Liga od kuźni: GKS Tychy
Weszło

Liga od kuźni: GKS Tychy

Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. To hasło wbić do głów powinni sobie ludzie działający wokół piłki w Tychach. Dawno nie mieliśmy tak ambiwalentnych odczuć po wizycie z „Ligą od Kuźni”, jak po kilku godzinach spędzonych na Górnym Śląsku.

Z jednej strony biznesowa smykałka i całkiem poukładana metodyka treningu. Z drugiej – wzajemne niesnaski i irytacja. Jedni z drugimi drą koty, nawet się z tym nie kryjąc. A są od siebie zależni.

W latach 2008-2009 w głowach trenerów czterech tyskich szkółek piłkarskich – Parafialnego UKS-u Chrzciciel Tychy, MOSM-u Tychy, Pioniera Tychy i Gromu Tychy – zrodził się plan. A może by tak połączyć siły?

Marcin Kuśmierz z Chrzciciela, Jarosław Ziemba oraz Sebastian Hałatek z Pioniera, a także Marcin Legwand z MOSM-u, postanowili rozpocząć współpracę.

– Akademia powstała w 2011 roku z połączenia czterech mniejszych klubów, które wcześniej ze sobą rywalizowały. Razem z kolegami z Pioniera Tychy zawiązaliśmy w 2009 roku kooperacj. To się sprawdziło, poszliśmy z tym pomysłem do prezydenta miasta i włączyliśmy kolejne dwa kluby. Wtedy powstał APN GKS Tychy – mówi Kuśmierz, dziś dyrektor zarządzający tego projektu.

APN to Akademia Piłki Nożnej. Szkoli dzieci od rocznika 2015, czyli U4, do rocznika 2005. W swojej strukturze ma aż 54 zespoły treningowe, zatrudnia 37 trenerów, a łącznie – ponad sto osób, bo wśród zatrudnionych są też kierowcy, nauczyciele czy pracownicy obsługi.

W roku 2011, kiedy powstał APN, trzecioligowy wówczas GKS nie miał nawet młodzieżowych sekcji. Na mocy umowy partnerskiej po dziś dzień, do końca podstawówki, szkoli więc akademia. Później zawodnicy oddawani są do Tyskiego Sportu, bezpośrednio podłączonego pod klub. Przynajmniej w teorii. TS działa od czterech lat, wcześniej to APN szkolił aż do U18.

Inni ludzie, oddzielne budynki, a i dogadać się nie jest za łatwo. Pomiędzy podmiotami, tak od siebie zależnymi, nie ma współpracy.

– Lata wstecz z małych tyskich klubów powstał APN. Nie wszyscy w ten projekt „weszli”, ale powstała akademia, która szkoliła do U18. Cztery lata temu postanowiono zmienić te struktury i cztery najstarsze drużyny wdrożono w Tyski Sport – wspomina Piotr Mrozek, koordynator szkolenia sekcji młodzieżowych w GKS-ie Tychy, czyli w Tyskim Sporcie.

I zaraz dodaje: – Takie podziały niczemu dobremu nie służą, bo to zawsze są podziały. Nawet, jeśli jest to tylko i wyłącznie organizacyjny podział, to jednak podział. Mam nadzieję, że niebawem będziemy jedną całością.

TS ogarnia więc zespoły U13, U15, U17 i U19, których barwy reprezentuje łącznie 84 zawodników.

Mrozek: – Naszym wspólnym mianownikiem z APN GKS Tychy jest rocznik U13. Mamy nadzieję jednak, że w przyszłości te dwa zespoły zostaną połączone i najlepsze jednostki stworzą jeden team, który będzie pracował pod szyldem GKS-u.

Na stadionie pierwszoligowy klub, a konkretnie jego sekcje młodzieżowe, ma do dyspozycji całe lewe skrzydło. Każda drużyna ma tam swoją stałą szatnię. Trenerzy, których jest sześciu, mogą pracować w komfortowych warunkach, bo sami też posiadają gabinet.

Im adepci starsi, tym bliżej do końca korytarza. Przesuwają się w kierunku szatni „jedynki”.

