Odnalazł się Sebastian Boenisch. Pośrodku niczego
Weszło

Odnalazł się Sebastian Boenisch. Pośrodku niczego

30 kwietnia miną dwa lata od ostatniego oficjalnego występu Sebastiana Boenischa w zawodowej piłce. Wielu mając tak długą przerwę, bogatą kartotekę medyczną i będąc już po trzydziestce dałoby sobie spokój, ale były kadrowicz Franciszka Smudy najwyraźniej nie ma dość i jest gotowy walczyć dalej, zaczepiając się gdziekolwiek.

Dosłownie gdziekolwiek.

Trudno inaczej odbierać informację, że Boenisch właśnie rozpoczął treningi z Floridsdorfer AC. To aktualnie… dziesiąta drużyna drugiej ligi austriackiej. Przypominamy, że cały czas chodzi tylko o udział w zajęciach, nikt jeszcze nie mówił o angażu. Dla kogoś, kto rozegrał 124 spotkania w 1. Bundeslidze, występował w Lidze Mistrzów, finale Pucharu UEFA czy na mistrzostwach Europy, mogłoby to być upokarzające.

Tak naprawdę jednak Boenisch nie ma innego wyjścia, jeśli nie chce jeszcze wieszać butów na kołku. Brakuje mu argumentów, to nie on dziś dyktuje warunki.

boenisch floridsdorfer screen

Rozmawialiśmy z nim w październiku i już wtedy wydawał się poirytowany faktem, że ciągle tkwi na bezrobociu. – Korzystałem z usług agencji menedżerskiej – nie wymienię nazwy, nie chcę o nich źle mówić na łamach prasy – która nie potrafiła znaleźć mi pracodawcy. Grałem naprawdę wiele lat na poziomie Bundesligi. Dla mnie to jest po prostu niemożliwe, żeby dla takiego piłkarza nie znalazł się żaden klub. Cały czas mnie zapewniali, że coś dla mnie znajdą i skończyłem tutaj, gdzie jestem. Z niczym – mówił rozżalony.

Przed tym sezonem łączono go z Koroną Kielce. – Też o tym tylko słyszałem. Jeżeli nie ma kontraktu na stole, to nie ma o czym mówić. Nikt z tego klubu się ze mną nie skontaktował, jak dla mnie – nie było żadnego zainteresowania. Mam za sobą fajną karierę w Bundeslidze, ale w tej chwili przyjąłbym pierwszą z brzegu ofertę. Nawet z pierwszej ligi polskiej. Po prostu muszę jak najszybciej wrócić na boisko. Najważniejsze to zacząć grać, wtedy będę mógł się rozglądać za czymś większym. Muszę wrócić do futbolu. Nie interesuje mnie pensja, nie interesują mnie pieniądze – stwierdził, gdy go o to zapytaliśmy.

Nie uważa, by jego problemy zdrowotne z przeszłości odgrywały teraz kluczową rolę. A przynajmniej sądzi, że nie powinny. – Moja ostatnia poważna operacja miała miejsce sześć lat temu, to nie jest w tej chwili realnym problemem. Mówię to wszystkim klubom, z którymi negocjuję. Zdaję sobie sprawę, że od dłuższego czasu nie gram regularnie. Dlatego proponuję bezpieczne wyjście – podpiszę kontrakt za najniższą stawkę i dzięki temu zatrudnienie mnie nie będzie się wiązało dla klubu z żadnym ryzykiem – zapewniał (cały wywiad TUTAJ).

Mimo to chętnych brak. Boenisch pozostaje bez klubu od lata 2017, gdy TSV 1860 Monachium nie utrzymało się w 2. Bundeslidze, a później nie dostało nawet licencji na trzecią ligę.

Od dłuższego czasu w jego temacie nie było żadnego sygnału. Dopiero w styczniu zaczął treningi z Austrią Wiedeń, ale jak widać, to byłyby dla niego za wysokie progi. Testy we Floridsdorfer wyglądają zatem albo na akt totalnej desperacji, albo na dowód pogodzenia z losem. Klub ten znajduje się w Wiedniu, gdzie piłkarz od pewnego czasu mieszka, więc być może chodzi już jedynie o ewentualne pokopanie dla przyjemności.

Fot. FotoPyk