Sprawdzamy jak Kolejorzowi idzie realizacja planu „Lech 2020”
Weszło

Sprawdzamy jak Kolejorzowi idzie realizacja planu „Lech 2020”

Rok 2020 zbliża się nieubłaganie. Dla Lecha Poznań to o tyle ważny czas, że kończy się pięcioletni okres od majstra w sezonie 2014/15. Wtedy Kolejorz założył plan „Lech 2020”. A że wiele w kwestiach trofeów, finansów i poziomu drużyny do przyszłego roku się nie zmieni, to postanowiliśmy rozliczyć lechitów z realizacji swoich założeń.

„Lech 2020”, to plan, który władze Kolejorza założyły sobie w cztery-pięć lat temu, w trakcie sezonu mistrzowskiego. Żeby oddać klimat tamtego Kolejorza warto wspomnieć o jakim roku mówimy. Kolejorz był wtedy chwilę przed po zdobyciem mistrzostwa kraju, Maciej Skorża wydawał się trenerem na lata, do pierwszej drużyny sukcesywnie wchodzili nowi wychowankowie, skauting częściej miewał złote strzały niż strzały w kolano, a Piotr Rutkowski mówił w wywiadzie, że to nie Legia ucieka Lechowi, a Lech Legii i pytanie tylko jak wyraźnie odskoczy swojemu największemu rywalowi.

Dlatego w tych rozważaniach bierzemy poprawkę na to, że plan był zakładany w czasach hossy. W Poznaniu myślano wtedy, że bliższa jest im ścieżka FC Basel niż Śląska Wrocław. Natomiast na pół roku przed deadlinem planu większość z założeń tamtej strategii można już zweryfikować. I stosując analogię studencką – Kolejorz jest jak żak, który mówił, że będzie się uczył regularnie, że bibliotekę będzie odwiedzał, a nie tylko mijał; że do sesji podejdzie obryty. A w przededniu kluczowego egzaminu zapijając energetyka kawą googluje hasła „jak powiedzieć rodzicom że wyrzucili mnie ze studiów” i „praca od zaraz ze średnim wykształceniem”.

Screenshot_20190424-082025

No to lećmy – co założył sobie Lech i jak to wygląda aktualnie?

1. Sztab i know-how (systematyczny rozwój, długofalowa współpraca i ciągłość doświadczeń, najlepsza opieka medyczna, najlepsze przygotowanie fizyczne, infrastruktura sportowa)

Cóż, nie wyszło. Przed 2015 rokiem Kolejorz potrafił dać Mariuszowi Rumakowi trzy sezony na pracę z zespołem, nawet mimo zbierania cęgów od Stjarnanu, Żalgirisu i reprezentacji Ochotniczej Straży Pożarnej z Wolsztyna. Jak było później? Cykl pracy szkoleniowców w Poznaniu ulegał systematycznemu skracaniu. Skorża, Urban czy Bjelica nie przepracowali dwóch pełnych sezonów (najdłużej z nich pracował Chorwat), natomiast Djurdjević i Nawałka nie dobili nawet do półrocznego stażu w Lechu. Zatem „długofalową współpracę i ciągłość doświadczeń” lechici uzyskiwali jedynie przy piłkarzach-parodystach, którzy podpisywali trzyletnie kontrakty i których nikt nie chciał kupić. Ale na pewno nie przy sztabach trenerskich.

Co do najlepszej opieki medycznej – trudno nam się tu ustosunkować, nie jesteśmy specami w zakresie medycyny i nie wiemy, czy takiego Gumnego można było dokładniej przebadać przed niedoszłym transferem do Bundesligi. Nie wiemy też, czy Thomas Rogne przy innym lekarzu klubowym rozpadałby się rzadziej niż kolejne partie Korwina. Natomiast na pewno nie nazwalibyśmy Lecha zespołem, który słynie z najlepszego przygotowania fizycznego. Pod tym względem w samej Ekstraklasie znaleźlibyśmy kilka drużyn, które na przestrzeni ostatnich sezonach prezentowały się o niebo lepiej od Kolejorza.

