Iga nie zwalnia tempa. W Lugano ma już półfinał
Inne sporty

Iga nie zwalnia tempa. W Lugano ma już półfinał

Regularnie zadziwia nas ta dziewczyna, bo jej rozwój jest po prostu niesamowity. Jeszcze rok temu była na 641. na świecie i grała małe turnieje rangi ITF. Od tego czasu awansowała do drabinki głównej Australian Open, podskoczyła o 500 pozycji w rankingu, dostała się do turnieju WTA bez konieczności przechodzenia kwalifikacji i doszła w nim (na razie) do półfinału. Napisać, że „trochę się u niej zmieniło”, to jak nic nie napisać.

Wczoraj w Lugano odprawiła rozstawioną z trójką Viktórię Kužmovą, odnosząc pierwsze zwycięstwo nad tenisistką z najlepszej pięćdziesiątki świata. Dziś poradziła sobie za to Wierą Łapko, dwudziestoletnią Białorusinką i ostatnią zawodniczką z rozstawieniem, jaka ostała się w turnieju oraz zeszłoroczną półfinalistką szwajcarskiej imprezy. I Słowaczka, i Białorusinka to rywalki grające mocno, dysponujące dobrym serwisem, potrafiące jednym uderzeniem nie tylko ustawić, ale i rozstrzygnąć punkt na swoją korzyść. Na tle obu Iga wyglądała naprawdę dobrze.

Adam Romer, redaktor naczelny tygodnika „Tenisklub”:

– Powiedziałbym, że Lugano to dobre miejsce do wygrywania takich meczów. Obie te rywalki to duże, silne dziewczyny. Myślę, że twardej nawierzchni Idze grałoby się z nimi trudniej. A w Lugano mączka jest ciężka, bo pada deszcz, jest wilgotno i tak dalej. Dziś widać było, że gdy Iga zaczęła grać Łapko więcej skrótów i mieszać uderzeniami, to Białorusinka miała problemy – w trzecim secie kompletnie opadła z sił. To zresztą była bardzo mądra gra ze strony Świątek.

I faktycznie, jeśli coś zwróciło naszą uwagę, to z pewnością to, że Iga świetnie potrafiła wykorzystać słabości rywalki, którymi nabijała sobie punkty. Bo Białorusinka kiepsko się poruszała i psuła niemal wszystko przy siatce. Choć początkowo świetnie grała za to z głębi kortu, a jeśli nawet Polka wypracowała sobie szanse na przełamanie, to Łapko odbierała jej argumenty serwisem. Na tyle skutecznie, że po przegraniu pierwszego seta i przy stanie 1:2 w drugim (ze stratą przełamania), Iga wezwała na kort trenera, któremu powiedziała, że odebranie Wierze serwisu jest niemożliwe.

Ale rozmowa z Piotrem Sierzputowskim jej pomogła. To w tamtym momencie się uspokoiła, na powrót zaczęła grać rozsądniej, nie oddawała punktów za bezcen. Rezultat był taki, że po chwili prowadziła, a ostatecznie wygrała seta, wyrównując stan rywalizacji na 1:1. W ostatnim, mimo straty serwisu w pierwszym gemie, grała już świetnie, a rywalka kompletnie opadła z sił. Iga imponowała wtedy spokojem i luzem, jaki złapała. W korcie umieszczała nawet trudne piłki, dobrze serwowała, a na returnie czuła się znakomicie. Tak zresztą skończyła ten mecz – znakomitą, backhandową odpowiedzą na serwis rywalki. Wynik? 4:6 6:4 6:1 dla Polki.

Jej wygrana oznacza, że w wirtualnym rankingu jest teraz na 99. miejscu, spaść może opcjonalnie o jakieś 2-3 pozycje. Na 99% zapewniła sobie też udział w Roland Garros bez konieczności przedzierania się przez kwalifikacje. To świetne rezultaty jak na tenisistkę, która wciąż nie jest nawet pełnoletnia. – Po to są takie turnieje, żeby młode dziewczyny robiły wyniki. Bo Kuzmova, z którą Iga wczoraj wygrała, też właśnie takimi małymi turniejami nastukała sobie sporo punktów i wskoczyła do najlepszej „50”. To tylko pokazuje, że Iga też może tam być – mówi nam Adam Romer.

Jasne, w grze Igi wciąż da się dostrzec nieco juniorskich zachowań. Kilkukrotnie w ciągu tego meczu niepotrzebnie się denerwowała, pokazując rywalce, że ta ma jeszcze o co walczyć. Kilka razy też wyglądała na kompletnie zrezygnowaną. Ale koniec końców sobie z tym wszystkim poradziła (świetna była decyzja o wezwaniu trenera na kort, zrobiła to w idealnym momencie, bardzo jej to pomogło w odbudowaniu gry) i z całego starcia wyszła zwycięsko. Zresztą, ta dziewczyna nie ma nawet osiemnastki na karku, a już jest zaledwie o kilkanaście pozycji od tego, by stać się rakietą numer jeden w naszym kraju (Magda Linette w najnowszym notowaniu będzie w okolicach 88. miejsca). Przy takich wynikach nie tyle możemy, co wręcz zmuszeni jesteśmy jej wybaczyć, że czasem się uniesie. Bo i tak robi to rzadko, w przeciwieństwie do… Wiery Łapko, która kilkukrotnie rzucała dziś rakietą.

Teraz przed Igą mecz albo z Kristýną Plíškovą, albo ze Swietłaną Kuzniecową. Którą z nich wolelibyśmy zobaczyć na korcie z Polką? To zależy. Jeśli mielibyśmy brać pod uwagę opcjonalne szanse na awans do finału, to zdecydowanie Czeszkę. Natomiast jeśli chodzi o widowisko i możliwość zebrania doświadczenia – tu wygrywa Rosjanka. Dobrze podsumowuje to wszystko Adam Romer:

– Mega ciekawie byłoby zobaczyć teraz mecz ze Swietłaną Kuzniecową, która jest przecież prawie dwa razy starsza od Igi. Choć u Pliškovej można liczyć na błędy, bo to zawodniczka na poziomie Łapko czy Kužmovej. Zdecydowanie jest to rywalka do ogrania, która nagle może się zawiesić, oddać punkty. Natomiast Kuzniecowa to super zawodniczka, jej wiek nie ma znaczenia. To najwyższa półka, tenisistka, która wygrała dwa turnieje wielkoszlemowe i była druga w rankingu. Meczów z takimi młodymi dziewczynami jak Iga zagrała dziesiątki, o ile nie setki. Przewaga psychologiczna powinna być po jej stronie.

Z drugiej strony jednak – Iga przebiła oczekiwania. Miała być w ćwierćfinale, jest już rundę dalej. Może zagrać na luzie, spokojniej i może powalczyć nawet z najlepszymi rywalkami. Więc – niezależnie od tego, kto stanie po drugiej stronie siatki – można wierzyć, że Świątek powalczy o zwycięstwo i zagra wyrównany mecz.

Fot. Newspix