Buffer (nie na żywo) i bitwa o słomkę ptysiową – oto plany Marcina Najmana
Inne sporty

Buffer (nie na żywo) i bitwa o słomkę ptysiową – oto plany Marcina Najmana

Narodowa Gala Boksu miała pokazać nową jakość w polskim boksie. Marcin Najman przed rokiem wynajął Stadion Narodowy i namówił na występy między innymi Izu Ugonoha (18-1, 15 KO), Ewę Piątkowską (12-1, 4 KO) oraz Artura Szpilkę (22-3, 15 KO). Zawodników zapowiadał sam Michael Buffer, a między walkami grał i trąbił zespół Kombii. Wszystko miało być tak naprawdę dopiero początkiem wielkiej ofensywy, ale zakończyło się dosyć spektakularnym niewypałem. Organizator specjalnie się tym nie przejął i w 2019 roku chce zaskoczyć nie tylko kibiców boksu, ale także MMA.

Jednego Marcinowi Najmanowi odmówić nie można – jest mistrzem w podnoszeniu się po porażkach i udawaniu, że przecież nic się nie stało. Pokazywał to wielokrotnie w boksie, gdzie już w debiucie przegrał z zawodnikiem o bilansie 0-11. Przez prawie dwie dekady w tej dyscyplinie tylko raz wygrał z zawodnikiem, który miał więcej zwycięstw niż porażek. Za sprawą samego gadania potrafił jednak dostać walkę o mistrzostwo Polski, w której mimo buńczucznych zapowiedzi został szybko i brutalnie zweryfikowany przez Andrzeja Wawrzyka.

Takich rozczarowujących momentów w jego karierze sportowej było oczywiście dużo więcej. Najman jednak szybko zrozumiał, że ma pewien dar. Obecność w „Big Brotherze” sprawiła, że z dnia na dzień zyskał rozpoznawalność niedostępną dla dużo lepszych od siebie krajowych pięściarzy. Największe pieniądze zarobił poza boksem – jego walki z Mariuszem Pudzianowski i Przemysławem Saletą budowały popularność MMA w Polsce.

Nie oszukujmy się – w oktagonie też brakowało sukcesów, a porażkę z sapiącym kulturystą Robertem Burneiką trudno uznać za coś innego niż kompromitację. Po drodze były też próby organizowania gal bokserskich – między innymi pożegnania Andrzeja Gołoty. I tak lata lecą, a Najman nie pozwala o sobie zapomnieć. Chyba tylko on mógł się porwać na pomysł spróbowania sił na Stadionie Narodowym. Tak, tym samym obiekcie, na którym rok przed nim panowie z KSW zrobili niezapomnianą galę, którą zobaczyło ponad 50 tysięcy osób.

W maju 2018 roku nikt nawet nie liczył na komplet. Przez cały czas trwania Narodowej Gali Boksu przez obiekt przewinęło się w sumie niecałe 18 tysięcy widzów. Ile biletów rzeczywiście sprzedano, tego nie wiadomo. Mimo ewidentnych pustek, organizator ogłosił sukces, choć jeszcze kilka dni przed galą liczył na 30 tysięcy widzów. Zakładając powodzenie pomysłu, Najman z wyprzedzeniem zrobił też wstępną rezerwację na ten sam obiekt w 2019 roku. Dziś wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie, a kolejna gala będzie zdecydowanie skromniejsza pod każdym względem.

Nowa jakość konferansjerki

Najprościej byłoby zestawić po prostu fakty. Zamiast Stadionu Narodowego tym razem Najman zagości w hali w Starachowicach. Zamiast Artura Szpilki, Izu Ugonoha i Ewy Piątkowskiej w najważniejszych walkach wystąpią Kamil Łaszczyk, Michał Olaś i Norbert Dąbrowski. Michaela Buffera zastąpi Edward Durda, ale spokojnie – w temacie konferansjerki powinno być wesoło.

