Siatkarskie kontrowersje, czyli sprawa Muzaja. O co tu chodzi?
Inne sporty

Siatkarskie kontrowersje, czyli sprawa Muzaja. O co tu chodzi?

Polska siatkówka w ciągu ostatniego roku z jednej strony znów wspięła się na szczyt, gdy nasi reprezentanci obronili tytuł mistrzów świata, a z drugiej – w rywalizacji klubowej – nie ma w tym sezonie szczęścia do tego, co poza boiskiem. Bo była już Stocznia Szczecin i jej bankructwo oraz afera z menedżerem, który przywłaszczył sobie pieniądze zawodników. Teraz – choć to sprawa zupełnie innego kalibru – burza rozpętała się wokół transferu Macieja Muzaja. 

Nowy atakujący ONICO jeszcze kilka dni temu był zawodnikiem Trefla i grał o 9. miejsce w lidze, a dziś wystąpił w barwach warszawskiej ekipy w meczu półfinałowym krajowych rozgrywek. Jak to właściwie możliwe? Cóż, po prostu pozwalają na to przepisy. Choć może właściwiej byłoby napisać: nie zabraniają. Przynajmniej na razie, bo sytuacja z Maćkiem pokazała władzom, że należałoby je doprecyzować. Po kolei jednak – zobaczmy, jak to wszystko przebiegało. W tym celu musimy się cofnąć aż… do wspomnianego bankructwa Stoczni.

Bo to jej zawodnikiem był Bartosz Kurek, który rozwiązał kontrakt z winy klubu, gdy przez kilka miesięcy nie otrzymywał pensji. Zatrudnienie znalazł w ONICO (wraz z nim trafił tam zresztą Nikołaj Penczew, również jeden z najlepszych graczy ligi) i od połowy sezonu to w tym klubie występował. Z miejsca stał się liderem zespołu, zagrał w pierwszej szóstce w trzynastu spotkaniach na piętnaście możliwych. A potem wypadł z kontuzją i szybko oczywistym stało się, że nie wróci przed startem kolejnego. Na szczęście dla ekipy z Warszawy liga przewidziała takie sytuacje i udostępniła klubom odpowiednie narzędzie do radzenia sobie z nimi – transfer medyczny. O co w nim chodzi? Tłumaczy Jakub Bednaruk, od siedmiu lat trenujący ekipy z polskiej ligi.

– W siatkówce ostatniego „zwykłego” transferu można dokonać pod koniec pierwszej rundy. Zazwyczaj to drugi lub pierwszy tydzień stycznia. Później, do samego końca rozgrywek, teoretycznie nie można już nikogo sprowadzić. Transfer medyczny to pomoc dla klubu, w którym już w trakcie drugiej rundy, na przykład w lutym, rozsypała się największa gwiazda. Wtedy można dobrać kogoś, kto na rynku jest wolny albo kończy sezon w innej lidze. Liga zabezpieczyła się jednak w ten sposób, że sprowadzić kogoś w ramach transferu medycznego można tylko wobec kontuzji zawodnika podstawowego, który grał w 70% spotkań zespołu. Jeśli rozegrał ich mniej, to nie ma takiej możliwości.

Kurek od przyjścia do Warszawy 70% zaliczył bez problemu. ONICO chciało więc z tej możliwości skorzystać i sprowadzić do klubu Maćka Muzaja. Dogadali się z Treflem, że ten rozwiąże kontrakt ze swoim atakującym (Muzaj po sezonie odchodził do Rosji, gdańszczanom nie robiło to żadnej różnicy), a potem potwierdziło transfer i w Polskim Związku Piłki Siatkowej, i w strukturach Polskiej Ligi Siatkówki. Wszystko się zgadzało, nawet rzecznik PLS, Kamil Składowski, potwierdził to na Twitterze. Później uznano jednak, że słuszna będzie konsultacja z prawnikami, a ci… transfer odwołali. I to mimo tego, że Muzaj był już w Warszawie, a w internetowym systemie figurował jako zawodnik ONICO. Skąd ta zmiana?

– Problem był tu taki, że liga liczyła mecze od początku sezonu, a Warszawa od momentu przyjścia Bartka do klubu. Nie było to doprecyzowane, choć raczej powinno się to liczyć od startu rozgrywek. Bo problem jest tu taki: co jeśli ktoś przyszedł do zespołu w grudniu, rozegrał dwa mecze na dwa możliwe i wypadł z kontuzją? W teorii też miałby 100% i można by przeprowadzić transfer medyczny. Tu był konflikt – mówi Bednaruk.

