Gołe pięści wchodzą do gry. Boks wraca do korzeni?
Inne sporty

Gołe pięści wchodzą do gry. Boks wraca do korzeni?

Sporty walki to w ostatnich latach wyjątkowo pojemna kategoria. To już nie tylko rywalizacja boksu z MMA, ale też odradzający się kick-boxing i szereg innych dyscyplin, które na własnych zasadach próbują dochodzić do głosu. Swój kawałek tortu chce wykroić również organizacja Bare Knuckle Fighting Championship, o której po niespełna roku działalności robi się coraz głośniej. Walka na gołe pięści już wkrótce może połączyć ponad podziałami byłych pięściarzy i zawodników MMA. Duża w tym zasługa… Conora McGregora.

Paulie Malignaggi (36-8, 7 KO) w boksie zawodowym nigdy nie był specjalnie elektryzującą postacią. Zdobył wprawdzie tytuł mistrza świata w kategorii półśredniej i dał kilka ciekawych walk z czołowymi nazwiskami, ale nie zaliczał się do naprawdę pierwszoligowych gwiazd. Ostatni pojedynek w ringu stoczył w marcu 2017 roku, ale paradoksalnie to właśnie od tego momentu jego nazwisko zaczęło budzić duże emocje.

Oczywiście nie doszło do tego bez przyczyny. Wszystko zaczęło się od sparingów z Conorem McGregorem, który w poszukiwaniu nowych wyzwań (i jeszcze większych pieniędzy) postanowił zawitać do ringu i wymarzył sobie wejście razem z drzwiami. Preferujący techniczny boks Malignaggi został głównym sparingpartnerem Irlandczyka przed pojedynkiem z Floydem Mayweatherem juniorem.

Na początku na temat ich wspólnych sesji pojawiały się jedynie szczątkowe informacje. Pewne było to, że McGregor zadbał o pełen profesjonalizm. Zawodnikom towarzyszył sędzia, który miał zwracać gwiazdorowi MMA uwagę na ewentualne nieprzepisowe przyzwyczajenia z oktagonu. Wokół były też oczywiście kamery i aparaty, które wkrótce wysunęły się na pierwszy plan.

McGregor najpierw opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie Amerykanina na deskach, a potem wrzucił kilkusekundowy klip, na którym jednostronnie go okładał. Malignaggi zareagował z furią i zarzucił Conorowi cyniczną manipulację. Według relacji pięściarza sparingi były o wiele bardziej wyrównane, a zdjęcie z desek to zasługa nieprzepisowych chwytów zawodnika MMA, a nie czystych ciosów.

Wszystko miało na celu podbicie zainteresowania przed walką z Mayweatherem, ale na tym się nie skończyło. Niedługo potem Dana White – szef organizacji UFC – wrzucił inny klip, na którym było widać, że Malignaggi zaliczył deski jednak po ciosie przeciwnika. Od tego rozpoczęła się wojna podjazdowa, która ciągnie się w sumie do dziś i coraz bardziej przypomina brazylijską telenowelę. Wielokrotnie spekulowano, że panowie w końcu wyjaśnią wszystko w ringu, jednak Conor po porażce z Mayweatherem wrócił do MMA. Zamiast walki w ringu mamy więc walkę w mediach – dużo nudniejszą i o wiele bardziej przewidywalną.

„Widziałem pojedynek McGregora z Chabibem i trudno mi w tym temacie powiedzieć coś odkrywczego. Potwierdził się wszystko to, o czym od dawna mówię. Nie wiem, jak długo te wszystkie dziwki będą nadal podważać moje słowa. Conor po prostu nie ma jaj ani charakteru i w tej walce dobitnie się to potwierdziło” – grzmiał uradowany Malignaggi po ostatniej porażce Irlandczyka w oktagonie.

