Kubica znów dojechał ostatni, ale światełko w tunelu widać
Inne sporty

Kubica znów dojechał ostatni, ale światełko w tunelu widać

Na inaugurację sezonu w Australii było tragicznie i beznadziejnie. Dziś było tylko fatalnie i bardzo bylejako, więc ewidentnie jakiś postęp jest. Momentami Robert Kubica nie tylko walczył o utrzymanie koszmarnie trudnego w prowadzeniu bolidu na torze, ale także – uwaga! – się ścigał. Na wiele to nie wystarczyło, ale raczej musimy się przyzwyczaić do tego, żeby w tym sezonie cieszyć się z naprawdę małych rzeczy…

To uczucie zna każdy kibic, śledzący w ostatnim czasie występy polskich klubów w eliminacjach europejskich pucharów. Kiedy nasi niespodziewanie strzelą bramkę na wyjeździe i przez moment mają wynik, dający awans, kibic bije się z myślami. Z jednej strony błaga sędziego, żeby już kończył, z drugiej zdaje sobie sprawę, że katastrofa jest tylko kwestią czasu i już szykuje się do wpisywania komentarzy z hastagiem „w życiu piękne są tylko chwile”. Dokładnie takie same emocje towarzyszyły dziś kibicom Roberta Kubicy, obserwującym wyścig o Grand Prix Bahrajnu. Ten sam wyścig, w którym 11 lat temu Polak wygrał kwalifikacje i liczył się w walce o zwycięstwo. Dziś ruszał z szarego końca stawki, ale – podobnie jak dwa tygodnie temu – wystartował bardzo dobrze, wykorzystał problemy rywali i zyskał kilka pozycji. Co ważne, w bezpośredniej walce wyprzedził też kolegę z zespołu.

Aż wreszcie dojechaliśmy do 11. okrążenia wyścigu, kilku rywali zjechało do alei serwisowej po nowe opony. I nagle przez chwilę zobaczyliśmy Polaka na dziesiątym miejscu, czyli – wirtualnie – w punktach! Oczywiście, jedenaste okrążenie to nawet nie jedna czwarta dystansu, więc zdecydowanie za wcześnie na „Turku, kończ ten wyścig”. Ale i tak – było miło, nawet jeśli doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że utrzymanie tej pozycji jest kompletnie nierealne. No i cóż, niestety przewidywania bardzo szybko zaczęły się sprawdzać. Nie bez znaczenia był fakt, że niezrozumiałą decyzję podjął zespół, który ściągnął Kubicę do boksu i założył mu miękkie opony, a te kompletnie się nie sprawdziły. To o tyle dziwne, że Polak jako jedyny wystartował na pośrednich i radził sobie na nich świetnie. Co więcej, Russell w boksie dostał właśnie pośrednie. Zaczął się zjazd w dół stawki, skończyło się mniej więcej tak, jak musiało, czyli na ostatnim miejscu (16., bo zawodów nie ukończyli Grosjean, Sainz, Ricciardo i Hulkenberg), pozycję za Russellem. – W tym wietrze to ja walczyłem o utrzymanie na torze, przypomniały mi się czasy rajdowe – komentował na gorąco, opowiadając o problemach z fatalnym autem.

Dramatyczny jest bolid Williamsa, ale to nie był jedyny dramat na torze Sakhir. Charles Leclerc, który po raz pierwszy w karierze wygrał kwalifikacje i jechał jak natchniony, zwycięstwa do mety nie dowiózł. 10 okrążeń przed metą miał już 9 sekund przewagi nad mistrzem świata Lewisem Hamiltonem, kiedy zaczął się skarżyć na problemy z silnikiem. Cała wypracowana zaliczka błyskawicznie stopniała i ostatecznie Monakijczyk dowiózł tylko trzecie miejsce.

Wygrał Hamilton przed Bottasem, a młodemu kierowcy Ferrari został na pocieszenie dodatkowy punkt za najszybsze okrążenie.

Z plusów dla Kubicy po dwóch wyścigach: oba ukończył i nie jest ostatni w klasyfikacji generalnej. Nieduzo, ale dobre i to….

KOMENTARZE (4)