55529948_808290032859524_3132072666878443520_n

Prawe skrzydło Stadionu Miejskiego przeznaczono natomiast dla prywatnych akademii i klubów partnerskich. Szczególnie w okresie zimowym jest ono mocno oblegane, bo przy obiekcie funkcjonuje sztuczna, podgrzewana murawa.

– Korzystamy z boiska ze sztuczną nawierzchnią przy stadionie. Zawodnicy nie muszą nigdzie jeździć, bezpośrednio z szatni mogą wyjść na plac gry. Wiele do życzenia pozostawia natomiast nawierzchnia, bo boisko jest mocno eksploatowane. Na pewno dużym plusem jest jednak to, że jest podgrzewane. Korzystamy też z obiektów na Andersa, na Zetce, Paprocanach, a co jakiś czas zawodnicy mają szansę zagrać z topowymi śląskimi drużynami na głównej płycie Stadionu Miejskiego – wymienia Mrozek.

Wstępne plany mówią o remoncie głównego boiska treningowego w kwietniu. Powstać ma tam stadion lekkoatletyczny i dwa boiska. Cały proces hamują sprawy proceduralne, bo ktoś musi… wygrać przetarg, który ogłaszany był już kilkukrotnie.

GKS gra w ligach śląskich. Tych najwyższych, ale nie ma lig centralnych. W klubie dobrze wspominają poprzedni sezon, gdy w zespole U19 trenowało tylko dwunastu zawodników, a reszta terminowała z pierwszym zespołem czy drużyną rezerw. Juniorzy, mimo tego, do końca walczyli o pierwsze miejsce. W tym sezonie wystawiają nawet dwa lata młodszych, a zajmują pozycję w środku stawki.

Jednym z punktów zapalnych współpracy TS z APN jest szkoła. Według Mrozka to, że akademia postanowiła otworzyć SMS, w pewien sposób nadwyrężyło umowę partnerską z klubem.

Od września Tyski Sport rusza za to ze szkołą ponadgimnazjalną. – Od września 2019 otwierać będziemy klasy, które stworzą rocznik U17. Nie chcemy rozbudowywać ich pod kątem liczebności. Nie w tym rzecz. Już dawno zrozumieliśmy, że musimy przede wszystkim stawiać na jakość. Ilość nas nie interesuje, klasy mają liczyć maksymalnie do 15 zawodników. W procesie treningowym tak małą grupę łatwiej będzie prowadzić, zindywidualizować dla niej zajęcia.

Trochę inna polityka jest w SMS-ie Tychy, o którym za chwilę. – Nie wyobrażam sobie silnego klubu o dużych aspiracjach, który nie ma pod sobą całościowego szkolenia. Do pracy akademii podchodzimy z szacunkiem, ale to zawsze instytucja poza klubem, a naszym zadaniem jest stworzenie takich struktur, by wszystkie grupy, od podstaw, znajdowały się w klubie – twierdzi Mrozek, notabene były pracownik akademii.

Wcześniej czy później współpraca jest więc nieunikniona? Trenerzy w obu podmiotach kręcą głowami. Ci starsi twierdzą, że efektów pracy APN-u nie widać.

W programie szkolenia Tyskiego Sportu dużo jest, wzorem Zagłębia Lubin, czucia piłki. Sporą uwagę zwraca się również na technikę w formie wyizolowanej. Pozostała część zajęć jednak oparta ma być na rozumieniu gry, co byłoby dobrą kontynuacją modelu szkolenia przyjętego w akademii.

Mrozek: – Punktem wyjścia w Tyskim Sporcie jest dyscyplina, punktualność, budowanie świadomości zawodnika i ciężka praca. Nauczyliśmy się tego na Śląsku, nie za granicą – wbija szpilkę. – Często proste rzeczy są przywożone stamtąd, a u nas młodzi piłkarze sami malują na przykład szatnie. Nie jestem przekonany do tych nowinek, którymi zachwycają się polscy trenerzy po zagranicznych stażach.

W klubie nie mają jeszcze sport testerów, wysiłek monitorują za pomocą skali Borga. Zmiany w tej materii mogą jednak nastąpić wkrótce, jeśli uda się ruszyć ze szkołą. Wyznaczyli profile zawodników, których pragną posiadać. Każdemu z nich opracowali też, inspirując się Lechem Poznań, ścieżki kariery.

