Chyba trzeba tak to ująć – królem zimowego polowania była Wisła
Weszło

Chyba trzeba tak to ująć – królem zimowego polowania była Wisła

Gdyby ktoś na przełomie grudnia i stycznia próbował przekonać nas, że najlepsze transfery w zimowym okienku zrobi Wisła Kraków, zadzwonilibyśmy po gości ubierających ludzi w gustowne, wiązane z tyłu wdzianka. Nawet gdy okazało się, że klub z Reymonta przetrwa wszystkie burze i jakoś do gry wiosną przystąpi, w powyższe stwierdzenie uwierzyć byłoby niełatwo – przecież zespół był klecony naprędce, trochę na zasadzie łapanki. Dziś możemy powiedzieć tylko… a jednak! Nie Jagiellonia Białystok, która wyciągnęła z Wisły dobrych graczy, a właśnie Biała Gwiazda wyrasta na króla zimowego polowania. 

Coś stanęło na głowie, ale czy w warunkach ekstraklasy nas to nie dziwi? No nie, był czas przywyknąć. Jak na razie Arsenić, Kostal i Imaz (a także Kadlec, Adamec i Scepović) mniej lub bardziej kopią się na Podlasiu po czole, a gracze, którzy mieli na szybko łatać dziury w Białej Gwieździe, naprawdę dają radę. Zobaczcie, o ilu ruchach Wisły możemy powiedzieć, że były udane.

* Jakub Błaszczykowski – po słabym początku, zdecydowanie się odnalazł.
* Sławomir Peszko – nie odbija mu, czasami coś schrzani, ale generalnie robi swoje.
* Krzysztof Drzazga – do miana odkrycia brakuje mu regularności, ale potrafi dać dużo.
* Łukasz Burliga – wygląda o klasę lepiej niż w Białymstoku.
* Vukan Savicević – duet, który tworzy w środku pola z Bashą, zaczyna wyrastać na jeden z ciekawszych w lidze.

Pozostałe ruchy nie wyglądają tak dobrze, choć na ich ocenę musimy jeszcze chwilę poczekać, ale i tak chcielibyśmy skupić się na ostatnim z wymienionych. Jesienią to miejsce na boisku zajmował Dawid Kort. Gra byłego gracza Pogoni wygladała solidnie, przyzwoicie, w porywach do „dobrze”. Na pewno Kort gwarantował poziom, który w obliczu problemów finansowych i organizacyjnych wszyscy w Wiśle uznaliby za wystarczający.

Ale, jak doskonale pamiętamy, środkowy pomocnik był jednym z tych piłkarzy, którym najmocniej spieszyło się, by opuścić okręt, który miał spore szanse na podzielenie losów Titanica. Nie mamy oczywiście zamiaru go z tego powodu krytykować – to kwestia tak osobista, że nikomu nic do tego. Nie mamy też zamiaru kpić z jego wyboru, gdy mowa o wyborze kolejnego klubu, choć oczywiście 21 minut w trzech meczach ligowych Atromitosu to nie jest wynik, który przynosi mu chlubę. Mamy za to zamiar podkreślić, jak dobrze Wisła jak na razie wychodzi na tym, że Kort zawinął się do Grecji. Gdyby nie to, zapewne nikt nie szukałby na Słowacji jakiegoś Savicevicia.

MIEDŹ LEPSZA OD JAGI W PÓŁFINALE TOTOLOTEK PUCHARU POLSKI? ZAGRAJ PO KURSIE 4,70! 

Zrzut ekranu 2019-04-09 o 12.52.11

A tak trzeba było się wysilić, również przy poszukiwaniach pieniędzy na kontrakt Czarnogórca, ale efekt jest tego warty. Jego CV na pewno pozwalało wierzyć, że się u nas odnajdzie – robili to znacznie gorsi piłkarze, a Savicević i miał okazję dogrywać piłkę Joveticiowi w swojej kadrze (na razie jedną), i coś osiągnął w piłce klubowej (dwa mistrzostwa Serbii z Crveną Zvezdą, dwa Puchary Słowacji ze Slovanem Bratysława). Nie było też tak, że przychodził jako piłkarz całkowicie do odbudowania – jesienią regularnie pojawiał się na boisku w ekipie lidera ligi słowackiej, głównie z ławki.

Trzeba było na to chwilę poczekać, ale gdy już wskoczył do składu, to miejsca na oddał. Jak na razie zagrał w sześciu meczach Białej Gwiazdy i w każdym z nich wyglądał pozytywnie. W dodatku powoli zaczyna dokładać do tego dobrego wrażenia konkrety, bo po golu z Koroną w spotkaniu z Piastem Gliwice zaliczył dwie asysty. Chwała Palciciowi, który dwa razy świetnie odnalazł się w polu karnym, ale chwała również Saviceviciowi, który posłał dokładne piłki na jego głowę.

Na pewno warto się uważniej przyglądać, czy będzie utrzymywać formę na dłuższym dystansie. Na razie po raz pierwszy ląduje w naszej jedenastce kozaków, podobnie zresztą jak wspomniany Palcić. Mieliśmy tym razem bogactwo w środku pola, prócz wybranej czwórki do drzwi głośno pukali Dziczek, Gwilia czy Furman, ale nie udało się upchnąć już nikogo więcej.

56485644_623614921396170_2668295166179147776_n

A w badziewiakach sytuacja o tyle ciekawa, że swoje mecze przegrała nawet nie połowa z wyróżnionych piłkarzy. Nietypowy wybór, ale chyba nie ma co patrzeć na wyniki drużyny w momencie, w którym poszczególne zespoły osiągają rezultat nie dzięki temu, że ktoś na boisku przebywał, a bardziej pomimo tego faktu. Weźmy Legię. Z Rochą i Antoliciem na placu przegrywała z Górnikiem Zabrze i stawiamy dolary przeciwko orzechom, że wicelider nie wygrałby tego meczu, gdyby Vuković nie zaprosił tych przebierańców do zajęcia pozycji siedzącej. Taki Michał Mak w meczu z Lechem też podejmował prawie same złe wybory, a to, że Lechia dowiozła 1-0 jego zasługą jest w stopniu najwyżej minimalnym. Lis robił wiele, by Piast wygrał z Wisłą, a nie udało się to również dlatego, że po drugiej stronie boiska był Parzyszek – niegroźny w ataku, a co gorsze walący babole w obronie. Podobny przypadek to Maghoma.

Poza tym warto zauważyć, ale Petrak dostaje żółtą koszulkę lidera. Dogonił Polczaka w liczbie nominacji. Będziesz legendą, człowieku.

57155084_2289310834724005_8636957526044180480_n

Fot. 400mm.pl

***

Jedenastkę kolejki wybieramy również w magazynie Weszłopolscy – my przedstawiamy kandydatury, a decydują głosy słuchaczy i użytkowników Twittera. Sprawdźcie, jak widzieli to oni. I wysłuchajcie rozmów z Łukaszem Wachowskim, Alanem Czerwińskim, Michałem Janotą i Michałem Nalepą.

KOMENTARZE (8)