Na plakacie promującym galę widać bowiem Bruce’a Buffera. Przyrodni brat Michaela to od lat głos federacji UFC i legenda na własnych prawach. Dlaczego ktoś taki nie został jednak bardziej wyeksponowany niż Andrzej Sołdra lub Piotr Podłucki? Wystarczy przyjrzeć się napisowi, który został umieszczony w nawiasie: „walki wieczoru zapowie Bruce Buffer (nie na żywo)”. Jeśli nie na żywo, to jak? Wszystko wskazuje na to, że Buffer zapowiedzi nagra w domu, a jego głos usłyszymy tylko z komputera. Chociaż znając fantazję Marcina Najmana chyba nikt do nie końca nie może wykluczyć na przykład skorzystania z hologramu.

Tym razem nie będzie też wsparcia dużego partnera telewizyjnego – po głośnym konflikcie z TVP Sport Najman zamierza wypuścić sygnał na warunkach Pay-Per-View. Za dostęp do transmisji trzeba będzie zapłacić 20 złotych, a za dystrybucję ma odpowiadać firma Event TV Global. To oznacza, że organizator nie przekonał do swojej wizji żadnego z większych lub mniejszych kanałów. Być może potencjalnych zainteresowanych odstraszyły echa ostatniej współpracy Najmana z telewizją. Po Narodowej Gali Boksu pomysłodawca przedsięwzięcia zarzucał partnerowi niedotrzymanie warunków umowy.

„W umowie zapewniłem sobie prawo, by móc galę sprzedać poza granicami Polski w formule Pay-Per-View. Geobloady nie było lub była założona w sposób wadliwy. Wiem, że 20 tysięcy ludzi obejrzało galę w internecie. Gdy wysłałem pierwsze pismo do Telewizji Polskiej, to dostałem odpowiedź, że geoblokoda została założona prawidłowo. Komunikacja urwała się, gdy zażądałem dostępu do logów. W nich wszystko jest zapisane czarno na białym i telewizja ma ustawowy obowiązek, by przechowywał je przez rok” – tłumaczył nam Marcin Najman w listopadzie.

Wtedy nie było jeszcze pewne, czy sprawa znajdzie finał w sądzie. Porozumienia jednak nie udało się osiągnąć, a organizator odważnie wycenił swoje straty na 400 tysięcy dolarów i ruszył po sprawiedliwość. Twierdzi, że na razie prowadzi 1:0, bo sąd uznał za konieczne zabezpieczenie logów i przesłanie ich w ciągu 14 dni. Według Najmana dane tam zawarte wyjaśnią sprawę na jego korzyść. Według TVP powinno być… dokładnie na odwrót.

Nawet bez rozstrzygnięcia tej sprawy można jednak ocenić, że Narodowa Gala Boksu sukcesem nie była. Organizator nie od razu spłacił wszystkich uczestników, a pół roku po imprezie spore pretensje zgłaszał do niego Andrzej Wasilewski. Sternik grupy KnockOut Promotions zgodził się na występ swoich czołowych zawodników na gali Najmana, ale potem długo nie mógł doczekać się na wszystkie pieniądze.

„Prawda o Narodowej Gali Boksu jest prosta – organizatorzy podjęli się organizacji tej imprezy nie mając zabezpieczonych środków. Jak znam biznes, to Marcin Najman pewnie stracił na tym pieniądze i zwyczajnie po ludzku mu współczuję, ale dlaczego na jego błędach mają cierpieć i tracić inni? Spróbował, nie udało się trudno – na tym polega ryzyko biznesowe, ale faktury trzeba spłacać. Kto nie ma miedzi, ten niech w domu siedzi” – komentował na naszych łamach Andrzej Wasilewski.

A na deser… bitwa o słomkę!

Jak było rzeczywiście z tą miedzią? Narodowa Gala Boksu rzeczywiście wygląda na przedsięwzięcie, które nie miało szans zbilansować się od strony finansowej. Zawodnicy, którzy dali się namówić wtedy na występ w głównych rolach, już z Najmanem nie współpracują. Głównym akcentem łączącym galę w Starachowicach z imprezą na Stadionie Narodowym jest właśnie sam organizator, który ponownie wyjdzie do walki z Rihardsem Bigisem. Ich pierwsza konfrontacja zakończyła się nieoczekiwaną wygraną Łotysza.