Infrastruktura sportowa? Uległa poprawie, to fakt.  Dzięki dofinansowaniu zewnętrznemu Lech dorobił się balonu, pod którym można trenować podczas mrozów. Dokooptowano kolejne boisko w Popowie obok Wronek, gdzie pracuje akademia. Pewnie przed wymianą kalendarza Kolejorzowi nie uda się wybudować nowej bursy dla swojej juniorów, niemniej plany renowacji obiektów we Wronkach są coraz bardziej zaawansowane.

Natomiast generalnie pod względem sztabu i know-how (także tego transferowego) oglądamy regres w stosunku do poprzednich lat.

2. Emocjonujące mecze (walka do końca, Bułgarska nie do zdobycia, radość z gry, tytuły i udział w pucharach, ofensywny i dominujący styl)

Moglibyśmy skwitować to krótkim „XD”, ale skoro już analizujemy ten plan na poważnie, to nie stosujmy się tanich chwytów. Tytuły i udział w pucharach – jeśli nie liczymy tytułu „najbardziej rozczarowującej drużyny w kraju”, którą Kolejorz dostawał rokrocznie, to gablota przez te ostatnie cztery lata stoi jak stała. Na dwanaście możliwych pucharów w ostatnich czterech sezonach lechici zdobyli jeden – Superpuchar Polski w sezonie 2015/16. W fazie grupowej europejskich pucharów też grali tylko raz i też w sezonie 2015/16, gdy nie wyszli z grupy Ligi Europy (Basel, Fiorentina, Belenenses).

Walka do końca? Tak, była. Jakoś za Smudy.

Lech już w tym sezonie ograł Legię u siebie. Dzisiaj będzie powtórka? Kurs na zwycięstwo Kolejorza w Totolotku – 3,25

Bułgarska nie do zdobycia? Zerknijmy w statystyki – od sezonu 2015/16 jedenaście drużyn zaliczyło komplet spotkań w Ekstraklasie (tzn. w tym okresie nie miały żadnych przygód pierwszoligowych). W 143 meczach Lech u siebie poniósł osiemnaście porażek. Wydawałoby się, że niewiele. Natomiast w tym okresie mniej porażek u siebie zaliczyli piłkarze Legii, Lechii, Piasta, Cracovii i Pogoni.

O radości z gry nawet nie chce nam się wspominać. Spektakularne spotkania w wykonaniu Lecha moglibyśmy policzyć na palcach dwóch rąk. I to raczej dwóch rąk pracownika obsługującego tokarkę, który już raz w robocie się zagapił. Świetny okres za Bjelicy (pamiętna passa zwycięstw po 3:0), początek kadencji Urbana, może od biedy kilka spotkań z tego sezonu (szóstka wbita Zagłębiu Sosnowiec), ale poza tym na przestrzeni tych ostatnich czterech lat nie nabawiliśmy się zespołu niespojonych nóg w oczekiwaniu na spotkania poznaniaków.

3. Drużyna (najlepszy scouting, zrównoważona struktura i liderzy, optymalny system motywacyjny, renoma – transfery do top5, mentalność zwycięzców).

Nie no, musimy, sorry. Myślimy „mentalność zwycięzców” i przed oczami mamy ten filmik:

Mentalności zwycięzców nie ma. Były frajersko przegrane finały Pucharu Polski, było mistrzostwo przerżnięte na finiszu rozgrywek, były dziadowskie agrowpierdole. Mówić o mentalności zwycięzców w przypadku Lecha Poznań, to jak mówić o potencjalne recytatorskim Franciszka Smudy.

Zrównoważona struktura i liderzy – do pewnego momentu nie było z tym tak źle. Łukasz Trałka miał „zaufanie społeczne” ze strony kibiców, posłuch w szatni i autorytet na boisku. Ale pamiętny tekst o „waleniu w autobus” i plotki – często krzywdzące – o podkopywaniu przez niego kolejnych trenerów sprawiły, że dziś Trałka może i jest czołową postacią szatni, ale i zawodnikiem, którego na transparentach wzywa się do odejścia. Poza Trałką? Był Kędziora, ale już go nie ma. Był Dilaver, ale zrezygnował po roku. Dzisiaj tych liderów nie ma wcale. No bo umówmy się – jeśli kapitanem jest Tiba, który po polsku nie mówi, jego zastępcą Rogne, który po polsku nie mówi, to jasny znak, że coś z tych przywództwem w Kolejorzu jest nie tak. Chociaż pamiętajmy, że mogło być gorzej – przecież przez pewien czas kapitanem Lecha był Maciej Gajos. Człowiek o charyzmie czajnika.

