15 lat temu Federer i Nadal spotkali się po raz pierwszy
Inne sporty

15 lat temu Federer i Nadal spotkali się po raz pierwszy

Wiele było wspaniałych rywalizacji w tenisowym świecie: Borg – McEnroe, czyli starcia lodu z ogniem; King – Court i ich osobiste animozje, czy Agassi – Sampras w wewnątrzamerykańskim pojedynku rock’n’rollowca z ułożonym, spokojnym i… nudnym gościem. Żadna jednak nie zachwycała fanów tenisa tak bardzo i tak długo jak ta Federera z Nadalem. Dokładnie 15 lat temu obaj zagrali ze sobą po raz pierwszy.

Właściwie byłby to turniej jak każdy inny. Wygrał go Andy Roddick, czyli turniejowa dwójka. W finale pokonał Guilermo Corię, rozstawionego z trzecim numerem. Decydujący mecz nie był zresztą przesadnie emocjonujący. Co prawda pierwszego seta wygrał Argentyńczyk, ale potem odezwała się jego kontuzja pleców i Amerykanin zyskiwał przewagę aż do kreczu rywala. Ot, kolejne zawody z cyklu Masters, jakich naprawdę wiele.

Wtedy zresztą nikt nie mógł przypuszczać, że przejdą do historii. A tym bardziej, że stanie się to przez mecz trzeciej rundy. Bo to w niej właśnie spotkali się stosunkowo nowy, ale już niekwestionowany król tenisa – Roger Federer – oraz jeszcze niepełnoletni młokos z Hiszpanii, który szybko wkradał się do światowej czołówki. Rok później podbił zresztą po raz pierwszy świat kortów ziemnych, gdy wygrał Roland Garros. A równe 15 lat temu zrobił to w Miami, gdzie turnieju nie wygrał, ale – sensacyjnie – odprawił w dwóch setach (6-3 6-3) Federera. Co prawda rundę później sam z Florydą się pożegnał, ale dla tej historii nie ma to znaczenia. Ważne jest tylko to, że rozpoczęła się największa rywalizacja w historii „białego sportu”.

Liczby. To w  nich najprościej wyrazić to, jak ważna była dla tenisa. Może nie spotykali się tak często, jak choćby Rafa Nadal z Novakiem Djokoviciem, ale 38 spotkań to i tak świetny wynik. 23 razy zwyciężał Hiszpan, z czego aż trzynastokrotnie na ukochanej mączce. Aż 24 z ich spotkań rozstrzygały o tym, w czyje ręce trafi puchar za zwycięstwo w turnieju, dziewięć raz szło o ten za triumf w Wielkim Szlemie. W tych najważniejszych meczach lepszy jest Nadal, prowadzi 14:10. W finałach wielkoszlemowych? 6:3 dla Hiszpana. Federer odpowiedzieć może inaczej – liczbą wygranych turniejów w całej karierze. Bo tam to on jest lepszy.

Zwróćcie uwagę na słówko „jest”. Nie „był”. Bo oni, po piętnastu latach od pierwszego meczu, wciąż rywalizują, choć od półtora roku wyłącznie korespondencyjnie. Ostatnio na korcie spotykali się w sezonie 2017. Czterokrotnie, za każdym razem lepszy był Szwajcar. Zaczęło się w fantastycznym, pięciosetowym finale Australian Open. Obaj byli wtedy skreśleni przez grono ekspertów, obaj na liście faworytów do triumfu byli raczej daleko. Rafa, jak zwykle, męczył się z urazami, Federer wracał po półrocznej – najdłużej w karierze – przerwie od gry. Przebili wówczas wszelkie oczekiwania, samym dojściem do finału. A potem zagrali mecz, który może nie był jednym z ich najlepszych, ale poziomem emocji obdarowałby dziesięć innych. Jakby tego było mało – podzielili między siebie również pięć kolejnych Wielkich Szlemów, pokazując wszystkim młodszym kolegom po fachu, że ich era się nie skończyła.

I faktycznie, do końca było daleko. Bo potem spotkali się jeszcze w Indian Wells, Miami i Szanghaju. W pierwszym przypadku w IV rundzie, w drugim i trzecim w finale. Ale to już były mecze bez większej historii, łatwo i przyjemnie wygrywał Roger. Całkiem niedawno wydawało się, że dopiszemy do tej rywalizacji kolejny rozdział, obaj znów mieli spotkać się na kalifornijskich kortach. Ale Rafa oddał półfinał walkowerem, znów zawiodło zdrowie. Pozostaje liczyć na to, że przy kolejnej okazji Hiszpan będzie w pełni sprawny.

A skoro nowych spotkań brak, warto cofnąć się w przeszłość. Trzydzieści osiem meczów to mnóstwo wspaniałych zagrań, wielkich emocji i niesamowitych wspomnień dla wszystkich, którzy te starcia oglądali. Gdybyście jednak kazali wybrać nam jedno z nich i powiedzieli, że nie będziemy mogli obejrzeć żadnego innego, byłby to finał Wimbledonu z 2008 roku. I wiecie co? Właściwie tak samo odpowiedzielibyśmy, gdyby chodziło o wszystkie tenisowe mecze, które kiedykolwiek rozegrano. Bo lepszego nie ma.

Rafa Nadal walczący o pierwszy triumf na trawie. Roger Federer z szansą na rekordową serię zwycięstw w Londynie. Światowa jedynka (Szwajcar) vs dwójka (Hiszpan). Obaj przez turniej przeszli gładko, Rafa stracił jednego seta, Rogerowi taka wpadka się nie przytrafiła… aż do finału. Tam oddał rywalowi dwa pierwsze, dwukrotnie przegrywając 4-6. Ale potem wygrał kolejne dwa, rozstrzygając na swą korzyść tie-breaki – odpowiednio do pięciu i ośmiu punktów, w drugim z nich broniąc piłek meczowych. W piątym secie – choć krótko – grali na przewagi. Aż do błędu Rogera i tej niezapomnianej kwestii sędziego: „Gem, set i mecz, Nadal”. Rafa wygrał: 6-4 6-4 6-7 6-7 9-7, po trwającym niemal pięć godzin, dwukrotnie przerywanym przez deszcz spotkaniu, które przeszło do historii jeszcze przed jego zakończeniem.

To najlepszy mecz, jaki widziałem w życiu – mówił później John McEnroe. A jego wielki rywal, Bjoern Borg, dodawał: – Byłem szczęśliwy, mogąc tam być i stać się częścią tego finału. Nie da się zobaczyć lepszego tenisowego meczu.

Na YouTubie znajdziecie całe to spotkanie, wrzucone przez oficjalne konto Wimbledonu. Nagranie trwa 6 godzin, 13 minut i 17 sekund. Jeśli zdecydujecie się je obejrzeć, nie będziecie żałować ani chwili na to poświęconej. Jeśli nie macie tyle czasu – w zeszłym roku powstał dokument „Strokes of Genius”, opowiadający o tym jednym meczu(!) i całej jego otoczce. Wypowiadają się w nim sami bohaterowie (prywatnie zresztą przyjaciele), ale i wiele osób z ich otoczenia. Trwa ponad półtora godziny i ma się wrażenie, że… to za mało. A to tylko jedno spotkanie. Jeśli ktoś chciałby stworzyć coś podobnego o całej rywalizacji tej dwójki, musiałby nakręcić serial. Kilkusezonowy.

Mamy tylko nadzieję, że zanim Rafa i Roger skończą kariery, zdołają dodać scenarzystom materiału na jeszcze więcej odcinków.

Fot. Newspix