A jak to wygląda we wspominanym co rusz APN-ie?

Najbardziej na wyobraźnię działają inwestycje. U twórców Akademii widać smykałkę do biznesu, która pozwala konkretnie rozwijać projekt od lat.

Zaaranżowana przy Andersa klubowa kawiarnia, którą oblegają rodzice w okresie zimowym, a która w czasie letnim sprzedaje też lody naturalne, to idealny przykład jak obrotni są właściciele akademii. Wszędzie można przecież zarobić, trzeba tylko stworzyć odpowiednie ku temu warunki. A później wszystko kręci się już samo.

53918266_2205297049530197_3073113572042080256_n

Jarosław Ziemba to koordynator ds. szkolenia APN GKS Tychy. – Obecnie akademia to prężnie działające przedsiębiorstwo, które zatrudnia ponad 100 osób i obsługuje kilkadziesiąt projektów piłkarskich i edukacyjnych rocznie. Jesteśmy organem prowadzącym Szkołę Mistrzostwa Sportowego Tychy, która daje niesamowite możliwości wszechstronnego rozwoju naszych zawodników. W planach są kolejne wielkie inwestycje oraz inicjatywy sportowe i społeczne, które przełożą się na jeszcze wyższy poziom organizacyjny, a także poprawią jakość szkoleniową i treningową w klubie – opowiada.

Kuśmierz dodaje: – Akademia Piłki Nożnej to ogromna struktura. My nie tylko szkolimy dzieci i młodzież każdego dnia, jak robi to większość klubów w Polsce. My zajmujemy się również edukacją, to nasz największy projekt. Organizujemy także wielkie imprezy sportowe, rozgrywki miejskie. W imprezach takich jak Deichmann czy Akademia Cup bierze udział nawet po 800 uczestników!

Szkoła Mistrzostwa Sportowego Tychy to do tej pory największe wyzwanie, z którym zmierzył się APN. Jej otwarcie można uznane już jest za sukces.

Kiedy ogłosili nabór, w zaledwie jeden dzień do szkoły zapisało się 50 osób. Dziś uczniów jest 202, a docelowo ma ich być 320. Przyrost spodziewany jest już we wrześniu, bo pocztą pantoflową rodzice przekazują sobie całkiem pozytywne opinie. Aby się dostać do SMS-u, trzeba przejść sportowe testy, co kandydatów ogranicza do tych najlepszych piłkarsko.

– Szkoła została stworzona półtora roku temu. Budynek wydaje się nam nowoczesny. Pozwala nam też stworzyć domową atmosferę w szkole, co rzadko się w ostatnich czasach zdarza. Nie jest to budynek korporacyjny, wszystko jest zadbane, klimatyzowane, obrandowane – robi wrażenie. Stwarza też warunki do fajnej i spokojnej pracy – chwali dyrektor SMS Tychy Marcin Legwand.

Rodzice się przekonali, bo od 7:45 do 16:00 dzieci załatwiają wszystko. 16 godzin sportu, w tym akrobatyka, judo czy pływanie, treningi oraz zajęcia dodatkowe – 5x angielski, 1x włoski. APN, będący organem zarządzającym i założycielskim szkoły, stawia na rozwój ogólny, piłka nożna to tylko 30%.

Legwand: – APN GKS Tychy jest źródłem wszystkiego, czym się zajmujemy. Szkoła jest dzieckiem akademii. Stworzyliśmy miejsce, gdzie szkolimy piłkarzy w oparciu o ogólnie pojętą sprawność w postaci akrobatyki. Bez akademii nie byłoby szkoły, nie byłoby też innych inwestycji.

A jedną ze wspomnianych inwestycji jest SMS Fizjo-Active, funkcjonujący w szkolnym budynku. Poza młodymi piłkarzami placówka obsługuje również pacjentów prywatnych. Na co dzień działa w niej trzech fizjoterapeutów, dwóch trenerów przygotowania motorycznego i dietetyk.

Model biznesowy APN-u jest taki, że całkowity dochód ma być sumą różnych aktywności. Nie zawsze piłkarskich. Cały czas ma się coś dziać, a wszystko spływać powinno do jednego garnuszka. Garnuszka akademii.

