Prezes z ekstraklasy nie umie ani zatrudnić, ani zwolnić
Blogi i felietony

Prezes z ekstraklasy nie umie ani zatrudnić, ani zwolnić

Prezesi klubów ekstraklasy nie umieją zatrudniać, to wiemy. Widać to po ściąganych trenerach, którzy czasem nie są nawet trenerami, ale kiedyś ktoś im zrobił zdjęcie w dresie i z gwizdkiem, więc czemu by nie spróbować. Widać to po piłkarzach, którzy czasem nie są nawet piłkarzami, ale kiedyś żonglowali balonem na festynie, tak więc w sumie mogą się nadać. No, jednak teraz się okazuje, że panowie prezesi zwalniać też nie potrafią. Kończą mi się więc pomysły, co potrafią.

Jezu, to jest proste jak globus do piątej klasy. Masz trenera i nie jest ci z nim po drodze, a jemu nie jest po drodze z wynikami. Jednocześnie masz też przerwę na reprezentację, a więc dwa tygodnie, by zaprowadzić porządki. Co robisz? Orangutan po wylewie i pięciolatek stwierdzą, że lepiej zwolnić gościa przed kadrą, żeby nowy człowiek miał dłuższy moment na ogarnięcie bajzlu. Prezes klubu ekstraklasowego myśli jednak, że lepiej trenera wypieprzyć po kadrze, mając następny mecz w perspektywie dwóch dni.

Moim zdaniem orangutan wybiera właściwą bramkę.

Nie wiem, nie rozumiem. Może jest w tym jakaś większa logika, którą obejmują myślą tylko wybrańcy ligowego narodu, ale jak miałbym stawiać pieniądze, to nie ma w tym żadnej logiki. Jest jedynie działanie na chaos, bo nasza piłka to jeden wielki chaos. Burdel na kółkach. Nie ma żadnych wieloletnich planów, żadnych długofalowych wizji. Jest za to skakanie od pomysłu do pomysłu, bez większego ładu i składu. Jak jeden pomysł wypali, to fajnie, mamy spokój na pół roku, jak nie, to szukamy dalej i może znowu uda się sześć miesięcy przetrwać.

To w sumie wiedziałem od dawna, natomiast te cztery zwolnienia po jednej kolejce ekstraklasowej za dwiema kolejkami reprezentacyjnymi absolutnie mnie przerażają. Wychodzi na to, że w tych czterech klubach czekano na cud. Na nic innego nie można było przecież czekać. I jasne, cuda w piłce się zdarzają, natomiast na przestrzeni jednego meczu, kiedy Wisła Płock wygra w dziewiątkę z Cracovią, albo Tarasovs zagra w siatkówkę na Łazienkowskiej. Natomiast budowanie klubu w perspektywie wieloletniej czy wielomiesięcznej? Tu cudów nie ma i tyle. Albo masz pomysł, albo go nie masz.

Ekstraklasa pomysłu nie ma.

A co mnie już wręcz wkurwia, to ten permanentny brak odpowiedzialności. Zawsze winny jest ktoś inny niż ktoś u steru – kiedyś trenerzy i piłkarze, ale teraz poza nimi także dziennikarze i kibice. Nigdy winny nie jest prezes czy dyrektor sportowy. Mioduski z miną niezmąconą myślą o problemie, opowiada w sport.pl, że jak znajdzie kogoś lepszego na swoje miejsce, to go zatrudni. Proszę więc iść na przystanek autobusowy i będzie tam od pięciu do ośmiu osób gotowych na pana miejsce. Midak w haniebny sposób ogłasza zwolnienie Smółki i pisze o porażce naszego klubu, natomiast ja bym chciał usłyszeć, że to jest jego porażka. A nie porażka klubu, bo brzmi to bezosobowo, a w najlepszym razie obarcza taką samą winą i właściciela, i portiera.

Ludzie z Lecha przeprowadzają wywiad sami ze sobą na stronie klubowej, natomiast nie ma tam ani zająknięcia się, że winę ponosi na przykład Rutkowski. Jego to w ogóle widziano ostatni raz, jak krzyczał, że się nie podda. Potem wypieprzył Djurdjevicia, którego miał wspierać i się schował. Teraz wypieprzył Nawałkę, który miał być lekiem na całe zło. Też się schował. No, ale ja go szukać nie będę. To on powinien poszukać winy u siebie, choć pewnie prędzej znajdzie się Falentą z kwiatem paproci w ręce.

Ani logiki, ani odpowiedzialności. Bawicie się panowie w piłkę, jak dzieci bawią się farbkami. Zostaje po tym tylko bałagan i upieprzone ściany. Piękny obraz w żadnym wypadku.