Witamy Raków w Ekstraklasie!
Weszło

Witamy Raków w Ekstraklasie!

Wyeliminowanie Lecha Poznań i Legii Warszawa z Totolotek Pucharu Polski. Walka jak równy z równym z ówczesnym liderem Ekstraklasy, Lechią Gdańsk. Dwadzieścia trzy ligowe mecze bez porażki. Ciche propozycje Weszło, by przyznać drużynie Marka Papusza dziką kartkę na występy w grupie mistrzowskiej, względnie z miejsca zapewnić jej udział w europejskich pucharach.

Może trochę przesadzamy, ale chcemy tylko podkreślić, że w awansie, który Raków właśnie zaklepał, nie ma żadnego przypadku.

Wręcz przeciwnie – częstochowianie zdali najważniejsze egzaminy, w międzyczasie strasząc przedstawicieli bardziej renomowanych uczelni, z którymi będą rywalizować w następnym semestrze. Pozostawili po sobie dobre wrażenie, która – co najważniejsze, a wręcz kluczowe – podparli osiągnięciami i mocnymi argumentami każącymi podejrzewać, że projekt nie rozklekocze się, gdy przyjdzie pierwsze niepowodzenie.

Jeżeli mielibyśmy wskazać najmocniejszy punkt Rakowa, dzięki któremu częstochowianie po latach posuchy silnie stanęli na nogi, postawilibyśmy na konkretnych ludzi u steru. Na właściciela Michała Świerczewskiego, czyli człowieka z trochę innej bajki niż ta piłkarska. Gościa, którego tempo, w jakim rozwija klub – przypomnijmy: jeszcze trzy lata temu drugoligowy wówczas Raków przegrał u siebie z GKS Tychy… 1:8 – dorównuje temu, jak budował swoją firmę. Założył X-kom na ostatnim roku studiów informatycznych i rozwinął na tyle, że jej obroty przekroczyły miliard złotych.

Dalej mamy prezesa Wojciecha Cygana. Zarówno związanego z Częstochową, jak i doświadczonego latami spędzonymi w GKS-ie Katowice, gdzie – jak wiemy – presja rozmija się z oczekiwaniami dość często. No i najbardziej charakterystyczną twarz drużyny – wartego, według szacunków właściciela, około 30-35 milionów Marka Papszuna. Trenera, który stworzył drużynę  o konkretnym stylu. Najlepszym dowodem mecz z Legią, gdzie zobaczyliśmy powtarzalność, brak jakichkolwiek kompleksów, solidność w defensywie, dobrą organizację gry, momentami wysoki pressing, czy – bardzo często – włączanie się środkowych obrońców do akcji ofensywnych.

Tak gra, nie zważając na klasę rywala, Raków 2018/19. Zespół budowany latami, ze szkoleniowcem, któremu sześć dni temu stuknęły trzy lata pracy w klubie.

Oczywiście słodząc tej drużynie w tym historycznym dla ekipy spod Jasnej Góry dniu, grzechem byłoby nie docenić piłkarzy, ze stoperem-snajperem Petraskiem na czele. Swoją drogą, dobrą organizację Rakowa pokazuje przykład tego, jak Czecha do klubu w ogóle ściągano.

– Graliśmy niedaleko Ostrawy, skąd pochodzi David Balda, były dyrektor sportowy Rakowa. Trener Papszun szukał zawodnika o określonej charakterystyce na środek obrony i wtedy zaproponował mu mnie. I teraz wyobraź sobie, że w czasach, w których nawet na wyższym poziomie transfery często robi się na podstawie dwuminutowych filmików, oni przynajmniej cztery razy przyjeżdżali, żeby na żywo obejrzeć mnie w akcji! Dzięki temu wiedziałem, że to poważny klub. Później, już w trakcie rozmów, dostałem na maila szczegółowo rozpisaną wizję  rozwoju Rakowa. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim – opowiadał nam stoper Rakowa w dużym, przekrojowym wywiadzie.

Wszystko to złożyło się na to, że częstochowianie wyważyli drzwi do Ekstraklasy. Dziś, pokonując Podbeskidzie, postawili kropkę nad „i”. Może i nie grali przesadnie przekonująco. Może i – szczególnie w pierwszej połowie – lepsze wrażenie sprawiali rywali, którzy dwukrotnie trafili w poprzeczkę. Może i nie wszyscy piłkarze byli u szczytu formy, skoro nawet Tomas Petrasek przegrał główkę (!) z Kacprem Kostorzem, z czego wzięła się groźna okazja bielszczan. Ale Raków – nie pierwszy raz, zresztą – udowodnił, jak bardzo jest wyrachowany i konsekwentny. Wyczekał rywala, by tuż po przerwie zadać decydujące ciosy. W roli głównej architekt dzisiejszego zwycięstwa, Piotr Malinowski. Najpierw dorzucił piłkę Lewickiemu, któremu pozostało wyłącznie zamknięcie akcji i wprawienie w stan euforii wszystkich, którzy wychodzili z założenia, że ostatni krok bywa najtrudniejszy. Po chwili urwał się skrzydłem, dorzucił, bramkarz obił piłkę przed siebie, gdzie czekał Listkowski. Nie uderzył może nie wiadomo jak pewnie, ale koniec końców piłka zatrzepotała w siatce.

Wulkan emocji eksplodował, z gospodarzy zeszła presja, a szampany zaczęły powoli dojeżdżać na stadion.

– Mieliśmy już taki przypadek w 2015 przy drugim meczu barażowym z Pogonią Siedlce, gdzie te szampany były przygotowane i przyniosło to pecha. Teraz trzymamy się zasady, że szampany są przywożone dopiero w momencie wywalczenia awansu – opowiadał wczoraj na naszej antenie Michał Świerczewski.

Cóż, tym razem wszystko skończyło się tak, jak można było przewidzieć. Gdzieś tak na początku rundy wiosennej śmialiśmy się, że jak Raków utrzyma formę, to awans zapewni sobie jeszcze przed Wielkanocą. Ostatecznie nie udało się, plany pokrzyżowała Bytovia, ale teraz już nic nie stoi na przeszkodzie, by rozpocząć świętowanie.

Raków – Podbeskidzie 2:0

1:0 Lewicki 49′

2:0 Listkowski 51′

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (21)