55608101_2393731424191694_4048272436171374592_n

– Staramy się, by zasoby organizacyjne, sprzętowe, obiektowe i finansowe pracowały na siebie. By jedno było z drugim powiązane na tyle, by wszystko się samofinansowało. W biznesie nigdy nic nie jest samofinansujące się, więc staramy się, by jedna gałąź naszego przedsięwzięcia wspierała drugą. Szkołę wspieramy więc przez akademię, a SMS Fizjo-Active przez szkołę i dzieci ze szkoły. Teraz otwieramy SMS Arenę i chcemy, by do południa korzystały z niej dzieci ze szkoły, później dzieci z grup popołudniowych akademii, a cały wieczór i weekendy przeznaczymy na komercję. Tak, by obiekt utrzymać i spłacić – tłumaczy dyrektor zarządzający.

SMS Arena to kolejny gruby Deal w Tychach. Obok szkoły powstać ma hala łukowa z dwoma boiskami sztucznymi o wymiarach 40×20 metrów, pełnym zapleczem oraz salką do motoryki.

APN wydzierżawił od właściciela pobliskiego hotelu Aros grunty na wiele lat. W hotelu z kolei planowana jest bursa, bo i tak wszystkie pokoje nie bywają wyprzedawane.

Wielka inwestycja ma zostać oddana w kwietniu. Przypominać będzie katowicką „Kopalnię Futbolu”, jednak będzie nieco większa. To stawia tyską halę na pierwszym miejscu, jeżeli chodzi o takie konstrukcje na Górnym Śląsku.

Na zewnątrz, przy ul. Lawendowej przy szkole, są też w planach dwa Orliki, a do zagospodarowania wokół jest całkiem sporo terenu. Jeśli APN będzie szybszy od deweloperów, którzy wymarzą sobie tam kolejne osiedla domków, baza w Tychach za kilka lat przypominać może tę w Lubinie. Ale do tego na pewno potrzebna byłaby kooperacja z klubem, bo bez niego nie ma to sensu.

Tychy to miasto zakochane w hokeju. Dziś baza piłkarska bardzo rozrzucona jest po mieście. APN głównie trenuje na MOSiR-ze. Boiska naturalne przy Andersa są dwa, ale wykorzystywane są tylko na mecze i dla pierwszoligowego zespołu GKS-u.

Kuśmierz: – Głównie korzystamy z obiektów miejskich. Baza ta przeznaczona jest dla klubów piłkarskich i jest dostępna za przysłowiową złotówkę. Korzystamy z obiektów przy ul. Andersa, gdzie mamy jedno boisko oświetlone ze sztuczną nawierzchnią  oraz z Orlika dla młodszych kategorii wiekowych. Grupy przedszkolne trenują na obiektach przyszkolnych.

Czyli nie jest za kolorowo. A było jeszcze gorzej, bo na Andersa do niedawna w miejscu dzisiejszej kostki były tylko żwir i błoto. Budżet obywatelski przeforsowali znów ludzie związani z APN.

W grupach od U4 do U14 w APN-ie funkcjonuje ponad 700 dzieci. Przy takiej masie, konieczny był podział.Według poziomów.

Zielone grupy to te wiodące, dalej są czarne, a następnie czerwone. Co ciekawe, w szkole funkcjonują grupy czarne, bo nie wszyscy rodzice „zielonych” chcieli puścić swoje pociechy do SMS-u. Z czasem powinno się to jednak krystalizować.

APN swoje szkolenie podzielił na trzy etapy:

– zerowy: do U6, treningi w ośmiu ośrodkach przyszkolnych;
– I: klasy 1-3, trenują na Orlikach;
– II: klasy 4-8, trenują na MOSiRze, na boisku sztucznym.

55467862_423178128428851_8485779474703450112_n

Dużą wagę przykłada się tu też do aspektów rozwoju fizycznego. Grupy zielone i czarne, raz w tygodniu, odbywają trening złożony z godziny motoryki i godziny techniki. Pierwszą część wykonują w salce na Andersa, gdzie po zajęciach obowiązkowo każdy powinien się też rollować. W mikrocyklu ujęta jest również wstawka motoryczna z trenerką lekkiej atletyki, gdzie m.in. zawodnicy poprawiają wzorce ruchowe czy technikę biegu.