Ile uwagi można poświęcić jednej sesji sparingowej? Okazuje się, że dużo, a sprawą rywalizacji obu zawodników zainteresował się podobno Netflix, który szykuje się do trzyodcinkowego serialu dokumentalnego przybliżającego genezę całego konfliktu. Według nieoficjalnych informacji w skład produkcji mają wejść nagrania z wszystkich przesparowanych rund, więc wreszcie definitywnie odpadnie zarzut o manipulowanie materiałem.

Pomiędzy boksem a MMA

Jak ta sytuacja ma się jednak do boksu na gołe pięści? Nazwiska obu tych zawodników coraz częściej powracają w kontekście organizacji Bare Knuckle Fighting Championship, która chce zaproponować nowy-stary rodzaj rozrywki. Malignaggi w marcu 2019 roku ogłosił, że związał się z federacją umową na kilka walk, a jako swoją motywację do dalszego uprawiania sportu wskazał właśnie niezałatwione sprawy z McGregorem.

„To oczywiste, że nie dojdzie do naszej walki w MMA. Conor twierdzi, że leżałem podczas naszego sparingu na deskach, ale mimo to nie chce zmierzyć się ze mną w boksie. Wie, że po takiej walce wszyscy zobaczyliby jakim jest leszczem. Wymyśliłem więc, że możemy spotkać się właśnie w tej formule – gdzieś pomiędzy MMA i boksem” – tłumaczył Malignaggi w rozmowie z telewizją CBS.

Nie wszystko jest jednak takie proste. McGregor wciąż jest twarzą projektu UFC i choć regularnie straszy zakończeniem kariery, to raczej trudno to sobie wyobrazić, bo w oktagonie wciąż czekają na niego wielkie pieniądze i wyzwania. Amerykański pięściarz wymyślił sobie jednak, że zbliży się do upragnionej walki bijąc… kolegę Conora. Z projektem BKFC wcześniej związał się Artem Lobov, były zawodnik organizacji UFC, który w MMA przestał rokować już dawno.

Przed debiutancką walką na gołe pięści z Jasonem Knightem Rosjanin został zaatakowany i spoliczkowany przez Malignaggiego. „Następnym razem dostaniesz prawdziwy wpierdol, a nie z liścia jak dziwka!” – zapowiadał wyraźnie wyprowadzony z równowagi pięściarz. Obaj zostali jednak rozdzieleni w porę, a w sobotę Lobov wygrał swój debiut decyzją sędziów. Kilka godzin później ogłoszono, że do starcia byłego zawodnika MMA z pięściarzem dojdzie już 22 czerwca.

Historia walk na gołe pięści jest stara jak sam świat, ale oficjalnie usankcjonowanie organizacji Bare Knuckle Fighting Championship nie było łatwe. Amerykańskie prawo mówi jasno: tego typu starcia są nielegalne i nie są traktowane w sportowych kategoriach. Nie oznacza to oczywiście, że boksu na gołe pięści w USA nie było – wręcz przeciwnie. Znanym ambasadorem tej odmiany szermierki na pięści był w ostatnich latach Bobby Gunn.

W profesjonalnym ringu lepsi od niego okazywali się między innymi Tomasz Adamek i James Toney, ale na gołe pięści nie miał sobie równych. Według różnych źródeł Gunn wygrał ponad 70 walk i żadnej nie przegrał. Niektóre z jego zwycięstw można obejrzeć on-line i nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wyglądają jak sceny z filmu „Podziemny Krąg”. Nie ma ringu, zawodników otaczają kibice, a sędzia to jakiś przypadkowy typ w czapce z daszkiem… Naprawdę trzeba się mocno wysilić, by dostrzec w tym jakikolwiek sport.

Pensja do skasowania

David Feldman postanowił to zmienić. Zaczął od nawiązania współpracy z Gunnem, który miał być ambasadorem całego przedsięwzięcia. W 2011 roku panowie zrobili pierwszą galę, która nie była do końca legalna i odbyła się… w starym indiańskim rezerwacie. Zainteresowanie internautów przerosło oczekiwania, a po wszystkim dominowały pozytywne reakcje.

