W Chorzowie nie mają dość jazdy w dół. Będzie trzeci pogrzeb?
Weszło

W Chorzowie nie mają dość jazdy w dół. Będzie trzeci pogrzeb?

Dokładnie dwa lata temu Ruch Chorzów przegrał u siebie z Pogonią Szczecin w 29. kolejce Ekstraklasy. Drużyna wciąż znajdowała się nad strefą spadkową, jej trenerem nadal był Waldemar Fornalik, a dopiero co wygrywała z Zagłębiem Lubin, Lechią Gdańsk, Śląskiem Wrocław i Legią Warszawa. Dziś przy Cichej robi się… coraz ciszej, a „Niebiescy” są na najlepszej drodze do spadku. Trzeciego z rzędu!

Tydzień temu po remisie 1:1 ze Stalą Stalowa Wola Ruch znalazł się w strefie spadkowej II ligi. W miniony weekend poległ 2:3 na stadionie Gryfa Wejherowo i spadł na przedostatnie miejsce w tabeli. Passa meczów bez zwycięstwa została przedłużona do dziesięciu. Po raz ostatni po komplet punktów udało się sięgnąć 10 listopada.

Jeśli chorzowscy kibice mają odwagę, by zajrzeć w tabelę, na ich twarzy zapewne maluje się grymas przerażenia.

źródło: 90minut.pl

źródło: 90minut.pl

Dlaczego jest aż tak źle i ta jazda w dół zdaje się nie mieć końca? Powodów oczywiście musi być kilka. Jeden z ważniejszych to chyba przeświadczenie, że kolejny spadek jest niemożliwy, że Ruch sam w sobie jest zbyt dużą marką, żeby mogło spotkać go coś takiego. Błędne oszacowanie możliwości zespołu mieliśmy już przed sezonem. To znaczy – trener Dariusz Fornalak stawiał sprawę jasno. Już po 2. kolejce (domowe 1:2 z Radomiakiem Radom), mówił na konferencji: – Ten klub powstaje na nowo, na zdrowych zasadach ekonomicznych. Na razie nie dojeżdżamy sportowo – i to jest fakt, natomiast pozbyliśmy się osiemnastu zawodników. W większości nie chcieli już tutaj być. Doszło dziesięciu juniorów. Chciałbym, żebyśmy o tym pamiętali. (…) Nadal proporcje młodzież-doświadczenie są zachwiane w stronę młodzieżową. Nie chcemy jednak brać ludzi na zasadzie „jak nie on, to nikt nie przyjdzie”. Być może na tym tracimy, ale przed sezonem powiedzieliśmy sobie, żeby będziemy opierać zespół na zawodnikach, którzy tutaj są wychowani i związani z klubem. Będzie to bardzo trudne, ale uważam, że na dziś innej drogi dla Ruchu nie ma. 

Zupełnie inne podejście miał nowy prezes Jan Chrapek, który kilka dni przed startem sezonu podczas spotkania z kibicami rzucił w pewnym momencie: – Piłkarze i trenerzy tego oczywiście nie powiedzą, ale naszym sportowym i biznesowym celem na ten sezon jest powrót do I ligi.

Było to co najmniej nierozsądne i zupełnie niepotrzebnie rozbudziło apetyty na zjedzenie posiłku, na który klubu od początku nie było stać. Jasne, mógł wydarzyć się cud, ktoś w krzakach znalazłby gruby hajs i przeznaczył go na zapłatę rachunku, ale patrząc na „dzień dzisiejszy” od początku było wiadomo, że „Niebiescy” powinni być zadowoleni już w razie spokojnego utrzymania. Teraz nie ma o tym mowy, obecnie samo zapewnienie sobie drugoligowego bytu jawi się jako wielkie wyzwanie.

Fornalak wytrwał na stanowisku do 16. kolejki. Zwolniono go po 1:3 w Stargardzie. Zostawił Ruch na trzynastym miejscu z dwoma punktami przewagi nad strefą spadkową. W jego miejsce zatrudniono Marka Wleciałowskiego. Wielu od początku nie patrzyło z optymizmem na takie posunięcie, argumentując, że to bardzo podobni ludzie i trenerzy, mało charyzmatyczni, zdecydowanie bardziej nadający się do roli asystentów. Praktyka na razie potwierdza tę tezę. Wleciałowski zaczął od zwycięstw nad Pogonią Siedlce i Siarką Tarnobrzeg, lecz ciągu dalszego nie ma do dziś. Po przegranej w Wejherowie Wleciałowski skupił się na krytykowaniu pracy sędziów, o grze jego zawodników za dużo nie usłyszeliśmy.