Dwa razy do roku w APN-ie odbywają się testy na fotokomórkach. Tak samo często prowadzony jest test FMS. SMS Fizjo-Active wyposażono natomiast w analizator składu masy ciała, dzięki czemu choćby waga i poziom tkanki tłuszczowej u wszystkich są stale monitorowane (4x w roku).

Raz w tygodniu dla zawodników dyżur ma dietetyk. Kilka razy w roku odbywają się też warsztaty z rodzicami w kontekście prawidłowego i zdrowego odżywiania – budowana jest świadomość i analizowane codzienne żywienie oraz nawadnianie zawodników.

Nowością, z jaką spotkaliśmy się w Tychach, są także skauci. Już na poziomie U9. Go grup popołudniowych wyróżniających się graczy z regionu (do 20 km) chętnie sprowadza się właśnie po takich obserwacjach. Te toczą się też podczas Akademia Cup, turnieju, w którym za darmo grają m.in. słabsze grupy. Występują w nim także zespoły z zewnątrz.

Metodyka treningu oparta jest na wzorcu hiszpańsko-holenderskim. – Chcemy bazować na rozumieniu gry. Żeby zawodnik zrozumiał, co chcemy przekazać, to nasza rolą trenerów jest, by zrozumieć, jak chcemy szkolić jednostki. A chcemy, by zawodnik na bazie swoich obserwacji potrafił ocenić boiskową sytuację, potrafił podjąć dobrą decyzję i dobrał do tego odpowiednie wykonanie – twierdzi Ziemba, który zainspirował się NEC Nijmegen i Remco Ten-Hoppenem, edukatorem KNVB.

– Dla nas rozumienie gry to przede wszystkim to, by zawodnik w oparciu o składowe, potrafił zaobserwować w jakiej sytuacji się znajduje. By potrafił zaobserwować przeciwnika, a zawodnicy bez piłki potrafili podjąć dobre decyzje, które pomogą zrobić postęp i stworzyć sytuację strzelecką – kontynuuje.

Kluczem w szkoleniu w APN jest schemat OCENA SYTUACJI -> PODJĘCIE DECYZJI -> ODPOWIEDNIE WYKONANIE.

– Sytuacja, decyzja, wykonanie. Te trzy słowa, czyli ocena sytuacji, decyzja, jaką zawodnik podejmuje na bazie zaobserwowanej sytuacji w centrum gry, przewija się przez nasze szkolenia, treningi i rozmowy. I przede wszystkim wykonanie, bo o skutecznym działaniu decyduje jednak to, czy potrafi wykonać odpowiednie zagranie. Te trzy fundamenty przewijają się przez naszą codzienność.

Weźmy na przykład sytuację 2v1. Zawodnikowi z piłką wg planu szkolenia zaleca się podać lub dryblować, jeżeli istnieje presja ze strony przeciwnika. Przy braku presji – należy prowadzić piłkę w kierunku bramki koncentrując uwagę najbliższego przeciwnika. W tym czasie zawodnik bez piłki udziela wsparcia swojemu koledze lub (przy braku presji na tego pierwszego) – tworzy przestrzeń / postęp.

Ciąg przyczynowo-skutkowy, rozpisany i dostępny dla każdego w klubie. Z określonymi poszczególnymi zawartościami techniczno-taktycznymi, specyficznymi sytuacjami i odpowiednią, oczekiwaną w ich przypadku decyzją.

gks_tychy_model-1

Ziemba: – Myślę, że wyróżnia nas przede wszystkim solidna i konsekwentna praca według programu, który tworzymy przez lata. Wielu trenerów-pasjonatów pozwala rozwijać ten system, co przekłada się na jakość zawodników. Naszym dużym atutem jest też to, że program szkolenia został stworzony na bazie doświadczeń klubów zagranicznych. Byliśmy uczestnikami stażów w Hiszpanii, Holandii, Niemczech, gościliśmy trenerów, którzy pozwalali nam zrozumieć i poznać system, np. holenderski.

Nie bez znaczenia pozostawiono w APN także stronę mentalną. Tę oparto w dużej mierze na szkole profesora Tadeusza Hucińskiego i oddawaniu odpowiedzialności graczom.