W czwartej rundzie Najman zrezygnował z powodu kontuzji barku i został wygwizdany na własnej gali. Wcześniej u większości sędziów przegrał wszystkie trzy pierwsze starcia. Niepozorny Bigis dostał od życia wspaniały prezent – zapowiedział go sam Michael Buffer, a do tego udało mu się pokonać gospodarza. Łotysz nie ma w boksie specjalnej przyszłości, więc poczekał na rewanż. W międzyczasie pojechał do Niemiec, gdzie przegrał przez nokaut już w pierwszej rundzie, ale na Polaka ma być gotowy. Zresztą po pierwszym spotkaniu niespecjalnie ma się czego obawiać.

Sportowe plany Marcina Najmana na 2019 rok nie kończą się jednak na kwietniowym rewanżu z ambitnym Łotyszem w Starachowicach. W czerwcu po dłuższej przerwie znów ma się pojawić w oktagonie, by wreszcie rozstrzygnąć długoletni konflikt z Pawłem „Trybsonem” Trybałą. Do tej pory panowie rywalizowali na słowa i na słomkę ptysiową, ale trudno powiedzieć, kto był lepszy.

„Będziesz ruchany w dupę” – straszył Trybson. „Chodź, chodź!” – zachęcał Najman. Między słowami pojawiały się też zaproszenia do „lachy”, ale do samej walki ostatecznie nie doszło – podobno ze względu na zbyt dużą różnicę kilogramów. Co się odwlecze, to nie uciecze – teraz obaj panowie mają być twarzami nowego projektu, który ma być telewizyjną odpowiedzią na Fame MMA.

Całość podobno ma pokazywać Polsat. Oliwy do ognia dolał sam Najman, który w marcu podzielił się w mediach społecznościowych zdjęciem z siedziby KSW. W środowisku od dawna pojawiają się głosy, że nowa organizacja ma być w jakiś sposób powiązana z organizacją Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego.

„Nie ma to nic wspólnego z federacją KSW w rozumieniu: Marcin Najman i federacja KSW. To jest jakby sytuacja dość mocno zaszła, związana z jakimś tam elementem produkcyjnym, natomiast uspokoję wszystkich: Marcin Najman nie będzie się bił dla federacji KSW” – tłumaczył dość pokrętnie Kawulski.

Na szczegóły dotyczące tego projektu trzeba będzie jeszcze poczekać. Nie trzeba za to czekać na kolejne wesołe wymiany zdań między głównymi bohaterami. „Proponowałem tej Cwelinie Trybsonowej walkę ze mną w formule MMA na PGE Narodowym. Miał zaproponowaną gażę, na którą absolutnie nie zasługiwał – 50 tysięcy złotych. I co ‚bohater’ zrobił? Spierdolił” – prowokował w mediach społecznościowych Najman, który jesienią 2018 roku próbował się dostać do sejmiku województwa z list Kukiz ’15. Wynik: 2419 głosów (1,09%) i brak nominacji.

Sam Trybson wrócił po długiej przerwie w piątek na gali PLMMA 78. Znokautował Gerarda Bąka, odnosząc czwarte zwycięstwo w historii występów w oktagonie. „Najman żyje z tego, żeby obrażać innych i robić z tego wielkie prowokacje. Trzeba mu przyznać – to jedyne w czym jest dobry” – mówił kilka dni wcześniej w magazynie „Fighters”. Między słowami potwierdził, że opcja walki z Najmanem jest jak najbardziej realna. Jedno jest pewne – jeśli ktoś z jakichś względów rzeczywiście zamierza powołać do życia projekt gal oparty na samych „walkach freaków”, to trudno znaleźć lepszych kandydatów do zainaugurowania go od tego duetu.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl