Ciężki Krycha, piątka za całokształt. Kłos i Ojrzyński po meczach kadry
Weszło

Ciężki Krycha, piątka za całokształt. Kłos i Ojrzyński po meczach kadry

Kto najwięcej zyskał, a kto stracił? Czy stylem powinniśmy się martwić? Na jakie oceny w skali szkolnej zasłużyli nasi reprezentanci? Czy 30 punktów w grupie eliminacyjnej to realna perspektywa po tym, co zobaczyliśmy w czwartek i niedzielę? Po dwóch pierwszych meczach reprezentacji w eliminacjach Euro 2020 porozmawialiśmy z 69-krotnym reprezentantem kraju Tomaszem Kłosem oraz trenerem Leszkiem Ojrzyńskim.

KŁOS: KRYCHOWIAK WYDAWAŁ MI SIĘ JAKIŚ TAKI CIĘŻKI

– Reprezentacja Polski spełniła pana oczekiwania sprzed marcowych meczów?

 Punktowe w stu procentach, to wiadomo. Przede wszystkim to, że nie straciliśmy bramki jest dla mnie powodem do zadowolenia, powiedziałbym, że to przerosło moje oczekiwania. Pamiętam ostatnie eliminacje do mistrzostw świata 2018 w Rosji, to w dwóch pierwszych meczach straciliśmy cztery bramki i zdobyliśmy cztery punkty. Jedyne, co było nie tak, to styl, w którym zagraliśmy zwłaszcza u siebie z Łotwą. Z nimi nie trzeba grać dobrze, by wygrać, ale mimo wszystko. Choć pamiętam, że takie mecze reprezentacji się zdarzały i będą się zdarzać. Myślę, że taktyka spaliła na panewce od samego początku, bo chyba nie spodziewaliśmy się, że Łotysze tak nas zaatakują i od pierwszej minuty narobią nam strachu.

– Pan wolałby, żeby gra była bardziej przekonująca, lepiej rokowała na kolejne mecze, ale na przykład gdyby jednego z tych meczów nie udało się wygrać? Czy powinniśmy być zadowoleni z tego, jak jest?

– Najpierw chciałbym, żebyśmy wygrywali. Później dopiero, żebyśmy pięknie grali. I wreszcie żebyśmy nie tracili goli. Ze zwycięstwa każdy powinien się cieszyć, potem można się zastanawiać, co można zrobić lepiej, co poprawić. Mamy sześć punktów, strzelone trzy gole, dwa czyste konta jesteśmy liderem, przed meczami z Macedonią i Izraelem mamy komfort przygotowania się w spokoju.

– Czyste konta w obu meczach w dużej mierze bazowały na naszym szczęściu.

– Szczęście trzeba mieć, bez niego trudno wygrywać. Ale trzeba pochwalić Wojtka Szczęsnego, bo zwłaszcza w meczu z Łotwą wybronił świetną sytuację Gutkovskisa w pierwszej połowie. Można było mieć poczucie, że choć obrońcy nie grają pewnie, to w bramce jest prawdziwy filar tego zespołu.

– Andrzej Strejlau powiedział w magazynie „4-4-2”, że naszym problemem jest to, że ani Kamil Glik, ani Jan Bednarek, a więc nasza podstawowa dwójka stoperów, nie potrafi wprowadzić piłki do gry. W wykonaniu Michała Pazdana w meczu z Łotwą też jakoś zachwycająco to nie wyglądało. To pana zdaniem duży problem?

– Nie do końca się z tym zgadzam. Stoperzy mogą sobie pozwalać na pewne rzeczy, jeżeli pozwalają na nie pomocnicy i napastnicy przeciwnika. W pierwszej połowie z Łotwą było o to bardzo ciężko, martwiliśmy się bardziej o grę obronną niż ofensywną. Ale też spodziewałem się przed meczem z Łotwą, że jeden ze stoperów będzie się co jakiś czas podłączał i robił przewagę. To było niemożliwe, bo za bardzo podchodzili pod nich pomocnicy – Klich, Krychowiak. Jeżeli podchodzi, to zabiera ze sobą pomocnika. Jak ma się wtedy stoper podłączyć?

– Jeśli chodzi o boki obrony – w meczu z Łotwą było widać, że one nie funkcjonują za dobrze.

– Jak mają funkcjonować, jeśli musieliśmy się najpierw martwić o grę obronną, a później dopiero próbować ofensywy? Były problemy z chemią w tym wszystkim. W pierwszym meczu z Austriakami lewa strona z Bereszyńskim i Zielińskim wyglądała nawet nieźle, w drugim – okej, przy sytuacji bramkowej podłączył się Reca. Ale pamiętajmy, Arek od dziewięciu miesięcy praktycznie nie gra, co odbija się na jego grze. Kamil Grosicki z Recą nie grał praktycznie nigdy na boku. Pamiętajmy, że to są wciąż jedne z pierwszych meczów w kadrze Tomka Kędziory, nie ma jeszcze nawet dziesięciu występów. Miał udział przy bramce z Austriakami, ale to nie jest jeszcze to. Na nasze postrzeganie wpływa też to, że w ostatnich czterech latach na prawej stronie grali w większości meczów Piszczek z Błaszczykowskim, którzy automatyzmy mieli wyniesione z klubów. Grosicki też rozumiał się dobrze z Rybusem, z Jędrzejczykiem. Teraz nie ma takiej pary ani na jednym, ani na drugim boku, potrzeba na to jeszcze dużo czasu.

– Środek pola Krychowiak-Klich to pana zdaniem docelowy podstawowy duet tej reprezentacji na dłuższy czas?

– Spodziewałem się po nich dużo, dużo więcej. I nadal będę. W przypadku Grześka nie wiem, czy to kwestia długiego okresu przygotowawczego, obciążeń narzuconych podczas obozu zimowego, bo wydawał mi się taki jakiś ciężki. Za dużo operował długimi piłkami, które nie zawsze były celne. Bardziej oczekiwałbym, by mniej angażował się w grę do przodu, a bardziej ubezpieczał boki, gdy włączają się boczni obrońcy. Jeśli jest dziura, to żeby załatał. On to najlepiej potrafi. Klichu? Myślałem, że chemię z Zielińskim, którą pokazał w jesiennych meczach, teraz wykorzysta, że będzie bardziej widoczny. Że piłki do przodu będą między sobą wymieniać. A on podchodził pod stoperów, co – jak wcześniej mówiłem – blokowało podłączanie się jednego z nich pod atak, wejście ewentualne w drugą linię.

– Wiele zespołów gra w tym momencie trójką w środku pola i zastanawiam się, czy duet Krychowiak-Klich jest zdolny w takim układzie, przeciwko rywalowi mocniejszemu niż Łotwa, wygrać walkę o środek boiska.

– Jak najbardziej są w stanie. Wiemy, że stać ich na wiele. Jeśli Piotr Zieliński będzie grał tak jak ostatnio, czyli jako schodzący z lewej strony, to będą mieć trzeciego do gry. Oczywiście, wtedy lewa strona będzie nieco mniej ofensywna, ale powinno nam to pozwolić przejmować kontrolę. Przejście na trójkę w środku oznaczałoby z kolei grę na jednego napastnika, a przy naszej grupie i naszych możliwościach nie uważam, by to była odpowiednia decyzja.

– Co sądzi pan o powołaniu Żurkowskiego i Gumnego tylko po to, by nie zagrali, by obaj usiedli na trybunach z Austrią, Żurkowski również z Łotwą i zostali oddelegowani do kadry U-21 w poniedziałek? 

– Powiem szczerze, myślałem, że może Żurkowski dostanie szansę w drugim meczu. Ale jak najbardziej słuszne jest to, że dziś ci zawodnicy zagrali z Serbią, złapali kolejne minuty.

– Ale pytam o coś innego – czy to było potrzebne, czy nie lepiej, gdyby zagrali też z reprezentacją Czesława Michniewicza w Bristolu i byli z nią od początku zgrupowania? Przez to też można traktować decyzję o przesunięciu obu do U-21 jako swego rodzaju zsyłkę.

– To żadna zsyłka, degradacja, obaj jeszcze nie debiutowali w pierwszej reprezentacji. Może trener widział ich w drugim meczu z Łotwą, ale później, poprzez treningi okazało się, że postawi jednak na innych. Myślę, że ta infekcja, o której się mówiło wyjaśnia, dlatego ci zawodnicy zostali wstrzymani przy pierwszej drużynie aż do niedzieli, do samego końca. Milik, Zieliński, Klich byli podziębieni, trener Brzęczek chciał mieć opcję awaryjną.

Polska wygra swoją grupę eliminacyjną? ETOTO.pl płaci 1,32 zł (wliczając stawkę) za każdą postawioną złotówkę

Pilka nozna. Ekstraklasa. Legia Warszawa - Zaglebie Lubin. 21.07.2018

OJRZYŃSKI: STAĆ NAS NA 30 PUNKTÓW. NAJTRUDNIEJSZY BĘDZIE IZRAEL

– Gdybyśmy mieli w skali szkolnej ocenić reprezentację za dwa ostatnie występy, jaką ocenę pan by wystawił?

– Wystawiłbym dwie oceny. Pierwsza za punkty, czyli szóstka. Druga za to, co oko widziało, czwórka. Wiadomo, że w piłce nie chodzi o wrażenie artystyczne, a przede wszystkim o punkty, ale wiemy jednocześnie, że mając takich piłkarzy, można oczekiwać więcej. Punkty są najważniejsze. Czyli wyciągając średnią z szóstki i czwórki, wychodzi nam piątka. W piłce nożnej liczy się osiągnięcie – lub nie – zamierzonego celu. Nie tylko Francja, która została mistrzem świata, ale i większość zespołów na ostatnim mundialu, pokazała, że trzeba być pragmatycznym. Dobrze, że w drugim meczu mieliśmy teoretycznie słabszego przeciwnika, bo te drugie mecze były naszą piętą achillesową. Tutaj przez ponad siedemdziesiąt minut mieliśmy prawo wybrzydzać, narzekać, nie było za ciekawie. Ale liczy się to, co po ostatnim gwizdku – wynik się zgadzał, nie straciliśmy gola, zdobyliśmy dwa, to jest najważniejsze. Nikt nie będzie na zakończenie eliminacji pamiętał, jak wygraliśmy z Łotwą, będą wtedy liczone zdobyte punkty, a nie noty za styl.

– Coś w tych spotkaniach, mimo bardzo przeciętnej gry, można wyróżnić zdecydowanie na plus?

– Na pewno to, że drużyna zyskała dużo pewności na dalszą część eliminacji dzięki tym sześciu punktom, w końcu Austriacy mieli w ostatniej akcji szansę na wyrównanie, Łotysze parę razy wyszli sam na sam ze Szczęsnym. Liderując w tabeli inaczej się wychodzi na boisko w kolejnym meczu, z większym zaufaniem do siebie, do ludzi będących najbliżej kadry. Pewność siebie to ogromny kapitał, największa wartość po tych dwóch spotkaniach. Dobrze, że niektórzy zawodnicy przebywali ze sobą na boisku, bo nad zgraniem można by było trochę pomarudzić. Dobrze, że zobaczyliśmy w większym wymiarze Lewandowskiego i Piątka, już w meczu z Austriakami stworzyli jedną wyśmienitą sytuację, teraz też mieli okazję poruszać się obok siebie na boisku, poczuć, jak gra kolega z ataku. Plusiki możemy też podopisywać bramkarzowi i obrońcom, bo w końcu zachowaliśmy dwa czyste konta.

– Kto z zawodników najwięcej zyskał?

– Wymieniłbym całą reprezentację, wszystkich, którzy zagrali. Minuty złapali zawodnicy, którzy grali mniej, ostatnio nie występowali w reprezentacji. Co by nie mówić o grze, zrobiliśmy dwa małe kroczki, by wygrać eliminacje. Ci gracze zostali sprawdzeni, sztab dokona analizy i rozliczy ich z założeń taktycznych.

– Kto pana najbardziej zawiódł?

– Arek Milik miał problem zdrowotny, w ogóle nie wyszło mu te 45 minut z Austrią. Po nim można się było więcej spodziewać, ale czasami choroba potrafi mocno pokrzyżować plany. Będą jednak dla niego kolejne okazje, on w klubie pokazuje regularnie świetną dyspozycję. Ale ważne, że nawet mimo jego, innych kadrowiczów problemów ze zdrowiem, punkty są przy naszej reprezentacji.

– 30 punktów w eliminacjach?

– Stać nas na to. W każdym meczu możemy zapunktować maksymalnie. Od początku wiedzieliśmy, że jesteśmy faworytem grupy, a faworyt powinien zawsze mierzyć w maksa.

– Gdzie tkwi najtrudniejsza przeszkoda spośród pozostałych meczów?

– Największą trudność z pozostałych spotkań może nam jeszcze sprawić mecz w Izraelu, tym bardziej że gramy go w czerwcu. Późną porą, owszem, ale temperatura pewnie będzie wyższa, to może sprawić nam problem. Dobrze, że z Austriakami wycisnęliśmy to, co mieliśmy.

Izrael nie tylko sprawi nam kłopoty w meczu u siebie, ale i wygra grupę? Kurs 6,00 w ETOTO.pl

SP

fot. FotoPyK

KOMENTARZE (7)