Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne: już nie przecieka.

FotNewspix