Transferom poświęciliśmy osobny tekst całkiem niedawno – TUTAJ.

Sześć udanych transferów.

Dziesięć transferów z wątpliwościami.

Osiemnaście nieudanych transferów.

Procent transferów udanych: 17%!

Wyraźnie widać, że polityka transferowa klubu w ostatnich latach była skrajnie żenująca. Albo ściągano zawodników po linii najmniejszego oporu, którzy z miejsca wyglądali na zapchajdziury, albo brano wyraźnych przeciętniaków z wyraźnie przeciętnym CV, albo pudłowano z hitami. Dobre transfery można policzyć w kilka chwil, a przecież od mistrzostwa minęło parę ładnych lat.

Jedyne, co faktycznie udaje się Lechowi w ostatnich latach, to budowa renomy klubu dobrze szkolącego. Tutaj Kolejorz wiedzie prym w całej Ekstraklasie. Bogusław Leśnodorski mówił kiedyś w kontekście Legii, że ta do drogiego sprzedawania piłkarzy potrzebuje success story – transferu, który sprawi, że ludzie na zachodzie będą mówić „aaa, ten wymiatacz w silnej lidze grał kiedyś w Legii!”. Lech długo jechał na fejmie Lewandowskiego i często podnosił argument ad Lewandowski przy ściąganiu nowych piłkarzy („może damy ci niższą pensję niż gdzieś indziej, ale zobacz – u nas wypromował się Lewandowski, ciebie może czekać to samo”). Od tego czasu Kolejorz sprzedał Linettego, Bednarka, Kownackiego, Kędziorę i oddał Kamińskiego. Linetty jest podstawowym zawodnikiem drużyny, która biła się o puchary w Serie A. Bednarek – wiadomo, opoka zespołu z Premier League. Kownacki znalazł się na zakręcie, ale to wciąż kapitan kadry U21 i chłopak, który może jeszcze zaistnieje w lidze z TOP5. Kamiński zalicza kolejny sezon na poziomie Bundesligi. Kędziora trafia co chwilę do jedenastki kolejki ligi ukraińskiej i w Lidze Europy wychodzi na taką Chelsea. Lech na zachodzie nie jest kompletnym anonimem. Tutaj plan udało się zrealizować.

4. Akademia (skala i jakość selekcji, dominacja w reprezentacjach narodowych, unikalna programowość szkolenia, indywidualne ścieżki rozwoju, wejście do I drużyny)

Byliśmy całkiem niedawno w akademii Lecha i skrobnęliśmy nawet o tym reportaż. I jeszcze dorzuciliśmy wideo:

Czy przez te ostatnie lata szkolenie w Kolejorzu poszło do przodu? Ocenimy to po owocach, czyli za jakieś 5-6 lat. Natomiast sytuacja wygląda tak, że Lecha gonią inni. Ogromnym atutem poznaniaków w wyścigu na szkolenie było to, że odziedziczyli oni obiekty we Wronkach i Popowie po Amicę. I że wcześnie zrozumieli istotę szkolenia. Dzięki temu na kilka lat zdystansowali inne ośrodki w Polsce, a ich dominacja w kadrach juniorskich była przytłaczająca.

I nadal bardzo często to Lech dominuje w liczbie zawodników powołanych do kadr młodzieżowych. Natomiast świetną akademię stworzyło Zagłębie Lubin, bardzo dobrą robotę wykonują w Pogoni Szczecin, kontakt z czołówką szkolenia nawiązuje też Jagiellonia Białystok, Legia Warszawa buduje właśnie ośrodek szkoleniowy z prawdziwego zdarzenia. Lech został dogoniony, a być może nawet przegoniony.

