Doradca z Messengera, czyli jaka piękna wydmuszka
Blogi i felietony

Doradca z Messengera, czyli jaka piękna wydmuszka

Bernard Heusler to w teorii jedna z najjaśniejszych gwiazd w galaktyce polskiego futbolu.

Były prezes FC Basel, współpracujący aktualnie z Legią, kładł fundamenty pod modelowy przykład klubu potrafiącego wycisnąć maksimum swojego potencjału.

Być jak FC Basel – to marzenie każdego polskiego działacza, ba, każdego klubu z naszej części Europy, bo oznacza boiskową konkurencyjność w Europie i seryjną sprzedaż zawodników za więcej niż 10 milionów euro.

Basel w czasie rządów Heuslera zarobiło 169 milionów euro. To on posłał w świat Rakiticia, Salaha, Xhakę czy Shaqiriego. To on, za pośrednictwem ludzi, na których postawił, wynalazł te nazwiska, gdy nie znaczyły nic.

Gdy Heusler odchodził po pięć i pół roku, kibice zrobili żegnali go sektorówką. Jak często zdarza się, by trybuny wiwatowały na cześć działacza?

Żegnał go nawet Roger Federer (!), kibic Basel: „Odchodzisz jako legenda, dziękuję za wszystko”.

Gdy rok temu Bernard Heusler rozpoczął współpracę z Legią, Ryszard Komornicki, doskonale znający szwajcarski rynek, mówił: „To najlepszy transfer w lidze od lat”. Przegląd Sportowy pisał: „Człowiek sukcesu w Legii”. Do tego kilka rozsądnych, budzących wiarygodność wypowiedzi Szwajcara, byłego prawnika.

I wszystko prawda: pojawiali się w polskiej lidze ciekawi zagraniczni piłkarze, pojawiali się ciekawi zagraniczni trenerzy, ale takiej gwiazdy sprowadzonej na sektor najbardziej zaniedbany, bo zarządzania klubem, nie było. To naprawdę działacz z oszałamiającym na nasze warunki CV.

Nie dało się tej kandydatury zdyskredytować, nie dało się do niczego przyczepić. Wydawało się, że to człowiek szyty na miarę. Polska ma potencjał, by być w pierwszej piętnastce lig europejskich. Przynajmniej dwa, trzy nasze kluby powinny regularnie grać w fazach grupowych europucharów. Heusler miał wprowadzić w Legii standardy znane z FC Basel, a to powinno starczyć do cywilizacyjnego skoku.

Przez te wszystkie miesiące jednak Heuslera ani widu, ani słychu. Zawsze lubił raczej działać, niż mówić, co się chwali, ale jego ręki w Legii także nie uświadczysz. I od wczorajszej rozmowy Dariusza Mioduskiego ze Sport.pl chyba wiem dlaczego:

„Czy Heusler doradza? Tak, to strategiczne doradztwo. Jeżeli mamy procesy strategiczne, to rozmawiamy. Jego zdanie mocno się liczy, ale w większości bardzo mocno się zgadzamy, rzadko jest tak, że myślimy zupełnie inaczej”.

Innymi słowy mamy klub z rażącym deficytem jakości zarządzania, pogrążony w chaosie, zwalniający trzech trenerów na rok, a najlepszy w tej części Europy specjalista od zarządzania jest przy tym potakiwaczem?

Innymi słowy gdy Dariusz Mioduski w Sport.pl mówi, że dwa mecze bez zwycięstwa Legii wystarczą, by trener miał ciepło, to Heusler także jest zachwycony ideą?

Wybaczcie, ale coś mi się tutaj nie zgadza. Coś mi wygląda na to, że „strategiczne doradztwo” to w praktyce piękna wydmuszka, za którą nie idzie nic.

Prawda jest taka, że jeśli nie siedzisz na co dzień w klubie, nie znasz jego bieżących problemów, na równi smrodu szatni i plotek przy automacie do kawy, to ciężko reagować.

Heusler w czasach pracy w FC Basel mówił:

Decydującym czynnikiem w każdej firmie są ludzie i to, jak umiesz ich prowadzić. Podstawą jest klimat zaufania na każdym poziomie, niechęć czy zazdrość musi być eliminowana. W ostatnich latach popełnialiśmy błędy, ale ważne, że były one błyskawicznie korygowane, szczególnie w zakresie zasobów ludzkich. Wszyscy muszą być świadomi, że ich praca ma pomóc zespołowi na boisku. Jeśli sam sprawię, że nasze konto bankowe będzie wyglądać znakomicie, ale w konsekwencji na murawie będziemy przegrywać, wówczas moja robota jest nic nie warta, prawda? Dzięki temu tokowi myślenia mogę wyjaśnić komuś z wieloletnim stażem dlaczego osiemnastolatek zarabia dziesięć razy więcej.

Jak ma pomóc budować klimat zaufania, jak ma błyskawicznie korygować błędy, jak sprawdzać poziom zasobów ludzkich, jeśli go nie ma?

„Prawie zawsze się zgadzamy” brzmi jak dowcip. Prawdziwy strategiczny doradca z pasją szukałby dziur w całym, stawałby się nieprzejednanym recenzentem działalności klubu, by dać rządzącemu nową perspektywę, lepszy wgląd w horyzont. Poklepać po plecach to może wuj Stefan albo mama.

Nie wiem czy Heusler dostaje z Legii  stała pensję, czy to współpraca niemalże towarzyska – podejrzenie może głupie, ale tak to wygląda, gdy spojrzy się na poziom odpowiedzialności i zaangażowania. W praktyce dziś „współpraca” z Heuslerem bardziej przypomina zabieg PR-owy, niż jakąkolwiek realną działalność. „Mamy Heuslera, działamy wspólnie” – to może robić wrażenie choćby w ECA, która przecież nie będę zaprzątać sobie głowy Legią na tyle, by sprawdzić faktyczny wkład Szwajcara w warszawski klubu.

I to nawet całkiem sprytne, bo sprawić, żeby na forum postrzegali cię za bardziej profesjonalnego niż jesteś Legii nie zaszkodzi. Ale też hitowy transfer został niemal wyjaśniony tak samo, jak hitowy Eduardo – transfer Heuslera to transfer cienia, doradcy odpowiadającego z dwumesięcznym opóźnieniem przez Messengera.

Bardzo ładna, ale wydmuszka.

Leszek Milewski