Kilka lat później BKFC działa już w pełni legalnie. Ring przypomina nieco ten bokserski, ale jest kołem, a nie kwadratem. Pięściarzom towarzyszy sędzia, a jeśli nie dojdzie do nokautu, to po pięciu rundach decydują sędziowie punktowi. Dotarcie do tego miejsca nie było łatwe. Feldman próbował wszystkiego i długo walił głową w mur. „Stary, to się nigdy nie uda” – powiedział mu Dana White słysząc o szczegółach pomysłu kilka lat temu. „Do zobaczenia na szczycie” – odparł Feldman.

Mrówczą pracą doprowadził do tego, że 26 stanów w końcu dało mu zielone światło, ale… żaden nie chciał być tym pierwszym. Po długich namowach udało się w Wyoming, a po roku organizacja ma już na koncie 5 gal i kolejne ambitne plany. Ważnym momentem ostatniej było nie tylko zwycięstwo Lobova, ale też to, co wydarzyło się po starciu Rusty’ego Crowdera z Reggiem Barnettem. Ten pierwszy przez większość pojedynku zwyczajnie unikał walki i wyraźnie przegrał na punkty. Publiczność wygwizdała obu zawodników, a potem do gry wkroczył David Feldman.

„Jako Bare Knuckle Fighting Championship jesteśmy nowi na rynku. Podkreślamy na każdym kroku, że zależy nam na akcji, domagamy się tego od naszych zawodników. W ostatniej walce akcji nie było, bo Rusty Crowder wolał uciekać. Dlatego połowę jego wypłaty otrzyma Reggie Barnett. Tak to właśnie robimy – albo walczysz, albo nie dostajesz pieniędzy” – mówił z ringu pomysłodawca projektu przepraszając kibiców.

Tego typu posunięcia kojarzą się bardziej z wrestlingiem niż z poważnym sportem i trudno sobie wyobrazić, by mogły działać na dłuższą metę. Mimo wszystko z boksem na gołe pięści nie ma żartów – wystarczy tylko spojrzeć na twarze Lobova i Knighta. Bobby Gunn przekonuje jednak, że w ciągnącej się od XIX wieku historii tej odmiany boksu nigdy nie było śmiertelnych ofiar.

Czy rzeczywiście to bezpieczniejsza odmiana? Zawodnicy faktycznie nie przyjmują gradu ciosów, a same walki są dużo krótsze. Zdecydowanie częściej zdarzają się rozcięcia, więc uszkodzenia nie odkładają się w czasie tak jak w klasycznym boksie. Być może w ringu będzie mniej zgonów, ale kariera zawodnika BKFC raczej będzie krótka i przepełniona różnego rodzaju drobnymi urazami.

„Kiedy uderzasz gołą pięścią, to nie zawsze musisz robić to z pełną siłą. Ludzie myślą, że to walki jaskiniowców, ale są w tym elementy techniki i strategii” – tłumaczył Paulie Malignaggi. „Gdy wyjdę do ringu w BKFC, to poradzę sobie ze wszystkim, również z tym brudnym boksem. Jeśli chcesz podejść blisko, to musisz sobie poradzić z moją szybkością, która bez rękawic będzie jeszcze większa. Będę trafiał, bo mam precyzję zawodowego pięściarza” – przewiduje były mistrz świata w ringu.

Właściciel organizacji Bare Knuckle Fighting Championship może zacierać ręce, bo angażując dwóch zawodników skończonych w swoich dyscyplinach nieoczekiwanie znalazł się w samym centrum uwagi. O boksie na gołe pięści w kolejnych miesiącach na chwilę zrobi się głośniej, ale w którymś momencie w końcu trzeba będzie zaproponować widzom coś więcej niż show pod publiczkę. Chyba, że na swoich warunkach do gry włączy się Conor McGregor…

KACPER BARTOSIAK

KOMENTARZE (7)