W Chorzowie ciągle zdają się być zaszokowani, że rzeczywistość jest aż tak brutalna i trudno im w to uwierzyć. Dopiero co jeden z piłkarzy miał mówić, że „już nie myślą o awansie”, co brzmiało jak żart, bo w praktyce temat ani przez chwilę nie stał się realny. Mimo to jeszcze w przerwie zimowej coś przebąkiwano w tym kontekście, opierając swoją wiarę na komplecie zwycięstw w sparingach. – Nie dopuszczamy do siebie myśli, abyśmy mogli znaleźć się w trzeciej lidze. Uważamy, że poziom piłkarski poszczególnych zawodników jest co najmniej drugo-, a w większości nawet pierwszoligowy. Śpimy spokojnie, nie obawiamy się takiego upadku. Budowa drużyny wymaga czasu. Mieliśmy niedawno radę nadzorczą, spotkaliśmy się z trenerami i dyrektorem sportowym. Poproszono nas o cierpliwość. Myślę, że w najbliższych 2-3 spotkaniach zespół pokaże już inne oblicze – jeszcze dwa tygodnie temu mówił dziennikowi „SPORT” przewodniczący rady nadzorczej Ruchu, Zdzisław Bik.

Niezły odlot jeśli chodzi o ocenę potencjału zawodników.

Być może dobre samopoczucie wynikało z faktu, że w kwestiach pozaboiskowych ostatnio jest lepiej. Spłacono znaczną część zaległości wobec drużyny, miasto i spółka Carbonex zobowiązały się do wspierania klubu przez kolejne lata, na początku kwietnia uregulowano trzecią ratę zobowiązań wobec wierzycieli (układ restrukturyzacyjny przyjęty w listopadzie 2017), a budowa nowego stadionu ma być niezagrożona.

Czysto sportowo Ruch jest jednak coraz słabszy, zimą doszło do kolejnych ubytków. Wreszcie barwy zdołał zmienić Maciej Urbańczyk, który wybrał Stal Mielec. Sprzedano dwóch młodzieżowców odgrywających już ważne role w zespole: Mateusz Bogusz powędrował do Leeds, zaś Artur Balicki do Wisły Kraków. Ich strata w praktyce przesądza, że Ruch mocno spadnie w klasyfikacji Pro Junior System, w której po rundzie jesiennej był liderem. Inna sprawa, że warunkiem otrzymania pieniędzy z PJS jest utrzymanie…

Z nowych zawodników najbardziej znani są Mariusz Idzik i wracający na stare śmieci Tomasz Foszmańczyk, ale piłkarskiej jakości można spodziewać się tylko po tym drugim. Spośród piłkarzy pozyskanych teraz, jak dotąd największym wzmocnieniem jest obrońca Mateusz Lechowicz, już trzykrotnie trafiający do siatki rywali. Sprowadzono go po testach z czwartoligowego Chemika Kędzierzyn-Koźle. Przy pełnym uznaniu dla przeskoku Lechowicza – to wiele mówi, w jakim miejscu znajdują się dziś „Niebiescy”.

Efekty są takie, że Ruch nie wygrał od dziesięciu kolejek, męczy oczy swoją grą, a na wyjazdach punktuje najsłabiej w całej stawce. Ba, teraz w Wejherowie dopiero po raz pierwszy w tym sezonie prowadził na obcym terenie (!), co w końcowym rozrachunku i tak nic nie dało.

Kibice powoli oswajają się z rzeczywistością, wiara w utrzymanie w ich szeregach maleje. Coraz częstsze stają się głosy, że może jednak warto zacząć wszystko od zera. Zaczyna się też śmiech przez łzy. Wojewoda śląski postanowił, że najbliższy mecz z ROW-em Rybnik zostanie rozegrany bez kibiców gości. „Proponuja nie wpuścić też pilkarzy gości.. może w końcu wygromy…” – napisał na Facebooku jeden z kibiców i zebrał dużo lajków.

Pojawiają się już nawet nekrologi dla chorzowskiego 98-latka.

ruch nekrolog

Trudno się dziwić grobowej atmosferze. Ruch w przyszłym roku obchodzi 100-lecie istnienia, a coraz więcej wskazuje na to, że będzie wtedy kopał w III lidze. Trzy spadki z rzędu – i to nie przy zielonym stoliku – byłyby zjazdem niebywałym, dobitnie pokazującym, jak trudno po pierwszej wywrotce pozbierać się klubom, które przez lata były fatalnie zarządzane. Wówczas jeden kamyczek powoduje całą lawinę. Ta chorzowska jeszcze się nie skończyła i dopiero przekonamy się, z którego miejsca trzeba będzie Ruch odkopywać – i czy wyciągnięta ofiara da jakiś znak życia.