Hej, Raków! Czy znów to zrobicie? 
Weszło

Hej, Raków! Czy znów to zrobicie? 

Jeśli nazwa twojego klubu zaczyna się od „Le…” i przychodzi ci zmierzyć się z Rakowem w Totolotek Pucharze Polski, historia nie gra na twoją korzyść. Od lidera pierwszej ligi dostał już w czapkę Lech, dostała Legia. W obu meczach Raków pokazał nie tylko to, że potrafi być skuteczny, ale i szereg innych atutów. Dominację, wyższą kulturę gry, większe wyrachowanie. Pierwszoligowiec radził sobie na tyle dobrze, że trudno było traktować te wyniki jako sensację. Co najwyżej jako lekką niespodziankę. 

Długo będzie wracać się zwłaszcza do meczu z Legią, którym w Częstochowie grzali w zasadzie przez całą zimę. Tyle mówiło się o tym, że Raków może zlać obrońcę tytułu. Że to dziś drużyna zwyczajnie lepsza, a na pewno taka, której nie można zlekceważyć. Sa Pinto wolał jednak posłać do boju kilku piłkarzy, których normalnie trzymał w drugim szeregu, więc Raków narzucił swoje tempo gry i wygrał – nie bez kłopotów, ale zasłużenie (choć Sa Pinto był znacznie innego zdania, ale do tego byliśmy już wówczas przyzwyczajeni). 

Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, z Lechią nie pójdzie jednak tak łatwo jak z Legią. To dziś jeszcze wyższy poziom, drużyna lepsza, a na pewno skuteczniejsza. Bardziej poukładania, zwłaszcza w defensywie, bardziej przewidywalna, ale też stabilniejsza. Już teraz jesteśmy w stanie powiedzieć, jak będzie wyglądał ten mecz. Prawdopodobnie podobał nam się będzie Raków, bo to w jego grze będzie więcej polotu i odwagi, a Lechia… pozawodzi, aż w końcu – jeśli pójdzie jak w poprzednich meczach ligowych – spróbuje zrobić swoje i umiejętnie trzymać wynik, nie dopuszczać rywala do głosu. Dzisiejsza Lechia to wciskanie goli ze stałych fragmentów, murowanie dostępu do własnej bramki, zabijanie emocji, ale i regularnie punktowanie. A w pucharach trofeum kocha tych, którzy strzelają jednego gola więcej od rywali, a drabinki nie interesuje to ile podań z rzędu bez przyjęcia jesteś w stanie wykonać.

Kto zdaniem bukmacherów jest bliżej awansu? Kursy w Totolotku: 2,10 na awans Rakowa, 1,75 na finał dla Lechii

Raków to z kolei futbol, w którym jest znacznie więcej romantyzmu. O ile styl Lechii w Ekstraklasie nie powala, o tyle częstochowianie wzięli pierwszą ligę szturmem, górując nad resztą nie tylko punktowo, ale i dojrzałym, niekonwencjonalnym stylem gry. Spotkają się ze sobą dziś dwie najlepsze drużyn w swoich ligach. 

Analogii jest oczywiście więcej. To także w obu klubach mocna pozycja trenera, który nie zamierza tolerować dziadostwa i konstruuje kadrę klubu po swojemu, nie bojąc się odpalić piłkarzy, których uważa za zgniłe jabłka. Marek Papszun zresztą robi w Rakowie taką furorę, że po zwolnieniu Sa Pinto to jego nazwisko jako pierwsze przewijało się w gronie potencjalnych kandydatów do objęcia mistrza Polski. Ciężko jednak wyobrażać sobie, by Papszun chciał opuszczać obecne miejsce pracy w takim momencie – przed najważniejszym meczem w swojej karierze i zdecydowanie najistotniejszym w najnowszej historii częstochowskiego klubu, który w finale Totolotek Pucharu Polski znalazł się tylko raz – w 1967 roku.

O ile stadion nie jest żadnym atutem częstochowian, o tyle własne boisko już tak. W tym sezonie Raków jeszcze tam nie przegrał, bilans 10-3-0, a przecież doliczyć trzeba jeszcze dwa mecze pucharowe, które zakończyły się sukcesem. 

Można było się zastanawiać czy Lechia – mając w perspektywie ogromną szansę na historyczny wynik w lidze – Totolotek Pucharu Polski nie potraktuje z mniejszą powagą niż powinna. Nic takiego nie będzie miało miejsca i jeśli szkoleniowiec Lechii woli odpuścić jakieś spotkanie, to raczej ligowe niż pucharowe. Na Lecha zabrakło w wyjściowej jedenastce Flavio – najskuteczniejszego strzelca, najważniejszego trybu w machinie ofensywnej – oraz Daniela Łukasika, rozgrywającego chyba najlepszy sezon w karierze. Byli oni oszczędzani na dzisiejszy mecz, a kadra Lechii z gumy nie jest, kołderka często wydaje się przykrótka. Stokowiec też zdaje się twardo stąpać po ziemi: – Raków trzeba traktować jak zespół z Ekstraklasy – podkreśla przytomnie. 

Mecz imienia Lechii Gdańsk – czyli goście strzelą gola i zamkną spotkanie? Kurs na poniżej 1,5 bramki w meczu i zwycięstwo Lechii – 7,25

W finale na zwycięzcę meczu czeka Jagiellonia. Już raz białostoczanie znaleźli się w pucharowym finale z pierwszoligowcem – miało to miejsce jeszcze w 2010 roku, kiedy atak „Jagi” tworzył duet Frankowski – Grosicki, a rywalem była pierwszoligowa wówczas Pogoń Szczecin. 

No to co, Raków, znów napiszecie wspaniałą historię i porwiecie swoim stylem nas wszystkich? 

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (10)