Ziemba: – Proces budowy mentalnej zawodnika, to duży procent szkolenia. W naszym planie ważna jest każda struktura rzeczowa treningu, ale bazą i fundamentem dla nas w tej kwestii było spotkanie z profesorem Hucińskim. Bardzo dużo zaczerpnęliśmy z Imopeksisu (jego książki – przyp. red.), ustaliliśmy profil zawodnika, który składa się z 6 czy 7 zawartości mentalnych. Chcemy, by nasz wychowanek tak się zachowywał, a tak reagował na sytuacje meczowe lub poza boiskiem. Głównie przekładamy zatem odpowiedzialność za to co robi zawodnik na niego. Pod kontrolą trenera. Pracujemy też nad przekonaniem, motywacją wewnętrzną.

Choć sami twórcy akademii podkreślają, że mają problem z trenerami, których potrzeba bardzo wielu (i to na odpowiednim poziomie), ci mogą liczyć na merytoryczne wsparcie i własny rozwój. We wspomnianej na wstępie kawiarni cyklicznie bowiem odbywają się dla nich szkolenia.

– Jeśli chodzi o trenerów, to szkolenie u nas przebiega warsztatowo. Kiedyś spotykaliśmy się raz w tygodniu, współpracowaliśmy i tworzyliśmy cały wspomniany wyżej fundament. Później spotykaliśmy się rzadziej, ale dzieliliśmy się zadaniami. W tej chwili spotykamy się według naszego kalendarza organizacyjnego. Częściej, gdy nie grają ligi, rzadziej w sezonie. Omawiamy sytuacje, środki treningowe, które trenerzy tworzą w grupach. Później dana grupa prowadzi zajęcia „na innej”.

Ziemba wciąż uważa, że coś można poprawić. Program szkolenia więc ewoluuje. – Aktualny stan wykrystalizował się, ale kształtował przez lata. Nie zamykamy się i nie mówimy, że to już koniec. Mamy kręgosłup, fundament, ale staramy się to dynamicznie zmieniać. Cały czas dodajemy coś nowego, rozbudowujemy, dodajemy kolejne moduły, co pozwala nam rozwijać siebie jako trenerów oraz zawodników – podsumowuje koordynator ds. szkolenia.

Chcemy, by to, co rozpoczęliśmy, mogło się rozwijać. By nasi zawodnicy mieli kompletne warunki do tego, by uprawiać swoją ukochaną dyscyplinę sportu – uzupełnia Kuśmierz.

***

Jak widać, w Tychach mają się czym pochwalić. W realiach pierwszoligowych – to ścisły szkoleniowy top, ale…

No właśnie. Sytuacja między trenerami jest bardzo napięta. Jedni zarzucają drugim brak jakości i mają wątpliwości co do ich fachowości.

Nie wiadomo też co robić z wychowankami. Z jednej strony w Tyskim Sporcie mówią, że tych z APN-u jest bardzo mało, pomimo dobrze zorganizowanego systemu szkolenia, które pokazują nam w akademii.

„Nie chcą oddawać wychowanków, wolą do Legii czy Zagłębia Lubin” – słyszymy na korytarzach Stadionu Miejskiego. Nawet z transferem Łukasza Krzczuka, „flagowego produktu” APN, który trafił później do GKS-u, były problemy.

„APN to firma”. W Tyskim Sporcie panuje przeświadczenie, że projekt akademii jest zbyt komercyjny. Kwestie obozów czy opłat za różnego rodzaju aktywności, są dość wysokie, w porównaniu do tego, co chciałby GKS.

„APN powstał z pieniędzy miejskich, o czym nie można zapominać”. Poza tym akademia korzysta z logo GKS-u, co może przyciągać wielu ludzi.

Zimą dla roczników 2005-2009 TS zorganizował „przegląd wojsk”. To nie spodobało się z kolei bardzo w akademii.

I pewnie gdybyśmy w Tychach spędzili więcej niż jeden dzień, trupów z szafy wypadłoby jeszcze więcej.

Historie i wzajemne żale sięgają lat minionych i wylewają się z każdej strony. Czy oba podmioty stać będzie jednak na przebaczenie? Na podjęcie współpracy? Czy to  w ogóle realny scenariusz?

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Wideo: MATEUSZ STELMASZCZYK

KOMENTARZE (0)