Muzaj nie zagrał więc w pierwszym meczu półfinałów, który warszawiacy przegrali. Dziś jednak wyszedł na parkiet w barwach ONICO (3:0 dla zespołu ze stolicy). Mógł to zrobić, bo w międzyczasie kontuzji doznał Bartek Kwolek i to za niego do klubu został sprowadzony były zawodnik m.in. Trefla Gdańsk i… Jastrzębskiego Węgla. Zresztą wygwizdany dziś przez kibiców zgromadzonych na trybunach hali, w której grał trzy lata.

– Nie za bardzo wiem dlaczego fani na niego gwizdali. Nie rozumiem tego. Taki to przepis, gdyby taka możliwość była po stronie Jastrzębia, to też by skorzystali. Gdyby Dawid Konarski doznał takiej kontuzji – czego mu nie życzę – to możliwe, że Maciek grałby dzisiaj właśnie w Jastrzębiu. Przepisy na to wszystko pozwalają. Jasne, że ktoś mógłby z tego skorzystać tuż przed kluczowym meczem i byłaby afera. Trzeba to uściślić. Ten przepis jest jednak dobry, liga chciała tu pomóc trochę klubom, bo były już przypadki ciężkich urazów w styczniu, po których kluby zostawały bez podstawowego zawodnika do końca sezonu – twierdzi Bednaruk. Dodaje też, że taka możliwość nie była pomysłem ligi, a… samych klubów, którym władze poszły na rękę.

Z drugiej strony wydaje się, że ten przepis był straszną prowizorką, sklejoną nie tyle srebrną taśmą – bo ta by pewnie wytrzymała – a śliną. Przez to zrobiła się w naszej siatkówce kolejna aferka, która nie robi nam też najlepszej reklamy za granicami. Jakub Bednaruk twierdzi jednak, że trudno było to wszystko przewidzieć i w tym przypadku nie ma co obwiniać za to władz.

– Możliwe, że Paweł Zagumny usiądzie przy tym po sezonie i posłucha propozycji. Bo na pewno trzeba to doprecyzować. To nie jest zły przepis, wręcz przeciwnie. Pomaga klubom utrzymać poziom. Ale chyba po prostu trzeba do niego usiąść jeszcze raz. Na pewno trzeba doprecyzować konkretne punkty: co, kiedy, jak. Bo nie zdarzyło się wcześniej, żeby klub zbankrutował w trakcie sezonu. Nie zdarzyło się, żeby zawodnicy z niego przeszli do innego klubu. I nie zdarzyło się, żeby takiemu zawodnikowi trzeba było liczyć procenty pod transfer medyczny. Tych czynników złożyło się tu naprawdę dużo. Żeby to ogarnąć wcześniej, trzeba by usiąść przy tworzeniu przepisu i zapytać: „No dobra, jest ten wymóg 70%, ale co jeśli klub zbankrutuje i zawodnik pójdzie do innego?”. To są sytuacje wręcz nie do przewidzenia.

Co więc można zrobić, by nie powtórzyła się afera z Muzajem w roli głównej? Bednaruk proponuje m.in. ustalenie ostatecznego terminu wykorzystania takiej możliwości. Choćby na dzień przed rozpoczęciem play-offów, żeby nie można było dobrać gracza na sam finał. Albo zakaz sprowadzania zawodników z tej samej ligi w ramach transferu medycznego. Idąc dalej: niezłym wyjściem byłoby wprowadzenie do siatkówki transferów gotówkowych, rodem z piłki i kompletna odmiana rynku. Ale to już marzenia.

Jedno jest pewne: sprawa Muzaja jeszcze nie raz w tym sezonie (i pewnie tuż po jego zakończeniu) rozpali polską siatkówkę. Już w dzisiejszym meczu Maciej okazał się istotny, choć grał krótko. W trzecim secie – gdy żadna z ekip nie mogła odskoczyć rywalom – wszedł na parkiet i pomógł gościom zbudować przewagę. Jeśli w Warszawie przyczyni się do awansu ONICO do finału, z pewnością dostaniemy kolejną porcję analiz, newsów i opinii w social mediach.

Fot. Newspix