Któryś z wychowanków Lecha strzeli dziś gola? W Totolotku kurs na bramkę Klupsia – 5,50, Jóźwiaka – 4,40, Gumnego 9,0

Ale to nie znaczy, że z akademią Kolejorza jest źle. To wciąż bardzo wysoki poziom szkolenia, to wciąż regularnie wchodzący do I zespołu wychowankowie. Od mistrzostwa w 2014/15 udało się wypromować Roberta Gumnego, który pewnie latem wyfrunie nam z Ekstraklasy. Moment przestoju w rozwoju miał Kamil Jóźwiak, ale wydaje się, że powoli wraca na odpowiednie tory. Ciekawi jesteśmy rozwoju Filipa Marchwińskiego, Tymoteusza Puchacza czy Jakuba Modera (dwaj ostatni obecnie na wypożyczeniu w I lidze), ale i ciekawi jesteśmy całych roczników 2002 i 2003, o których słyszymy sporo dobrego.

Jeśli chodzi o akademię, to trudno Lechowi zarzucać jakąś degrengoladę. To wciąż krajowa czołówka pod względem jakości szkolenia. To też rosnąca marka w Europie. Jedyne, co możemy spisać faktycznie na minus lechitom, to nieszczelny system grup młodzieżowych, bo na przestrzeni ostatnich lat stracili kilku obiecujących chłopaków, którzy wybrali inne ścieżki rozwoju – Serafin Szota trafił do Lubina, Łukasz Bejger został sprzedany do Manchesteru United, Szymon Czyż odszedł do Lazio, a Olaf Kobacki do Atalanty Bergamo.

5. Budżet (reklama – 27 mln, strefa biznes 12 mln, prawa TV 15,5 mln, bezpieczny budżet 30%, transfery 14 mln, handel 14 mln, bilety 25 mln)

Ta rozpiska to zakładany roczny budżet z wyszczególnionymi sektorami przychodów. Większość tych danych można łatwo sprawdzić dzięki audytowi, który Lech wypuścił w lutym tego roku.

prawa telewizyjne – w sezonie 2015/16 nie udało się dobić do granicy 15,5 miliona, ale w dwóch kolejnych Kolejorz ją przekraczał. Biorąc pod uwagę wzrost wpływów z tytułu praw TV i nowego podziału, to wiele wskazuje na to, że i w roku 2020 uda się przebić ten plan i to z nadwyżką. Więcej o nowym podziale tortu w Ekstraklasie pisaliśmy – TUTAJ.

reklama – w żadnych w trzech sezonów obejmujących audyt nie udało się dobić w rubryce „reklamy gotówka” do tych 27 milionów i biorąc pod uwagę zapaść wizerunkową Lecha trudno się spodziewać, by ten trend nagle miał się odwrócić. Bo skoro Lech nie bił rekordów z reklam po sezonie mistrzowskim, to trudno, by pobił je teraz, gdy leje go nawet Miedź Legnica

transfery – budżetowa chluba Lecha. W sezonie 2016/17 Kolejorz skasował na sprzedaży piłkarzy blisko 22 miliony złotych, rok później 52 miliony. Latem tego roku ponownie granica 20 milionów powinna zostać przekroczona dzięki sprzedaży Roberta Gumnego, Christiana Gytkjaera i być może kilku mniej kosztownych piłkarzy (Radut, Jevtić)

bilety – no to założenie na pewno się nie spełni. Lech jesienią zanotował najgorszą rundę pod względem frekwencji za ery Rutkowskich (wyłączając rundy, gdy grał we Wronkach przez remont Bułgarskiej), na Kolejorza nie przychodzi już nawet te 13-14 tysięcy, ale poniżej dyszki. Skoro Kolejorz nie może zgromadzić kompletu kibiców na starcie z Legią w rundzie finałowej, to wiedz, że coś się dzieje coś spieprzono.  Dwa sezony temu według audytu lechici zgarnęli z tytułu karnetów i biletów około 12 milionów złotych. W tym roku – tak przypuszczamy po frekwencji – to może być nawet wynik poniżej 10 baniek. Do zakładanych 25 milionów jest daleko

Zakładane wpływy ze strefy biznesu i z handlu też są niższe niż zakładano. Nie drastycznie niższe, ale w obu przypadkach to różnica w wysokości kilku procent całego budżetu.

Zatem Lech finansowo ratował się w ostatnich latach głównie znakomitymi oknami transferowymi. Ten obecny sezon (z którego nie ma jeszcze wyników audytu) jest jednak zdecydowanie najsłabszym z tych ostatnich lat – Kolejorz nie sprzedał nikogo za kilka milionów euro, nie grał w fazie grupowej europejskich pucharów, nie jest nawet liderem frekwencji w lidze i bije swoje negatywne rekordy sprzedaży biletów. Zresztą Tomasz Kacprzycki, dyrektor finansowy Kolejorza, przyznawał to wprost na naszych łamach:

Nie sprzedaliśmy latem żadnego piłkarza za kilka milionów euro i nie zagraliśmy w fazie grupowej europejskich pucharów. Zatem musimy teraz skonsumować niejako ten zysk, który wypracowaliśmy w poprzednich latach. Nasze szczęście polega na tym, że stać nas na to, by odrzucić ofertę za 3 miliony euro, by poczekać na lepszą propozycję. Jest wiele klubów w Ekstraklasie, które taką ofertę musiałby przyjąć natychmiastowo.

Czyli okres 2015-2018, który obejmuje audyt, dał wam poduszkę bezpieczeństwa?

– Tak. Natomiast pod względem finansowym jesteśmy w jednym z najtrudniejszych sezonów w ostatnich latach.

Czyli Excel świeci się na czerwono?

– Oczywiście, że tak. Każdy kto mówi, że jesteśmy minimalistami, których wynik sportowy nie obchodzi, nie ma racji. I zobaczy to w kolejnym audycie, który obejmie ten sezon. Zawiedliśmy sportowo w zeszłym sezonie, teraz pałętamy się w drugiej połówce górnej ósemki i to sprawia, że wyniki finansowe są bardzo słabe. Nie jest tak, że miejsce w tabeli nas nie obchodzi, bo przecież mimo tego można mieć zielonego Excela. Nawet gdyby naszym celem było wyciąganie kasy z klubu, a nie jest, to łatwiej to robić, gdy zespół gra dobrze i realizuje zakładane cele.

6. Pozostałe

Na plakacie, który prezentował założenia Lecha na rok 2020 jest kilka innych kwiatków. Nie będziemy roztrząsać i analizować planowanej skuteczności narzędzi marketingowych czy przystosowania stadionu dla biznesu, bo ani nie mamy jak tego zmierzyć i sprawdzić, ani się na tym specjalnie nie znamy. Odpuszczamy też szyderkę z tych okrągłych słówek o tym, jacy mają być pracownicy Lecha („profesjonalizm, kompetencje, otwartość, kreatywność” bla bla bla). Skupmy się na konkretach. A „Plan 2020” zakładał jeszcze:

miejsce w TOP50 w rankingu UEFA:

Cóż, może być trudno. Chyba ze sto pierwszych klubów zostanie wciągniętych przez czarną dziurę:

57503695_329349547768470_5724975007935758336_n

najbardziej ceniony Polski klub w Europie:

Nie wiemy jak zmierzyć „bycie cenionym”, więc ponownie zajrzyjmy do rankingu UEFA:

57551881_2049994385300408_4087817166433288192_n

Cóż, na tym polu chyba najbardziej nie pykło.

***

Rozumiemy, że ten plan był pewną wskazówką dla całego klubu. Swoistym wytyczeniem kierunku, w którym Kolejorz chciał iść. Wyznaczeniem sobie celów. Natomiast weryfikacja tego okazała się brutalna. Zwłaszcza na polu sportowym, bo powiedzmy, że finansowo Lech wciąż w 2020 roku może zrealizować kilka z założeń. Sportowo jednak poznaniacy nie bronią się właściwie na żadnym polu – poza pracą z akademią. Ale zielonym Excelem i dobrym szkoleniem młodzieży kibiców Lech nie zadowoli.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (19)